reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
15:00

Gentlemani i Pogromcy Poprzeczek mieli przed bezpośrednią rywalizacją taką samą liczbę punktów. Ten fakt sugerował, że zobaczymy w tej parze ciekawe widowisko, aczkolwiek na lekkiego faworyta wyrastali tutaj podopieczni Michała Danga, którzy końcówkę poprzedniej rundy, jak i początek tej mieli zdecydowanie lepszy aniżeli Pogromcy. Ale to rywale lepiej weszli w mecz – po ładnej asyście Mateusza Niewiadomego gola zdobył Aleksander Peszko, który chociaż głównie odpowiada za defensywę, to potrafi znaleźć się w polu karnym rywali. Mimo wszystko nie wyciągaliśmy z tego trafienia daleko idących wniosków. Zresztą – nawet na ławce rezerwowych Gentlemanów zdało się słyszeć, że oni zawsze kiepsko zaczynają, ale dużo lepiej kończą. I faktycznie jakość ich gry zaczęła rosnąć. Jeszcze w pierwszej połowie udało się wyjść na prowadzenie, a gola na 2:1 zdobył celnym uderzeniem z lewej nogi Michał Dang. Widać było, że gracze w czarnych koszulkach coraz lepiej czują się na boisku i gdy na starcie drugiej odsłony na 3:1 podwyższył Piotrek Loze, ten mecz powoli zaczął się rozstrzygać. Pogromcy mieli za mało argumentów z przodu. A nawet jak już coś wyklarowali, dobrze spisywał się Jakub Augustyniak. Stan posiadania Poprzeczek nie zwiększał się, natomiast rywale konsekwentnie powiększali dorobek i prowadzili już 5:1. Właśnie wtedy przytrafiła się prawdopodobnie jedyna wpadka golkiperowi Gentlemanów, który opuścił swój posterunek, oddał zbyt lekki strzał, piłka padła łupem Karoliny Figiel, a ta bez problemów umieściła ją w pustej bramce i ustaliła wynik spotkania na 5:2. Pogromcy znów przegrali i dużo bardziej podobali nam się tydzień wcześniej. Tutaj nie mieli wiele argumentów i zwycięstwo przeciwników było zasłużone. Docenić chcemy za to obydwie strony za atmosferę, bo fauli było jak na lekarstwo i chociaż tylko jedna drużyna ma w nazwie Gentleman, to nie brakowało ich po obydwu stronach.

2
16:00

W tym meczu wyraźnym faworytem była drużyna Furduncio Brasil F.C. II, lecz jak się później okazało, było to błędne założenie. Worek z bramkami otworzył nam się dopiero po 15 minutach. Złe rozegranie rywali, co skutecznie wykorzystali gracze w żółtych trykotach. Wspaniałym dryblingiem wówczas popisał się Pablo Ferreira, omijając dwóch przeciwników i pokonując bramkarza rywali, czym dał prowadzenie swojej drużynie. Cała pierwsza połowa była pod dyktando wicelidera tabeli. Byli oni stroną przeważającą pod względem kreowania sobie sytuacji bramkowych i wyrobili się jednobramkową zaliczkę. Początek drugiej połowy pokazał nam, że piłka nożna jest nieprzewidywalnym sportem. Daleki wrzut z autu Andrzeja Garmana z ekipy Old Boys Derby III, piłka minęła całe pole karne i dotarła w miejsce, gdzie stał Piotr Grudzień, który trafił do bramki doprowadzając do remisu. Podrażniona stratą gola ekipa Furduncio Brasil F.C. II stale atakowała przeciwników, stwarzając sobie mnóstwo dogodnych okazji na ponowne objęcie prowadzenia, lecz nie miało to większego przełożenia na rezultat. Zamknięci na swojej połowie gracze w niebieskich strojach regularnie próbowali się odgryźć, lecz ich akcje były błyskawicznie neutralizowane, co ostatecznie spowodowało, że oba zespoły były zmuszone do podzielenia się punktami.

3
17:00

Trudno było mieć wielkie oczekiwania przed spotkaniem, którego uczestnikiem był zespół ze szczytu 13.ligi oraz ligowy outsider. Ale ekipę Piwo Po Meczu widzieliśmy ostatnio na Arenie Grenady przeciwko Pogromcom Poprzeczek i mimo zwycięstwa nie zachwycili. Z kolei Asap Vegas gładko poradzili sobie z NieDzielnymi II, więc podstawy by sądzić, że nie będzie to jednostronny mecz były. Szkoda tylko, że gracze Vegas postanowili sami utrudnić sobie życie, przyjeżdżając na spotkanie bez zmian. No i niestety ta potyczka długo nie układała się po ich myśli. W początkowych fragmentach mieli problem, by powstrzymać kapitana Piwoszy Piotra Zakrzewskiego, który zdobył dwie z trzech bramek dla swojej ekipy. Vegas odpowiedziało jednym trafieniem, ale gdy w drugiej połowie faworyci powrócili do trzybramkowego prowadzenia, to nie widzieliśmy tutaj szans na jakąkolwiek niespodziankę. Jednak w poczynania aktualnego lidera 13.ligi wdało się chyba rozprężenie. Być może chłopaki myśleli, że to spotkanie samo się dogra, a rywal rozłoży przed nimi czerwony dywan. Oponenci nie zamierzali się jednak poddawać i dzięki świetnej skuteczności Norberta Dymińskiego, zaczęli odrabiać straty. W pewnym momencie było nawet 4:3, ale wtedy przypomniał o sobie Michał Świercz. Ten gracz ma umiejętność zdobywania kluczowych goli, bo tak samo było 14 dni wcześniej z Pogromcami. Teraz także pokusił się o trafienie, które niemal zamknęło dywagacje co do trzech punktów. Niemal, bo gracze Vegas wciąż nie odpuszczali, znów udało im się zminimalizować różnicę do jednego gola, ale na więcej nie starczyło czasu i sił. Mimo wszystko brawa dla nich, że mimo trudnych okoliczności starali się i w wielu fragmentach byli równorzędnym przeciwnikiem dla faworytów. To dobrze wróży na następne kolejki. Z kolei Piwosze dzięki wygranej wskoczyli na pierwsze miejsce w tabeli, ale na pewno zdają sobie sprawę, że to co najtrudniejsze, dopiero przed nimi. Ważne jednak, by nakręcać się kolejnymi zwycięstwami, bo ta pewność siebie przyda im się w meczach, które rozstrzygną o medalach w 13.lidze.

