Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 1 Liga
Przed bezpośrednim starciem w 5. kolejce zespoły Mixamator i Contra dzielił jeden punkt. Wyżej w tabeli byli goście, ale to przecież dobra okazja dla gospodarzy, by zniwelować różnicę. Niestety nie wzięli sobie tego do serca, bo pierwsza połowa niedzielnego spotkania należała do graczy Contry. Uściślając: do Tomasza Zagórskiego i Dawida Bieli. Pierwszy z nich okazał się strzelcem inauguracyjnej bramki, gdy przyjął podanie tego drugiego i ściął z piłką do środka, by posłać ją do siatki. Drugiego gola również zdobył Zagórski, choć od obserwatorów mogliśmy usłyszeć, że uderzał wielki Juninho Pernambucano. Bramka padła bowiem po strzale z bocznej strefy boiska bezpośrednio z rzutu wolnego. Przy trzecim trafieniu Zagórski jedynie dogrywał, ale również skradł show, bo jego asysta lewą nogą mogła zachwycić (podawał rzecz jasna do Bieli). Jeszcze przed przerwą Mixamator miał okazję do strzelenia gola na 1:3, ale nie trafili do pustej bramki. W drugiej części meczu poprawili skuteczność, a dwa gole na swoim koncie zapisał Kamil Kamiński. Niewiele brakowało, by gospodarze wyrównali, ale piłka po strzale zatrzymała się na słupku. Ta niewykorzystana okazja się na nich zemściła, a w rolę “mściciela” wcielił się… Dawid Biela, któremu podawał… Tomasz Zagórski! Efektownym lobem ustanowili wynik na 2:4 i tym samym zagwarantowali swojej drużynie cenne trzy punkty.
Niezwykle istotny pojedynek w kontekście walki o wydostanie się ze strefy spadkowej stoczyły ekipy Narodowego Śródmieścia i Zjednoczonej Ochoty. Gospodarze złapali oddech ogrywając w czwartej kolejce Green Lantern i chcieli koniecznie zrobić kolejny krok, by wydostać się z czerwonej strefy. Goście tej jesieni jeszcze nie zdobyli punktów, mimo iż stoczyli kilka pojedynków gdzie pokazali, że grać w piłkę potrafią. Początek spotkania lepiej zaczął się dla podopiecznych Marka Szklennika. Po zespołowej akcji Darek Pliszka otworzył wynik. Radość z prowadzenia nie trwała jednak długo i Zjednoczona Ochota szybko wyrównała. Dwa prezenty defensywy Narodowego Śródmieścia spowodowały, że po kwadransie było już 1:3 i znowu menedżer gospodarzy nie wierzył, że jego zespół w tak łatwy sposób traci bramki. Przed przerwą udało się jednak zdobyć gola kontaktowego i na odpoczynek drużyny schodziły z wynikiem 2:3. Po zmianie stron to gospodarze przejęli inicjatywę. Dwa trafienia w początkowej fazie drugiej połowy wyprowadziły ponownie team Marka Szklennika na prowadzenie 4:3. Żeby jednak nie było za spokojnie ponowna nonszalancja w wyprowadzeniu piłki przyniosła wyrównanie Zjednoczonej Ochocie. Od stanu 4:4 to goście mieli kilka wybornych sytuacji. Praktycznie ten sam scenariusz co we wszystkich dotychczasowych meczach. Brak skuteczności i szczęścia powodował, że po kontrach to gospodarze wychodzą na dwubramkową przewagę. Od stanu 6:4 Zjednoczona Ochota stara się jeszcze dogonić rywali, ale gdy tylko strzela bramkę na kontakt, to po chwili w prosty sposób traci gola. Ostatecznie mecz kończy się wynikiem 8:6 i to Narodowe Śródmieście zgarnia cenne trzy punkty. Zjednoczona Ochota? No cóż - mamy nadzieję, że w końcu się przełamie, bo w naszej ocenie potrzebuje impulsu w postaci punktów, by odmienić sytuację w jakiej obecnie się znajduje.
Mecz pomiędzy drużyną FC Otamany a Warsaw Bandziors, to bez wątpienia jedno z hitowych starć tej kolejki spotkań. Lider 1 ligi podejmował wicelidera, oba zespoły w tym sezonie prezentują się wyśmienicie. W mecz z impetem weszli goście. W pierwszych kilku minutach popularne „Bandziory” mieli swoje okazje bramkowe, a po ich naporze swoje okazje mieli też zawodnicy z Ukrainy. W siódmej minucie meczu goście w końcu dopięli swego - wyprowadzając zespołową akcję z własnego pola karnego gola zdobywa Maciej Bandurow. Kilka minut później na indywidualną szarżę zdecydował się Maciej Cichocki, przebiegł sam całe boisko i płaskim strzałem zdobył kolejną bramkę dla gości. Otamany mimo słabego początku nie poddawały się i odpowiedź przyszła w 18 minucie meczu, kiedy to Sasha Targonin pokonał bramkarza „Bandziorów”. W pierwszej połowie gospodarzy na nic więcej nie było już stać. Za to rywale rozkręcali się z każdą kolejną minutą i jeszcze przed przerwą dołożyli trzy trafienia, a na tablicy wyników mieliśmy 1:5. Po zmianie stron na zdecydowanie bardziej ofensywny manewr zdecydowała się drużyna FC Otamany - zawodnicy z Ukrainy postanowili grać z lotnym bramkarzem. Trzeba przyznać, że ta taktyka sprawdzała się bardzo dobrze. To oni przejęli inicjatywę i tworząc przewagę na skrzydłach kreowali sobie groźne sytuacje. Na efekty nie trzeba było długo czekać, po błędzie obrony Vitalii Yakovenko zmienia rezultat spotkania na 2:5. Goście mieli sporo problemów z przystosowaniem się do taktyki rywala i po chwili stracili kolejną bramkę, której autorem ponownie był Vitalii Yakovenko. W dalszej fazie meczu, drużyna Warsaw Bandziors coraz lepiej radziła sobie z grą w przewadze przeciwników i umiejętnie przesuwając w obronie neutralizowała ataki gospodarzy. W samej końcówce meczu, uczciwie przyznając lepsza pod każdym względem ekipa gości ustala rezultat końcowy na 3:6 i wygrywa to bardzo ciekawe i miłe dla oka spotkanie. Dzięki zwycięstwu goście wyprzedzają rywali w tabeli i przynajmniej do następnej kolejki zerkają na wszystkich z góry.
