Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 15 Liga
W meczu na szczycie mierzyły się ekipy Yug Bud i Green Team. Gospodarze, wciąż niepokonani w lidze, chcieli wykonać kolejny krok w kierunku mistrzostwa tego sezonu. Goście natomiast nie zamierzali ustępować i przyjechali w mocnym składzie, gotowi powalczyć z liderem rozgrywek.
Początek spotkania to zacięta walka na całym boisku – żadna z drużyn nie potrafiła przejąć inicjatywy, a klarownych sytuacji było jak na lekarstwo. Dopiero po stałym fragmencie gry Robert Zawistowski nie trafił czysto w piłkę, co wykorzystał Krystian Szkop, znajdując się we właściwym miejscu i czasie, by wyprowadzić Green Team na prowadzenie.
Gospodarze ruszyli do odrabiania strat, ale w pierwszej połowie brakowało im dokładności w rozegraniu. Dopiero w końcówce tej części gry, po błędzie w środku pola, do piłki dopadł Volodymyr Kharin i świetnie dostrzegł w polu karnym Vasyla Smirnova, który z bliskiej odległości pokonał Sebastiana Durańskiego. Do przerwy mieliśmy remis 1:1.
Po zmianie stron Yug Bud szybko zdobył dwie bramki i przejął pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Green Team jednak nie zamierzał się poddawać i konsekwentnie próbował odrobić straty. Brakowało im jednak szczęścia – potężne uderzenia Piotra Waszczuka kilkukrotnie mijały bramkę o centymetry, a strzał głową Krystiana Szkopa trafił w słupek. Gospodarze mieli więc odrobinę szczęścia, choć w końcówce również mogli podwyższyć prowadzenie. Świetnie w bramce gości spisywał się Sebastian Durański, który sam w doliczonym czasie miał jeszcze szansę na gola, ale minimalnie chybił.
Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 3:1 i Yug Bud pozostał niepokonany w tym sezonie. Green Team, mimo porażki, wciąż zachowuje realne szanse na walkę o medale.
NieDzielni po pięciu meczach mieli na koncie zaledwie trzy punkty i przystępowali do spotkania 6. kolejki z nadzieją na wydostanie się ze strefy spadkowej. Nadzieję tę jednak zostawili w szatni, bo na boisku grę w pełni kontrolowali zawodnicy Szeregu Homogenizowanego. Lider zespołu, Jakub Myszór, zaliczył dwa trafienia w pierwszej połowie, jedno dołożył Aleksander Ryszawa i NieDzielni schodzili na przerwę z bagażem trzech bramek. Na szczególną uwagę zasługuje drugie trafienie Myszóra, który popisał się skutecznym strzałem z bezpośredniego rzutu wolnego.
Trzeba jednak oddać gospodarzom, że nie poddawali się i szukali swoich okazji. Strzałom - między innymi Jana Wójcika - niewiele brakowało do szczęścia. Niestety dla nich, to goście byli skuteczniejsi. Kolejne bramki zdobywali Jakub Gazda, Jan Mitrowski oraz Bogdan Bańkowski, a Jakub Myszór skompletował hat-tricka.
Odrobinę radości kibicom NieDzielnych przyniosła akcja duetu Maciek Piątek – Jan Wójcik. Po sprytnie rozegranym rzucie wolnym Wójcik oddał mocny, płaski strzał i gospodarze również mogli cieszyć się z trafienia. Niestety, takie momenty zdarzają się im rzadko. NieDzielni mają obecnie najsłabszą ofensywę w lidze i zdecydowanie muszą nad nią popracować w kolejnych meczach.
Po tej wysokiej porażce podopieczni Marcina Aksamitowskiego spadli na przedostatnie miejsce w tabeli. Szereg Homogenizowany natomiast odniósł drugie zwycięstwo z rzędu, umacniając swoją pozycję w środku stawki.
