Sezon 2018/2019
Relacje meczowe: 13 Liga
W 12 kolejce 13 ligi Green Team starł się z Pogromcami Poprzeczek. Pierwsza połowa to mocno defensywne spotkanie oraz walka o wygranie środka pola. Do 23 minuty obydwie ekipy starały się grać "swoje", nie ryzykując niepotrzebnych strat. Dopiero pod koniec tej połowy Green Team trafił na 1-0. Piotr Waszczuk, zdobywca dwóch bramek w tym meczu, po ładnym podaniu klępą Wiktora Mikołajczyka otworzył wynik. Chwilę później arbiter zakończył tę część spotkania. Druga odsłona jawiła się tajemniczo i trudno było przewidzieć, komu uda się zdominować oponenta. Jednak to gospodarze wiedli prym w tej dziedzinie. Na 2-0 trafił Wiktor Mikołajczak po sprytnym podaniu Roberta Zawistowskiego. Na 3-0 swoje trafienie zainkasował Michał Kaźmierczak. Napastnik Green Team wpadł w pole karne i został wycięty bezpardonowo przez przeciwnika a arbiter nie mógł podjąć innej decyzji jak wskazanie na "wapno". Do piłki podszedł sam poszkodowany i bez problemu wykorzystał rzut karny. Dominacja gospodarzy była coraz bardziej widoczna. Potwierdziła to bramka na 4-0. Łukasz Jakubowski zachował zimną głowę w polu karnym przeciwnika i trafił do bramki dobitką po atomowym strzale kolegi z drużyny. Dzieła zniszczenia dokonał Piotr Waszczuk. Warto też zaznaczyć, że gospodarze ostatnie 10 minut grali jednego zawodnika mniej po czerwonej kartce a i tak nie wypuścili zwycięstwa z rąk. Pogromcy grając w przewadze co prawda powiększyli swój dorobek o dwa trafienia, jednak było to za mało, aby dogonić mocniejszego w tym spotkaniu rywala. Po tym meczu Green Team plasuje się na 5 miejscu w tabeli i nadal ma szansę na "pudło" oraz awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Pogromcy Poprzeczek spadli z kolei na 7 lokatę.
Takich początków spotkania, jakie obejrzeliśmy w starciu Szeregu Homogenizowanego z ASAP Vegas FC, życzymy wszystkim kibicom piłki nożnej. Pierwsze minuty to było wzajemne wyczuwanie się obu ekip, jednak gdy już przyszło do strzelenia gola, był on naprawdę na poziomie Ligi Mistrzów. Konkretnie rzecz ujmując, po podaniu Macieja Urbana, piłkę półwolejem w samym okienku bramki umieścił Piotrek Grygiel. Szybko stracony gol musiał nieco podciąć skrzydła gospodarzom, gdyż 5 minut później w zamieszaniu w polu karnym piłkę do własnej siatki skierował jeden z graczy Szeregu. 13 liga ma jednak to do siebie, że bardzo ciężko przewidzieć obrót spraw na boisku. I tak było tym razem, gdyż jeszcze przed czerwoną Homogenizowani zupełnie przejęli inicjatywę. W tym miejscu należy nadmienić, że odrabianie strat zaczęli od bramki strzelonej w bardzo ładnym stylu, gdy po asyście od Tomka Świeczki potężnym strzałem popisał się Adrian Zaraś. Ładna asysta najwyraźniej rozbudziła w Tomku instynkt rozgrywającego, gdyż był on też asystentem przy kolejnych dwóch bramkach swoich kolegów, a na listę strzelców wpisywali się odpowiednio Michał Daniluk oraz Filip Ptaszek, który ustalił wynik pierwszej odsłony na 3:2. Po zmianie stron lepszy okres gry zanotowali gracze Szeregu Homogenizowanego, czego efektem była indywidualna szarża Michała Daniluka, który z zimną krwią wykończył akcję, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie 4:2. No ale tak jak wspomnieliśmy, na tym poziomie rozgrywkowym przewroty i remontady są częstymi wydarzeniami, co znów się potwierdziło. Machina, która odwróciła losy meczu z pierwszej połowy, nagle się zacięła, a goście dostali wiatru w żagle. Szczególnie dobrze spisywał się duet Norbert Dymiński & Piotra Grygiel, a dzielnie wspierał ich z przodu Sebastian Walczak. Efektem była pogoń za wynikiem, i trzeba podkreślić, że bardzo skuteczna, gdyż po bombie Macieja Urbana oraz pół woleju w wykonaniu Mateusza Kani ASAPowcy doprowadzili do wyniku 4:4. W tym momencie aktywował się Sebastian Walczak, którego dwie świetne asysty otworzyły drogę do bramki dla Norberta Kupisza oraz Piotra Grygiela, dzięki czemu ASAP Vegas FC wyszło na prowadzenie 4:6. Bramkę ustalającą wynik spotkania zdobył świetny tego dnia Piotr Grygiel. Dzięki temu trafieniu zakończył zawody z hat-trickiem na koncie. Wraz z trzema punktami goście ponownie włączają się do walki o utrzymanie, natomiast porażka dla Szeregu Homogenizowanego oznacza bardzo trudną sytuację w kontekście walki o podium.