Mecz pomiędzy drużynami aspirującymi do najwyższych lokat w pierwszej lidze zapowiadał się bardzo ciekawie i mieliśmy nadzieję, że żadna z ekip nie odpuści walki o piłkę, oraz o wynik aż do końcowego gwizdka. Nie zawiedliśmy się, a szybko zdobyta bramka przez Explo Team nie zmieniła naszego myślenia. Obie drużyny grały dość podobnie zaczynając od spokojnego doprowadzenia piłki do środkowej strefy boiska, aby następnie mocnym podaniem, lub szybką grą przedostać się w pole karne rywala. Drużyna FC Almaz w czternastej minucie zaczęła odrabiać straty zdobywając swojego pierwszego gola, wyrównując rezultat. Zaledwie cztery minuty później na tablicy wyników cały czas był remis, z tą różnicą, że obydwie ekipy podwyższyła swoje konto bramkowe i z rezultatem 2:2 zeszły na przerwę. Dalsza część meczu wyglądała bardzo podobnie do jej pierwszej odsłony, z niewielką przewagą gości, a pierwszy gol w tej części padł łupem chłopaków z Ukrainy dopiero w trzydziestej ósmej minucie. Na pięć minut przed końcem Explo doprowadziło do remisu i od tej minuty wysokie tempo meczu wzrosło jeszcze bardziej. Gospodarze nie chcąc zainkasować trzeciego remisu z rzędu robili co mogli, aby wyjść na prowadzenie. Na ich nieszczęście to ekipa Almazu minutę przed ostatnim gwizdkiem zdobyła gola. Nieustępliwość oraz walka do samego końca zaowocowała przyznanym rzutem karnym w ostatniej minucie, który Marek Pawłowski zamienił na gola i dzięki temu drużyny podzieliły się punktami. Warto zaznaczyć, że w bramce Explo zabrakło nominalnego bramkarza, a godnie zastąpił go Jan Malesa.
Patrząc na tabelę to zdecydowanym faworytem spotkania Warszawskiej Ferajny z Green Lantern była ekipa Kacpra Domańskiego. Jednak patrząc na to jak w każdym meczu angażują się gracze gości wiedzieliśmy, że kiedyś musi nastąpić przełom. Już pierwsze minuty pokazały że goście są dobrze nastawieni zarówno mentalnie jak i fizycznie i będą chcieli po prostu wydrzeć rywalom punkty. Po kilku minutach gry obie ekipy potrafiły zaskoczyć bramkarzy i było 1:1 w pierwszym fragmencie spotkania. Później jednak to Green Lantern doszło do głosu a w ataku szalał Mikołaj Wysocki, który kolejnymi akcjami nakręcał ofensywne akcje swojego teamu. Sam też strzelał i asystował i był zawodnikiem który potrafił zrobić różnicę na boisku. W ataku świetnie grali także Miłosz Majewski i Adrian Rzepecki. Gospodarze starali się realizować swoją taktykę, która dawała efekty w poprzednich kolejkach, lecz brakowało takiego zęba i większego zaangażowania w grę. Często obrońcy mieli kłopot by dograć piłkę do strefy ataku, bo nikt nie pokazywał się na pozycjach. Do przerwy Green Lantern zasłużenie prowadził 3:5. Po zmianie stron Warszawska Ferajna rzuciła się do odrabiania strat. Bramka Kacpra Galana i Krzysztofa Surgota dawały nadzieję nawet na walkę o komplet punktów. Jednak to Green Lantern potrafił w końcówce postawić przysłowiową kropkę nad „i”. Ponownie w głównej roli odradzający się Mikołaj Wysocki, który na początku sezonu zawodził, tym razem poprowadził swój team do zwycięstwa. Ostatecznie Zielona Latarnia wygrywa 5:7 i zdobywa pierwsze punkty w sezonie i być może będzie to impuls dla chłopaków na kolejne mecze. Jak widać jest spory potencjał mimo wielu kontuzji i trzeba walczyć, by na wiosnę być może włączyć się w walkę o najwyższe cele. Warszawska Ferajna przegrała natomiast na własne życzenie, bo zdecydowanie zabrakło determinacji z której słynie ta ekipa i w kolejnych starciach musi powrócić charakter, który cechował ten team w pierwszych meczach sezonu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)