Sezon Lato 2026
Relacje meczowe: 1 Liga
Dość nietypowo jak na poziom 1. Ligi, w starciu Hetmana z Q-Ice nie oglądaliśmy taktycznych piłkarskich szachów, lecz otwarty mecz pełen koronkowych akcji, indywidualnych popisów i, co najważniejsze, obfitujący w gole. Trafienie otwierające padło już w 3. minucie spotkania, kiedy to, otrzymawszy podanie od Marcina Tarnowskiego, Filip Motyczyński pognał z futbolówką na bramkę przeciwników i oddał precyzyjny, płaski strzał lewą nogą. Niestety dla gospodarzy, brak zgrania w obrębie zespołu z racji letniej fuzji z drużyną S04 FC stanowił wyraźne utrudnienie, z którego coraz chętniej korzystali goście. I tak z zaskakującego prowadzenia Hetmana w dziesięć minut zrobiło się 1:4 dla Q-Ice po dubletach Denysa Blanka i Ivana Kashperuka. Mistrzowie 4. Ligi z ubiegłego sezonu zdecydowali się na zmianę w bramce – Oskara Sujkę zastąpił Bartek Folc i na dzień dobry popisał się trzema wybitnymi paradami, ratującymi zespół. Przed przerwą hat-tricka skompletował jeszcze Blank, dając tym samym swojej ekipie komfortową, czterobramkową przewagę.
Na drugą odsłonę zmagań Hetman wyszedł z nowym pokładem sił i wiarą, że jeszcze nie wszystko stracone – najpierw Kibler do Zinko, a później Oniszczuk do Chabiora i już mieliśmy 3:5. Jednakże miłe to były złego początki – Hetman nie był już w stanie nawiązać w żadnym momencie meczu do tych udanych, intensywnych pięciu minut, natomiast rywale – choć już bez Blanka na pokładzie – bezlitośnie ich punktowali. Piłkarze Q-Ice sprawiali wrażenie, jakby rozumieli się na murawie bez słów, a przynajmniej mogły o tym świadczyć widowiskowo przeprowadzane przez nich akcje bramkowe. Na tej drodze swoje „trzy grosze” do klasyfikacji kanadyjskiej dorzucali Panasenko, Savchuk, Kondarevych, Yarmoliuk i Androshchuk, a nawet Slobozheniuk, zmieniając rezultat gry na okazałe 3:9. W końcówce potyczki niecelne podanie golkipera gości wykorzystał Girma Ramos i na otarcie łez dla Hetmana wpakował piłkę do pustej bramki.
Trudno wyciągać jednoznaczne wnioski z tego starcia, bowiem Hetman przystąpił do niego nie w swoim tradycyjnym zestawieniu, lecz łącząc siły z S04 FC, przez co jasne jest, że będzie potrzebował czasu na zgranie. Niemniej trzeba oddać zwycięzcom tego meczu, że tworzą niezwykle zgrany kolektyw, praktycznie pozbawiony słabych punktów i dla nikogo nie będą wygodnym przeciwnikiem.
Hitowe spotkanie 1. Ligi pomiędzy Inferno a Ternovitsią zapowiadało się jako jedno z najciekawszych wydarzeń kolejki i nie zawiodło pod względem piłkarskiej jakości. Po jednej stronie oglądaliśmy Inferno, które mimo okrojonego składu wciąż dysponuje zawodnikami potrafiącymi zrobić różnicę indywidualnymi umiejętnościami. Po drugiej – bardzo szeroką i świetnie zorganizowaną kadrę Ternovitsii, od lat słynącą z zespołowego stylu gry.
Od pierwszego gwizdka tempo było bardzo wysokie. Obie drużyny chętnie rozgrywały piłkę na jeden kontakt, często angażując do budowania akcji również bramkarzy. Było widać, że na boisku spotkały się zespoły dobrze czujące się przy futbolówce i świadome swoich atutów. Lepiej w mecz weszła jednak Ternovitsia. Goście szybko przejęli inicjatywę, narzucili wysoki pressing i zaczęli kontrolować wydarzenia na boisku. Dzięki świetnej organizacji gry skutecznie ograniczyli największe atuty Inferno, nie pozwalając gospodarzom rozwinąć skrzydeł. W wielu momentach drużyna z Ukrainy wyglądała po prostu dojrzalej piłkarsko – cierpliwie budowała akcje, dobrze przesuwała się jako zespół i konsekwentnie realizowała swój plan.
Inferno próbowało odpowiadać, ale jego najgroźniejsze sytuacje wynikały przede wszystkim z indywidualnych zrywów i błysków poszczególnych zawodników. Ternovitsia natomiast pozostała wierna swojemu stylowi – kolektyw, intensywny pressing i płynne przechodzenie z obrony do ataku przynosiły wymierne efekty.
Do przerwy goście wypracowali sobie przewagę, która stawiała ich w bardzo komfortowej sytuacji. Po zmianie stron Inferno ruszyło do odrabiania strat, ale większe otwarcie gry oznaczało również więcej miejsca dla szybkich kontr Ternovitsii. Ukraińska ekipa bezlitośnie wykorzystywała wolne przestrzenie, nie pozwalając gospodarzom złapać kontaktu.
