Sezon 2019/2020
Relacje meczowe: 3 Liga
Było to spotkanie dwóch liderów grupy, których dzielił zaledwie jeden punkt, co zapowiadało bardzo wyrównany i intensywny mecz.
Pierwsza połowa rozpoczęła się od szybkiego kartkowego akcentu – już w 1. minucie zawodnik Vikersonn obejrzał żółtą kartkę. Początkowo więcej inicjatywy wykazywał FC Comeback, jednak mimo kilku prób nie potrafili przełożyć tego na bramkę. Z czasem gra się wyrównała, a tempo meczu było wysokie, z inicjatywą przechodzącą z jednej strony na drugą. Pierwszy gol padł po dobrze rozegranym rzucie z autu – Kostiantyn Didenko otworzył wynik spotkania. Około 11 minut później Vikersonn odpowiedzieli po szybkim ataku, doprowadzając do wyrównania.
Druga połowa zaczęła się bardzo dynamicznie. Po długim podaniu w pole karne Vikersonn wyszli na prowadzenie po strzale głową. Chwilę później, po stracie piłki przez rywali, podwyższyli wynik na 3:1. FC Comeback szybko jednak zareagowali – najpierw zdobyli bramkę po strzale z dystansu, a następnie po bardzo dobrej akcji pozycyjnej doprowadzili do wyrównania. W dalszej części meczu gra była otwarta, z dobrymi fragmentami po obu stronach, choć przez pewien czas brakowało goli. Kolejne trafienie padło po przechwycie w środku pola – ponownie skuteczny był Didenko. W końcówce Vikersonn jeszcze raz doprowadzili do remisu po długim zagraniu, jednak ostatnie słowo należało do FC Comeback, którzy po kolejnym przechwycie zdobyli zwycięską bramkę.
Spotkanie było bardzo emocjonujące i trzymało wysoki poziom przez pełne 50 minut – obie drużyny pokazały jakość, intensywność i dużą determinację, co przełożyło się na widowisko godne meczu liderów.
Mecz rezerw Łowców z Prykarpattią można podzielić – niczym teatralne przedstawienie – na dwa akty. I jak to często bywa, były to dwa zupełnie różne obrazy, niemal nie do poznania w porównaniu ze sobą.
Pierwszy akt był bardzo wyrównany i pełen intrygi. Żadna z drużyn nie potrafiła zbudować wyraźnej przewagi – zespoły na zmianę wychodziły na prowadzenie, ale żadnej nie udało się odskoczyć choćby na dwie bramki. Remis 5:5 do przerwy był w pełni zasłużony, a wskazanie faworyta przed drugą połową było praktycznie niemożliwe.
Drugi akt wyglądał już zupełnie inaczej. Już na początku drugiej połowy Prykarpattia po raz pierwszy w meczu odskoczyło na dwa gole, co jakby przełamało dotychczasowy rytm spotkania. Od tego momentu to oni zaczęli dyktować warunki, pewnie wygrywając drugą część gry aż 7:2. W grze Łowców coś się zacięło, podczas gdy po stronie Prykarpattii pojawiła się pewność i swoboda – stąd tak wyraźna różnica w końcówce.
Głównym architektem sukcesu był doświadczony lider drużyny, Maksym Kushniruk. Cztery gole i cztery asysty w jednym meczu – wielu zawodników nie osiąga takich liczb przez cały sezon. To właśnie on napędzał akcje ofensywne swojego zespołu, a jednocześnie nie unikał pracy w defensywie, prowadząc drużynę do pewnego zwycięstwa.
GLK podejmujące Deluxe Barbershop to kolejny mecz, którego byliśmy świadkami w miniony weekend. Spodziewaliśmy się raczej wyrównanego starcia i walki do ostatniego centymetra boiska. I o ile to drugie faktycznie było – co niosło za sobą masę niepotrzebnych kłótni, fauli i urazów – tak z samej gry tego, że Deluxe będzie aż tak wyraźnie lepszy od swoich rywali, raczej nie obstawialiśmy.
Sam początek meczu to miażdżąca przewaga gości, którzy rozpędzeni niczym byk wlecieli w zespół GLK i poczęstowali ich aż pięcioma bramkami. Gdy tylko na moment przystopowali, dali dojść do głosu gospodarzom, a ci wykorzystali to dwukrotnie, wpisując się na listę strzelców.
