Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 1 Liga
Zarówno Energia, jak i Warsztat Gepetto pozytywnie rozpoczęły kolejną kampanię z Ligą Fanów. Ci pierwsi na starcie zremisowali z Contrą, a drudzy pokonali AnonyMMous. No ale zakładając, że tym razem podziału punktów nie będzie, ktoś z tej pary musiał się nastawić na pierwszą porażkę w sezonie. Nie zamierzaliśmy spekulować kto to będzie, tym bardziej że mecz był od startu wyrównany i było jasne, że ekipa która zainkasuje premierową bramkę bardzo ułatwi sobie zadanie. Pech chciał, że pierwszy poważny błąd w tym meczu popełniła ekipa Warsztatu. Pomyłka w defensywie spowodowała efekt domina, bo ekipa Marka Szklennika totalnie zgubiła dyscyplinę w swojej grze. To skończyło się bardzo źle, bo lada moment zrobiło się 0:2, a potem Energia dołożyła jeszcze jedną bramkę i Warsztat miał przed finałowymi 25 minutami aż trzy gole straty. Sprawa była o tyle trudniejsza, że świetnie bronił golkiper Energii. Volodymyr Slobozheniuk prezentował się bardzo pewnie, co podkopywało morale w drużynie przeciwnej. A gdy ekipa z Ukrainy podwyższyła na 4:0, wówczas było jasne, że tutaj nic już nie może się stać. Dopiero przy takim stanie drużyna Warsztatu przełamała swoją niemoc, lecz było to zdecydowanie za późno. Mimo chęci i determinacji, to Energia zdobyła ostatniego gola w spotkaniu i finalnie wygrała 5:1. Zasłużenie, bo grała równo, była skuteczniejsza i miała więcej pomysłu na rozegranie piłki w ataku. Z kolei przegrani musieli przełknąć gorzką pigułkę. Liczyli na komplet 6 punktów po dwóch meczach, jednak otrzeźwienie przyszło bardzo szybko. Trudno powiedzieć, czego najbardziej brakowało im w niedzielę, natomiast wydaje nam się, że najprościej streścić to w zdaniu, że rywal był po prostu lepszy. I trzeba to przyjąć a powrotu na zwycięską ścieżkę poszukać przy pierwszej, możliwej okazji.
Niezwykłe emocje towarzyszyły spotkaniu Anonimowych i Ukranian Vikings. Pierwsza połowa bardzo ciekawa, bo obie ekipy stwarzały sobie sporo klarownych sytuacji. Goście może i wyszliby szybciej na prowadzenie, ale nie pozwalał im na to Maciek Miękina, który sporo piłek odbił i w ogóle w całym meczu miał mnóstwo roboty między słupkami. Mimo jego starań to rywale zdobyli premierowego gola. Druga bramka również nie obciążała konta bramkarza AnonyMMous, bo zasłonięty przez obrońców niewiele mógł zrobić. Przy stanie 0:2 gospodarze mieli kilka kapitalnych szans, lecz brakowało wykończenia. Niemoc strzelecka nominalnych gospodarzy jeszcze przed przerwą została ukarana i Ukranian Vikings podwyższyli rezultat na 0:3. Takim rezultatem zakończyła się pierwsza połowa. Po zmianie stron Anonimowi zmobilizowali szyki i ruszyli w pogoń za wynikiem. Pomogła kara dla rywali i okres przewagi wykorzystał Marcin Wiktoruk, kapitalnie strzelając w okienko bramki Eduarda Vakhidova. Ta bramka natchnęła Anonimowych i po chwili było już 2:3. Niepokój i zdenerwowanie w sztabie zawodników z Ukrainy pogłębiał się, co skutkowało trafieniem na 3:3! W tym momencie myśleliśmy, że może teamowi Maćka Miękiny uda się znakomita remontada. Przy remisie mieliśmy brzydszy okres meczu. Po faulu Konrada Kozłowskiego długo zawodnik Vikingów leżał na boisku i doszło do małej wymiany zdań, którą arbiter ostudził kartkami. Po tym jak emocje opadły i gra została wznowiona goście w końcówce wyprowadzili dwa ataki, które przechyliły szalę na ich korzyść. Ostatecznie zespół z Ukrainy wygrywa i ma po dwóch meczach komplet punktów. Anonimowi rozkręcają się i kwestią czasu są lepsze wyniki, chociaż domyślamy się, że brzmi to dla nich jak marne pocieszenie. Czas pokaże co przyniesie przyszłość.
Mixamator po porażce w pierwszej kolejce czekał na kolejnego rywala, z którym o punkty będzie bardzo ciężko większości drużyn w 1 lidze. Dodatkowo gospodarze byli osłabieni brakiem swojego przywódcy, czyli Michała Fijołka. Wilki do tego meczu przestępowały w zupełnie innych nastrojach, pewnie pokonali Ogień Bielany i z taką samą chęcią zdobyczy punktowej zjawili się przed godziną 14:00 na arenie AWF. Goście weszli bardzo dobrze w mecz, ich ataki były przemyślane, kreowane z rozmachem i stwarzały sporo problemów obronie rywali. Po upływie około 5 minut Wilki wykonywały rzut z autu i chociaż rzadko po zagraniach akurat z autu może być stworzone jakiekolwiek zagrożenie, to tym razem piłkę po wyrzucie przyjął na klatkę piersiową Leonid Sierpina i bez zastanowienia huknął co sił w nogach w samo okienko bramki strzeżonej przez Mateusza Karpińskiego. Nie minęła minuta a goście odskoczyli już na dwubramkowe prowadzenie wykorzystując zamieszanie w polu bramkowym gospodarzy. Chwilę później kolejnego gola zdobył faworyzowany zespół, tym razem wykorzystując złe zagranie bramkarza rywali. Trzybramkowe prowadzenie zdawało się być bezpieczne, chyba że do głów zawodników przedostanie się myśl o rozluźnieniu. Tak się stało w tym wypadku, Mixamator jeszcze przed przerwą zdołał zbliżyć się na zaledwie jedną bramkę, duże zamieszanie jak zawsze robił duet Krzysztofów - Mikulski i Kulibski, którzy raz za razem starali się uprzykrzać życie defensorom Wilków. Druga połowa to już jednak dominacja faworytów, którzy z coraz większą łatwością dochodzili do sytuacji bramkowych. Oczywiście Mixamator w swoim zwyczaju walczy do końca, ale pierwszych punktów w rundzie jesiennej zdobyć się nie udało, z kolei Wilki potwierdziły swoją wysoką dyspozycję zwyciężając 10:5 i po drugiej kolejce są liderem zaplecza Ekstraklasy.
