Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 1 Liga
W spotkaniu 16 kolejki pierwszej ligi, stanęły naprzeciwko siebie dwie ekipy, które nadal walczą o utrzymanie na tym poziomie rozgrywkowym. W roli gospodarza mieliśmy przyjemność oglądać drużynę Narodowego Śródmieścia, gośćmi była natomiast Zjednoczona Ochota. Już przed samym początkiem widowiska emocje znajdowały się na szalenie wysokim poziomie. Wygrana zawodników w żółtych strojach, zdecydowanie ułatwiłaby pozostanie na ligowym szczeblu. Z drugiej strony, ewentualna porażka składu z centralnej dzielnicy stolicy, oznaczała dla nich raczej pewną porażkę w tegorocznej kampanii. Na wstępie należy zaznaczyć, że goście już od samego początku wykazali się postawą fair-play, zdejmując jednego zawodnika z pola, celem wyrównania szans, w pojedynku z osłabionym rywalem. Strzelanie, zgodnie z początkowymi przewidywaniami obserwatora, rozpoczęła Ochota, która po trafieniu Kołodziejskiego, wyszła na prowadzenie. Radość jednak nie trwała zbyt długo, ponieważ zaledwie kilka minut po zdobyciu bramki, do głosu doszli gospodarze. Tym razem do bramki ekwilibrystycznym strzałem piętą skierował Biegaj, dzięki czemu, na tablicy wyników mieliśmy remis. Od tego momentu, obydwie drużyny rozpoczęły swoistą wymianę ciosów, która zaowocowała gradem bramek, na stadionie warszawskiego AWF-u. Z tego jakże zaciętego pojedynku, zwycięsko wyszli gospodarze. Finalnie to ekipa Narodowego Śródmieścia wykazała większy spokój w podbramkowych sytuacjach, co w zestawieniu z bezsilnością i brakiem celności rywala, okazało się kluczem do wygranej w stosunku 10:8.
W spotkaniu na szczycie zaplecza Ekstraklasy mierzyły się ekipy Otamanów i Warsaw Bandziors. Jak ważne było to starcie świadczy fakt, w jak mocnych składach przyszły oba zespoły. Od początku oglądaliśmy kapitalne widowisko, gdzie zawodnicy prezentowali znakomite wyszkolenie techniczne i można śmiało powiedzieć, że obydwa zespoły chyba są na takim etapie, że śmiało poradziłyby sobie o klasę wyżej. Po kilku akcjach z obu stron czekaliśmy na otwarcie wyniku. Jednak obie ekipy świetnie organizowały defensywy a bramkarze czujnie wyłapywali strzały zawodników. Do momentu gdy swoim talentem błysnął Maciek Kiełpsz. Zagrał on mocno w pole karne rywali a kapitan Szymon Kołosowski nie dał szans bramkarzowi gospodarzy. Otamany jednak szybko pozbierali się i zaczęli coraz groźniej atakować. Jednak dopiero akcja dwójkowa Leonida Shcherbyna i niezawodnego Vitaliia Yakovenko dała remis. Napastnik Otamanów huknął z pierwszej piłki i Kajetan Podgórski nie zdążył w porę zareagować. Do przerwy mieliśmy wynik 1:1. Po zmianie stron gra układała się podobnie, ale to Bandziory były bardziej skuteczne tego dnia. Strzelając bramkę na 1:2 ustawili się skutecznie w defensywie i szukali swoich okazji, licząc na błędy rywali. Gospodarze atakowali, ale nawet jak już dochodzili do sytuacji to nie potrafili ich wykorzystać. Goście podwyższyli wynik i dalej konsekwentnie realizowali swoje założenia taktyczne. Rzut karny i bramka na 1:4 całkowicie odebrała animusz ekipie z Ukrainy. Warsaw Bandziors po kapitalnym meczu wygrywa z rywalem do mistrzostwa, ale Otamany nadal mają nad nimi punkt przewagi i wszystko w swoich rękach w ostatnich dwóch kolejkach tego sezonu.
Raczej rzadko się zdarza, by w jednym sezonie w dwóch meczach między tymi samymi zespołami padał identyczny wynik. A taka sytuacja miała miejsce w parze MixAmator – Contra. Mecz tych drużyn z pierwszej części sezonu zakończył się wynikiem 4:2 dla Contry i dokładnie tak samo skończyło się 50 minut ich rywalizacji w niedzielę 21 maja. Zaskoczenia nie ma, bo Contra ma w tym momencie dokładnie dwa razy więcej punktów niż jej rywal, ale to wcale nie był spacerek dla trzeciej ekipy 1.ligi. Od samego początku było to bowiem otwarte spotkanie, gdzie nie brakowało sytuacji pod obydwiema bramkami, jednak różnica polegała na tym, że Contra umiała swoje okazje zamieniać na gole, a przeciwnik miał z tym ogromny problem. Dość powiedzieć, że mimo iż naprawdę oglądaliśmy wyrównane starcie, to dopiero przy stanie 0:4 MixAmator zdobył swoje premierowe trafienie. I gdy tego dokonał, od razu rzucił się na rywala w poszukiwaniu kolejnych trafień. Być może zawodnicy Contry pomyśleli sobie, że nic im już tutaj nie grozi, tymczasem zaraz zrobiło się 2:4, a potem oponenci mieli jeszcze kilka okazji. Golkiper faworytów Damian Zalewski nie mógł narzekać na nudę, a czasami w sukurs przychodziła mufortuna, bo dwukrotnie po strzałach rywali piłka obijała słupek jego bramki. Mimo usilnych prób zminimalizowania strat, MixAmator musiał pogodzić się z porażką różnicą dwóch goli i według nas powinien mieć do siebie pretensje, że zwłaszcza w początkowych fragmentach spotkania wykazywał za dużo respektu dla zespołu Michała Raciborskiego. Contra miała bowiem problemy kadrowe, tutaj nie było optymalnego zestawienia i można to było wykorzystać. MixAmator zrozumiał to jednak za późno i musiał obejść się smakiem. Ale są też pozytywy, bo było naprawdę sporo dobrych fragmentów w grze przegranych, co powoduje, że ta ekipa ze spokojem może podejść do ważnego dla siebie pojedynku z Warszawską Ferajną. Co do Contry, to najważniejszym było, iż zainkasowała trzy punkty. Gra nie była optymalna, ale też nie mogła być, dlatego takie spotkania trzeba po prostu wygrywać i szybko skupiać się na kolejnych. Tutaj nie liczył się bowiem styl, lecz cel.
