reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
12:00

Meczem otwierającym zmagania w 8 lidze był pojedynek Tornado Squad z Ajaksem Warszawa. Oba teamy znajdowały się w strefie spadkowej, ale strata chociażby do trzeciego miejsca nie wydawała się duża, dlatego wynik tego spotkania był niezwykle istotny dla jednych i drugich. Lepiej w mecz weszli zawodnicy Tornado. Nominalni gospodarze już w 1 minucie otworzyli wynik po precyzyjnym strzale Bartka Stokowca. Tak słaby początek nie załamał jednak graczy Ajaksu. Już pięć minut później Natan Czyżewski doprowadził do wyrównania, a w 10 minucie po samobójczym trafieniu Mateusza Romanowskiego goście wyszli na prowadzenie. Do przerwy oba teamy trafiły jeszcze po razie i na przerwę schodziły przy stanie 2:3. Druga część rozpoczęła się lepiej dla Ajaksu, gdy bezpośrednio z rzutu rożnego bramkę na 2:4 zdobył Bartek Kopacz. To spotkanie miało jednak wiele zwrotów akcji, bo chwilę później, dosłownie w minutę, Tornado odrobiło stratę. Dodatkowo, gdy goście zostali ukarani żółtą kartką, wydawało się, że inicjatywa przejdzie na stronę gospodarzy, ale kontra rywala sprawiła, że to Ajaks grając w osłabieniu ponownie wyszedł na prowadzenie. Za moment mieliśmy już 4:6 i ponownie Tornado zdobyło się na zryw, dzięki któremu doprowadziło do wyrównania. Ostatnie słowo należało do graczy Ajaksu, którzy w samej końcówce dosłownie wepchnęli piłkę do bramki oponenta i ostatecznie to oni mogli cieszyć się ze zwycięstwa. To był bardzo zacięty mecz, w którym oprócz walorów czysto piłkarskich, widzieliśmy wiele walki i zaangażowania z obu stron. Nie było straconych piłek, walka trwała na całej długości i szerokości boiska i z naszej perspektywy, remis nikogo by tutaj nie skrzywdził. 

2
16:30

Ekipa TRCH nie przypomina siebie z poprzednich sezonów. Chłopaki mają w tej edycji przebłyski, ale wąski skład często nie pozwala im pokazać tego, co naprawdę potrafią. I można powiedzieć, że ta konkluzja tyczyła się również ich ostatniej potyczki z Bulbezem. W normalnych warunkach, w pełnym zestawieniu, byliby jak najbardziej konkurencyjnym przeciwnikiem dla przybyszów z Bemowa, ale ponieważ przyjechali tylko z jedną zmianą, gdzie brakowało wielu ważnych graczy, to energii starczyło im na pierwszą połowę. W tej części gra była dość wyrównana, jakkolwiek inicjatywa była po stronie Bulbezu. Zostało to udokumentowane dwoma trafieniami, z czego autorem pierwszej był najmłodszy na placu, Aleksander Osowski. TRCH nie znalazło z kolei sposobu na tatę Olka, czyli Marcina Osowskiego i do przerwy wynik brzmiał 2:0. W drugiej odsłonie dyscyplina taktyczna TRCH rozjechała się doszczętnie. Bulbez korzystał z bardzo prostych pomyłek przeciwników i po zaaplikowaniu trzech bramek z rzędu był spokojny, że ten mecz zapisze na swoje konto. Przegrywających było stać jedynie na trafienie honorowe, autorstwa Huberta Posackiego, co zresztą Bulbez przyjął z niezadowoleniem, bo chciał nie tylko tutaj efektownie wygrać, ale i nie stracić żadnego gola. Finalnie triumfował 8:1 i trzeba powiedzieć, że gdyby zawsze w takim składzie zjawiał się na swoje potyczki, to punktów na koncie miałby zdecydowanie więcej. Co do TRCH, to tutaj chyba wszystko już napisaliśmy. Na pewno nie jest to drużyna na spadek, jakkolwiek tabela jest nieubłagana i pokazuje, że gdyby sezon kończył się teraz, to chłopaki musieliby się pogodzić z degradacją. Możemy się jednak założyć, że jeśli wróci tutaj organizacyjny porządek, to chłopaki spokojnie zacumują w środku ligowej stawki.

