Sezon 2019/2020
Relacje meczowe: 11 Liga
Broke Boys, którzy na razie nie zdobyli punktów w tym sezonie w tej kolejce podejmowali Złączonych, których przewidujemy w grupie drużyn z największymi szansami na awans. Początek meczu doskonały, dwójka akcja Nazaruk – Musluk zapewniła prowadzenie. Gospodarze byli bardziej dynamiczni, prowadzący grę, narzucający swój pomysł. Rywale szukali szans zza pola karnego, a także pojedynczych akcji. Bramka wyrównująca padła po stałym fragmencie gry i finalizacji niemal z piątki. Obie drużyny broniły wysoko, często ryzykownie, pozostawiając pojedynki 1 vs 1. Podejmowane ryzyko w tej części gry rzadko doprowadzało do skutecznych akcji, częściej pojawiały się straty. Niestety dla gości dwukrotnie obijali obramowanie bramki, a jeśli nie słupek/poprzeczka to bramkarz stawał na drodze. Ostatecznie po pięknej bramce z rzutu wolnego gospodarzy i szybkiej odpowiedzi schodziliśmy na przerwę z remisem 2:2. Po zmianie stron adekwatne prowadzenie gry przez Broke Boys, lecz znowu bez postawienia kropki nad i. Musluk ponownie dawał szansę na zdobycie przynajmniej punktu, ale niestety nie na długo. Pechowa interwencja bramkarza, gdy rozpoczynając akcję dosłownie podał rywalowi piłkę doprowadziła najpierw do remisu, ale dodała też impulsu i wiatru w żagle gościom. Gipsiak był w tym fragmencie jokerem, zdobył wpierw jedną bramkę, zanotował asystę i znowu strzelił bramkę. Obu zespołom na pewno nie można odmówić ambicji i coś nam się wydaje, że Broke Boys zdobędą jeszcze kilka punktów w tej rundzie. Wynik końcowy – 4:5.
Lider 11 ligi FC Melange grał z Red Rebels, które było umiejscowione na siódmej pozycji. Mecz rozpoczął dość niespodziewanie, od prowadzenia gości w 1 minucie. Jeszcze większym zaskoczeniem było podwyższenie tego stanu rzeczy o kolejnego gola. Okrojeni składem gospodarze potrzebowali paru minut, aby wyjść z doznanego szoku. Kiedy zdobyli gola kontaktowego mecz zrobił się bardziej wyrównany ze wskazaniem na gości, w barwach których brylował Rahim Kulliyev. Tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą cześć spotkania goście powrócili na dwubramkowe prowadzenie. Szykowała nam się nie lada sensacja, lecz początek drugiej połowy sprawił, że na tablicy wyników był remis. Filip Junowicz dwukrotnie pokonał Merdana Rahmedowa, dając wiarygodną nadzieję odwrócenie losów spotkania. Mimo wszystko to rywale wciąż minimalnie lepiej sprawowali się na boisku i to oni zdobyli decydującego gola na cztery minuty przed końcem spotkania. Gospodarze mieli swoje szanse, lecz twardo grająca defensywa oponenta nie pozwoliła im na „powrót”. Dość niespodziewane zwycięstwo Red Rebels 4:3 zaowocowało odbiciem znad strefy spadkowej i realną szansą na zakończenie rundy jesiennej na podium. Gospodarze natomiast opuścili fotel lidera i ciekawe czy przed końcem tej części sezonu, uda im się na niego powrócić.
Będące na najniższym stopniu podium KS Lipinki Łużyckie podejmowały Borowiki, które z dwupunktową stratą plasowały się pozycję niżej. Już od pierwszych minut spotkania widoczna była przewaga gospodarzy, którzy już w 2 minucie wyszli na prowadzenie dzięki ofensywnemu stylowi gry. Dobra gra w szeregach defensywnych skutecznie utrudniała grę napastnikom Borowików, którzy w pierwszej połowie nie znaleźli sposobu na umieszczenie piłki za plecami bramkarza. KS Lipinki dołożyło jeszcze dwa gole i na przerwę schodziły z trzybramkowym prowadzeniem. Okoliczności, jakie widzieliśmy na boisku nie zwiastowały, aby goście mieli szansę na odrobienie strat. Kiedy zawodnicy po chwili przerwy powrócili na boisko nasze przemyślenia chwilowo zaburzył szybki gol Borowików. Jednakże gospodarze szybko powrócili na właściwe tory i znów ich przewaga była widoczna gołym okiem. Na straconego gola odpowiedzieli zdobyczą trzech bramek i finalnie wygrali 6:1. Dzięki temu zwycięstwu pozostali na trzecim stopniu podium z minimalną stratą do lidera. Borowiki natomiast zaliczyły mocny spadek, aż na siódmą pozycję, lecz ich strata do podium wynosi zaledwie trzy oczka.