W niedzielne popołudnie mieliśmy okazję do obejrzenia bardzo ciekawego spotkania w 1 lidze. Drużyna Green Lantern podejmowała zespół Warszawskiej Ferajny. Obie ekipy są bardzo doświadczone i mają duży spokój w rozegraniu piłki, więc spodziewaliśmy się, że na boisku będzie się sporo działo. Dodatkowy smaczkiem meczu był fakt, iż jedni i drudzy cały czas walczą o utrzymanie. Nie pomyliliśmy się, spotkanie od samego początku stało na bardzo wysokim poziomie i charakteryzowało się dużą intensywnością. Od pierwszych minut zdecydowaną przewagę mieli gospodarze i to oni wyszli na prowadzenie, kiedy to Sebastian Barczuk otrzymał podanie od Patryka Podgórskiego i trafił do bramki rywali. To trochę rozruszało gości, którzy ruszyli do kolejnych ataków, niestety w kluczowych momentach brakowało im wykończenia akcji. W 11 minucie meczu do piłki rozgrywanej z narożnika podszedł Podgórski, który precyzyjnym podaniem obsłużył Mikołaja Wysockiego i mieliśmy już 2-0. Goście nie otrząsnęli się jeszcze z utraty drugiej, a bramkarz Ferajny po raz trzeci wyjmował piłkę z bramki. Tym razem perfekcyjnie rozegrany rzut z autu na bramkę zamienił ponownie Mikołaj Wysocki. Przy wyniku 3-0 Warszawska Ferajna zaczęła zdecydowanie przejmować inicjatywę w meczu. Goście wiedzieli, że taki wynik może pogrzebać ich szanse na utrzymanie w lidze. Sygnał do odrabiania strat dał Patryk Stefaniak, który wykorzystał podanie Konrada Pietrzaka. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 4-1, bo jeszcze przed pauzą kolejną bramkę zdobyli gospodarze. Po zmianie stron Warszawska Ferajna zdominowała całkowicie środek pola i dążyła do odrabiania strat. Goście nakręcali się każdą kolejną akcja. W 28 minucie meczu Kacper Michaluk zmniejsza straty gości i na tablicy wyników mamy 4-2. W kolejnych minutach zespół Kacpra Domańskiego konsekwentnie nacierał na przeciwnika, który z jakiegoś powodu się wycofał pod własne pole karne. Green Lantern przeczuwało kłopoty, a te obawy znalazły odzwierciedlenie na kilka minut przed końcem. Po niepotrzebnym faulu w polu karnym sędzia dyktuje rzut karny, który pewnym strzałem na bramkę zamienia Patryk Stefaniak. Do końca meczu Warszawska Ferajna rozpaczliwie atakowała i szukała wyrównania, niestety na więcej zabrakło już czasu i po chwili sędzia kończy to pełne dramaturgii spotkanie. Wynik 4:3 dobrze oddaje emocje, które towarzyszyły oglądającym tę potyczkę. Obie ekipy zamieniły się miejscami w tabeli, a sytuacja w strefie spadkowej dalej jest bardzo interesująca i o końcowych rozstrzygnięciach będą decydowały dwie ostatnie kolejki.
Spotkanie pomiędzy Explo Team oraz FC Almaz to pojedynek ekip, które jeszcze liczą się w walce o pierwszą trójkę na tym poziomie rozgrywkowym. W nieco lepszej sytuacji są gospodarze, którzy posiadali cztery punkty więcej od swojego rywala, jednak w przypadku ich porażki sytuacja bardzo by się wyrównała. Lepiej spotkanie rozpoczęli wyżej notowani zawodnicy, którzy po pięciu minutach prowadzili już 2:0. Wielką szansę na odrobienie części strat mieli goście, ale piłka po ich strzale wylądowała na poprzeczce. Chwilę później prowadzenie podwyższyli gospodarze, jednak riposta rywali była niemal natychmiastowa. Doskonałym strzałem z połowy boiska popisał się bramkarz gości Eduard Vakhidov i zmniejszył straty swojej drużyny do dwóch bramek. Ostatnie słowo w tej części meczu należało do zawodnika gospodarzy - Marka Pawłowskiego, który pięknym strzałem pokonał golkipera gości i ustalił wynik tej części meczu na 4:1. Druga połowa to już zdecydowana przewaga zawodników Explo Team, którzy od pierwszych minut powiększali swoją przewagę. W pierwszych 10 minutach zdołali aż sześć razy trafić do bramki rywali i było wiadomo, że to właśnie oni dopiszą sobie kolejne punkty do ligowej tabeli. W ostatnich fragmentach gra się wyrównała, bramki padały z obydwu stron i ostatecznie mecz zakończył się wysokim zwycięstwem zawodników Explo Team 13:3. Wynik ten sprawił, że zwycięska drużyna nadal liczy się w walce o medale, natomiast zawodnicy FC Almaz są już pewni piątego miejsca, które gwarantuje grę w turnieju kończącym zmagania w tym sezonie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)