Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 7 Liga
Wszyscy oczekiwali, że Shot DJ ponownie zachwyci swoją grą, ale tym razem przyszło im zmierzyć się z KK Wataha Warszawa, która dotychczas radziła sobie bardzo solidnie. Spotkanie zapowiadało się wyjątkowo ciekawie, zwłaszcza że był to pojedynek dwóch czołowych strzelców 7. ligi – Maksyma Hluschenki i Huberta Korzeniowskiego. Choć to Korzeniowski trafił do siatki więcej razy, nie pozwoliło to jego drużynie zdobyć kolejnych punktów. Już w 3. minucie meczu Jeremi Szymański, który wcielił się w rolę bramkarza Shotów, ku zaskoczeniu wszystkich otworzył wynik spotkania. Pomimo że nie jest zawodowym bramkarzem, poradził sobie w tej roli doskonale. W kolejnych minutach obie drużyny badały się nawzajem, a tempo gry nieco spadło, choć było widać, że jedni i drudzy czają się na swoją szansę. Po kwadransie zobaczyliśmy intensywną wymianę ciosów – bramki padały praktycznie co minutę a obie drużyny dobrze rozgrywały piłkę. Gospodarze dwukrotnie wykorzystali rzuty wolne, po sprytnym rozegraniu, co pokazało jak ułożonym są zespołem. Kilku ich zawodników gra w wyższych ligach, co może wpływać na to, że wnoszą swoje doświadczenie w szeregi drużyny. Do przerwy Shot DJ prowadził dwoma bramkami, ale przewaga nie była bezpieczna, ponieważ Wataha nie zamierzała się poddawać. Gdyby nie fantastyczna postawa Jeremiego Szymańskiego, mogliśmy być świadkami sensacji. Ostatecznie, Maksym Hluschenko znów potwierdził swoją klasę, dobijając rywali i zdobywając łącznie sześć punktów w klasyfikacji kanadyjskiej, prowadząc swój zespół do zasłużonego zwycięstwa.
Niepokonana w aktualnym sezonie drużyna FC Melange rozgrywała mecz z Kresowią Warszawa, która z dorobkiem zaledwie trzech punktów zajmuje miejsce w dole tabeli. Mecz od pierwszych minut miał spokojne tempo. Oba zespoły z rozmysłem budowały swoje akcje ofensywne. Wciąż czujni musieli być bramkarze, aby w odpowiednim momencie pokazać swój kunszt. Jako pierwszy został pokonany Bartosz Jakubiel z FC Melange. Minutę po stracie pierwszego gola, gospodarze mogli mieć dwubramkową stratę, jednak Bartek doskonale wyczuł intencje rywala i obronił rzut karny. W tej samej minucie gospodarze szybko ruszyli z kontrą i Marcin Godlewski wykorzystał podanie od Bartłomieja Podobasa doprowadzając do remisu. Mecz z każdą minutą nabierał tempa i trudno było dopatrywać się faworyta. Goście mimo przemyślanej strategii i większemu posiadaniu piłki nie mogli sobie poradzić z golkiperem gospodarzy, którzy pięć minut przed przerwą prowadzili 3:1. Doskonałą szansę na odrobienie strat miał Włodzimierz Kazakow, lecz strzał z „wapna” tym razem nie trafił w światło bramki. Druga połowa trzymała nas w napięciu do ostatnich sekund. Początkowo zawodnicy Kresowi zdołali odrobić jednego gola straty, a chwilę później Grzesiek Mac pięknym strzałem z wolnego przywrócił FC Melange dwa gole zapasu. Ostatni kwadrans był emocjonujący. Każda z drużyn miała swoje szanse na zmianę wyniku, lecz bramkarze nie pozwolili, aby piłka ich minęła, utrzymując wynik do ostatniego gwizdka. Dzięki wygranej 4:2 Melanżownicy pozostali na drugim stopniu podium, a Kresowia dryfuje tuż nad strefą spadkową.
