Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 7 Liga
FC Melange - Rodzina Soprano to kolejne starcie, które mieliśmy okazję oglądać w ubiegły weekend. Powiedzieć o tym spotkaniu, że było wyrównane, to może nie do końca prawda, lecz liczby dokładnie na to wskazują. Plan na grę gości, którzy walczą o mistrza 7 ligi był prosty: strzelić szybko gola i kontrolować mecz. Natomiast jeśli chodzi o gospodarzy, to widać było, że są nastawieni bardziej na grę z kontrataku. I tak oto... mamy bezbramkowy remis po pierwszej połowie. Obie drużyny atakowały, obie oddawały groźne strzały, a dwie najgroźniejsze w tej połowie próby obiły tylko obramowanie bramki. O premierowej odsłonie można powiedzieć, że była dla piłkarskich koneserów. Druga połowa obfitowała w nieco więcej emocji. Strzelanie rozpoczął Melange, a dokładnie Krysiak. Długo nie musieliśmy czekać na odpowiedź, której autorem był Stańczak. W momencie, kiedy Rodzina Soprano przejęła inicjatywę, strzeliła też drugiego gola autorstwa Girmy Ramosa. Wydawało się, że spotkanie jest przesądzone. Niemałym zaskoczeniem była więc bramka Marcina Godlewskiego, która wyrównała wynik i ostatecznie doprowadziła do remisu. Niewątpliwie goście mieli więcej z gry i to oni mogą mówić bardziej o stracie punktów, ale trzeba oddać szacunek przeciwnikom, że postawili się i wywalczyli remis. W końcu FC Melange nieprzypadkowo zajmuje obecnie trzecią lokatę i coś nam się wydaje, że końcówka tej rundy może narobić jeszcze kilku roszad w górnej połowie tabeli.
Będące na piątym miejscu KK Wataha Warszawa grała z ostatnią w ligowej tabeli drużyną Q-Ice Warszawa. Faworytem spotkania byli gospodarze, którzy przez pierwsze minuty prezentowali się lepiej na boisku. Dwa gole zdobyte w 10 minut sprawiały wrażenie, że zwycięstwo jest pewne. Jednak jeden z najbardziej aktywnych zawodników gości Vladyslav Dushka, strzelił gola kontaktowego, dając sygnał do odrabiania strat. Mecz zrobił się wyrównany a 5 minut przed końcem pierwszej połowy na tablicy wyników widniał remis 2:2. Ostanie fragmenty tej części spotkania przyniosły dużo szybkiej, otwartej gry, dzięki czemu zobaczyliśmy trzy zdobycze bramkowe. Jako pierwsi trafili gospodarze, a goście odpowiedzieli dwoma golami, dość sensacyjnie obejmując prowadzenie. Druga część meczu rozpoczęła się od powiększenia prowadzenia Q-Ice, które niczym San Marino czy Lichtenstein składa się głównie z kelnerów i kucharzy. Ich zaangażowanie i chęć zdobycia pierwszych punktów w sezonie, kontra dążenie Watahy do odrobienia strat dały nam możliwość oglądania emocjonującego widowiska. Wyrównana gra trwała do ostatnich minut i była okraszona wszystkim tym, za co kochamy piłkę nożną. W ostatnich dziesięciu minutach zobaczyliśmy jeszcze dwa gole, po jednym dla każdej ze stron. Sensacja stała się faktem. Q-Ice Warszawa odniosło swoje pierwsze zwycięstwo, odbijając się od dna ligowej tabeli. Tym razem to Wataha musiała przełknąć gorycz porażki, a ich strata do podium wzrosła do siedmiu punktów.
