Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Pierwsza kolejka rundy rewanżowej przyniosła nam arcyciekawe starcie w ekstraklasie Ligi Fanów. FC Otamany podejmowały GWA Media Ochota. Jedni i drudzy przystępowali do tego pojedynku wzmocnieni zawodnikami pozyskanymi w zimowym oknie transferowym. Do gospodarzy dołączyli m.in. Yevhen Plaksa oraz Ivan Kasperuk, natomiast w barwach gości ponownie mogliśmy zobaczyć „starych-nowych” nabytków – Damiana Patokę i Szymona Różyckiego.
Od samego początku mecz toczył się w bardzo wysokim tempie, z wieloma strzałami i akcjami podbramkowymi. Jedną z nich już w 4. minucie wykorzystali gospodarze, a konkretnie Plaksa. Mistrzowie Polski dość szybko odpowiedzieli trafieniami Różyckiego i Cetlina. W kolejnych fragmentach spotkania obie drużyny starały się o następne gole. W 15. i 16. minucie dokonali tego gracze Otamanów, ale chwilę później znów mieliśmy remis – Różycki dorzucił swoje drugie trafienie. Ostatnie zdanie w pierwszej odsłonie należało do gospodarzy. Dobrze pod polem karnym GWA Media zachował się Nievdakh, wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie i jednocześnie ustalając wynik pierwszej części spotkania.
Druga połowa wyglądała podobnie jak pierwsza. Goście częściej utrzymywali się przy piłce i oddawali więcej strzałów, natomiast gospodarze ograniczali się do groźnych kontrataków. Między 35. a 45. minutą oglądaliśmy prawdziwy koncert goli – w tym czasie faworyci tego spotkania zdobyli pięć bramek, a ich rywale trzy. Gdy wydawało się, że trzy punkty trafią na konto GWA Media, Prokop doprowadził do wyrównania. Ostatecznie, po kapitalnym widowisku, końcowy wynik brzmiał 8:8.
Trzeba przyznać, że KSB udźwignęło presję w meczu z wyjątkowo niewygodnym dla siebie rywalem i - co więcej - zrobiło to z naprawdę konkretną nawiązką. Wszystko rozpoczęło się od obicia słupka przez Vladyslava Voronova po odważnym strzale z dystansu i choć KSB dominowało, nie potrafiło przełożyć tego na zdobycie bramki. Zaledwie jeden moment nieuwagi gospodarzy wystarczył, by to Impuls UA wyszedł na prowadzenie - po długiej piłce od bramkarza i rykoszecie do siatki trafił Dmytro Kuznietsov. KSB ponownie postraszyło strzałem w słupek, lecz ku uciesze Michała Tarczyńskiego odpowiedzialność za wynik na swoje barki wziął Maciej Grabicki. Pognał lewym skrzydłem i oddał mocny strzał nie do obrony.
Dwie minuty później mistrzowie 1. Ligi z ubiegłego sezonu wyszli na prowadzenie po pomysłowym rozegraniu rzutu wolnego przez Grabickiego i Rucińskiego. „Dziesiątka” KSB miała ochotę na zdecydowanie więcej, ale na przeszkodzie tym razem stanął Bohdan Ivaniuk, który zdołał wybić z linii bramkowej piłkę zmierzającą do siatki. Sposób, w jaki KSB operowało futbolówką, sprawiał, że rywale nieustannie musieli za nią biegać, tracąc przy tym sporo sił. Mimo to wciąż brakowało przypieczętowania tej wyraźnej przewagi. Finalnie udało się to za sprawą wywalczonego rzutu karnego - faulowany przez Dmytra Hrynova Grabicki pewnie wykorzystał „jedenastkę”.
Po przerwie KSB dosłownie rzuciło się na ukraińskich rywali, zdobywając aż trzy bramki w minutę. Na listę strzelców wpisali się wówczas Rakhmail, Grabicki oraz Strzegocki, przy czym ten ostatni chwilę później cieszył się już z dubletu. Po potężnym uderzeniu w poprzeczkę autorstwa Grabickiego gra KSB nieco zwolniła, dzięki czemu Impuls mógł dojść do głosu, zdobywając dwie bramki - najpierw błąd Wachnika wykorzystał Bohdan Ivaniuk, a na 7:3 trafił Kuznietsov.
Ogólnie rzecz biorąc, Impulsowi przydarzało się jednak zbyt wiele prostych błędów, by w dłuższej perspektywie mogli myśleć o przełamaniu defensywy przeciwnika. Na gola z ostrego kąta w wykonaniu Rucińskiego dwukrotnie odpowiedział Vladyslav Budz, lecz to trafienie na 9:5 autorstwa Voronova skradło całe show. Przyjęcie, obrót, dwukrotne podbicie piłki w powietrzu i fenomenalny lob nad bezradnym Slobozheniukiem - to trzeba było zobaczyć!
W końcówce meczu stratę do gospodarzy zmniejszył Vasyl Ivaniuk, lecz ostateczny wynik nie uległ już zmianie. KSB zdołało tym samym utrzymać miejsce na podium Ekstraklasy, natomiast Impuls będzie musiał szukać przełamania w następnej kolejce.
W pierwszej kolejce rundy wiosennej ciężka przeprawa czekała beniaminka Ekstraklasy, który mierzył się z aktualnym liderem oraz mistrzem Ligi Fanów. Patrząc na skład, którym dysponował zespół Lakoksy CF przed tym meczem, można było oczekiwać, że faworyci pewnie dopiszą trzy punkty.
