Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 8 Liga
FC Fenix kontra Ajaks Warszawa to był pojedynek drużyny, która dopiero dołączyła do naszych rozgrywek, z ekipą która w poprzednim roku miała swój debiutancki sezon i doskonale zapoznała się z naszymi zmaganiami. Ciężko było przed spotkaniem wskazać wyraźnego faworyta, ale pierwsze minuty pokazały, że lepiej w mecz weszli gospodarze. Byli szybsi, stwarzali klarowne sytuacje i już po pięciu minutach prowadzili 3:0. Trzeba przyznać, że takiego wejścia do Ligi Fanów dawno nie było. Po szybkich trzech strzałach obudzili się rywale, do których należały kolejne fragmenty. Efektem tej dominacji było tym razem trzy gole dla gości i po dziesięciu minutach mieliśmy remis. Warto zauważyć, że wszystkie trafienia dla Ajaksu były autorstwa Bartka Kopacza, który chwilę później zdobył kolejną bramkę, doprowadzając do stanu 4:4. Ostatnie słowo w pierwszej części meczu należało ponownie do gospodarzy i to właśnie oni schodzili na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem. Druga połowa zaczęła się od dwóch bramek – po jednej dla każdej z drużyn, po czym sytuacja na boisku się nieco uspokoiła. W ostatnich fragmentach spotkania goście goniąc wynik znacznie się otworzyli, co wykorzystali rywale aplikując dwie bramki, ustalając wynik rywalizacji na 8:5. FC Fenix zdobył pierwsze punkty w tym sezonie, ale po bardzo dobrym początku spotkania, to zwycięstwo wisiało później na włosku. Doskonała forma strzelecka wspomnianego wcześniej Bartka Kopacza nie dała zespołowi Ajaks Warszawa w tym meczu nawet jednego oczka, ale ich występ i tak był dobrym prognostykiem na przyszłość.
Pełen emocji miał miejsce na sektorze A o godzinie 15:00, w którym na poziomie 8 ligi Oldboys Derby II podejmowali TRCH. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli gospodarze, którzy fenomenalnie wykorzystali swoje bogate doświadczenie i odskoczyli przeciwnikom na 3 bramki. Autorem wszystkich goli był nominalny napastnik gospodarzy - Łukasz Łukaszewicz. Oldboys w pierwszej połowie byli praktycznie bezbłędni. W spokoju kontrolowali przebieg spotkania, długo utrzymując się przy piłce i z łatwością broniąc się przed atakami przeciwnika. Wyjątkiem był moment, w którym nieuwagę obrońcy gospodarzy wykorzystał Wojtek Matczak. Zdołał on odebrać piłkę i w sytuacji sam na sam z bramkarzem pewnym strzałem wpakował futbolówkę do siatki. Wynik do przerwy brzmiał 3:1 dla gospodarzy. Po przerwie, do ataku ruszyli zawodnicy TRCH, którzy wykorzystując chwilowy kryzys Olboysów wyrównali wynik spotkania. Niestety były to ich ostatnie bramki w tym spotkaniu, a ich przeciwnicy za sprawą kolejno Kamila Koćwina oraz Damiana Bartoszewicza, przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę, dzięki czemu drużyna Oldboys Derby mogła świętować zgarnięcie całej puli. Ze strony TRCH zabrakło z pewnością lepszego występu Kamila Pasika, który zwykle był asem w rękawie swojej drużyny. Jesteśmy przekonani, że w kolejnym meczu wniesie on więcej jakości do gry i pomoże powalczyć o pierwsze 3 punkty w tym sezonie.
