Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 4 Liga
BJM mógł mieć przed tą kolejką cichą nadzieję, że podtrzyma szanse na zajęcie miejsca na podium. Strata nie była duża i żeby utrzymać ją na podobnym poziomie, należało wygrać z Compatibl. Rywalem ze strefy spadkowej, który wygrał co prawda ostatnio z Kryształem II Targówek, ale nie oszukujmy się – w tym sezonie nie jest tak silny jak w latach ubiegłych. Dlatego należało się z nim uporać, jakkolwiek BJM musiał sobie radzić bez kilku ważnych graczy – choćby Oliviera Aleksandra czy Maćka Flisa. I to było widać, bo potencjał ofensywy Deweloperów nie był tak duży jak zwykle. To spowodowało, że pierwszego gola zobaczyliśmy tutaj dopiero w 18 minucie, ale na trafienie Patryka Ciborskiego szybko odpowiedzieli rywale i do przerwy był remis. W drugiej połowie BJM udało się przejąć niemal całkowicie inicjatywę. Najpierw gola na 2:1 zdobył Filip Odoliński, potem dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Patryk Ciborski i wynik 4:1 sugerował, że faworyt spokojnie dowiezie całą pulę do samego końca. Ale wtedy zaczęły się problemy. Słabszy okres gry gospodarzy wykorzystali oponenci, którzy na przestrzeni kilku minut zanotowali dwa trafienia i zmniejszyli straty do jednego gola. Co więcej – mieli okazję na 4:4, lecz strzał Artura Kustova zatrzymał się na poprzeczce. Ta niewykorzystana okazja zemściła się, bo oddech Deweloperom dał kolejny gol Patryka Ciborskiego. W takich okolicznościach obowiązkiem BJM było dowieźć zwycięstwo do ostatniego gwizdka, lecz w końcówce tej ekipie znowu przytrafił się przestój. Compatibl złapał z kolei wiatr w żagle i najpierw zminimalizował straty do jednego gola, a tuż przed końcem na strzał z lewej nogi zdecydował się Jacek Fijałek i piłka ku rozpaczy BJM wpadła do siatki. Więcej goli nie padło i mecz zakończyłem się remisem. Z perspektywy Deweloperów to strata dwóch punktów, która może mieć bolesne konsekwencje, bo do podium tracą już 6 punktów. Dla Compatibl ten remis to na pewno przyjemna zdobycz, zwłaszcza że nic na niego nie wskazywało. I wydaje się, że może on stanowić fajny punkt zaczepienia. Bo nawet jeśli o utrzymanie będzie ciężko, to ten zespół spokojnie stać na to, by kilku wyżej notowanym oponentom skutecznie uprzykrzyć życie.
Rywalizacja Dzików z Lasu oraz Husarii Mokotów II była potyczką dwóch zespołów ze strefy medalowej. W lepszej sytuacji była ekipa gospodarzy, która przed tą kolejką liderowała i tylko dwukrotnie gubiła punkty w tym sezonie, podczas gdy goście musieli się podnieść po porażce z ostatniej kolejki. Zdecydowanie lepiej w mecz weszli zawodnicy Dzików. Nie minęło 5 minut, a już prowadzili 2-0 po golach Karola Bieniasa i Konrada Adamczyka. Taki obrót spraw mógł nieco zaskoczyć gości, a my zaczęliśmy się zastanawiać, czy mecz przypadkiem nie skończy się porażką jak w przypadku z ekipą BJM. Husaria próbowała odwrócić losy spotkania, ale była nieskuteczna i często obijała słupki i poprzeczki. Za to rywale jeszcze w pierwszej połowie dołożyli kolejne trzy bramki - najpierw na 3-0 Konrad Adamczyk, a następnie hat-tricka w tym meczu skompletował Karol Bienias. Goście zmniejszyli nieco straty po tym jak Robert Niemiec zdobył swoją bramkę, jednak wynik 5-1 na pewno nie napawał optymizmem na drugą połowę. W przerwie ekipa Tomasza Hubnera musiała powiedzieć sobie parę mocniejszych słów, bo drugą część rozpoczęli znakomicie – od trzech kolejnych trafień czym kompletnie zaskoczyli Dziki z Lasu. Goście odpowiedzieli trafieniem Karola Bieniasa, czym uspokoili trochę nerwowy początek drugiej połowy. W kolejnych minutach swoją wyższość w tym spotkaniu znowu pokazali gospodarze, którzy po bramce Michała Janowicza prowadzili już 7-4. W końcowych minutach obie ekipy zdobyły jeszcze po jednej bramce, jednak nie miało to już większego znaczenia, ponieważ dzięki wypracowanej zaliczce z pierwszej połowy Dziki z Lasu wygrywają z drugą drużyną Husarii Mokotów 8-5. Dzięki zwycięstwu gospodarze umacniają się na szczycie 4 ligi, a Husaria ponosząc drugą porażkę z rzędu musi powoli oglądać się za plecy, ponieważ rywale nie śpią i z każdą kolejką zmniejszają straty.
