Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 8 Liga
Patrząc na tabelę ósmej ligi, można było spodziewać się zaciętego pojedynku w starciu Synów Księdza z Q-ICE Warszawa. Obie ekipy przystąpiły do rywalizacji w solidnych składach, choć w drużynie gości zabrakło dwóch czołowych zawodników. Nie przeszkodziło to jednak w dobrym występie, a Łukasz Mróz zadbał o odpowiednią motywację swojego zespołu.
Od pierwszych minut to goście przejęli inicjatywę i szybko udokumentowali swoją przewagę zdobyciem bramki. Synowie Księdza odpowiedzieli niemal natychmiast, doprowadzając do remisu 1:1. Od tego momentu jednak zespół Łukasza Mroza w pełni kontrolował przebieg gry – Q-ICE grało pewnie, wysoko wychodziło do pressingu i konsekwentnie wykorzystywało błędy rywala. Defensywa gospodarzy popełniała proste błędy, a straty w środku pola tylko ułatwiały zadanie przeciwnikom. Efekt? Wynik szybko „odjechał”, a do przerwy na tablicy widniało 1:5.
Po zmianie stron gospodarze próbowali wrócić do meczu i odrabiać straty, jednak szybko stracona bramka ponownie podcięła im skrzydła. Trafienie Piotra Ziembińskiego dało jeszcze chwilowy impuls, ale w ofensywie tego dnia drużyna Damiana Węgierka nie była tak skuteczna, jak w poprzednich kolejkach.
Tymczasem rozpędzona ekipa Q-ICE Warszawa miała pełną kontrolę nad wynikiem. W ofensywie świetnie współpracowali ze sobą Vasyl Privoznik i Vlad Yarmoliuk – to właśnie oni nadawali ton grze, strzelali, asystowali i wspólnie uzbierali aż osiem trafień niedzielnego poranka na AWF-ie.
Ostatecznie goście zwyciężyli 9:4, przeskakując Synów Księdza w tabeli i potwierdzając, że mimo braków kadrowych potrafią zagrać skutecznie i dojrzale.
Zapowiadało się na prawdziwy hit kolejki – i dokładnie to dostaliśmy. Oba zespoły należą do ścisłej czołówki, a ich forma i styl gry gwarantują emocje od pierwszej do ostatniej minuty. Kresowia to zespół świetnie poukładany i doświadczony, natomiast FC Alliance od momentu dołączenia do Ligi Fanów udowadnia, że potrafi seryjnie wygrywać i nie boi się żadnego rywala.
Od pierwszego gwizdka było widać, że nikt tu nie zamierza kalkulować. Pierwszy cios zadali goście – po świetnej interwencji bramkarza Kresowii piłka szczęśliwie trafiła pod nogi ich zawodnika, który momentalnie uruchomił kontratak zakończony celnym uderzeniem Włodzimierza Kazakowa. FC Alliance odpowiedziało błyskawicznie – i to potrójnie. Trzy szybkie trafienia dały im prowadzenie 3:1 do przerwy, które mogło być jeszcze wyższe, gdyby nie znakomita interwencja bramkarza Kresowii przy rzucie karnym.
Po zmianie stron gra całkowicie się odwróciła. Kresowia złapała rytm, zaczęła grać zespołowo i pewniej w ataku pozycyjnym. Ich dominacja szybko przyniosła efekty – padło pięć bramek z rzędu, a szczególnej urody było trafienie Oleksandra Rohovyiego, który efektownym lobem pokonał golkipera gospodarzy. Przy stanie 3:5 wydawało się, że goście mają mecz pod kontrolą i dowiozą komplet punktów, ale FC Alliance nie zamierzało składać broni. W końcówce gospodarze pokazali ogromny charakter i determinację, odrabiając straty i doprowadzając do wyrównania 5:5. Ostatnie minuty to była prawdziwa wymiana ognia z obu stron – każda drużyna mogła jeszcze przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale ostatecznie wynik nie uległ zmianie.
Remis jak najbardziej sprawiedliwy. Kresowia pokazała świetną organizację i zgranie, a FC Alliance ogromne serce do walki. Obie ekipy potwierdziły, że nie przypadkiem są w ścisłej czołówce i że walka o najwyższe miejsca w tej dywizji zapowiada się znakomicie.
Mecz pomiędzy FC Pers a Legion UA zapowiadał wiele emocji i walki do samego końca – z tego przecież znane są oba zespoły. Tym razem nie było inaczej. Ostatecznym zwycięzcą okazali się goście, którzy wykorzystali fakt, że rywale przyjechali w osłabieniu, a ostoja defensywy Persa musiała stanąć między słupkami w roli bramkarza.