Druga połowa musiała więc przynieść szaleńczą próbę pogoni zespołu GLK, a tymczasem przyniosła kolejne trzy gole gości i praktycznie ustawienie spotkania do samego końca. Trzeba jednak oddać gospodarzom, że próbowali walczyć od pierwszej do ostatniej minuty, lecz ewidentnie coś im tego dnia nie wychodziło. Niestety atmosfera meczu również zaczęła się pogarszać. Oba zespoły skupiły się na wzajemnych docinkach, a podrażnieni wynikiem gospodarze zaczęli ostrzej traktować rywali. Był to dość osobliwy sposób na wytrącenie gości z rytmu i odwrócenie losów spotkania, który jednak tym razem nie przyniósł efektu.
To zespół Deluxe Barbershop dopisuje sobie kolejne trzy oczka w ligowej tabeli, a gospodarzom – czyli GLK – pozostaje szukać punktów w kolejnych starciach.
12. kolejka przyniosła starcie drużyn będących na zupełnie różnych etapach sezonu. Warsaw Sinaloa po świetnym początku rundy wiosennej włączyła się do walki o awans, natomiast Tonie Majami po bardzo słabej jesieni rozpoczęło odbudowę z myślą o utrzymaniu.
Od pierwszego gwizdka widać było, kto jest w lepszej dyspozycji. Gospodarze szybko przejęli inicjatywę i już w 3. minucie objęli prowadzenie po trafieniu Pielachy. Kilka minut później ten sam zawodnik świetnie dograł do Paciorkowskiego, który podwyższył na 2:0. Warsaw Sinaloa nie zwalniała tempa. W 14. minucie ponownie na listę strzelców wpisał się Pielacha, a w końcówce pierwszej połowy dwa razy do siatki trafił Abbassi. Do przerwy było aż 5:0 i wydawało się, że losy meczu są już rozstrzygnięte.
Początek drugiej części tylko to potwierdził. Gospodarze dorzucili kolejne dwa gole i kontrolowali przebieg spotkania. Wtedy jednak w ich grę wkradło się rozluźnienie. Tonie Majami zaczęło grać odważniej i wykorzystało moment słabości rywala. W krótkim czasie błysnął Kucharczyk, który w zaledwie pięć minut zdobył aż cztery bramki, znacząco zmniejszając straty i przywracając emocje. Końcówka należała jednak do Warsaw Sinaloa. Gospodarze opanowali sytuację, wrócili do swojej gry i dołożyli jeszcze dwa trafienia, zamykając mecz.
Ostatecznie Warsaw Sinaloa wygrała 9:4, potwierdzając świetną formę i aspiracje awansowe. Tonie Majami pokazało charakter i potrafiło wykorzystać moment dekoncentracji rywala, ale na dobrze dysponowanych gospodarzy było to tego dnia za mało.
Spotkanie Husarii Mokotów II PPB Artel z Orzełami Stolicy było starciem dwóch dobrze znanych sobie ekip. Gospodarze przystępowali do meczu w roli faworyta, będąc ostatnio w bardzo dobrej formie, ale jasne było, że goście nie zamierzają odpuścić i będą grać do końca.
Pierwsza połowa stała pod znakiem przewagi Husarii, która dłużej utrzymywała się przy piłce i cierpliwie konstruowała akcje. Wynik otworzył Kamiński po składnej akcji z pierwszej piłki, kończąc całość efektownym wolejem. Następnie na 2:0 podwyższył Hubner, który po ładnym zwodzie przed polem karnym trafił do siatki. Orzeły próbowały odpowiedzieć, ale brakowało im konkretów pod bramką rywali.
Po zmianie stron goście wrócili do gry. Kiełpsz huknął z dystansu przy krótkim słupku na 2:1. Na odpowiedź gospodarzy nie musieliśmy długo czekać. Hubner popisał się akcją „jak z FIFA Street”, wirtuozersko zagarniając piłkę do bramki. Husaria nadal miała przewagę, lecz seryjnie marnowała kolejne sytuacje. Padł jeszcze samobójczy gol Dymka, potem Borowski strzelił po ziemi, a następnie do pustej bramki na 6:2. Mecz wydawał się zamknięty, lecz Orzeły w końcu zaczęły trafiać. Kiełpsz uderzył pod poprzeczkę, a chwilę później Niedziółka z bliska ustalił wynik na 6:4. W samej końcówce goście mieli jeszcze rzut wolny, lecz piłka zatrzymała się na poprzeczce.
Husaria wygrała zasłużenie, ale ich niewykorzystane sytuacje niemal się na nich zemściły. Orzeły pokazały charakter i walczyły do ostatnich sekund. Wystarczyło to tylko i aż do honorowej porażki.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)