Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Po tym starciu nikt nie spodziewał się cudów i ekipa gospodarzy była tutaj murowanym faworytem. Na dodatek goście już na starcie podkręcili sobie poziom trudności do niemożliwego, bo stawili się na placu w zaledwie sześć osób. Jakby tego było mało, to po kilkunastu minutach gry kontuzji nabawił się Michał Raciborski. Choć uraz okazał się raczej niegroźny, to kapitan Contry nie był w stanie kontynuować meczu. W tej sytuacji do składu gości dołączył jeden z organizatorów, a dokładnie Maciej Piątek. Co ciekawe Maciejowi udało się nawet strzelić gola, kiedy dobił strzał Mateusza Tumulca, ale nie czarujmy się, że to trafienie miało jakikolwiek wpływ na przebieg spotkania, skoro zdarzyło się przy stanie 11:0. Mimo to zawodnicy Contry szukali okazji strzeleckich do samego końca i Mateusz Tumulec oraz dwukrotnie Maciej Kurpias znaleźli drogę do siatki eXc. Gospodarze potraktowali ten mecz raczej jako rozgrzewkę przed dużo trudniejszym, wieczornym starciem z Gladiatorami i rozgrywali piłkę z dużym luzem. Mamy niemal pewność, że przy tej dyspozycji Jana Grzybowskiego, Krystiana Nowakowskiego i Michała Kępki eXc spokojnie mogłoby zakończyć to spotkanie z jeszcze lepszym bilansem. Rozsądek wziął jednak górę i gospodarze nie forsując tempa i nie ryzykując zdrowiem, spokojnie zgarnęli łatwe trzy punkty. Gościom należą się mimo wszystko słowa otuchy, bo niejedna ekipa znajdująca się w takim położeniu, po prostu oddałaby walkowera, a Contra pokazała honor. Niestety Michał Raciborski ma się nad czym zastanawiać, bo taka frekwencja zupełnie wyklucza sensowną grę na najwyższym poziomie rozgrywek.
Pojedynek ekip, które niczym tlenu potrzebują zwycięstw. Przed tym spotkaniem gospodarze z 6 oczkami zajmowali 8 miejsce w tabeli, o 1 miejsce wyżej z 1 punktem więcej plasowali się goście. Bardzo szybko rozwiązał nam się worek z bramkami w tym starciu. Już w 2 minucie bramkę dla Explo Team po podaniu od Góreckiego zdobył Koński. Kilka minut później na 2:0 trafił Kołaczyński i w szeregach Alpanu zaczęło robić się nerwowo. Sygnałem do ataku był gol Matejaka, ale szybko te sygnały ostudził Gajewski, zaliczając samobójcze trafienie. Jeszcze gorzej dla gości zrobiło się zaledwie po kilkunastu sekundach, kiedy na 4:1 trafił Włudarski. Stracone bramki zmobilizowały faworytów i jeszcze przed gwizdkiem kończącym pierwszą odsłonę dorzucili dwa gole za sprawą Rafała Radomskiego i Daniela Kani. Kolejne 25 minut to ciągła zmiana nastrojów u jednych i drugich. Mieliśmy bardzo dużo sytuacji podbramkowych. Kilka z nich znalazło drogę do siatki. I tak pomiędzy 30 a 40 minutą aż 4-krotnie bramkarze musieli kapitulować. Skuteczniejsi byli goście, którzy w tym okresie czasu wyszli na jednobramkowe prowadzenie. Końcówka pojedynku była równie szalona, co cała reszta tego meczu. Kolejne gole u jednych i u drugich. Ostatecznie doświadczenie Alpana wzięło górę i to oni odnieśli bardzo cenne zwycięstwo 8:7, które oddaliło ich od strefy spadkowej na 4 oczka. Explo mimo dobrego meczu i ambitnej postawy punktów musi szukać w kolejnych starciach.
Mecz drużyn, które radzą sobie w tym sezonie bardzo dobrze. Gospodarze, czyli beniaminek przystąpił do tego pojedynku w swoim najmocniejszym zestawieniu na czele z reprezentantem Polski Kacprem Cetlinem. Goście cały czas cierpią na brak kontuzjowanego Borysa Ostapenko. Początek tego pojedynku był bardzo wyrównany, z próbami zaskoczenia bramkarzy po jednej i drugiej stronie. Jako pierwszym w 7 minucie udało się to Otamanom a konkretnie Yakovence po podaniu od Boiki. Od tego momentu brązowi medaliści poprzedniego sezonu bardzo mądrze ustawili się na swojej połowie, od czasu do czasu groźnie kontrując. Ogień Bielany nie za bardzo umiał znaleźć sposób na przedostanie się pod bramkę strzeżoną przez Bortnyka. Wszystko zmieniło się pod koniec pierwszej odsłony, kiedy prosty błąd obrońcy zespołu zza naszej wschodniej granicy wykorzystał - popisując się kapitalnym uderzeniem - Michalski. Chwilę później było już 2:1. Bezpośrednio z rzutu wolnego gola zdobył Cetlin. Druga połowa tego spotkania rozpoczęła się zdecydowanie lepiej dla gości. Radkevich popisał się indywidualną akcją, która wyrównała stan potyczki. Przez następne kilka minut było dużo walki oraz prób z jednej i drugiej strony. Stałe fragmenty gry to była mocna broń gospodarzy w tym pojedynku, bo gol na 3:2 również padł po jednym z nich. Gozdalik dogrywał z rzutu rożnego a krycie w polu karnym zgubił Lisiecki i umieścił piłkę w siatce. Niedługo później swoje drugie trafienie dorzucił Michalski i zrobiło się 4:2. Otamany cały czas starały się o gola kontaktowego i w końcu im się to udało. Mocny strzał Haiduchyka z rzutu wolnego przełamał dłonie Świercza i futbolówka wtoczyła się do bramki. Jak się później okazało, była to ostatnia zmiana rezultatu w tym starciu. Ostateczny wynik to 4:3 dla Ognia Bielany, który mimo wszystko niespodziewanie do ostatniej kolejki tej rundy będzie walczył o tytuł mistrza jesieni.