Szybko, bo już w 4. minucie, na prowadzenie swój zespół wyprowadził Zawadzki. Gladiatorzy od razu wzięli się za odrabianie strat i na efekty nie trzeba było długo czekać – po dobrym podaniu Ostapenki do bramki przeciwników trafił Staros. Kolejne fragmenty meczu przyniosły przewagę w posiadaniu piłki po stronie gości oraz liczne sytuacje podbramkowe z obu stron. Mistrzowie Ligi Fanów bardzo często przy budowaniu ataków angażowali Bartka Gwoździa, budując tym samym liczebną przewagę pod polem karnym gospodarzy. Ci z kolei, gdy tylko przejmowali piłkę, zazwyczaj kończyli akcje groźnymi strzałami. W 15. minucie dobrym, płaskim uderzeniem popisał się Brzeziński i ponownie Lakoksy prowadziły w tym pojedynku. 120 sekund później Grzelak zakręcił Radkievichem i skierował piłkę do bramki obok interweniującego Gwoździa. Kilka chwil później dobre podanie od Wąszewskiego wykorzystał Kober i w 20. minucie wynik brzmiał już 4:1. Goście nie zniechęcili się takim obrotem spraw i ruszyli do odrabiania strat. Tuż przed przerwą pięknym strzałem pod poprzeczkę popisał się Radkievich, ustalając wynik pierwszej połowy na 4:2.
Kolejne 25 minut przyniosło bardzo wiele emocji. Wynik do samego końca pozostawał sprawą otwartą. Tuż na początku drugiej połowy gola na 5:2 zdobył Czerw. Goście konsekwentnie, tymi samymi metodami, starali się zmniejszyć straty i w pewnym momencie wydawało się, że są tego bliscy – na kwadrans przed końcem, po bramce Ostapenki, przegrywali już tylko 4:5. Zaraz po tym trafieniu swojego drugiego gola w tym meczu zdobył Brzeziński, nieco studząc zapał lidera tabeli. W 42. minucie Tula zdobył bramkę na 5:6, co zapowiadało niezwykle emocjonującą końcówkę.
Grę nerwów wygrali gospodarze, dokładając kolejne trzy gole. W połączeniu z dwoma trafieniami Gladiatorów złożyło się to na końcowy rezultat 9:7.
Mecz 10. kolejki Ekstraklasy Ligi Fanów zapowiadał się jako stosunkowo jednostronne widowisko, biorąc pod uwagę doświadczenie i ostatnie wyniki Ognia Bielany. Gospodarze, podbudowani 3. miejscem w silnie obsadzonym turnieju Decathlon Cup, uchodzili za wyraźnego faworyta, zwłaszcza że goście targani byli różnego rodzaju problemami organizacyjnymi, które prawdopodobnie w najbliższej przyszłości przyniosą zmianę nazwy tej ekipy.
Boisko szybko jednak zweryfikowało te przewidywania. Już od pierwszych minut KS Tanatos Browarek pokazał znakomitą organizację gry, szczególnie w defensywie. W 7. minucie Maśniak wykorzystał zamieszanie pod bramką i z bliskiej odległości otworzył wynik spotkania. Chwilę później świetną zespołową akcję wykończył Brzeski, podwyższając na 0:2. Ogień próbował odpowiedzieć, lecz brakowało skuteczności, a między słupkami gości pewnie spisywał się Wierzbicki. W 15. minucie Kopczyński wstrzelił piłkę w pole karne, a Kiewel zamknął akcję, zdobywając gola na 0:3. Takim rezultatem, mimo starań obu zespołów, zakończyła się pierwsza część spotkania.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie - gospodarze atakowali, ale bez efektu. Dopiero w 38. minucie Milewski indywidualną akcją zdobył bramkę na 1:3. Nadzieje odżyły jeszcze bardziej, gdy Wernikowski trafił na 2:3 pięć minut przed końcem.
Końcówka należała jednak do gości - Brzeski najpierw sam podwyższył wynik, a następnie asystował przy golu Maśniaka, przypieczętowując niespodziewane zwycięstwo 5:2.
Tur Ochota jest zdecydowanie w najgorszej sytuacji spośród wszystkich zespołów w Ekstraklasie. Musiał zatem szukać punktów już w pierwszym meczu rundy wiosennej, choć rywal wydawał się niezwykle mocny. Goście mieli co prawda wystąpić w solidnym zestawieniu, ale - jak to często bywa - wykruszyło się dwóch zawodników, dlatego zespół Janka Skotnickiego przystąpił do rywalizacji z tylko jedną zmianą.
Początek meczu należał do Tura i gracze z Ochoty mieli swoje okazje. Jednak w bramce znakomicie spisywał się Bartek Kaput, przez co bardzo trudno było go zaskoczyć. Z drugiej strony z minuty na minutę rozkręcał się Janek Szulkowski i to właśnie jego skuteczność okazała się kluczowa dla losów całego spotkania.
Tur, wobec prowadzenia rywala, musiał szukać różnych rozwiązań, by dać sobie szansę na odrobienie strat. W tym przypadku gra z lotnym bramkarzem nie przyniosła jednak oczekiwanego efektu. Co prawda zespół Konrada Kowalskiego częściej utrzymywał się przy piłce, ale In Plus & Alpan bardzo dobrze przesuwał się w obronie, dużo biegał i skutecznie odcinał rywali z Ochoty od klarownych sytuacji. To powodowało też zniecierpliwienie, choćby u Rafała Polakowskiego, który akurat w takiej grze potrafi robić różnicę, jednak nie o wszystkich jego kolegach z zespołu można byłoby napisać to samo.
Mecz zakończył się wynikiem 4:9, co oznacza, że sytuacja gospodarzy w tabeli staje się coraz trudniejsza, natomiast goście wciąż liczą się w walce o medale w tym sezonie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)