Sezon 2019/2020
Relacje meczowe: 7 Liga
Pogodny poranek na AWFie przywitaliśmy wraz z zespołami Elitarnych Gocław i Więcej Sprzętu niż Talentu. Bez ogródek możemy przyznać, że byliśmy pod ogromnym wrażeniem frekwencji zespołu gości, który stawił się na naszych boiskach aż w 12 osobowym składzie, co jak na tak wczesną godzinę, z pewnością musi budzić respekt. Zespół gospodarzy, w swoim stałym, 8-osobowym zestawieniu nie zamierzał się przejmować przewagą gości i to Elitarni otworzyli to spotkanie bramką, a konkretnie zrobił to Łukasz Eljasiak, który dopadł do zagubionej piłki i pokonał bramkarza rywali. Po kilku minutach na tablicy wyników widniało już 2:0, ponownie Eljasiak pokonał bramkarza, ale tym razem pomógł mu w tym świetnym podaniem Mariusz Głębocki. Elitarni klasycznie grali głęboką defensywą, co nie pozwalało rozpędzić się zespołowi przyjezdnych. W końcu jednak przełamał się Szymon Małyszek i pewnym strzałem pokonał świetnie dotychczas broniącego Marcina Głębockiego. Drużyny zeszły na przerwę z wynikiem 2:1 i byliśmy przekonani, że druga połowa będzie równie wyrównana. Tak się jednak nie stało, bo WSNT z jakiegoś powodu, zupełnie utraciło skuteczność, a wszystkie strzały w bramkę, padały łupem bramkarza drużyny z Gocławia. Nie boimy się tego powiedzieć głośno, ale Marcin Głębocki był gibki jak pantera na bramce i nie było na niego mocnych. Z przodu niezawodny Łukasz Eljasiak skompletował hat-tricka, a następnie wyłożył piłkę Łukaszowi Dawidowi, a ten ustalił wynik spotkania na 4:1. Elitarni mają się z czego cieszyć, bo ich taktyka okazała się niezawodna. Tymczasem drużyna gości ma sporą dawkę materiału do przemyśleń, bo mimo tego, że długimi fragmentami prowadziła grę, to ostatecznie wyjechała z AWF z pustymi rękami.
Z pewnością ten mecz był niewiarygodnie frustrujący dla zawodników KS Iglica Warszawa. Gospodarze na początku dwoili się i troili na boisku, aby otworzyć wynik spotkania, ale bramka Karola Nowickiego była jak zaczarowana. FC MiToTito musiało się długo naczekać zanim w końcu Michał Wszeborowski i spółka się wyszumią. W końcu jednak, po dłuższym okresie gry obu drużyn w środku pola, to goście wyszli na prowadzenie. Niespodziewaną bramkę na 0:1 zdobył Tomek Wysogląd. Do przerwy na boisku było dużo nerwów, kilka dobrych okazji z obu stron, ale wynik już nie uległ zmianie. Niedosyt, szczególnie po stronie gospodarzy musiał być ogromny. Jak pierwsza odsłona musiała być zawodem dla Iglicy, tak druga musiała być zawodem dla widzów. Znikąd FC MiToTito włączyło piąty bieg, wykorzystało moment rozkojarzenia gospodarzy i odjechało na bezpieczną przewagę 0:4. Goście poczuli luz, zaczęli grać skuteczniej, więc byliśmy świadkami wyjątkowo jednostronnego spotkania. Gospodarze pod koniec obudzili się, zdobyli dwie honorowe bramki a cały mecz zakończył się wynikiem 2:9.
Patrząc na grę w ostatnim meczu ekipy Na Wariackich Papierach liczyliśmy, że stawią bardzo solidny opór ekipie FC Alliance. Goście słyną z bardzo solidnej, zespołowej gry, a w swoich szeregach mieli tego dnia do dyspozycji niezwykle utalentowanego ofensywnie Oleksiiva Stefanovicha. Trzeba przyznać, że pierwszych kilka minut spotkania to był szok – dla wszystkich. Po golach Mykoli Khromei, Oleksiiva Stefanovicha oraz Davrona Saydimakhmudova było już 0:3. Był to mecz, na który można było postawić swoje przewidywanie w FANTYP-ie, a z tego co widzieliśmy na naszym FB fan-page, sporo typów było na gospodarzy. Goście jednak nie zamierzali dać łatwej wygranej ani swoim rywalom, ani typerom i kontynuowali aplikowanie goli przeciwnikom. Świetnie w rozgrywaniu spisywał się Olek Saltowskyi, który na swoim koncie zanotował tylko w pierwszej odsłonie trzy asysty. Przed przerwą goście zdołali w pewnym momencie wyjść na prowadzenie 0:6 (!). Kropelkę nadziei do tego wrzącego garnka wrzucił Kamil Goszczyński, który po podaniu Michała Olaka ustalił wynik premierowej odsłony na 1:6. Gospodarze obudzili się nieco na początku drugiej połowy, gdy po golach Maćka Karczewskiego oraz Karola Makowskiego deficyt zmalał do trzech bramek, a wynik brzmiał 3:6. W tym miejscu musimy jednak wrócić do wspomnianego na początku relacji Oleksiiva Stefanovicha. To za jego sprawą złudzenie, że w tym meczu można jeszcze powalczyć o punkty dla „Wariatów”, nieodwrotnie prysło. Jego trzy bramki w drugiej połowie, a w całym spotkaniu aż sześć trafień sprawiło, że gospodarze nie dali rady dogonić już wyniku. Ostatecznie goście z Ukrainy zanotowali na swoim koncie komplet punktów, wygrywając to starcie 4:9.