Gdy przed meczem podeszliśmy do kapitana Piwo Po Meczu Piotrka Zakrzewskiego i spytaliśmy go, czy dziś spokojnie ogrywają Brazylijczyków, powiedział że może być ciężko. Na pewno zdawał sobie sprawę z tego, iż faworytem są rywale, którzy do tego momentu byli niepokonani i prowadzili w tabeli. Co więcej – Piwosze w ostatnich kolejkach jakoś niespecjalnie nas zachwycali i mimo wszystko pewną przewagę dawaliśmy ich oponentom. Ci co prawda nie mogli skorzystać ze swojego podstawowego bramkarza Bruno Martinsa, ale i tak pewnie mało kto postawiłby tutaj na ich rywali. Jednak od samego początku spotkania pojęcie faworyta przestało istnieć. Oglądaliśmy równy mecz, gdzie najpierw delikatna inicjatywa była po stronie Piwoszy, potem lepiej prezentowali się gracze Furduncio, ale brakowało sytuacji 100% i po 25 minutach goli nie zobaczyliśmy. Wydawało się więc, że ekipa która zdobędzie premierowe trafienie, będzie znacznie bliżej sukcesu. I gdy polska krew w brazylijskiej sambie, czyli Piotrek Marciniak, przytomnie wykorzystał podanie z rzutu rożnego Abbeya, myśleliśmy, że to początek końca Piwoszy. Ale nominalni gospodarze odwdzięczyli się niemal tym samym i również po rzucie rożnym do remisu doprowadził Michał Daniluk. W dalszej części spotkania przewaga optyczna była po stronie Canarinhos, lecz to Piwo Po Meczu zadało decydujący cios. Maciek Szcześniak wrzucił piłkę z autu, tam kapitalnie nabiegł na nią Michał Świercz i z główki pokonał golkipera rywali. Do końca meczu było jeszcze trochę czasu, lecz Canarinhos bili głową w mur. Nie wolno jednak nie docenić szczelnej i kompaktowo grającej defensywy Piwoszy, którzy zmuszali rywali do strzałów z daleka, a te były wyjątkowo nieudane. Pod sam koniec wygrywający celebrowali każde wybicie piłki, ale w tym przypadku „cel uświęcał środki” i po heroicznej walce, podopieczni Piotrka Zakrzewskiego pokonali Furduncio Brasil II 2:1! Co prawda Brazylijczycy mieli po meczu trochę pretensji, że przeciwnicy nie chcieli grać w piłkę w finałowych fragmentach, ale nie oszukujmy się – to normalne, że gdy prowadzisz, robisz wszystko, by wykonać zadanie. Być może takie gadanie miało na celu umniejszyć sukces Piwoszy, ale w naszej ocenie oni zasłużyli, by to spotkanie wygrać. I tak jak czasami różnie ocenialiśmy ich grę, tak tutaj pokazali, że w starciu z trudnym rywalem potrafią się zmobilizować i zagrać na naprawdę fajnym poziomie. Brawo!