W bardzo ciekawie zapowiadającym się spotkaniu 8 ligi New Samand podejmowała drużynę KS Driperzy. Faworytem tego starcia byli gospodarze, jednak piłka bywa przewrotna i ciężko było przewidzieć jak do nowego sezonu przygotowane są oba zespoły. Spotkanie od samego początku toczyło się w przyjaznej i sportowej atmosferze, a obie ekipy skupiły się na swojej grze. Mecz lepiej rozpoczął się dla gości, którzy dość szybko objęli prowadzenie 0-1. Gospodarze próbowali zniwelować straty, jednak ich gra była chaotyczna i często brakowało dokładności w wyprowadzeniu akcji. To co nie udawało się z akcji, udało się ze stałego fragmentu gry. Do piłki ustawionej na 23 metrze podszedł Mustafo Saidov i bardzo mocnym strzałem pokonał bramkarza gości. W dalszej odsłonie spotkania goście grali to, co od początku wychodziło im najlepiej i z każdą kolejną akcją dokumentowali swoją przewagę, odskakując rywalom na dwa trafienia. Przy wyniku 1-3 wydawało się, że Driperzy uspokoją grę i powoli będą czekać na zakończenie pierwszej odsłony. Tak się jednak nie stało, na boisku ponownie mieliśmy wiele walki w środku pola oraz chaos, w którym lepiej odnajdywali się gospodarze. Dodatkowo świetnie dysponowany tego dnia był Mustafo Saidov, dzięki któremu faworyci jeszcze przed przerwą odrobili z nawiązką straty i ostatecznie jeszcze trzykrotnie pokonali bramkarza rywali, dzięki schodząc na przerwę przy wyniku 4:3. Po zmianie stron i mocnych słowach w przerwie, do pracy wzięli się Driperzy. Z każdą kolejną minutą wyglądali coraz lepiej a w tej części spotkania świetnie współpracował duet Zembrzuski – Stojek i to głównie za ich sprawą gra przegrywających znacząco się poprawiła. Dzięki wysokiemu pressingowi, szybkiej grze na jeden kontakt oraz nieustępliwości strzelili bramkę na 4-4. Odpowiedź gospodarzy przyszła bardzo szybko i zawodnicy New Samand ponownie wyprowadzili zabójczą kontrę, strzelając bramkę na 5-4. W kolejnych minutach obie drużyny starały się odskoczyć od rywala na więcej niż jedno trafienie. Jednak ta sztuka nie udała się żadnej ze stron, dzięki czemu wraz z upływającym czasem spotkanie przynosiło coraz więcej emocji. W końcowych minutach, kiedy to na tablicy wyników widniał rezultat 7-5, goście postawili wszystko na jedną kartę. Co prawda udało im się strzelić bramkę kontaktową, jednak na więcej zabrakło czasu a na domiar złego wraz z końcowym gwizdkiem gospodarze ustalili rezultat na 8-6. Po bardzo zaciętym i fragmentami stojącym na wysokim poziomie spotkaniu, New Samand wygrywa i zapisuje na swoje konto pierwsze ligowe punkty. Goście pomimo prowadzenia przespali pierwszą połowę, dając gospodarzom możliwość szybkiego powrotu, bo gdyby nie to, to wynik na koniec mógł być zupełnie inny. Szansa na kolejne punkty już w najbliższą niedzielę. Liczymy, że obie ekipy wyciągną wnioski i znacznie lepiej zaprezentują się w starciu w ramach drugiej kolejki Ligi Fanów.
Było to starcie ekip, które już w przeszłości miały okazję ze sobą rywalizować. Dwukrotnie lepsza była drużyna FC Po Nalewce i już w pierwszej kolejce nowego sezonu Mareckie Wygi chciały zrewanżować się rywalom i przełamać złą passę. Początek należał zdecydowanie do gospodarzy, którzy po upływie 5 minut wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Zespół z Marek znany jest ze swojej waleczności i zaczął dochodzić do swoich sytuacji, które zaczęły przynosić bramki. Tak szybko jak FC Po Nalewce zdobyło przewagę, tak szybko zespół z Marek doprowadził do wyrównania. Po pierwszych 10 minutach, w których obydwa zespoły postawiły zdecydowanie na atak, przyszedł czas na bardziej wyważoną grę i przez kilka następnych minut gra toczyła się raczej w środku pola a żadna z drużyn nie stwarzała większego zagrożenia. Dopiero na 5 minut przed zakończeniem pierwszej połowy Artur Jesionowski wyprowadził markowian na prowadzenie i z wynikiem 3:2 dla gości oba zespoły zeszły na przerwę. Druga połowa to już popis gry Mareckich Wyg, a dokładniej najlepszego w tym zespole Damiana Kotowskiego, który zaczął seryjnie zdobywać bramki. Damian zakończył mecz z siedmioma trafieniami, czym zdecydowanie pomógł zespołowi odnieść pierwsze zwycięstwo nad FC Po Nalewce w historii. Od drużyny gospodarzy musimy wymagać zdecydowanie lepszej gry, bo zwłaszcza w drugiej połowie to nie było to, do czego jesteśmy z ich strony przyzwyczajeni.