Z przebiegu całego spotkania zwycięstwo Ternovitsii było w pełni zasłużone. Goście pokazali świetną organizację, wysoką kulturę gry i doskonałą współpracę całego zespołu. Jednocześnie warto podkreślić, że obie drużyny udowodniły, dlaczego należą do ligowej czołówki. Był to mecz stojący na bardzo wysokim poziomie, pełen jakości, intensywności i piłkarskiej inteligencji – dokładnie taki, jakiego można oczekiwać po hicie kolejki.
Mecz Sinaloa – Kebavita już samą nazwą zapowiadał, że możemy spodziewać się gorącego spotkania. Od pierwszych minut nie brakowało emocji, fauli oraz dyskusji, ale skupmy się przede wszystkim na tym, co działo się na boisku.
Pierwsza połowa była prawdziwą grą w pościg. Sinaloa zdobywała bramkę, a Kebavita natychmiast odpowiadała. Dwukrotnie zawodnicy w żółtych koszulkach wychodzili na prowadzenie i dwukrotnie rywale doprowadzali do wyrównania. Tuż przed przerwą Patryk Abbassi popisał się skutecznym uderzeniem z rzutu wolnego i po raz trzeci wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Tym razem Kebavita nie zdążyła już odpowiedzieć przed końcem pierwszej części gry. Jak się później okazało, był to ostatni moment, w którym była w stanie realnie dogonić rywala.
Po zmianie stron Sinaloa przejęła pełną kontrolę nad spotkaniem. Drużyna wyglądała lepiej, narzuciła swoje tempo i zbudowała solidną przewagę. Wynik 7:3 wydawał się już bardzo bezpieczny i wszystko wskazywało na spokojną końcówkę dla zawodników Sinaloa. Jednak końcowe minuty przyniosły zupełnie inne emocje. Sytuacja skomplikowała się po kontuzji Patryka Abbassiego, a Kebavita rozpoczęła desperacką pogoń za wynikiem. Efekt? Na zaledwie 30 sekund przed końcowym gwizdkiem zrobiło się 7:8.
Na więcej zabrakło już czasu, ale zawodnicy Kebavity zdołali mocno postraszyć rywala, sprawiając, że kilka nerwowych chwil na pewno zostanie zapamiętanych po stronie Sinaloa.
To bardzo ważne zwycięstwo dla triumfatorów na początku sezonu. Kebavita pokazała charakter i do samego końca walczyła o korzystny rezultat, jednak obie drużyny mają jeszcze elementy swojej gry do poprawy. Sinaloa przez większość spotkania wyglądała bardzo dobrze, ale w końcówce pozwoliła rywalom wrócić do gry. Kebavita natomiast pokazała, że potrafi być groźna, lecz tym razem przebudziła się zdecydowanie za późno. Jedno jest pewne – od obu zespołów możemy jeszcze oczekiwać wielu ciekawych i emocjonujących spotkań.
Jednym z najciekawszych spotkań inauguracyjnej kolejki 1. ligi było starcie BM z FC Comeback. Emocji nie brakowało od pierwszego gwizdka aż do ostatnich sekund, a o zwycięstwie zdecydowała ostatnia akcja meczu.
Lepiej w spotkanie weszli zawodnicy FC Comeback, którzy od początku grali odważnie i często napędzali swoje akcje szybkimi kontratakami. Wynik otworzył Didenko po strzale, przy którym piłka odbiła się jeszcze od jednego z obrońców i wpadła do bramki. Kilka minut później zimną krew w sytuacji sam na sam zachował Komyshnyi i sprytnym lobem podwyższył prowadzenie gości. Comeback nie zwalniał tempa i był bliski kolejnych trafień, lecz po jego uderzeniach piłka zatrzymywała się na słupku i poprzeczce. Chwilę później Comeback podwyższył prowadzenie na 3:0 i wydawało się, że w pełni kontroluje przebieg spotkania. Dopiero pod koniec pierwszej połowy BM znalazło sposób na sforsowanie defensywy rywali. Bashiri popisał się kapitalnym uderzeniem w okienko, zdobywając bramkę, która przed przerwą dała jego drużynie nadzieję na odwrócenie losów spotkania.
Po zmianie stron gospodarze zaczęli coraz śmielej atakować. Drugie trafienie Bashiriego dało kontakt, a chwilę później BM doprowadziło do wyrównania. Od tego momentu spotkanie nabrało jeszcze większego tempa, a groźne sytuacje coraz częściej pojawiały się pod obiema bramkami. Więcej zimnej krwi zachowali jednak gospodarze, którzy po składnej zespołowej akcji po raz pierwszy objęli prowadzenie.
To, co wydarzyło się w ostatniej minucie, było idealnym zwieńczeniem tego widowiska. Najpierw FC Comeback doprowadził do remisu po uderzeniu z bardzo ostrego kąta i gdy wydawało się, że obie drużyny podzielą się punktami, BM błyskawicznie wznowiło grę od środka. Gospodarze przeprowadzili jeszcze jedną akcję, którą skutecznie wykończył Hlushchenko, zapewniając swojej drużynie zwycięstwo. Sędzia nie pozwolił już gościom rozpocząć gry od środka i zakończył spotkanie tuż po zdobyciu bramki. Cóż to było za widowisko!







)
)
)
)
)
)
)
)