reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SUPERBET CUP
Galeria
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga

Relacje meczowe: 1 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
20:00

Przed ostatnią kolejką stawka bezpośredniego starcia drugiego Inferno Team z trzecim Q-Ice Warszawa była ogromna - wygrana gospodarzy dawała im co najmniej srebro, a sukces gości pozwalał im przeskoczyć rywali w tabeli. Spotkanie od pierwszych minut zamieniło się w prawdziwy festiwal strzelecki. Choć gospodarze stwarzali groźne sytuacje i raz po raz obijali obramowanie bramki, to zabójczo skuteczna ekipa Q-Ice dyktowała twarde warunki.

Q-Ice od pierwszej minuty narzuciło własny styl gry. Już w 1. minucie spotkania Blank wykończył podanie Nazarchuka i otworzył wynik. Inferno natychmiast ruszyło do odrabiania strat, lecz po jednym ze strzałów gospodarzy piłka zatrzymała się tylko na słupku. Goście byli za to bezlitośni. Najpierw Nazarchuk podwyższył na 2:0, a chwilę później Prokop popisał się indywidualną akcją i uderzył z dystansu nie do obrony. Gospodarze nie odpuszczali, ale szczęście znów im nie sprzyjało - tym razem trafili w poprzeczkę, a chwilę później ponownie w słupek. W końcówce pierwszej połowy Niemiec mocnym uderzeniem przy dalszym słupku zdobył wreszcie bramkę na 1:3. Zanim jednak wybrzmiał gwizdek na przerwę, Prokop wykorzystał błąd w defensywie Inferno i ponownie powiększył przewagę Lodowatych.

Po zmianie stron Kondarevych sfinalizował precyzyjne dogranie Prokopa z bocznej strefy i trafił na 5:1. Inferno wciąż próbowało nawiązać walkę: najpierw Wielgat zdobył drugiego gola dla gospodarzy, a kilka minut później Niemiec skompletował dublet i zrobiło się 3:5. Przez moment pachniało jeszcze emocjonującą końcówką i odwróceniem losów spotkania. Nadzieje te Q-Ice rozwiało jednak błyskawicznie. Blank zapoczątkował kolejną serię bramkową, trafiając na 6:3, a chwilę później piłkę do siatki skierował Pautiak. Kropkę nad „i” postawił fenomenalnie dysponowany tego dnia Blank. Dwa kolejne trafienia dały mu łącznie aż cztery bramki w meczu i ustaliły końcowy rezultat na 9:3.

Q-Ice pewnie rozbiło rywali i zepchnęło Inferno na trzecie miejsce. To nie był jednak koniec wielkich emocji - dzięki sensacyjnej porażce Ternovitsii z Kebavitą na drugim boisku goście rzutem na taśmę sięgnęli po mistrzostwo 1. ligi! Brawo!

2
20:00

Mecz ostatniej kolejki w najwyższej klasie rozgrywkowej pomiędzy zespołami Ternovitsia a Kebavita zapowiadał się raczej na typ spotkania do jednej bramki z uwagi na pozycję obu drużyn w ligowej tabeli oraz fakt, że gospodarzom po niemal perfekcyjnym sezonie wystarczył raptem punkt, by po końcowym gwizdku odebrać upragnione złote medale od naszego Prezesa. Gościom pozostała natomiast jedynie gra o honor, a jak dobrze wiemy, czasem jest to AŻ gra o honor i odpowiednio duża motywacja, by chcieć sprawić niemałą sensację.

Przechodząc już do meczu - na samym początku zawodnicy w żółtych strojach narzucili swoje tempo gry i świetnie kontrolowali przebieg spotkania. Szybkie dwie bramki, jakie udało im się zdobyć po akcjach zespołowych, miały być początkiem tego, co raczej każdy postronny kibic brał za pewnik. Jakże wielkie było zdziwienie, gdy nagle zawodnicy regularnie motywowani przez swojego Prezesa, Buraka Cana, wrzucili wyższy bieg i w mgnieniu oka totalnie zmienili losy meczu. Świetnie dysponowany tego dnia w formacji ataku Lawrence Ugen fenomenalnie wykorzystywał swoje warunki fizyczne oraz grę tyłem do bramki, robiąc znaczącą różnicę na boisku na korzyść swojej ekipy. Dzięki niemu padło kilka goli dla gości, a za sprawą Budza wyszli oni nawet na dwubramkowe prowadzenie.

Druga część meczu to po prostu jednoosobowe show, jakie zaprezentował nam bramkarz Kebavity, Bedo Tarek. Mimo kilku drobnych błędów jego dyspozycja była po prostu kosmiczna i wyczyniał on prawdziwe cuda między słupkami, wielokrotnie odbierając zawodnikom Ternovitsii chęci do dalszych ataków. Ci, chociaż z minuty na minutę napierali coraz bardziej, nie byli w stanie sforsować obrony swoich rywali, którzy na każdego gola kontaktowego czy wyrównującego znajdowali odpowiedź i ponownie wychodzili na prowadzenie.