Mecz Contra z Impulsem był bez wątpienia jednym z najlepszych w 2 kolejce Ligi Fanów. Bardzo długi czas w pierwszej połowie obie strony wzajemnie badały się. Spokojnie rozgrywały piłkę, starając się pokonać przeciwnika atakiem pozycyjnym. Zarówno po stronie gości jak i gospodarzy byliśmy świadkami kilku ładnych interwencji bramkarzy oraz niebezpiecznych ataków. Spotkanie z początku wyglądało na równe z lekką przewagą Contry. Dopiero w 12 minucie oglądamy bramkę Macieja Kurpiasa, który ofiarnie przewracając się w polu karnym pakuje piłkę do siatki. Kilka minut później Contra dokłada dwa trafienia i schodzimy z wynikiem 3:0 na przerwę. W drugiej połowie Impuls stara się odrobić straty, jednak bezskutecznie. Oglądamy dobry mecz, w którym obie strony nie odstawiały nogi. Dopiero w 40 minucie piłka wpada do siatki na rzecz Filipa Woźnicy. Damian Zalewski, czyli golkiper faworytów, nie dawał za wygraną, aż do 46 minuty kiedy traci jedyną bramkę w tym spotkaniu, po zamieszaniu w polu karnym. Świetny mecz mający w sobie wysoki poziom oraz bardzo twardą rywalizację.
Zajmujący dziewiąte miejsce w 1.lidze Ogień Bielany podejmował ekipę Graczy Gorszego Sortu. Mecz odbywał się w szybkim tempie, a walka toczyła o każdy centymetr boiska. Przez wspominane na początku szybkie tempo meczu już w 5 minucie goście zdobyli swoje pierwsze trafienie. Łukasz Kulesza ładnym podaniem obsłużył nadbiegającego Arkadiusza Waszaka i ten drugi bez problemu pokonał bramkarza gospodarzy. Mieliśmy więc 1-0 i prowadzenie GGS. Walka trwała, raz jedni raz drudzy szukali swoich trafień i ekipa GGS ponownie skorzystała z nadarzającej się okazji. Po raz drugi tego dnia Łukasz Kulesza ładnie zagrywał do wbiegającego Jakuba Mydłowieckiego który bez problemu pokonał golkipera gospodarzy. Mieliśmy 2-0, 15 minutę i wydawać by się mogło spokojne prowadzenie GGS. Jednak Ogień Bielany to ambitna ekipa i powoli zaczęli swoje odrabiać straty. Jan Napiórkowski wykorzystał ładne podanie Karola Gozdalika i trafił bez problemu na 1-2, dając tym samym nadzieje swojej ekipie na zwycięstwo albo chociaż remis w tym spotkaniu. Poddenerwowani gracze GGS ponownie wzięli się mocniej do roboty i już chwilę później trafili na 3-1. Karol Wierzchoń ładnym podaniem z klepki uruchomił Macieja Chojnackiego, który dokonał formalności. Było więc 3-1 dla gości i gospodarze musieli się mocno postarać, aby to spotkanie wygrać. W 18 minucie ekipa Ognia Bielany trafiła na 2-3 i ponownie była na kontakcie. Przechwyt w środku pola zaliczył Szymon Lisiecki, który wyszedł sam na sam i pokonał golkipera GGS. Taki obraz meczu wpłynął bardzo motywująco na GGS. Efektem tego była bramka na 4-2 po ładnej solowej akcji jednego z graczy gości. Łukasz Kulesza przechwycił piłkę w środku pola, minął 3 rywali i bardzo mocnym strzałem zmienił wynik. Tym samym rezultatem 4:2 zakończyła się pierwsza połowa. Druga odsłona meczu to spokojne prowadzenie gry przez gości i próby zdobycia swoich bramek przez gospodarzy. Walka trwała na całym placu, obie ekipy kąsały naprzemiennie ale żadna nie mogła trafić do siatki rywala. Taki obraz spotkania mieliśmy przez praktycznie całą drugą odsłon. Sygnał do ataku dla gospodarzy rzucił ich kapitan Jan Napiórkowski, który w 49 minucie zdobył bramkę kontaktową. Kropkę nad i postawili jednak zawodnicy GGS. W 50 minucie Mateusz Przybysz trafił na 5-3 po ładnym podaniu niezwodnego w tym spotkaniu Łukasza Kuleszy i chwilę później arbiter zakończył mecz. Gracze Gorszego Sortu zajmują 3 miejsce w tabeli 1. ligi, natomiast ekipa Ognia Bielany okupuje wspomnianą wcześniej 9 lokatę i jest w coraz większych tarapatach...







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)