Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 4 Liga
Starcie między Lagą Warszawa a FC Shadows na papierze zapowiadało się bardzo wyrównanie i liczyliśmy na sporo emocji. Co prawda na początku potyczki, mimo natarcia Lagi Warszawa, goście zachowywali czyste konto, ale ogromna w tym zasługa nie bloku defensywnego, a Artema Bogatikova, który świetnymi interwencjami uchronił swoją ekipę od utraty bramki. Niestety dla ekipy z Ukrainy, kolejne minuty pierwszej połowy miały już znacznie bardziej gorzki smak. Zaczęło się od świetnego, długiego zagrania górą stojącego w bramce Antoniego Dudy, który dograł do Huberta Szalskiego, a ten silnym strzałem wyprowadził "Lagersów" na prowadzenie. Świetnie rozegrany rzut rożny i efektowny wolej, to już akcja duetu Olek Muszyński i Szymon Dudzik, gdzie drugi z wymienionych wolejem wykańczał akcję. Wynik premierowej odsłony na 3:0 ustalił Janek Bajek, który przechwycił źle zagraną piłkę i przelobował bramkarza. FC Shadows prezentowali się zdecydowanie poniżej oczekiwań i liczyliśmy, że nabiorą wiatru w żagle po zmianie stron. Tak się jednak nie stało. Gospodarze nadal kontrolowali mecz, a genialną formą popisał się Symon Dudzik, który tylko w drugiej połowie skompletował hat-tricka. Tutaj trzeba zaznaczyć, że jego piękne uderzenie "rogalem" z rzutu wolnego w okienko zostało nominowane do bramki kolejki! Niestety goście nie mieli tego poranka zbyt wielu argumentów i nie udało im się nawet zdobyć honorowego trafienia. Liczymy, że odbudują formę na kolejną niedzielę, gdyż porażka 0:7 zdecydowanie nie oddaje umiejętności gości, chociaż trzeba przyznać, iż Laga wygrała zasłużenie.
Niepokonane jeszcze w tym sezonie BJM Development podejmowało doświadczoną ekipę Oldboys Derby. Na Arenie Picassa, gdzie ten mecz się odbywał, czuć było od pierwszych minut, że obie drużyny mają zamiar walczyć o pełną pulę. Gospodarze mimo braku kilku podstawowych zawodników liczyli na to, że boisko na którym zawsze dobrze się czuli, będzie dla nich dodatkowym atutem. Pierwsze fragmenty meczu to potwierdzały, bo zespół Marcina Wiktoruka ustawił się w defensywie i liczył na swoje okazje. Goście od początku starali się zdominować przeciwników, lecz pierwsze akcje nie kleiły się a w bramce świetnie spisywał się Michał Piątkowski. W końcu wynik otworzył Miłosz Suchta. Dostał on znakomite dogranie od Jacka Pryjomskiego i nie miał problemu z wykończeniem akcji. BJM szybko chciał odpowiedzieć i od tego momentu co i raz sunęły ataki na bramkę gospodarzy. Długo była ona jak zaczarowana, ale w końcu płaskim strzałem Paweł Tamowski znalazł drogę do siatki rywali. Po chwili było już 1:2 i wydawało się, że goście pójdą za ciosem. Moment kryzysowy Oldboysi przetrwali a tuż przed przerwą wyrównali za sprawą skutecznego tego dnia Miłosza Suchty. Po 25 minutach rywalizacji było 2:2. Po zmianie stron mecz trochę się zaostrzył. Obie ekipy miały swoje okazje, a gdy BJM wyszedł na prowadzenie po znakomitym strzale Piotra Jarmakowskiego, wydawało się że goście przechylą szalę na swoją korzyść. Jednak gospodarze nie ustępowali i dążyli do wyrównania. Ponownie Miłosz Suchta przedarł się przez obronę rywali i znów mieliśmy remis. Końcówka to pod jednym golu z obu stron i mecz zakończył się wynikiem 4:4. Oldboys Derby liczyło na więcej, ale i tak trzeba szanować punkt z tak mocnym rywalem. BJM to jak na razie ekipa, która ma na koncie trzy remisy i nie trzeba dużo analizować, że strata tylu punktów może być kluczowa w kontekście walki o medale na koniec sezonu.
Taktyczne szachy, ambitne zagrania, niesamowicie wysokie tempo. To właśnie te trzy czynniki cechują spotkanie z minionej kolejki, kiedy to w ramach rozgrywek czwartej ligi, stanęły naprzeciwko siebie drużyny Dzików z Lasu oraz rezerw Husarii Mokotów. Od samego początku przebieg meczu był niebywale zacięty i wyrównany. Piłkarskie detale niejednokrotnie decydowały o przebiegu akcji. Z tego powodu zawodnicy gości w minimalnym stopniu wyrastali na faworytów spotkania. Efektem tego była solowa bramka Marka Wdowińskiego, która otworzyła stan rywalizacji. Było to pierwsze oraz ostatnie trafienie w tej części spotkania. Tym samym do przerwy, na tablicy wyników widniało prowadzenie ekipy z warszawskiego Mokotowa. W drugiej części rywalizacji zdecydowanie ciężej było nam wskazać stronę dominującą. Zarówno gospodarze, jak i goście prezentowali zbliżony poziom gry. Z powodu wysokiego tempa ponadto, w ich zagrania wkradło się o wiele więcej niedokładności, a kondycyjne braki poskutkowały zwiększonym kontaktem fizycznym. W tym aspekcie starsi, bardziej doświadczeni i mocniejsi fizycznie gracze w czarnych strojach zdecydowanie przeważali. Jednakże zrównoważyło się to z powodu nienagannej techniki i większym pokładom energii ich młodszych rywali. Efektem tego była niesamowita solowa akcja Michała Janowicza. Ofensywny gracz Dzików z Lasu rozpoczął swój rajd niemalże od własnej bramki, mijając kilku graczy rywala. To właśnie różnica, którą stworzył w grze jeden na jeden umożliwiła Antoniemu Hermanowi dojście do strzału, którym zaskoczył fenomenalnego bramkarza rywali, Łukasza Gołębiowskiego. Tym samym spotkanie to zakończyło się podziałem punktów i remisem 1:1.
