Sezon 2019/2020
Relacje meczowe: 11 Liga
Im niższa liga tym mniejsze emocje? Nic bardziej mylnego! Minionej niedzieli, na boiskach warszawskiego AWF-u mierzyły się ze sobą ekipy Borowików i Jogi Bonito. Przed spotkaniem niezwykle ciężko było wskazać zdecydowanego faworyta. Z jednej strony mieliśmy szeroką ławkę gospodarzy. Z drugiej natomiast młodość i ambicję gości. Dzięki temu zestawieniu, spotkanie zdecydowanie nie zawiodło nas - obserwatorów - dając ogrom piłkarskich emocji. Pierwsza połowa tego widowiska była zdecydowanie wyrównana z minimalną przewagą Borowików. Adam Kolanowski i spółka przez spory okres meczu dominowali nad Jogą, stwarzając nieznacznie więcej okazji bramkowych. Mimo tego po kapitalnym uderzeniu zawodnika Bonito, Sebastiana Kluczka, piłki poleciała wprost w górny róg bramki strzeżonej przez golkipera rywali, Przemysława Jażdżyka. Rozjuszeni zawodnicy Borowików ruszyli zdecydowanie do odrabiania strat, czego efektem było wyrównanie stanu rywalizacji. Druga odsłona pojedynku rozpoczęła się zasadniczo identycznie do pierwszej. Gospodarze próbowali rozbić obronę rywala. Jednakże i tym razem goście wyszli z tego obronną ręką, wychodząc po raz kolejny na prowadzenie. Radość nie trwała jednak długo. Po podaniu Ułasiuka do piłki doszedł Jankowski, który pewnym, mierzonym uderzeniem pokonał golkipera rywali, Patryka Wąsowskiego. Od tego momentu inicjatywę przejęła Joga Bonito, aplikując rywalom trzy bramki, tracąc przy tym dwa gole. Efektem tego była jakże cenna wygrana w stosunku 5:4!
Z początku mecz był bardzo wyrównany. Podobna ilość sytuacji po obu stronach. W pierwszej połowie padło mało bramek. Jedno z pierwszych trafień zafundował żółtym koszulkom Kuba Rogulski, strzelając bramkę z rzutu wolnego tuż przed linią końcową pola karnego. Drużyna gości pomimo że miała tylko jednego zmiennika w przeciwieństwie do szerokiej kadry gospodarzy w pierwszej połowie naprawdę dobrze wyglądała. Z wynikiem 2:1 obie strony zeszły na przerwę. Niedługo po gwizdku rozpoczynającym finałową odsłonę spotkania jeden z obrońców wykonał indywidualną szarże, przebiegając z piłką spory dystans i skutecznie pokonując bramkarza Broke Boys sprzed pola karnego. Chwilę później rywal odpowiedział równie ładnym trafieniem z dystansu. Natomiast później gospodarze strzelili szybko kolejne dwie bramki. Znów Kacper Morus wziął sprawy w swoje ręce i wypracował sobie lustrzaną sytuację do poprzedniej. Kiedy wydawało się, że goście się zmęczyli zainkasowali bramkę kontaktową. Na koniec meczu KS Centrum zdobyło ostatniego gola, stemplując swoją 4-bramkową zasłużoną wygraną.
Pierwsze starcia nowego sezonu mają to do siebie, że często nie wiemy, czego się spodziewać po poszczególnych ekipach. O ile Red Rebels zaprezentowali nam swoje atuty w poprzednim sezonie, o tyle forma FC Wombatów była dla nas niewiadomą. Nieco zmodernizowany skład gospodarzy bardzo szybko przystąpił do przejęcia inicjatywy, gdyż po dwóch trafieniach Batuhana Budaka było już 2:0 dla gospodarzy. Szczególnie drugie trafienie było godne uwagi, gdyż piłka uderzona z ogromną siłą przez napastnika „Rebeliantów” trafiła w samo okienko, nie dając golkiperowi Wombatów szans. Goście ocknęli się dopiero po tych dwóch ciosach, a do akcji wkroczyli bracia Śmigielscy. Najpierw do bramki trafił Janek, który nie zmarnował podania Łukasza Rogowskiego, a następnie do stanu 2:2 doprowadził Robert, który popisał się rajdem i precyzyjnym wykończeniem. Kiedy wydawało się, że Wombaty wróciły do gry, gospodarze znów zaczęli dyktować warunki na boisku, a pierwsze skrzypce grał Azamat Bazarow. Jego świetna gra po obu stronach boiska zaowocowała dwoma kolejnymi trafieniami, w których asysty zanotowali Batuhan Budak oraz Piotrek Kopczew. Bramkę ustalającą wynik pierwszej odsłony na 5:2 strzelił Rahim Kulliyev i wszystko wskazywało na to, że to Red Rebels są na najlepszej drodze po komplet punktów. Po zmianie stronu od razu do ataku ruszyli goście, co przyniosło efekt w postaci bramki Łukasza Rogowskiego na 5:3. W tej akcji, celnym podaniem popisał się Robert Śmigielski. Spodziewaliśmy się pogoni za wynikiem, jednak stało się coś zupełnie odwrotnego. Sygnał do odskoczenia rywalom na kilka bramek dał Azamat Bazarow, którego gol po raz kolejny wyprowadził jego ekipę na trzybramkowe prowadzenie, a jak się później okazało, rozwiązał worek z kolejnymi trafieniami. Od stanu 6:3 Red Rebels odjechali aż do 8:3 i było raczej jasne, że nie oddadzą zwycięstwa. Ostatecznie „Rebelianci” wygrali to starcie 11:4, a najlepszym zawodnikiem meczu, a zarazem MVP kolejki, został Azamat Bazarow, którego postawa, a także cztery trafienia okraszone jedną asystą sprawiły, że FC Wombaty musiały zejść z boiska „z tarczą”.