Na Arenie Grenady zamykająca tabelę KP Syrenka podejmowała wyżej notowany Inter. Faworyt tego meczu był oczywisty – każdy, kto choć trochę śledzi Ligę Fanów, wiedział, że to goście przystępują do spotkania w roli zdecydowanego pretendenta do zwycięstwa. Jednak futbol lubi pisać swoje własne, nieprzewidywalne scenariusze.
Mecz rozpoczął się zgodnie z przewidywaniami. Inter szybko narzucił swój rytm i w krótkim odstępie czasu dwukrotnie trafił do siatki za sprawą Pavlo Hordieieva, który potwierdził wysoką formę strzelecką. Wydawało się, że będzie to spokojny spacer po punkty, ale Syrenka miała inne plany. Najpierw kontaktowe trafienie zaliczył Kacper Stępniak, a choć Inter błyskawicznie odpowiedział kolejnym golem, gospodarze się nie załamali. W końcówce pierwszej połowy zagrali z ogromnym sercem – po indywidualnej akcji Eryk Bakun zdobył bramkę na 2:3, a chwilę później, po kombinacyjnej akcji, Maksymilian Pająk zagrał do Szymona Kozeła, który doprowadził do sensacyjnego remisu 3:3.
Po przerwie Inter ponownie ruszył do ataku, jednak bramkarz Syrenki kilkakrotnie popisał się znakomitymi interwencjami. W końcu Denis Kysilew mocnym strzałem przywrócił prowadzenie gościom, lecz Syrenka grała tego dnia z ogromnym zacięciem. Maksymilian Pająk popisał się fenomenalnym uderzeniem w samo okienko, a chwilę później dołożył kolejne trafienie, wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie 5:4! Inter rzucił się do odrabiania strat i za sprawą Bohdana Kulbashnego zdołał ponownie wyjść na prowadzenie. Gdy wydawało się, że goście dowiozą zwycięstwo, na scenę znów wkroczył Pająk, kompletując hat-tricka i ustalając wynik na 6:6.
To historyczny punkt dla KP Syrenki – pierwszy w rozgrywkach Ligi Fanów! Radość gospodarzy była w pełni zasłużona. Inter natomiast zaliczył niespodziewaną wpadkę i zamiast zbliżyć się do czołówki, musi teraz poszukać przyczyn straty punktów.
Jakie wspaniałe widowisko zgotowały nam zespoły RCD Los Rogalos i Old Boys Derby III na Arenie Grenady w ten weekend! Z początku faworytem do zwycięstwa był bez wątpienia zespół gości, który jak dotąd przegrał tylko raz - w hitowym starciu z Pogromcami Poprzeczek. Rogale z kolei mieli na swoim koncie zaledwie jedno zwycięstwo, a w tabeli legitymowali się najgorszym bilansem bramkowym w lidze.
Obie ekipy przystąpiły do meczu w szerokich składach. Gospodarze wystawili dziesięciu zawodników, a Old Boys Derby przyjechali aż w piętnastoosobowej kadrze. Już od pierwszego gwizdka było widać, że żadna ze stron nie zamierza się oszczędzać. Grę prowadzili częściej goście, utrzymując się dłużej przy piłce, lecz kontrataki Rogalików okazały się dla nich zabójcze. Po zaledwie siedmiu minutach gry, wbrew oczekiwaniom, to gospodarze jako pierwsi trafili do siatki, wykorzystując błąd defensywy rywali. Na ławce rezerwowych Rogalos panowała fantastyczna atmosfera - zawodnicy nieustannie wspierali swoich kolegów na boisku. Gospodarze nie zwalniali tempa, rozkręcali się z każdą minutą i już po dziesięciu kolejnych minutach ponownie znaleźli drogę do bramki. Genialną zespołową akcję z zimną krwią wykończył Maciej Saniewski, a jego radość po trafieniu była nie do opisania. Old Boys Derby znaleźli się w trudnym położeniu - próbowali wszystkiego: strzałów z dystansu, krótkich podań, kombinacyjnej gry, jednak nic nie przynosiło efektu, a szczelna defensywa Rogalików nie pozwalała im złapać kontaktu.