O godzinie 19:00 na Arenie AWF było już chłodno, dlatego bardzo liczyliśmy, że konfrontacja Pantery z Compatiblem trochę nas rozgrzeje. I nie zawiedliśmy się. Przedstawiciele obydwu ekip dostarczyli nam sporo emocji, no i przede wszystkim to, co lubimy najbardziej, czyli zagadkę dotyczącą trzech punktów, która została rozwiązana dopiero w końcówce drugiej połowy. Sytuacja w tym meczu zmieniała się zresztą regularnie. Start był rewelacyjny dla Compatibl, bo już w pierwszej akcji gola zdobył Anton Klimak, a na 2:0 świetnym uderzeniem z dystansu popisał się Artur Kustov. Wiedzieliśmy jednak, że charakter Pantery nie pozwoli na to, by tak to zostawić. Nominalni gospodarze wzięli się do roboty, szybko zmniejszyli straty a potem, po koronkowej akcji, którą wykończył Szymon Januła był już remis. Gracze Pantery chyba poczuli, że to jest dobry moment, by dobić zamroczonego rywala. I po tym, jak Rafał Duda wykorzystał rzut wolny, objęli prowadzenie. Wszystko wydawało się więc być na jak najlepszej drodze do całej puli, a to myślenie spotęgowało się, gdy Bartek Fabisiak umiejętnie spressował jednego z rywali, wywalczył piłkę i pokonał Oleksandra Fedosiuka. Cztery gole z rzędu – to musiało robić wrażenie. Myśleliśmy, że Compatibl będzie miał problem, by wrócić na właściwe tory, ale chłopaki wcale nie przerazili się okolicznościami i zaczęli wracać do tego, co prezentowali na początku meczu. Najpierw skorzystali z pomocy Pawła Janiszewskiego, który zaliczył trafienie samobójcze, a potem zrobiło się 4:4 i z prowadzenia dawnego Mobilisu nic nie zostało. I teraz to rywale wydawali się być na fali wznoszącej. Tym bardziej, że mieli w składzie Artura Kustova, który tego wieczora nie bał się podejmować trudnych decyzji i gdy tylko miał trochę miejsca, to uderzał. I w ten właśnie sposób zadbał o gola na 5:4 dla Kompatybilnych, a całość domknął Anton Klimak, przez co końcowy wynik stanął na 6:4. Możemy się domyślać, że zawodnicy Pantery do tej pory nie potrafią znaleźć przyczyn porażki. Przecież mieli to spotkanie pod kontrolą i nagle coś się zacięło, uciekła pewność siebie, a rywal tylko na to czekał. Nie będzie łatwo podnieść się po takiej porażce, lecz trzeba to zrobić, bo inaczej ugrzęzną w strefie spadkowej na dobre. Od miejsc zagrożonych spadkiem uciekł za to Compatibl. Nie był to dla nich łatwy mecz, ale brawo za to, że w momencie, gdy niewiele im się układało, byli w stanie znaleźć w sobie pokłady determinacji, co przełożyli na powrót ze stanu 2:4. Takie zwycięstwo na pewno cieszy i powinno stanowić dobry prognostyk przed drugą częścią rundy jesiennej.
Minionej niedzieli na obiektach warszawskiego AWF-u mierzyły się ze sobą ekipy Popalonych Styków oraz Big Balls. Gospodarze po trzech seriach spotkań znajdowali się na trzecim miejscu z dorobkiem sześciu punktów. Goście natomiast, z karnym, ujemnym punktem okupowali ostatnią pozycję w tabeli. Z tego powodu jakakolwiek próba predykcji wyniku oraz określenia faworyta wydawała się raczej zbędna. Nasze słowa znalazły potwierdzenie już w pierwszej połowie, kiedy to gospodarze zdominowali gości, aplikując im przy tym aż cztery bramki. Bohaterami tego okresu gry był bezapelacyjnie kwartet Dzięciołowski, Pniewski, Dobrowolski oraz Targowski, którzy dzięki kapitalnemu zgraniu zamknęli rywalizację w zatrważająco krótkim czasie. Mimo tak jednostronnej części meczu, w drugiej odsłonie było już o wiele ciekawiej. Otwarta gra, wysokie tempo i przede wszystkim duże emocje po obydwu stronach spowodowały, że bramki mogliśmy oglądać tym razem w wykonaniu zarówno FC Popalonych Styków oraz drużyny Big Balls. Niestety dla gości ambicja i usilne chęci okazały się niewystarczające w spotkaniu z bardziej doświadczonym rywalem. Mimo tego w ich grze widoczny jest znaczny potencjał, który z meczu na mecz coraz wyraźniej się zarysowuje. Szansa na premierowe punkty w wykonaniu gości, już za tydzień. Przed gospodarzami natomiast kapitalna okazja na atak na pierwszą lokatę, ponieważ zagrają z bezpośrednim rywalem w walce o mistrzostwo, czyli Lagą Warszawa, do której tracą zaledwie jeden punkt.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)