W zeszłym tygodniu po dobrym meczu Kubany uległy FC Alliance 8:9. Tym razem ekipa Marka Jasińskiego podejmowała Tornado Warszawa i również w tym meczu oglądaliśmy grad bramek. Choć goście typowani byli w roli faworyta, początek spotkania wywrócił do góry nogami wszelkie przewidywania. Po czterech minutach gry było już…4:0, a wszystkie bramki strzelił zabójczo skuteczny Kamil Pozorski. Już pierwsza bramka była zaskakująca – niemalże pierwszy kontakt z piłką i napastnik Kubanów strzałem zza połowy przelobował bramkarza Tornado. Goście rozpoczęli od środka, szybki przechwyt piłki i Kamil zdobył drugą bramkę, a w kolejnej minucie Kubany wykorzystały rzut rożny i snajper Kubanów praktycznie wbiegł z piłką do bramki. Przy stanie 4:0 Tornado w końcu obudziło się i rozpoczęła się pogoń za wynikiem. Już 6 minucie gola kontaktowego zdobył Kamil Kutyła, a po minucie było już 4:2 po strzale Wojciecha Kosińskiego. Po tak spektakularnym początku obie ekipy uszczelniły defensywę i na kolejne trafienie musieliśmy trochę poczekać, ale goście konsekwentnie dążyli do wyrównania. W 17 minucie gola na raty strzelił Michał Urbański – pierwszy strzał odbił golkiper gospodarzy, dobitki nie był już w stanie dosięgnąć. Po bardzo słabym początku w wykonaniu gości nie było już śladu - Tornado zaczęło grać swoje i w 23 minucie było już 4:4 po strzale Sebastiana Króla. Jeszcze przed przerwą ponownie dał o sobie znać Kamil Pozorski strzelając gola głową, dzięki czemu Kubany schodziły do szatni ze skromnym prowadzeniem. Po wznowieniu gry błyskawicznie trafił Dymitr Kuczyński, ale tym razem Tornado bardzo szybko otrząsnęło się z zaskoczenia i po chwili gola zdobył Wojciech Kłosiński. Gole znów sypały się jak z rękawa – na 7:5 trafił Tomasz Kowalczyk, Tornado odpowiedziało golem Mariusza Mironiuka, swojego szóstego gola zdobył Kamil Pozorski, goście zripostowali bramką Mikołaja Kwaska. W 37 minucie za niebezpieczne zagranie żółty kartonik obejrzał Marek Jasiński i dla Tornado mógł być to punkt zwrotny w pogoni za wynikiem. W tak wyrównanym spotkaniu trzy minuty gry w przewadze może zupełnie odwrócić losy meczu, ale Tornado zupełnie rozczarowało w tym aspekcie. Nie tylko nie udało się przełamać obrony gospodarzy, to na dodatek po jednej z kontr niemalże padła bramka dla Kubanów. Kiedy składy wyrównały się Marek Jasiński zrehabilitował się za żółtą kartkę i posłał precyzyjne podanie przez całe boisko, a Kamil Pozorski uderzył nożycami i Dominik Trzaskowski mógł jedynie patrzeć, jak piłka wpada do siatki. Końcówka meczu była równie intensywna jak reszta spotkania. Gol na 9:8 w wykonaniu Łukasza Więcka, Kubany odpowiedziały trafieniem Tomasza Kowalczyka, na trzy minuty przed końcem było 10:9 po golu Sebastiana Króla, ale tym razem gospodarze nie dali wyrwać sobie zwycięstwa i po szalenie emocjonującym spotkaniu zgarnęli swoje pierwsze trzy punkty w tej rundzie.
W czwartej kolejce siódmej ligi mieliśmy przyjemność oglądania arcyciekawego starcia. Minionej niedzieli, na boiskach bielańskiego AWF-u, zmierzyły się ze sobą ekipy FC Polska Górom z Georgian Team. Gospodarze po trzech spotkaniach znaleźli się na miejscu „czerwonej latarni” ligi, z zerowym dorobkiem punktowym. Goście natomiast w kapitalnym stylu zainaugurowali rozgrywki, zdobywając przy tym komplet punktów. Na pozór mecz zapowiadał się w sposób dość mało interesujący. Widoczna różnica w tabeli nie przeszkodziła jednak drużynie Olka Kuśmierza w podjęciu walki. Wynik otworzyli (zgodnie z naszymi przypuszczeniami przedmeczowymi) goście. Wszystko za sprawą trafienia Aleksandra Takidze, którego bardzo dobrym podanie obsłużył Giorgi Gabrichidze. Zaledwie chwilę później, wynik podwyższył kapitalny tego dnia Lasha Gabrichidze, który strzałem z okolicy pola karnego pokonał Kamila Nowaka. Pierwsza połowa mimo skromnego rezultatu 0:2 obfitowała w wiele akcji oraz zawrotne tempo gry. W drugiej odsłonie obydwie drużyny zdecydowanie się otworzyły, co poskutkowało zażartą walką i obustronną wymianą ciosów. W pewnym momencie gracze FC Polska Górom dogonili nawet swoich rywali na odległość zaledwie jednej bramki. Mimo tego, bramka Niki Tsertsvadze rozwiała wszelkie wątpliwości przed samym końcem widowiska. Należy wspomnieć ponadto o samobóju ekipy z Gruzji. Piłkę do własnej siatki posłał wcześniej wspomniany zawodnik oznaczony numerem „9”. Jednakże naszym zdaniem nie miało to kolosalnego wpływu na przebieg ostatnich minut meczu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)