Sezon 2018/2019
Relacje meczowe: 14 Liga
Prawdziwy thriller obejrzeliśmy w meczu 14. ligi. Przez pierwsze 35 minut oglądaliśmy absolutnie wyrównane spotkanie, w którym obie drużyny na zmianę wychodziły na prowadzenie i szybko traciły przewagę. Sytuacji nie brakowało, ale liczba goli długo nie była imponująca - na tablicy widniał wynik 3:3, który nie satysfakcjonował żadnej ze stron. Wtedy na scenę wkroczył główny strzelec Oldboys, Łukasz Łukasiewicz. To właśnie on stał się motorem napędowym ofensywnego zrywu swojej drużyny. W ciągu kilku minut Oldboys zdobyli trzy bramki i wyszli na prowadzenie 6:3, co wyglądało już jak wyrok dla rywali.
Kanarki jednak się nie poddały. Walczyły do końca, choć w pewnym momencie mogło się wydawać, że porażka jest nieunikniona. Jak to jednak często bywa w piłce nożnej wystarczy jeden gol, by wszystko się zmieniło. Bramka na 4:6 dodała im energii i wprowadziła chaos w szeregach Oldboys. Chwilę później przyszły kolejne dwa ciosy i na kilka minut przed końcem było już 6:6. Wydawało się, że to właśnie Kanarki są teraz na fali i mają większe szanse, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść.
Sport bywa jednak brutalny. Bartek Krzywko, z nowym tatuażem Cristiano Ronaldo na nodze, poczuł, że to jego moment - dokładnie tak, jak jego idol w najważniejszych chwilach. Wziął ciężar gry na siebie i zdobył decydującą bramkę, ustalając wynik meczu na 7:6. Kanarkom zabrakło już czasu na odpowiedź.
Ogromne brawa dla Kanarków za charakter i walkę do samego końca - liderem ich powrotu był Jakub Kowalski, autor dwóch goli i asysty. Z kolei Oldboys również zasługują na uznanie za determinację i umiejętność zamknięcia meczu, który w pewnym momencie wymykał im się z rąk.
Heavyweight Heroes pokonali Warsaw Pistons 5:2 w bezpośrednim starciu drużyn walczących o utrzymanie, dopisując bardzo cenne trzy punkty.
Od początku spotkanie miało wyrównany charakter, choć tempo gry było dość nierówne. Obie drużyny miały problem z budowaniem składnych akcji, przez co gra często toczyła się w środkowej strefie boiska. Wynik otworzył Parzych, wykorzystując jedną z nielicznych okazji. Pistons zdołali odpowiedzieć, jednak jeszcze przed przerwą Heroes odzyskali prowadzenie – najpierw po golu samobójczym, a chwilę później po drugim trafieniu Parzycha, co pozwoliło im zejść na przerwę z wynikiem 3:1.
Po zmianie stron obraz meczu nie uległ większej zmianie. Heroes byli skuteczniejsi i po kontrze dwóch na jednego podwyższyli prowadzenie. Pistons zmniejszyli straty, ale nie byli w stanie narzucić swojego rytmu w końcówce. Wynik spotkania ustalił Dudziński efektownym uderzeniem z rzutu wolnego z własnej połowy, lobując bramkarza.
To zwycięstwo daje Herosom trochę oddechu, choć ich przewaga nad strefą spadkową wciąż wynosi tylko trzy punkty. Warsaw Pistons, po dwóch wygranych z rzędu, tym razem muszą uznać wyższość rywala.
Spotkanie beniaminka Klikersów z liderującymi Zadymiarzami zapowiadało się jako ciekawe starcie dwóch drużyn z zupełnie innych biegunów tabeli 14. Ligi. I choć końcowy wynik potwierdził układ sił, sam mecz dostarczył kibicom naprawdę solidnej dawki emocji.