Od samego początku rozgrywek ekipa Złączonych nie może poradzić sobie na ósmym poziomie rozgrywkowym. Jak dotąd udało im się zdobyć zaledwie dwa punkty, co wskazuje na słabą dyspozycję. Szansa na zmianę kursu, który kieruje zespół w stronę spadku, miała miejsce minionej niedzieli. Ich rywalem była Saska Kępa, którą stawiano w roli faworyta. Na korzyść gości dodatkowo przemawiał brak jakiegokolwiek zawodnika na zmianę u oponentów. Mecz początkowo był wyrównany, ale po dość krótkim okresie Saska Kępa w pełni przejęła kontrolę nad przebiegiem spotkania. Huraganowe ataki przyniosły skutek, a po dwóch trafienia Sebastiana Sitka, goście mogli cieszyć się z pewnego prowadzenia do przerwy. Po kontrolowanej w iście chirurgicznym stylu pierwszej części, przyszła pora na drugie 25 minut, w których ekipa w zielonych strojach ponownie zaznaczyła swoją dominację. Co prawda na samym jej początku rywale zdołali zdobyć gola kontaktowego, ale na nic się to zdało. Skoncentrowani i dążący do celu za wszelką cenę gracze Saskiej zdemolowali swojego przeciwnika, wygrywając w jakże pewny sposób aż 2:7. Tym samym mogli się cieszyć z kolejnego sukcesu, który oprócz trzech punktów zbliżył ich do czołowej trójki zespołów na zaledwie sześć „oczek". Dzięki temu niezwykle ciekawie zapowiada się nam finisz rundy, podczas którego może dojść do zmiany warty na miejscach premiowanych awansem.
Będące w środku tabeli siódmej ligi FC Torpedo grało z wiceliderem – Shot DJ. Gospodarze mieli trudne zadanie, aby w tym meczu sięgnąć po punkty. Jednak mimo przewagi rywala, bardzo długo odpierali jego ataki, samemu zagrażając jego bramce. Goście zdecydowanie częściej oddawali strzały, lecz Artem Bogatikov nie pozwalał piłce znaleźć się za swoimi plecami. Ekscytująca sportowo pierwsza połowa nie przyniosła żadnej z drużyn wymarzonego gola i zaczynało pachnieć sensacją. Druga część meczu była podobna do pierwszej odsłony. Shot DJ był częściej przy piłce i kreował akcje ofensywne. To jednak FC Torpedo w 37 minucie dość niespodziewanie obejmuje prowadzenie. Radość trwała jednak zaledwie parę sekund. Przybyły dopiero na drugą połowę Jeremi Szymański wykorzystał podanie od Chrisa Rodila Kalaby i pięknym strzałem doprowadził do wyrównania. Od tej chwili mecz zrobił się jeszcze szybszy. Wszystko wskazywało na to, że nastąpi podział punktów. Tyle że po niefortunnym wybiciu piłki przez rywali, futbolówka spadła pod nogi Chrisa Rodila Kalaby a ten huknął jak z armaty. Piłka trafiła w poprzeczkę i przekroczyła niestrzeżoną linię bramkową, dając cenne trzy punkty Shotom. Dzięki zwycięstwu i stracie punktów byłego już lidera, goście wskoczyli na pierwsze miejsce. FC Torpedo mimo porażki, może być dumne ze swojej gry i jeżeli dopieści niektóre elementy, to wciąż będzie w grze o podium.
Zawodnicy Kresowii, po słabym początku sezonu, w ostatnich dwóch spotkaniach zgarnęli komplet punktów i znaleźli się na fali wznoszącej. Zupełnie inaczej przedstawiają się losy ADP Wolskiej Ferajny, która po dobrym starcie, w kolejnych czterech meczach nie zdobyła ani jednego punktu. Od początku spotkanie było na dużej intensywności a pierwsza bramka została strzelona przez gości chwilę po gwizdku rozpoczynającym. Po tym trafieniu drużyna gospodarzy ruszyła do ataków, ale nie było efektów bramkowych i wynik nie ulegał zmianie. Po upływie kwadransa gospodarze dopięli swego i w ciągu kilku wyszli na prowadzenie. W odpowiedzi rywale wykorzystali rzut karny, ale ostatnie słowo w pierwszej części meczu należało Kresowii, która do przerwy miała o gola więcej. Po zmianie stron prowadzący podwyższyli stan posiadania, jednak za sprawą bramki samobójczej dystans znów się skrócił. Na dziesięć minut przed końcem goście doprowadzili do remisu, co zapowiadało duże emocji w końcówce. Najpierw na prowadzenie wyszli zawodnicy z Woli, ale riposta była błyskawiczna i znów był remis. Ostatni cios należał do Mateusza Nejmana i spółki, którzy wykorzystując grę w przewadze pokonali golkipera przeciwników i rzutem na taśmę zgarnęli trzy punkty. Po bardzo ciekawym meczu ADP Wolska Ferajna wygrała 6:5 i przerwała serię porażek. Ekipa Kresowii Warszawa może żałować finałowych minut, bo wcale nie musiała tego spotkania przegrać.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)