W spotkaniu 4 ligi FC Popalone Styki podejmowały Lagę Warszawa. Obie ekipy w tej części sezonu grają poniżej swoich oczekiwań, a ten mecz mógł pomóc wyjść choć na chwilę z kryzysu. Spotkanie od pierwszych minut było prowadzone w dość intensywnym tempie, zespoły prezentowały się solidnie i widać było sporą mobilizacje wśród wszystkich zawodników. Pierwsi na prowadzenie wyszły zawodnicy Popalonych Styków i na tablicy wyników mieliśmy 1-0. Kolejne minuty spotkania przyniosły nam bramkę wyrównującą Jana Bieńka. Chwilę później piłkę do własnej bramki skierował zawodnik gospodarzy i to Laga tym razem wyszła na prowadzenie. Następne fragmenty nie przynosiły nam zmiany rezultatu, widzieliśmy głównie walkę w środku pola. Ciekawiej zaczęło się robić w końcówce pierwszej odsłony. Starająca się wyrównać drużyna gospodarzy akcją Popow – Paszek doprowadziła do remisu 2-2. Nie był to jednak ostatni akcent tej części spotkania, bo w samej końcówce Laga wykonywała jeszcze rzut karny. Do piłki podszedł Hubert Szalski i pewnym strzałem pokonał golkipera oponentów. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 2-3. Druga połowa zaczęła się bardzo spokojnie i w pierwszych minutach żadnej z ekip nie udało się pokonać golkipera rywali. Dopiero po upływie tego czasu kolejną bramkę zdobyli goście, którzy od tego momentu coraz wyraźniej kontrolowali przebieg spotkania. Grali bardzo mądrze w defensywie i do tego regularnie zagrażali golkiperowi oponentów. Nie przeszkodziła im nawet strata jednej bramki, bo od wyniku 3-4 już tylko oni dominowali na boisku. Ostatecznie mecz zakończył się pewnym zwycięstwem 3-7 zespołu Laga Warszawa, który po porażce w ostatniej kolejce wrócił na zwycięską ścieżkę. Niewątpliwym bohaterem tego zespołu był Hubert Szalski, który do trzech bramek dołożył dwie asysty i znacznie przyczynił się do końcowego sukcesu swojej drużyny. Popalone Styki tylko w pierwszej połowie dotrzymywali kroku rywalom. W drugiej opadli już z sił i mecz zakończyli bez punktów.
W ramach 14 kolejki LF drużyna Old Boys Derby podejmowała FC Shadows. Gospodarze w tej rundzie grają znakomicie, mają imponującą serię aż 6 meczów z rzędu. FC Shadows w tej rundzie gra ze zmiennym szczęściem i wygrane przeplatają porażkami. Faworytem wydawała się drużyna Marcina Wiktoruka i spółki, trzeba jednak podkreślić, że gospodarze przybyli na to starcie w wyjątkowo skromnym ilościowo składzie. Zaczęło się bardzo dobrze dla gości, którzy dość szybko po golu Nikity Ivanova wyszli na prowadzenie. Do wyrównania rezultatu w tym meczu doprowadził Michał Kurowski. To jednak nie zniechęciło dobrze grających gości i do końca pierwszej odsłony, to oni głównie zagrażali bramce przeciwników. Trzykrotnie udało się rozmontować defensywę OldBoysów, a wszystkie akcje to świetne, zespołowe ataki. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 1-4 i byliśmy przekonani, że w tym meczu gospodarzom będzie bardzo ciężko wrócić do tego spotkania. Po zmianie stron promyk nadziei wlało trafienie Miłosza Suchty. Od tego momentu obie ekipy grały bardzo ofensywny futbol, zapominały często przy tym o grze w defensywie, stąd też bramki padały jedna po drugiej. Doskonale w tej grze odnajdywali się zawodnicy ofensywni obu zespołów. Sytuacja nieco się zmieniła przy wyniku 4-7. Wtedy to na jak się później okazało perfekcyjną roszadę taktyczną zdecydowali się