Od pierwszych minut inicjatywę przejęli goście. Zadymiarze narzucili wysokie tempo, grali odważnie i bardzo konkretnie w ofensywie. Szybko objęli prowadzenie, a ich kolejne akcje regularnie rozrywały defensywę gospodarzy. W pierwszej połowie szczególnie wyróżniali się Dominik Zawiślak oraz Maciej Gorzeliński, którzy praktycznie bez przerwy nękali obronę Klikersów. Efekt? Do przerwy było 4:1 dla gości, a wynik w pełni oddawał przebieg gry - dominacja, kontrola i duża skuteczność lidera.
Początek drugiej połowy nie zwiastował zmiany scenariusza. Zadymiarze kontynuowali napór, dokładali kolejne trafienia i w pewnym momencie prowadzili już 6:2, wydając się całkowicie kontrolować sytuację. I wtedy mecz nabrał zupełnie nowej dynamiki. Klikers nagle się przebudzili. Zaczęli grać odważniej, szybciej i skuteczniej, a ich akcje zaczęły przynosić efekty. Szczególnie wyróżniał się Stanisław Leszczyński, który wziął na siebie ciężar ofensywy i poprowadził zespół do imponującego powrotu. Z wyniku 2:6 zrobiło się 6:8.
Mimo świetnego fragmentu gospodarzy lider potrafił jednak zachować zimną krew. Zadymiarze nie dali się wybić z rytmu, odpowiedzieli kolejnymi trafieniami i kontrolowali końcówkę spotkania. Ostatecznie obie drużyny dołożyły jeszcze po jednym golu, a mecz zakończył się wynikiem 9:7 dla gości. Na wyróżnienie zasługuje również Michał Nesterowicz, który zanotował trzy asysty i rozegrał świetne zawody, wspierając kolegów z drużyny.
Jeśli mamy wyciągnąć wnioski z tego spotkania: Zadymiarze to drużyna, która pewnie pędzi po mistrzostwo. Klikers na pewno są w stanie wyjść obronną ręką ze strefy spadkowej, póki co wszystko jest w ich nogach. W końcu nie każdy strzela 7 bramek liderowi.
Spotkanie Santiago Remberteu z BRD Young Warriors miało zaskakujący przebieg. Mimo wyższej pozycji gospodarzy w tabeli, od początku dominowali goście, narzucając swoje warunki gry i kontrolując wydarzenia na boisku. Każda kolejna akcja była coraz groźniejsza, co szybko zaczęło przekładać się na zdobywane bramki. Na szczególne wyróżnienie zasłużył bramkarz gości, Adrian Kloskowski, który już w pierwszej połowie skompletował dublet. Jedno z jego trafień było wyjątkowej urody - potężne uderzenie w samo okienko nie pozostawiło żadnych szans golkiperowi Santiago i było jednym z najładniejszych momentów meczu.
Santiago Remberteu wyglądało na całkowicie zagubione, mając ogromne problemy z konstruowaniem akcji ofensywnych. Gospodarze rzadko byli w stanie przedostać się w pole karne rywali, a przewaga BRD Young Warriors była wyraźna i zasłużona, co przełożyło się na jednostronny obraz całego spotkania. Na przerwę goście schodzili z sześciobramkowym prowadzeniem, zachowując czyste konto.
Druga połowa nie przyniosła zmiany obrazu gry - BRD Young Warriors nadal dominowali, konsekwentnie naciskając i tworząc kolejne sytuacje bramkowe. Santiago Remberteu próbowało odpowiadać, ale ich ataki były sporadyczne i brakowało im konkretów w ofensywie. Gospodarzom udało się co prawda zdobyć gola honorowego na 1:6, jednak później na boisku rządzili już wyłącznie goście. BRD dołożyło jeszcze cztery trafienia, a Adrian Kloskowski skompletował hat-tricka w niezwykłym stylu, zdobywając wszystkie swoje bramki uderzeniami z własnej połowy.
W końcówce meczu doszło jeszcze do nieprzyjemnej sytuacji - pechowej kontuzji doznał Kamil Zawada, przez co spotkanie zostało na kilka minut przerwane. Mamy nadzieję, że uraz nie okaże się poważny. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 1:10, a dla Santiago Remberteu to bolesna porażka, która może znacząco skomplikować ich sytuację w tabeli.







)
)
)
)
)
)
)
)
)