Niezwykle ciekawie w kontekście układu tabeli zapowiadało się starcie ADP Wolskiej Ferajny z Rodziną Soprano. Od początku oba zespoły chciały zdominować mecz, ale przez większość pierwszej połowy oglądaliśmy wyrównany pojedynek. Pierwsi na prowadzenie wyszli zawodnicy gospodarzy. Po błędzie defensywy niefortunnie interweniował Aleksander Grabowski i piłka przeleciała mu pod ręką, co sprawiło radość w zespole rywala. Rodzina Soprano dążyła do wyrównania, a szczególnie aktywny był Girma Ramos. To właśnie po jego asyście Michał Chaciński wyrównał. Gdy wydawało się, że remisem zakończy się pierwsza połowa, przed polem karnym faulowany był zawodnik Soprano. Do piłki podszedł Girma Ramos i precyzyjnym strzałem pokonał golkipera. Do przerwy było 1:2 i wszystko możliwe w drugich 25 minutach. Po zmianie stron goście szybko podwyższyli wynik. Gospodarze nie tyle grali gorzej, co nie mogli się dogadać między sobą odnośnie taktyki i co najgorsze zamiast się wspierać, wytykali sobie błędy. Nadzieję na pogoń za wynikiem dał Vladyslav Tkachuk. Przy stanie 2:3 ADP miała przewagę jednego zawodnika po faulu Michała Chacińskiego. Okres przewagi nie został jednak wykorzystany. Goście już wtedy wiedzieli, że kolejne bramki zamkną mecz i dążyli do ich strzelenia. W końcu przełamał się Krzysiek Kulibski i trafił do bramki, a swoje show kolejnym golem spuentował Girma Ramos. Ostatecznie Rodzina Soprano wygrywa zasłużenie mecz 2:5 i umacnia się w czubie tabeli. ADP Wolska Ferajna ma sporo dobrych momentów w swojej grze, lecz musi popracować nad mentalnością, bo tu zdecydowanie jest jeszcze wiele do poprawy.
Szanse na swoje pierwsze ligowe punkty dostali w bezpośrednim pojedynku Złączeni oraz Q-Ice Warszawa. Złączeni dość szybko wyszli na prowadzenie, ale nie za sprawą ładnych, kombinacyjnych akcji, a przez błąd bramkarza nominalnych gości, który niefortunnie przepuścił piłkę lecącą prosto w jego ręce. Po kilku minutach niestety dla Q-Ice Warszawa bramkarz znów popełnił błąd i Złączeni mieli już dwa gole zapasu. Goście po kilku roszadach w składzie i wpuszczeniu młodych zawodników na plac, zaczęli grać znacznie lepiej, szczególnie gra w obronie wyglądała solidniej, a i pod bramką rywali byli groźniejsi. Q-Ice zaczął odrabiać straty i to nawet z nawiązką, bo udało się już doprowadzić do wyniku 2-4. Chwilę przed przerwą Złączeni strzelili bramkę kontaktową, która zwiastowała nam sporo emocji w drugiej połowie. Drugie 25 minut należało w pełni do faworytów, którzy strzelili 3 bramki, nie tracąc przy tym ani jednej, choć trzeba uczciwie przyznać, że Q-Ice miał swoje okazje, ale skuteczność nie była tego dnia jego najmocniejszą stroną. Złączeni zdobyli więc swoje pierwsze 3 punkty po zaciętym spotkaniu, a Q-Ice jeśli dalej będzie czynić tak regularne postępy, to jesteśmy przekonani, że punkty zaczną wpadać na ich konto prędzej czy później.
O tym, że FC Torpedo i Saską Kępę czeka trudny sezon, wiedział chyba każdy. Potwierdził to początek sezonu, gdzie obydwie ekipy miały problem ze zdobywaniem punktów i przed meczem delikatni lepsi w tej kwestii byli gracze Saskiej. Tyle że w niedzielę na Arenie Grenady zjawili się w dość okrojonym składzie, podczas gdy u rywali widać było w tej kwestii większą determinację. To od razu przełożyło się na wysoką intensywność, jaką zaprezentowali gracze Torpedo na starcie spotkania. Bardzo szybko wyszli na prowadzenie 2:0, a gdy mieli już trzy gole przewagi, to było jasne, że Saska musi dokonać wręcz niemożliwego, by tego spotkania nie przegrać. Iskierką nadzieją miało być trafienie Mariusza Zgórzaka, ale tak się tylko wydawało, bo zawodnicy Torpedo bardzo łatwo zdobywali teren, korzystali z prezentów od przeciwników i do przerwy zasłużenie prowadzili 4:1. Po krótkim odpoczynku Saska Kępa chwilowo znowu uwierzyła, że nie wszystko jest stracone. Trafienie zaliczył Marcin Jaśkowiec, jednak błyskawicznie odpowiedział Roman Zielinskyi. Kolejne minuty upłynęły nam w atmosferze bardzo otwartej gry. Jedni i drudzy kreowali sobie okazje, lecz różnica polegała na tym, że Torpedo co miało to strzelało, a Saska nawet w bardzo dogodnych okazjach nie potrafiła oszukać Artema Bogatikova. Sztuką było przy tylu sytuacjach zanotować tylko jedno trafienie w drugich 25 minutach. Torpedo zaliczyło ich osiem i wygrało aż 12:2. To zwycięstwo ucieszyło triumfatorów i być może spowoduje, że jeszcze w tej rundzie zdołają umocnić się w środku ligowej stawki. Saska Kępa jest z kolei w tym momencie przedostatnia i pozostaje wierzyć, że w dalszej części sezonu ich frekwencja będzie lepsza. Bo jeśli nie, to ciężko im będzie opuścić strefę zaznaczoną w tabeli na czerwono.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)