Tym samym zespół Ternovitsia poległ na ostatniej prostej i musi zadowolić się srebrnymi medalami. Kebavita zdobyła natomiast tym meczem ogromny szacunek i sprawiła sensację na miarę całego letniego sezonu Ligi Fanów.

3
20:00

Warsaw Sinaloa od pierwszego gwizdka pokazała, że tego dnia zamierza w pełni kontrolować przebieg spotkania. Zespół szybko przejął inicjatywę, dobrze operował piłką i skutecznie wykorzystywał tworzone sytuacje. BM miało problemy z zatrzymaniem ofensywnie grającej Sinaloi, która konsekwentnie powiększała swoją przewagę. Do przerwy gospodarze prowadzili już 4:0, stawiając się w bardzo komfortowej sytuacji przed drugą częścią meczu.

Po zmianie stron Sinaloa nadal kontrolowała spotkanie i nie pozwalała rywalom na przejęcie inicjatywy. BM próbowało odpowiedzieć i wykorzystało moment słabszej gry gospodarzy, zdobywając kilka bramek. W drugiej połowie przez pewien czas w szeregach Warsaw Sinaloa nastąpił wyraźny rozłam w obronie, co pozwoliło przeciwnikom na stworzenie większego zagrożenia i zmniejszenie przewagi.

Chłopaki szybko jednak uspokoili sytuację i wrócili do swojej gry. Pomimo chwilowych problemów defensywnych Sinaloa zachowała koncentrację, nie pozwoliła rywalom na dalsze odrabianie strat i przede wszystkim dociągnęła korzystny wynik do końca.

Ostatecznie Warsaw Sinaloa zwyciężyła 7:3, odnosząc przekonujące zwycięstwo i przez zdecydowaną większość spotkania kontrolując jego przebieg. Szczególnie dobrze wyglądała pierwsza połowa, w której Sinaloa zbudowała solidną przewagę. Druga część pokazała natomiast, że nawet przy wysokim prowadzeniu nie można pozwolić sobie na chwilę dekoncentracji, jednak najważniejsze jest to, że zespół odpowiednio zareagował i dowiózł zwycięstwo do ostatniego gwizdka. To pozwoliło ukończyć Ligę Letnią na 4. pozycji. BM finiszował tuż za nimi.

4
20:00

Spotkanie Comebacku z Hetmanem, czyli dwóch drużyn zamykających tabelę 1. Ligi, miało być przede wszystkim próbą zakończenia sezonu w nieco lepszych nastrojach. Obie ekipy nie miały już wiele do stracenia, dlatego można było spodziewać się otwartego meczu i walki o zwycięstwo do ostatniego gwizdka.

Od początku lepiej zorganizowany był jednak Comeback. Gospodarze grali bardzo kompaktowo, dobrze przesuwali się w defensywie i skutecznie ograniczali możliwości rywali. Hetman miał swoje okazje, ale brakowało mu dokładności w najważniejszych momentach. Comeback natomiast nie potrzebował wielu sytuacji, aby zrobić różnicę.

Dwa trafienia przed przerwą ustawiły spotkanie i pozwoliły gospodarzom zejść na przerwę z przewagą. Po zmianie stron Hetman nie miał już czego bronić, dlatego ruszył do odrabiania strat. Problem w tym, że bardziej ofensywna gra oznaczała również coraz więcej wolnej przestrzeni za plecami obrońców.

I właśnie na to czekał Harkavka. Napastnik Comebacku był tego dnia bezlitosny. Wykorzystywał kolejne kontry, świetnie odnajdywał się w przestrzeniach pozostawianych przez Hetmana i, kompletując hat-tricka, praktycznie przesądził o losach spotkania. Gospodarze bardzo dobrze odczytywali momenty, w których należało przyspieszyć, a kiedy można było spokojnie poczekać na błąd przeciwnika.

Hetman mimo wszystko nie złożył broni. Goście zdobyli jeszcze dwie bramki, a przy odrobinie większej skuteczności mogli dołożyć kolejne. Comeback zachował jednak odpowiednią dyscyplinę i nie pozwolił rywalom na odwrócenie losów spotkania.

Ostatecznie gospodarze zakończyli sezon zwycięstwem, a ich przewagą tego dnia były dwa elementy: taktyczna dyscyplina i skuteczność. Hetman miał swoje momenty, ale Comeback zdecydowanie lepiej wykorzystał to, co otrzymał od rywala. W meczu dwóch ostatnich drużyn 1. Ligi to właśnie gospodarze mogli więc zejść z boiska w nieco lepszych nastrojach.

Reklama