W spotkaniu siódmej kolejki na obiektach warszawskiego AWF-u mierzyły się ze sobą ekipy FC Wombaty oraz KS Centrum. Gospodarze po sześciu spotkaniach zdobyli zaledwie trzy punkty, pokonując w drugiej serii gier 3:0 Jogę Bonito. Sytuacja w obozie gości malowała się znacznie lepiej. Dwie wygrane oraz dwa remisy pozwoliły im zajmować spokojne szóste miejsce, z zaledwie czterema punktami straty do KS Lipinki Łużyckie. Tym samym mogliśmy się spodziewać nie lada emocji. Niestety równorzędna rywalizacja bardzo szybko przerodziła się w jednostronny mecz. Gracze w żółtych strojach co chwilę rozpoczynali kolejne ataki, które aż czterokrotnie były finalizowane w bramce strzeżonej przez Leona Góreckiego. W drugiej odsłonie FC Wombaty nie zdołały niestety odwrócić losów spotkania, kolejne huraganowe i zmasowane ataki przynosiły zamierzone efekty, co skutkowało powiększającym się (i tak na ten moment wysokim) prowadzeniem. Honorowe trafienie dla biało-granatowych zdobył natomiast Maciej Stąporek, którego celnym podaniem odnalazł Piotr Marciniak. Dla gospodarzy ta porażka oznacza definitywne spędzenie zimy w strefie spadkowej. Jednakże nie mogą tracić nadziei, ponieważ nasza liga widziała już wiele scenariuszy wprost z filmu, kiedy to pozornie słabsza drużyna w tym okresie przechodziła fenomenalną metamorfozę. Tego im życzymy. KS Centrum natomiast ustatkowało się w środku tabeli, a najbliższy mecz z wyżej wymienionymi Lipinkami będzie dla nich prawdziwą próbą charakteru.
Joga Bonito oraz FC Torpedo wyszli w bardzo wyrównanych składach na to spotkanie, jakkolwiek to goście byli bardziej wybiegani, z większą swobodą i kontrolą piłki. Gospodarze na pewno nie spodziewali się takiego nalotu, od początku rywale dawali z siebie absolutnego maksa i kolejnymi akcjami zbliżali się do bramki rywali. Już na samym początku zdobyli gola, co otworzyło worek z bramkami. Goście często rozgrywali szybką grę poprzez kontratak, który co kilka akcji skutecznie egzekwowali. Oprócz tego perfekcyjnie bronili zrywów gospodarzy, którzy przecież umieją grać w piłkę, ale w tym dniu kompletnie nic im się nie kleiło. Niech wynik 0:6 do przerwy nikogo jednak nie zmyli, bo gdyby nie doskonały początek Torpedo to ten mecz nie musiał się tak potoczyć. Po zmianie stron duża rotacja w ekipie Andrzeja Barana, dużo zespołowej gry, co nakręcało do zwiększania kontroli. Świetne zawody rozgrywała cała drużyna, ale trzeba wyróżnić Oleksandra Tovchyhę (3 bramki, 2 asysty) oraz Oleha Ilnytskyiego (bramka i 3 asysty), którzy skupiali na sobie uwagę, ale byli o krok przed rywalami. Niemoc Jogi Bonito najlepiej dokumentuje brak bramki Mateusza Bubrzyka z rzutu karnego. Ten zawodnik dwoił się i troił, ale był czasami osamotniony. Ostatecznie gospodarze zanotowali bolesną porażkę, aż 0:10. Kolejne starcie na pewno będzie dla nich próbą charakteru i prawdziwym sprawdzianem dojrzałości, ponieważ Joga Bonito to drużyna, której nie wypada zaliczać takich wpadek. Gracze Torpedo byli natomiast bezwględni i zasłużenie zgarnęli całą pulę.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)