Nie było to jednak łatwe i gładkie zwycięstwo dla Legionu UA. Ilekroć wychodzili oni na prowadzenie, gospodarze potrafili wyrównać wynik lub wrzucić drugi bieg, wiedząc, że muszą zrobić coś, by odmienić losy spotkania. Goście grali jednak cierpliwie, bez forsowania tempa, krok po kroku rozmontowując obronę Persa.
Najbardziej aktywny w ofensywie drużyny ukraińskiej był Elbek Muhammadaliyev, który popisywał się efektownymi rajdami z piłką, mijając rywali niczym pachołki na treningu – z niezwykłą łatwością. Do tego dołożył gola i dwie kluczowe asysty, mając udział w ponad połowie bramek zdobytych przez swój zespół.
Legion podszedł do meczu ze spokojem i pewnością siebie, a ich ataki pozycyjne były zabójczo skuteczne. Pers nie do końca wiedział, jak na nie reagować, przez co musiał uznać wyższość rywala i poniósł porażkę 3:5.
Spotkanie pomiędzy Force Fusion FC a Legionem w ramach 4. kolejki 8. ligi dostarczyło sporą dawkę tego, co kibice lubią najbardziej – było pełne bramek, zwrotów akcji i zaciętej walki do ostatnich minut.
Strzelanie rozpoczął Ruslan Yakubiv, który już na początku meczu wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Legion jednak szybko odpowiedział – Vladyslav Barabash doprowadził do wyrównania, a chwilę później po raz drugi wpisał się na listę strzelców, dając swojej drużynie prowadzenie. Force Fusion nie zamierzało odpuszczać, bo jeszcze przed przerwą ponownie do siatki trafił Yakubiv, ustalając wynik pierwszej połowy na 2:2. Rezultat ten w pełni odzwierciedlał przebieg gry – obie ekipy stwarzały dogodne sytuacje, a żadna nie potrafiła wyraźnie zdominować przeciwnika.
Drugą połowę lepiej rozpoczęli gospodarze. Niefortunne zagranie Illii Kopyla zakończyło się bramką samobójczą, co ponownie dało prowadzenie Force Fusion. Chwilę później gospodarze dorzucili kolejne trafienie i wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Wtedy jednak do gry wrócił Legion – a konkretnie Vladyslav Barabash. Najpierw jego zespół zmniejszył straty, potem doprowadził do wyrównania, by w końcu zdobyć kolejne dwie bramki i wyjść na prowadzenie 6:4. Gospodarze jeszcze raz poderwali się do walki – hat-tricka skompletował Ruslan Yakubiv, zmniejszając wynik na 5:6, ale na więcej zabrakło już czasu.
Ostatecznie to Legion cieszył się z trzech punktów, a bohaterem meczu bezapelacyjnie został Vladyslav Barabash – cztery gole i dwie asysty mówią same za siebie. Zawodnicy Force Fusion mogą czuć spory niedosyt, bo walczyli jak równy z równym i długo byli blisko zwycięstwa. Teraz jednak muszą szybko podnieść głowy i skupić się na kolejnych ligowych wyzwaniach.
Shitable kontra Dnipro to kolejny mecz, jaki miał miejsce w miniony weekend na naszych ligowych obiektach. Pierwsza połowa tego widowiska była niezwykle wyrównana, z lekką przewagą Shitable po tej części spotkania. Najpierw kapitalne podanie na gola zamienił Holubko, a chwilę później w odpowiednim miejscu i czasie znalazł się Hladyshev, finalizując składną akcję swojego zespołu.
Druga odsłona należała już do zawodników Dnipro, którzy wreszcie zaczęli dochodzić do głosu. Kluczową postacią okazał się Vladyslav Budz, mocno wspierany przez Maksyma Marchenkę. Ten duet zdobył łącznie cztery gole w drugiej części spotkania, ratując ostatecznie remis na chwilę przed końcem meczu.
Zespół Andrzeja Barana uratował się po dość słabym występie i zanotował kolejny remis w tym sezonie. Do tej pory można było mówić o swego rodzaju klątwie remisów, ale tym razem zawodnicy gości raczej nie będą mieli o to pretensji – wyrwali punkt mimo gry poniżej swoich możliwości. Wiemy, na co ich stać, i zdecydowanie nie był to ich najlepszy dzień, jednak koniec końców udało się uniknąć porażki.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)