Na Arenie Grenady starcie między Bulbezem a Tornado Squad było ostatnim, jakie mieliśmy okazję oglądać. Te ekipy grały ze sobą również w zeszłym sezonie i bilans był pozytywny dla Bulbezu, bo raz padł remis 3:3, a przy okazji drugiego starcia zawodnicy z Bemowa odnieśli pewne zwycięstwo. I widząc jak niedzielne spotkanie układa się od pierwszych minut, można było odnieść wrażenie, że doświadczymy powtórki z rozrywki. Co prawda to Tornado zaczęło od zdobytej bramki, lecz przeciwnicy kompletnie się tym nie przejęli i powoli przejmowali kierownicę w swoje dłonie. Na 1:1 odpowiedział Olivier Wójcik, potem stratę Piotrka Markowskiego wykorzystał Łukasz Bednarski, a końcówka pierwszej odsłony była już traumatyczna dla Tornado, bo po okresie, gdzie naprawdę nieźle się trzymali, stracili dwa gole, z czego jeden wbili sobie tak naprawdę sami, po niedogadaniu bramkarza z obrońcą. W drugiej połowie spodziewaliśmy się, że doświadczenie Bulbezu weźmie górę. Trzy gole przewagi to była naprawdę spora zaliczka, zwłaszcza iż Tornado miało jednak mniej procentowego posiadania piłki. Ale od wyniku 2:5 coś zaczęło się zmieniać. Podopieczni Michała Nawrockiego chyba uwierzyli, że nie wszystko jeszcze stracone, a sygnał do ataku dał Arek Sajnóg, który pięknym strzałem w okienko rozpoczął proces zmniejszania strat. Za chwilę zrobiło się 4:5 a potem Tornado miało kolejne okazje, których niewykorzystanie rodziło domysły, czy to się przypadkiem nie zemści. Los jednak czuwał nad graczami w białych koszulkach i na 5:5 wyrównał Piotrek Markiewicz. Bulbez, któremu punkty zaczęły się wymykać z rąk, tak bardzo chciał wrócić na prowadzenie, że przy okazji jednego ze swoich ataków pozycyjnych, nadział się na perfekcyjną kontrę konkurentów, którą zamknął Michał Nawrocki. Sytuacja powtórzyła się chwilę później, a wynik 5:7 był już z perspektywy Bulbezu nie do uratowania. Przegrywający walczyli do końca, zmniejszyli nawet straty a potem regularnie ustawiali hokejowy zamek, lecz brakowało im elementu cierpliwości. I w ten oto sposób przegrali mecz, który wydawał się być w garści. Do tej pory ciężko to wytłumaczyć, ale można było odnieść wrażenie, że Bulbez nie przyjmował chyba do wiadomości, że może mu się tutaj stać krzywda. Tymczasem rywale krok po kroku zaczęli ich dochodzić i trochę „ni z tego, ni z owego”, mecz całkowicie się odwrócił. Brawa dla Tornado, że potrafili wyjść z tak beznadziejnych okoliczności i nie mamy wątpliwości, że było to jedno z takich spotkań, do którego często będą wracali w prywatnych rozmowach. W przeciwieństwie do Bulbezu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)