Drużyna Lipinek przychodząca z Playareny debiutowała na naszej arenie w niedzielę o 11:00. Złączeni to doświadczona drużyna, grająca w naszej lidze (z małymi przerwami) od wielu sezonów. Zderzyliśmy się tutaj z dwoma zupełnie różnymi, piłkarskimi światami. Już od pierwszych minut drużyna gości atakowała, nie dając praktycznie żadnych szans na stworzenie zagrożenia pod własną bramką. .Bardzo szybko otworzył spotkanie dwoma trafieniami Piotr Gipsiak, czyli jedna z wiodących postaci tego zespołu. To był początek regularnego punktowania rywali, bo wynik zaczął szybko rosnąć. Do ,,szatni” schodziliśmy przy wyniku 7:0. Odpoczynek i reprymenda kapitana Maćka Mazuraka nie dała oczekiwanych efektów. Złączeni nie odpuszczali i przez cały mecz grali na tej samej intensywności, wciąż zapisując do swojego dorobku kolejne gole. Trio Łukasz Wasiak, Piotr Gipsiak i Łukasz Zapolski może śnić się Lipinkom po nocach. Łącznie zanotowali 12 goli i 7 asyst co daje udział prawie przy każdej bramce ich zespołu. Ekipa gospodarzy na pewno nie tak wyobrażała sobie swój debiut w nowej lidze zderzając się z zupełnie nową rzeczywistością. Mimo tego każdy z nas jest pewny, że kolejne mecze będą wyglądały w ich przypadku lepiej - trzeba tylko wyciągnąć wnioski i zakasać rękawy.
Mecz pomiędzy FC Torpedo, a FC Melange kończył zmagania 11 ligi. Gospodarze przystąpili do tego spotkania bez swojego nominalnego bramkarza Andrii Barana, który mimo kontuzji był z kolegami przy linii bocznej i wspierał swoją drużynę. Lekkim faworytem wydawał się FC Melange, występujący w Lidze Fanów nieprzerwanie od sezonu 2013/2014. Ale to gospodarze dość niespodziewanie w 5 minucie zdobyli bramkę i to rywal musiał się martwić, jak odrobić tę minimalną stratę. A miał naprawdę duży problem z pokonaniem Maksyma Merchenko zastępującego pomiędzy słupkami swojego kapitana. Dziesięć minut po stracie gola Bartosz Jakubiel był zmuszony po raz drugi wyciągnąć piłkę z siatki i z perspektywy Melanżu zrobiło się niebezpiecznie. Jako pierwszy sygnał do odrabiania strat dał Marcin Godlewski, debiutujący w tej ekipie, który wykorzystał podanie od Kamila Marciniaka zdobywając swojego pierwszego gola w nowych barwach. Goście zdołali też doprowadzić do wyrównania, lecz w ostatniej akcji tej części meczu to rywal ponownie był o bramkę z przodu. Kiedy po chwili przerwy zawodnicy obu zespołów powrócili na boisko Łukasz Słowik dostał piłkę od własnego bramkarza i umieścił ją za plecami Maksyma, doprowadzając do remisu. Ale to był ostatni raz, gdy stan posiadania po obydwu stronach był taki sam. Kiedy do końca tego wyrównanego meczu pozostało osiem minut FC Torpedo zdobyło gola wysuwającego ich na prowadzenie, które zdołali utrzymać, a w końcówce jeszcze podreperowali swój dorobek, triumfując ostatecznie 5:3. W ten sposób z podniesionym czołem wkroczyli w nowy sezon. Oba zespoły zaprezentowały się dobrze na inaugurację sezonu 2023/2024, lecz nie mamy wątpliwości, że stać ich na jeszcze więcej i tyczy się to szczególnie przedstawicieli FC Melange.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)