To miał być absolutny hit w tej kolejce i z pewnością poziom meczu nie zawiódł. Gladiatorzy przyszli na to starcie w mocnym składzie, a z brakujących zawodników można wspomnieć tylko Jakuba Jóźwiaka, Kamila Kuczewskiego i Mikołaja Kwiatkowskiego. Jednak dwie piątki jakie stworzył Michał Dryński, miały dawać intensywność i presję na przeciwniku. Goście postawili na jakość i choć mieli zaledwie trzy zmiany, to liderzy gdy tylko mieli siłę, przebywali na boisku. Początek to badanie formy i nikt nie zamierzał rzucać się na przeciwnika. Ta trochę zachowawcza gra miała miejsce do pierwszego trafienia. Goście ostatnio mogą liczyć na skuteczność Grzybka i ten jako pierwsze zapisał się w protokole meczowym. Od stanu 0:1 inicjatywę przejęli gospodarze i wkrótce dopięli swego. Adrian Giżyński niemalże wepchnął piłkę do siatki i Krzysiek Jabłoński nie miał za wiele do powiedzenia. Gra zaczęła się od początku. Po obu stronach widać było determinację i chęć zwycięstwa, lecz trzeba zaznaczyć, iż oprócz jednego faulu w drugiej połowie gra była czysta, a klimat na boisku przyjazny, co nie zawsze jest regułą w spotkaniach tej rangi. Przed przerwą EXC ponownie wychodzi na prowadzenie i po 25 minutach rywalizacji mamy 1:2. Wszyscy jednak pamiętaliśmy, że w poprzedniej potyczce do przerwy wygrywało EXC, a po zmianie stron górą byli Gladiatorzy. Tym razem taki scenariusz się nie powtórzył. Doskonale na przestrzeni całego starcia prezentował się Krystian Nowakowski, który nie tylko pracował na boisku w defensywie, ale podpowiadał kolegom. Z kolei w ofensywie zanotował bramkę i dwie asysty. Damian Patoka także wyglądał doskonale zarówno pod względem fizycznym, jak i motorycznym. Gladiatorzy starali się odwrócić losy meczu, ale zagrali chyba poniżej oczekiwań. Co więcej - gdy wynik był niekorzystny, nie do końca mogli się zdecydować, jaką koncepcję gry wybrać i to również miało wpływ na wynik. Ostatecznie EXC wygrało zasłużenie 3:6 i wobec porażki Otamanów ma znakomitą okazję, by po rundzie jesiennej pozostać na pierwszym miejscu w tabeli.
Spotkanie Tura z Gladiatorami nie miało takiej temperatury, jakiej moglibyśmy oczekiwać od takiego meczu. Głównie za sprawą gospodarzy, którzy na AWFie zjawili się zaledwie w szóstkę. Goście po porażce z EXC Mobile Ochota chcieli wygrać, lecz nie napotkali na opór przeciwnika. Pierwsza połowa jeszcze była w miarę wyrównana, bo Gladiatorzy, po tym jak strzelili szybko kilka bramek, trochę rozluźnili szyki i czasami mając nawet dobre okazje, marnowali je, chcąc efektownie kończyć swoje akcje. W obozie gospodarzy wyróżniał się Karol Boniecki, ale sam nie za wiele mógł zdziałać przy dobrej defensywie rywali. W bramce robił co mógł Paweł Wysocki, jednak rywale mieli na tyle klarowne sytuacje, że i jego kunszt nie pomagał. Do przerwy było 2:5 i czekaliśmy, co wydarzy się w drugiej połowie. Po zmianie stron goście nie zamierzali odpuszczać i starali się zdobywać kolejne bramki. Tur miał w głowie tylko to, żeby dotrwać do końca meczu. Gdy Gladiatorzy mieli już pewny wynik, do bramki wszedł Tomasz Pietrzak i to on rozgrywał ataki swojego zespołu. Tur stać było na bramki zmniejszające rozmiary porażki i ostatecznie goście zwyciężyli 6:14. Ekipa z Ochoty ponownie ma dość swobodne podejście do spotkań i jeśli to się nie zmieni, to chyba o nic więcej niż miejsce w środku tabeli niestety nie powalczą.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)