Zwieńczeniem długiej, piłkarskiej niedzieli na Arenie Grenady była rywalizacja NieDzielnych II z Gentleman Warsaw Team. Nie trzeba było być bacznym obserwatorem 13.ligi, by zorientować się, że to nominalni goście są tutaj faworytem. Dla nich ta rola stanowi pewną nowość w trwającej edycji, ale jest efektem dobrych wyników w tym sezonie, które wywindowały ferajnę Michała Danga na czwarte miejsce w tabeli. Ich rywale okupowali ostatnią lokatę, natomiast wiedzieliśmy, że tutaj nie należy oczekiwać spacerku dla Gentlemanów. I nie pomyliliśmy się. Co więcej – w pierwszej połowie to podopieczni Marcina Aksamitowskiego podobali nam się długimi fragmentami bardziej. To zresztą oni rozpoczęli strzelanie w tym meczu, ale jak przystało na czerwoną latarnię tabeli, ni z tego ni z owego, dość łatwo stracili minimalne prowadzenie. Najpierw Piotr Dziemieszczyk dobił strzał Pawła Domańskiego, a następnie wspomniany Paweł Domański wykorzystał błąd w defensywie NieDzielnych i skutecznie przelobował golkipera konkurentów. Wynik 2:1 nie zmienił się już do końca premierowej odsłony, natomiast dość szybko zmienił swoją postać na początku drugiej. Po ładnej akcji graczy w żółtych koszulkach do remisu doprowadził Piotr Sitarczyk. Ale i w tym przypadku to, co zostało fajnie wywalczone w ataku, zostało oddane za darmo przez błąd indywidualny. Tym razem Kamil Jarosz (który w przerwie zastąpił Marcina Aksamitowskiego między słupkami), podał piłkę wprost pod nogi Pawła Domańskiego, a ten skorzystał z prezentu. Być może powrót do prowadzenia faworytów spowodował, że osoba odpowiedzialna za oświetlenie na boisku uznała, że tutaj nic ciekawego już się nie wydarzy, bo nagle… zgasły jupitery. Po kilku minutach przerwy udało się jednak wrócić do rywalizacji, która od tego momentu toczyła się już po myśli Gentlemanów. NieDzielni, poza ładnym golem z dystansu Maćka Piątka nie mieli już argumentów i przegrali mecz 3:6. Wydaje nam się, że wynik był gorszy niż gra, bo to była naprawdę wyrównana potyczka. Wszystko rozbiło się o niewymuszone błędy, których NieDzielni popełniali zdecydowanie za dużo. Tym samym nie udało im się uciec z ostatniego miejsca w tabeli, z kolei Gentlemani są tuż za podium. Szkoda tylko, że raczej bez wielkich perspektyw na zahaczenie chociażby o brąz.
Gracze trzeciego zespołu Old Boys Derby o poprzednim meczu z Pogromcami woleliby raczej zapomnieć. Okazja by wymazać z pamięci pechowe trzy ostatnie minuty, które wyrwały im jakże cenny komplet punktów miała miejsce minionej niedzieli. Przemek Biały i spółka nie trafili jednak na łatwo. Ich rywalem był bowiem lider, czyli ekipa Wystrzelonych. Spotkanie z niedoszłymi reprezentantami Gastro Sparty, wzmocnionymi nowymi twarzami nie zapowiadało się zbyt optymistycznie. Mimo rzucającej się w oczy dysproporcji boiskowych umiejętności mogliśmy być pewni jednego: Old Boysi zagrają do końca, z pełnym zaangażowaniem. Zgodnie z naszymi przedmeczowymi predykcjami, bolesny scenariusz dla graczy w żółto-czerwonych strojach okazał się prawdziwy. Wszelkie zagłębianie się w statystyczne meandry tego meczu mija się z celem, ponieważ do przerwy, na tablicy wyników mieliśmy już 0:8. Jednakże jak zaznaczyliśmy na wstępie, do samego końca tego nierównego pojedynku, spodziewaliśmy się około trzech, w porywach do pięciu groźnych akcji, wyprowadzonych przez ekipę gości. Nie myliliśmy się, a trafienia na 1:13 oraz 2:13 niewątpliwie, chociaż pewnie w niewielkim stopniu pozwoliły otrzeć łzy, po wysokiej porażce 2:14.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)