Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 8 Liga
To miał być ciekawy mecz – obie drużyny przegrały swoje pierwsze spotkania i bardzo chciały się zrehabilitować. Każda mogła wcześniej tłumaczyć się brakami kadrowymi: Shitable grało w mocno okrojonym składzie, a Force Fusion musiało radzić sobie bez kapitana i największej gwiazdy – Ruslana Jakubiva. Tym razem żadna ze stron nie miała już wymówek: Ruslan wrócił do gry, a Shitable dysponowali szeroką ławką i nowymi zawodnikami.
Rezultat zmian? Już w 12. minucie było 3:0, a wszystkie gole zdobył Jakubiv. Szczególnie efektowne było jego trzecie trafienie – po perfekcyjnym dośrodkowaniu Batmunkha Unursaikhana uderzył głową z dalszego słupka, nie dając szans bramkarzowi. Shitable odpowiedzieli dwoma golami swojego lidera, Stasa Krayeuskiego, lecz to nie wystarczyło – Force dorzucił kolejne trafienia i do przerwy prowadził 5:2. Było to w pełni zasłużone prowadzenie, bo w pierwszej połowie to Fusion wyraźnie kontrolowało przebieg gry.
Po zmianie stron obraz meczu niewiele się zmienił – Shitable częściej dochodziło do sytuacji, ale to Force trzymało rękę na pulsie. Jednak między 36. a 46. minutą oglądaliśmy prawdziwy zwrot akcji. Shitable złapali wiatr w żagle, uwierzyli w odmienienie losów spotkania i w krótkim czasie zdobyli aż cztery gole, doprowadzając do remisu 6:6. Wydawało się, że psychologiczna przewaga jest już po ich stronie i zwycięstwo jest na wyciągnięcie ręki. Doświadczenie Fusion jednak zrobiło różnicę – zespół uspokoił grę, opanował emocje i bezlitośnie wykorzystał swoje atuty, punktując rywala po stałych fragmentach i kontratakach. Ostatecznie mecz zakończył się zasłużonym zwycięstwem Force Fusion.
Choć przez większość czasu to oni kontrolowali przebieg rywalizacji, Shitable pokazali świetny fragment meczu. Jeśli uda im się taki zryw rozciągnąć na całe 50 minut, pierwsze zwycięstwa są tylko kwestią czasu.
W niedzielny poranek na arenie AWF-u mierzyły się ekipy Synów Księdza i Legionu. Już od pierwszych minut zespół z Ukrainy narzucił swoje tempo i zdominował rywala. Gospodarze, zanim zdążyli się obudzić, musieli odrabiać straty, a gdyby nie świetna postawa Pawła Prycińskiego, wynik do przerwy mógł być dla drużyny Damiana Węgierka znacznie gorszy. Legion imponował mobilnością i szybką wymianą podań, co sprawiało sporo problemów defensywie przeciwnika. Do przerwy goście prowadzili 4:1 i wydawało się, że mają mecz pod pełną kontrolą.
Po zmianie stron w obozie Synów Księdza nastąpiła pełna mobilizacja – mocniejsza defensywa i lepsza organizacja gry sprawiły, że gospodarze szybko złapali kontakt. Legion nieco spuścił z tonu, a jego akcje nie były już tak groźne jak w pierwszej połowie. Kluczowe momenty meczu nastąpiły około 40. minuty – Synowie Księdza zdobyli dwie bramki w krótkim odstępie czasu i strata zmalała do jednego gola. Szczególnie pechowe okazało się trafienie na 4:5 – po wybiciu bramkarza Pawła Prycińskiego piłkę głową zagrał zawodnik Legionu, czym kompletnie zmylił własnego golkipera. Na pięć minut przed końcem wyrównującą bramkę zdobył kapitan Damian Węgierek, a ostatnie sekundy spotkania były niezwykle emocjonujące. Obie drużyny miały swoje okazje, lecz wynik nie uległ już zmianie.
Ostatecznie po bardzo ciekawym pojedynku padł remis 5:5, który z perspektywy całego meczu wydaje się jak najbardziej sprawiedliwy. Legion musi nauczyć się zamykać takie spotkania – przy większej skuteczności mogli zgarnąć pełną pulę. Synowie Księdza z kolei pokazali ogromny charakter i z pewnością w kolejnych starciach będą celować już w zwycięstwa.
Niezwykle wyrównane, pełne emocji i zwrotów akcji spotkanie oglądaliśmy w poprzedni weekend na ligowych obiektach. FC Pers podejmował Dnipro United – obie drużyny rozegrały bardzo zacięte mecze w pierwszej kolejce, więc nikogo nie powinno zaskoczyć, że i tym razem rezultat okazał się wyjątkowo wyrównany.
Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem spokojnych, wyważonych ataków – zespoły cierpliwie szukały sposobu, by przedostać się pod bramkę rywala. Ta sztuka udała się gościom o jeden raz więcej, dlatego to oni schodzili na przerwę z minimalną zaliczką.
Druga odsłona nie zmieniła obrazu meczu – wciąż oglądaliśmy wyrównane starcie na przyzwoitym poziomie. Coraz częściej jednak inicjatywę przejmował Pers, który musiał gonić wynik. Gospodarzom udało się wrócić do gry, lecz gdy wydawało się, że Dnipro dowiezie jednobramkowe prowadzenie do końca, popełnili fatalny błąd. Faul tuż przed polem karnym, rzut wolny, do piłki podszedł Mati Musoev i mocnym strzałem doprowadził do remisu!
Sędzia chwilę później zakończył spotkanie, a Pers uratował cenny punkt w ostatniej akcji meczu. Patrząc na pełne 50 minut, to gospodarze mogą być bardziej zadowoleni z przebiegu tego starcia niż goście – ale taka jest piłka: trzeba grać do ostatniej sekundy. Pers zasłużył na pochwałę za zawziętość i walkę do końca, która tym razem przyniosła nagrodę.
W niedzielne popołudnie na Arenie Grenady naprzeciw siebie stanęły drużyny FC Alliance i Q-Ice Warszawa, które inaugurację sezonu mogły zaliczyć do udanych – w pierwszej kolejce obydwa zespoły sięgnęły po komplet punktów.
Strzelanie rozpoczęli gospodarze. Po dobrze rozegranym rzucie rożnym przez Ihora Veinę piłkę do siatki skierował Volodymir Lazaruk, otwierając wynik meczu. Zawodnicy Q-Ice odpowiedzieli błyskawicznie – chwilę później do wyrównania doprowadził Vlad Yarmoliuk, co zapowiadało emocjonującą wymianę ciosów. Z czasem jednak inicjatywę przejęli gracze FC Alliance. Narzucili swój rytm gry, coraz częściej zagrażali bramce rywali i jeszcze przed przerwą trzykrotnie trafili do siatki. Bramkarz Q-Ice musiał skapitulować po uderzeniach Kyryla Shepela, Romana Shymki oraz Nazariy’a Maksymovycha. Do przerwy FC Alliance prowadziło pewnie 4:1.
Druga połowa była kolejnym pokazem siły gospodarzy, którzy na dobre rozwiązali worek z bramkami. Hattricki skompletowali Nazariy Maksymovych i Volodymir Lazaruk, dwukrotnie trafił Roman Shymko, a dorobek bramkowy uzupełnili Ihor Veina i Kyrylo Shepel. Honorowe trafienie dla Q-Ice Warszawa w końcówce spotkania zdobył Vadim Korob, lecz było to jedynie kosmetyczne zmniejszenie rozmiarów porażki.
Tego dnia triumfatorzy byli drużyną zdecydowanie lepszą i w pełni zasłużenie sięgnęli po trzy punkty. Po dwóch kolejkach FC Alliance zasiada na fotelu lidera 8. Ligi i już teraz pokazuje, że w tym sezonie będzie jednym z głównych kandydatów do końcowego triumfu.
Spotkanie Kresowia Warszawa vs Legion to kolejny mecz, który mieliśmy okazję oglądać w miniony weekend. Gospodarze po remisie w pierwszym meczu bardzo chcieli sięgnąć po pełną pulę z teoretycznie słabszym rywalem, patrząc na tabelę. Jak jednak pokazał przebieg gry – wcale nie było to takie proste.
Oba zespoły stawiły się w dość wąskich składach, ale już od pierwszej minuty oglądaliśmy pojedynek na wysokim tempie. Strzelanie rozpoczęli gospodarze, wykorzystując szybką kontrę po źle rozegranym stałym fragmencie przez Legion. Później sytuacja się wyrównała, jednak to goście wyglądali nieco lepiej i zdołali wyjść na prowadzenie, które planowali utrzymać przez całą drugą połowę.
Plany Legionu pokrzyżował jednak prawdziwy bohater tego spotkania – Kirill Pshyk. Autor pięciu goli i jednej asysty kompletnie odmienił losy meczu. Jego niesamowity pressing, nieprzeciętna kondycja i skuteczność sprawiły, że Kresowia przejęła pełną kontrolę nad drugą częścią gry. Gospodarze nie oddali prowadzenia już do końca, a szczelna defensywa pozwoliła im stracić tylko jednego gola.
To, co początkowo zapowiadało się na wyrównane starcie z lekkim wskazaniem na Legion, zamieniło się w wyraźną dominację Kresowi. Ostatecznie gospodarze wygrali 9:4 i dopisali do swojego konta trzy punkty, podczas gdy Legion tym razem musiał obejść się smakiem.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)