3
18:00

Najciekawszy i najbardziej elektryzujący mecz 8 ligi – tak zapowiadaliśmy hitowe starcie Fenixa i Driperów. I niewiele się pomyliśmy, choć nie byliśmy świadkami wielkiej kanonady z obu stron, to jednak postronny widz mógłby odnieść wrażenie, że grają w nim zespoły ze znacznie wyższej ligi. Od samego początku tempo pojedynku było na naprawdę wysokim poziomie, obie ekipy starały się szybko operować piłką, szukając swoich szans. Fenix grał to, do czego nas przyzwyczaił w tej rundzie – cierpliwie budował swoje akcje ofensywne, zawodnicy byli bardzo mobilni, pokazywali się do gry, nikt nie chował się za rywalem. Ta gra bez piłki sprawiła nieco problemów Driperom, ale oni również nie pozostawali dłużni. Oprócz dobrego zgrania gospodarze mają w swoich szeregach zawodników, którzy potrafią wejść w drybling i stworzyć przewagę. Tak też było w 8 minucie, gdy Dmytro Artyugin wygrał pojedynek na skrzydle i wyłożył piłkę Romanowi Braniukowi. W ten sposób Fenix objął prowadzenie, ale Driperzy mogli szybko wyrównać stan posiadania. Niestety dla nich, nie wykorzystali sytuacji sam na sam, w której piłka obiła jedynie słupek. Za to gospodarze jeszcze w pierwszej części wyszli na dwubramkowe prowadzenie i z takim wynikiem obie ekipy udały się na przerwę. Po zmianie stron Driperzy ruszyli do ataku. Fenix nie do końca odrobił lekcję z pierwszej części, bo znów ostatni obrońca stracił piłkę i tym razem Maciej Zembrzuski pewnie wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem. To dodało skrzydeł gościom, którzy doprowadzili do wyrównania w 36 minucie i mecz zaczął się praktycznie na nowo. Gospodarze nie bez przyczyny zajmują jednak pierwsze miejsce w tabeli, w dodatku bez żadnej porażki na koncie. Choć Driperzy byli blisko korzystnego rezultatu, to Fenix zadał im dwa ciosy, po których przegrywający już się nie podnieśli. Szczególnie mogą żałować bramki na 2:4, gdzie po strzale rywala piłka odbiła się od poprzeczki, potem od pleców bramkarza, po czym wpadła do siatki. Wtedy stało się jasne, że Fenix dowiezie wygraną do samego końca. Driperzy pokazali się z dobrej strony, trochę szwankowała u nich skuteczność, bo gdyby mieli lepiej nastawione celowniki, z pewnością mogliby pokusić się tutaj o coś więcej.

4
20:00

O godzinie 20:00 na obiektach AWF mieliśmy przyjemność oglądać starcie New Samand - Mareckie Wygi. Dla gości każde zwycięstwo jest na wagę złota, albowiem po porażce dwa tygodnie temu, stracili lidera 8 ligi. I to oni od samego początku narzucili swoje tempo gry, będąc dużo bardziej efektywni pod bramką swoich przeciwników. Na szczególne wyróżnienie zasługuje zdecydowanie Damian Kotowski. Damian przez swoich kolegów uważany jest za świetnego piłkarza, trenera i przyjaciela i nie inaczej było w niedzielę. Jego sześć trafień i dwie asysty, bardzo pomogły Mareckim Wygom. Zapewne niejedną pierwszoligową drużynę skłoni to, do obserwowania tego zawodnika. Z kolei w drużynie przeciwnej wyróżniał się Jonibek Sharipov, który trzykrotnie próbował podłączyć do życia ekipę gospodarzy, ale na nic się to zdało. Obydwie połowy wygrane przez drużynę Mareckich Wygów świadczą o tym, że mieli oni pełną kontrolę nad meczem, potwierdzając tym samym swoją dobrą formę. Co do zespołu New Samand, najbliższe dwie kolejki będą dla nich kluczowe, ponieważ strefa spadkowa jest tuż pod nimi i będą musieli zrobić wszystko, aby w najbliższym czasie nie znaleźć się zagrożonych rejonach.

5
20:00

Mecz pomiędzy Oldboys Derby II a FC po Nalewce zakończył się zwycięstwem gości wynikiem 2:0, a kluczową rolę w tym spotkaniu odegrał bramkarz, Michał Piątkowski. Jego znakomite interwencje pozwoliły FC Po Nalewce zachować czyste konto i wywieźć cenne trzy punkty. Pierwsza połowa była wyrównana, z kilkoma dogodnymi sytuacjami dla Oldboys Derby II, które jednak nie przyniosły bramki, dzięki świetnej postawie Piątkowskiego. Był to mecz, w którym obie drużyny miały ewidentny problem z finalizowaniem akcji, jednakże minimalnie bardziej skuteczni byli goście, którzy wyszli na prowadzenie za sprawą Ruslana Yakubiva i schodzili na przerwę z jednobramkową zaliczką. W drugiej połowie gospodarze rzucili się do odrabiania strat, ale Piątkowski ponownie był nie do pokonania. W drugich 25 minutach prowadzący podwyższyli stan posiadania na 2:0, co okazało się być ostatecznym wynikiem tego starcia. Tym samym odnieśli oni pierwsze ligowe zwycięstwo, przełamując fatalną passę sześciu porażek z rzędu.

Reklama