gospodarze. Całkowicie przetasowali ustawienie zespołu, czym zdecydowanie zaskoczyli swoich rywali. Kapitan OldBoys Derby Marcin Wiktoruk grający przez całe spotkanie na obronie, ruszył do przodu i razem z Jackiem Pryjomskim we dwóch tworzyli siłę rażenia zespołu z Białołęki. To sprawdziło się idealnie, gdyż już po chwili OBD zaczęli odrabiać straty. Z wysokiego prowadzenia gości najpierw zrobiło się 6-7, a po chwili 8-8 i na arenie AWF zrobiło się bardzo ciekawie. Spotkanie rozkręcało się, a obie ekipy chciały wywalczyć komplet punktów. FC Shadows postawili wszystko na jedną kartę i rzucili się do rozpaczliwych ataków, lecz niestety nie przyniosło to wymiernych efektów. Goście nie dość, że nie potrafili strzelić bramki dającej wygraną, to jeszcze sami stracili gola na kilkadziesiąt sekund przed końcem. Bramkę po akcji Miłosza Suchty zdobył najlepszy według nas tego dnia na boisku Jacek Pryjomski. Po chwili sędzia ogłosił koniec zawodów. W dramatycznych okolicznościach OldBoys Derby pokonuje FC Shadows 9-8, dzięki czemu wskakuje na miejsce w czołowej trójce. Do końca zmagań pozostało 4 kolejki, walka o awans zapowiada się znakomicie. Szansa na kolejne punkty już w najbliższy weekend!
W 14 kolejce 4 ligi FC Kryształ Targówek II rywalizował z Panterą. Mecz ten był bardzo ważny dla obydwu ekip, gdyż zajmują one miejsca w dole tabeli i każdy punkcik może dać im pewność utrzymania w 4 lidze. Będąca dwa "oczka" wyżej ekipa Panter pierwszą połowę zaczęła grać jak u "siebie". Na 1-0 trafił Paweł Janiszewski po podaniu Daniela Czerwonki. Goście zyskiwali coraz większą przewagę i potwierdzili to trafiając na 2-0 za sprawą bardzo aktywnego Daniela Czerwonki. Mając niezły wynik goście kontrolowali w tym momencie spotkanie, ale piłkarze z Targówka nie zamierzali się "położyć" i parli do przodu, aby zacząć w końcu strzelać gole. Tak też się stało i to jeszcze przed końcem tej połowy. Na 1-2 i bramkę kontaktową zanotował Nikodem Łęczycki, wykorzystując celny cross Jakuba Zubkowicza. Chwilę później arbiter zakończył tę część spotkania. Druga połowa to ponownie zdobyta bramka ekipy gości. Na 3-1 swoje trafienie zaliczył Daniel Czerwonka po ładnym crossie Rafała Dudy. Ekipa Pantery chyba niepotrzebnie zwolniła tempo rozgrywania swoich akcji, bo to niestety była woda na młyn dla drużyny z Targówka. Sytuacja na boisku zmieniła się momentalnie na korzyść gospodarzy. Najpierw bramkę kontaktową na 2-3 zdobył Mateusz Jasztal, trafiając po ładnym podaniu Jakuba Zubkowicza. Kilka minut później Nikodem Łęczycki zdobywa gola po trzeciej asyście w tym spotkaniu Jakuba Zubkowicza. Emocje sięgnęły zenitu, walka trwała o każdy centymetr boiska i obydwie ekipy miały wizję wygrania tego meczu. Jednak to drużyna z Targówka postawiła "kropkę nad i" w tym bardzo dynamicznym meczu. Pod sam koniec spotkania, w 48 minucie Michał Niczyporuk otrzymał piękne podanie w uliczkę od Mateusza Jasztala, wyszedł sam na sam z golkiperem Pantery i nie dał mu żadnych szans, bez problemu trafiając na 4-3 i dając swojej ekipie upragnione 3 punkty. Chwilę później sędzia zakończył to bardzo ciekawe spotkanie. Dzięki temu zwycięstwu FC Kryształ Targówek II zachowuje iluzoryczne szanse na utrzymanie się w 4 lidze. Pantera mając 10 punktów też musi bić się o każdy punkcik, aby nie spaść o klasę niżej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)