4
19:00

Zarówno NieDzielni II jak i Green Team czekają na zwycięstwo w Lidze Fanów od kilku dobrych miesięcy. Ci pierwsi swój ostatni triumf odnotowali na początku listopada, drudzy pod koniec października i na pewno w obydwu szeregach przebijało się przekonanie, że najwyższa pora wrócić na zwycięską ścieżkę. Lekkim faworytem byli Zieloni, natomiast przez długi czas nie było tego widać na boisku. To NieDzielni wydawali się ekipą lepiej poukładaną, co zresztą zaowocowało dwoma trafieniami. Dobrze w tym okresie spisywał się przede wszystkim Łukasz Kacprzak, po którym widać było dużą chęć do gry. Nominalni gospodarze prowadzili już 2:0, ale pod koniec pierwszej połowy stracili całą wypracowaną przewagę. Mylił się jednak ten który sądził, że to początek marszu Green Teamu w stronę trzech punktów. Na starcie drugiej połowy znów lepiej prezentowali się podopieczni Marcina Aksamitowskiego i po dwóch trafieniach ponownie wyrobili sobie dość bezpieczny bufor. Wtedy sprawy w swoje nogi zaczął powoli brać Piotr Waszczuk. Był to dla niego dopiero drugi mecz w barwach zespołu Roberta Zawistowskiego, ale to nie przeszkodziło mu instruować kolegów i brać odpowiedzialności na siebie. Po jego golu zrobiło się 4:3, a potem wyrównał równie aktywny Michał Kaźmierczak. To był jednak dopiero początek emocji. NieDzielni na dwa gole oponentów odpowiedzieli swoim, potem znów doszło do wyrównania, a w 46 minucie po faulu na Robercie Zawistowskim, sędzia wskazał na wapno dla Green Teamu. Do piłki podszedł Piotr Waszczuk i… trafił w słupek! Wydawało się, że los czuwa nad NieDzielnymi, ale to było tylko złudzenie. Lada moment Piotr Waszczuk rehabilituje się za nieudaną egzekucję stałego fragmentu gry, potem pada jeszcze jeden gol dla Zielonych i mecz kończy się wynikiem 7:5. Tak naprawdę, to gdyby tutaj rezultatem ostatecznym był remis, to nikomu krzywda by się nie stała, bo NieDzielni tego wieczora nie byli słabsi od rywali. W naszej ocenie zdecydowała większa determinacja triumfatorów i być może więcej sił zachowanych na końcówkę. Brawa jednak dla obydwu uczestników tego widowiska za niezłe zawody, które mimo późnej pory nie pozwoliły oderwać wzroku od boiskowej rywalizacji.

5
20:00

Batalia między Szeregem Homogenizowanym a Wystrzelonymi kończyła zmagania 10.kolejki na Arenie Grenady. A ponieważ po dwóch stronach barykady stanęły zespoły z czołówki 13.ligi, to mogliśmy oczekiwać niezłego spotkania, które szybko nie przyniesie rozstrzygnięcia. Wtedy jednak nie wiedzieliśmy, że Wystrzeleni skorzystają z możliwości dopisania zawodników. Okazało się, że w ich składzie pojawili się gracze z dużo wyższej klasy rozgrywkowej, a konkretnie Olivier Aleksander i Gracjan Kowalewski, gdzie zwłaszcza pierwszy z nich nie jest kimś anonimowym. No i ten duet zrobił różnicę, przyczyniając się do sukcesu nominalnych gości. Tak naprawdę, to tutaj od samego początku przewaga bramkowa była po stronie Wystrzelonych, którzy w ani jednym momencie spotkania nie przegrywali, a poza początkiem nawet nie remisowali. Cały czas mieli 1-2 gole przewagi, a z czasem ta różnica zaczęła się zwiększać. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 2:4 i tutaj Szereg był jeszcze w stanie w wielu fragmentach utrzymywać tempo podyktowane przez faworytów. Na uwagę zasługuje na pewno gol Artura Moczulskiego, który zanotował trafienie głową, po czym wykonał niesamowity sprint radości. Według nieoficjalnych źródeł nigdy wcześniej tak szybko nie biegł. Druga połowa nie była już tak wyrównana jak pierwsza. Wystrzeleni zdobyli trzy gole z rzędu i było jasne, że nie wypuszczą trzech punktów z rąk. Końcówka spotkania to z kolei wolna amerykanka. Brakowało obrony po obydwu stronach, oglądaliśmy trochę podwórkową grę, padły jeszcze dwa gole (po jednym dla każdej ze stron) i mecz zakończył się rezultatem 8:3. Niespodzianki więc nie było, ale tak jak napisaliśmy na wstępie – Wystrzeleni mieli solidne posiłki i wykorzystali zaistniałe okoliczności. Mimo wszystko brawa dla Szeregu, który porażkę przyjął bez większego rozczarowania. Widać, że w tej ekipie panuje dobra atmosfera a wyniki są tylko dodatkiem. Liczy się przede wszystkim fun.

Reklama