Po zmianie stron emocje sięgnęły zenitu. Goście wyszli na drugą połowę odmienieni. Widać było, że w szatni padły mocne słowa, które zmotywowały ich do działania. Old Boys ustawili się w najmocniejszym składzie i w końcu zaczęli odrabiać straty. W 35. minucie Daniel Zieliński wykończył rzut rożny efektownym i efektywnym trafieniem z krzyżaka. Bramka ta rozpaliła w gościach nową energię i dodała im wiary. Na ich nieszczęście w odpowiedzi popisał się kapitalnym dryblingiem Kuba Piotrowski, który po efektownym rajdzie podwyższył prowadzenie Los Rogalos na 3:1. Radość wśród gospodarzy była ogromna, którzy praktycznie czuli już zapach zwycięstwa.
Old Boys nie tracili jednak ducha walki. Do końca naciskali, zasypywali bramkę rywali strzałami i w końcu po dobitce Piotra Grudnia zdobyli gola kontaktowego na 3:2. Czasu na wyrównanie było jednak zbyt mało. RCD Los Rogalos dowieźli prowadzenie do końca, odnosząc swoje drugie historyczne zwycięstwo. Świętowanie po ostatnim gwizdku było wyjątkowe ,a radość na twarzach zawodników Rogalików mówiła więcej niż tysiąc słów.
Spotkanie FC Wombatów z Pogromcami Poprzeczek było jednym z tych meczów, które na długo zapadają w pamięć – nie tylko ze względu na wynik, ale również na niecodzienny przebieg wydarzeń. Ostatecznie to Pogromcy zwyciężyli 4:3, potwierdzając, że znajdują się w świetnej formie i nieprzypadkowo zajmują miejsce w górnej połowie tabeli.
Od pierwszego gwizdka to właśnie Pogromcy przejęli inicjatywę. Częściej utrzymywali się przy piłce i tworzyli więcej sytuacji podbramkowych. Paradoksalnie jednak jako pierwsi trafili... do własnej siatki. Po niefortunnej interwencji Olka Markowskiego piłka odbiła się od niego i wpadła do bramki, dając prowadzenie Wombatom. Reakcja gości była jednak natychmiastowa - chwilę później Marcin Kowalski wyrównał po dobrze rozegranej akcji i precyzyjnym strzale.
Kiedy wydawało się, że Pogromcy w pełni kontrolują mecz, Markowski po raz drugi niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki. Na szczęście dla niego Marcin Kowalski ponownie szybko odpowiedział, doprowadzając do remisu 2:2. Dla samego Markowskiego końcówka pierwszej połowy nie była jednak szczęśliwa - po ostrym wejściu obejrzał żółtą kartkę, choć sędzia mógł równie dobrze pokazać czerwoną, ale najwyraźniej nie chciał jeszcze bardziej dobić pechowego zawodnika.
Po przerwie Pogromcy Poprzeczek wciąż prezentowali się lepiej. Grali dokładniej, szybciej reagowali na straty i skutecznie wykorzystywali błędy rywali. Gole Mateusza Niewiadomego oraz Marcina Kowalskiego, który tym samym skompletował hat-tricka, dały im prowadzenie 4:2. Wombaty odpowiedziały jeszcze mocnym uderzeniem Wojtka Grabowskiego, ale czasu na wyrównanie już zabrakło.
Ostatecznie Pogromcy Poprzeczek wygrali zasłużenie 4:3 i to mimo dwóch pechowych samobójów. Wombaty walczyły ambitnie i do końca, jednak różnica w organizacji gry i skuteczności była tego dnia widoczna.







)
)
)
)
)
)
)
)
)