Sezon 2017/2018
Relacje meczowe: 1 Liga
Miłe złego początki - tak chyba należy podsumować starcie Cleopartner z Deportivo La Chickeno. Przed spotkaniem wiedzieliśmy, że oba zespoły cechuje twarda gra, nieustępliwość i spora dawka talentu, ale też skłonność do utraty kontroli nad emocjami. Pierwsza połowa to jednak czysto piłkarski spektakl, który obfitował w bardzo ciekawie skonstruowane akcje ofensywne. Lekką przewagę optyczną uzyskali na początku gracze z Ukrainy, jednak mieli przy tym sporego pecha, gdyż wiele ich strzałów obijało jedynie słupki i poprzeczki, lub na ich drodze stawał genialnie spisujący się tego dnia Kacper Winiarek. Nie był on jednak w stanie zatrzymać płaskiego uderzenia z dystansu Stanisława Oseledchenko, który wykorzystał świetne podanie Sergeya Mikhno i otworzył wynik spotkania. Deportivo dość szybko zebrało swoje szeregi i poprawiło grę. Dużo podań na jeden kontakt i uniesiony do góry głowy zaowocowały, w postaci świetnej akcji Konrada Szkopińskiego, który wypatrzył Maćka Zawitaja, a ten silnym uderzeniem z dystansu nie dał szans Andrijowi Rybce, dając swojej ekipie bramkę na 1:1. Tempo i poziom meczu były niesamowite i wszyscy zgromadzeni przy sektorze A chwalili oglądane zmagania. Popis swojego talentu piłkarskiego po raz kolejny zaprezentował Konrad Szkopiński, kiedy to po dryblingu w polu karnym minął bramkarza i wyłożył piłkę do Mateusza Rudnickiego, który mógł jedynie dopełnić formalności, co też uczynił, dając "Czikenom" prowadzenie 1:2. Pod koniec pierwszej połowy gra się zaostrzyła i mieliśmy nadzieję, że zmiana stron pozwoli nieco ostudzić gorące temperamenty obu zespołów. Niestety, myliliśmy się. Punktem zapalnym okazała się sytuacja, w której po ostrym wejściu jednego z graczy Cleopartner nerwy puściły Konradowi Szkopińskiemu, który już wcześniej obejrzał żółty kartonik za faul. Tym razem wypowiedziane przez niego słowa doprowadziły do drugiego żółtego kartonika, a w konsekwencji do czerwonej kartki. Schodząc rzucił jeszcze komentarz, który mocno poruszył rywali i na placu doszło do przepychanek oraz ukarania kolejną kartką dla graczy gospodarzy. W tym momencie na placu pozostawało czterech graczy Cleopartnera. Mecz udało się wznowić, ale zaledwie na chwilę, gdyż po bardzo ostrym wejściu na nogi jednego z graczy gości, sędzia pokazał kolejną żółtą kartkę, a w efekcie na placu pozostało tylko trzech zawodników Cleopartnera. W związku z tym, sędzia był zmuszony przedwcześnie zakończyć zmagania, a dotychczasowy wynik został uznany za ostateczny. Bardzo szkoda, że tak się to potoczyło, gdyż piłkarsko spotkanie było na świetnym poziomie i miało wszystko, aby stać się najlepszym meczem rozgrywanym w całej Lidze Fanów tego dnia. Niestety, czasami emocje biorą górę nad czysto sportową rywalizacją.. Cleopartner 1:2 Deportvio La Chickeno...
Starcie Tylko Zwycięstwo z FC Freedom miało istotne znaczenie w kontekście opuszczenia strefy spadkowej. Obie ekipy miały po trzy punkty po czterech seriach gier i zwycięstwo pozwoliłoby na spokój przed dwutygodniową przerwą. Początek niezwykle wyrównany i długo czekaliśmy na pierwsze trafienie w tym spotkaniu. Goście mieli kilka sytuacji, ale świetnie w bramce bronił Bartek Gorczycki. Gospodarze stopniowo rozkręcali się i to dało w końcu efekty. Mateusz Jałkowski po zamieszaniu w polu karnym doskoczył do piłki i dał prowadzenie swojej ekipie. Jeszcze przed przerwą Mateusz Walczak podwyższył prowadzenie i po 25 minutach było 2:0. Po zmianie stron Freedom postanowił ruszyć bardziej zdecydowanie do ataków. Jednak mimo kilku kapitalnych sytuacji nie potrafił pokonać golkipera rywali. Nawet w tak doskonałej sytuacji gdzie napastnik miał pustą praktycznie całą bramkę, minimalnie przestrzelił. Niewykorzystane sytuacje się zemściły i po kolejnej z kontr ponownie Mateusz Walczak zdobył bramkę. Gdy po przechwycie Andrzej Morawski podwyższył na 4:0 było wiadomo, że gospodarze tego meczu raczej nie przegrają. Mądrze się bronili i szczególnie Mateusz Górski kilka razy świetnie asekurował swoich kolegów w defensywie. W końcówce gola honorowego dla gości strzelił Serhii Sarabyn i mecz zakończył się wynikiem 4:1. Dla Tylko Zwycięstwo to drugie zwycięstwo z rzędu i jeżeli drugą część rundy zagrają lepiej, to jest szansa na zbliżenie się do czołówki ligowej tabeli. Goście muszą się zmobilizować, bo jak na razie są w strefie spadkowej i jeżeli nic się nie zmieni to będą walczyć o utrzymanie na tym poziomie rozgrywek.
Spotkanie Niskiego Pressu z Otamanami zapowiadało się wyśmienicie, ale niestety szybko okazało się, że raczej nie przyniesie nam tylu emocji, których się spodziewaliśmy. Powodem był brak nominalnego bramkarza w drużynie gospodarzy, który na pewno nie pomógł Niskiemu Pressowi w osiągnięciu korzystnego wyniku w tym spotkaniu. Gospodarze zaczęli jednak dobrze to spotkanie, a wynik meczu otworzył Bartłomiej Flaga, który trafił po podaniu Bartłomieja Kazanowskiego. Taka sytuacja nie spodobała się jednak drużynie gości. Do końca pierwszej połowy trafiali już tylko oni, a świetną partię rozgrywał Artem Papusha, który trafił dwukrotnie i raz asystował przy bramce kolegi. Drużyny schodziły na przerwę przy stanie 1:5 i stało się jasne, że w tym meczu gospodarzom będzie wyjątkowo ciężko uzyskać korzystny wynik. Drugą połową dużo lepiej zaczęli jednak gracze w żółtych strojach i zrobiło się 3:5. Ponownie trafił Flaga, a trzecie trafienie było bramką samobójczą. W tym miejscu obudził się znów Papusha, który skompletował hat-tricka. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 4:8, ale możemy tylko popuścić wodze fantazji, jak wyglądałoby to starcie, gdyby obie drużyny, a szczególnie Niski Press stawiły się w swoich najsilniejszych zestawieniach. Brak nominalnego bramkarza na tym poziomie powoduje, że ciężko jest poukładać grę z tyłu, a tego brakowało zawodnikom gospodarzy.
Mecz Drunk Teamu z FC Almazem był wyrównanym spotkaniem, ale tylko w pierwszej połowie. Drużynę Łukasza Walo wciąż prześladuje fatalna frekwencja i tym razem ledwo udało się zebrać pełną szóstkę, za to ekipa Ruslana Kobyliatskiego po raz kolejny pokazała, że bardzo poważnie traktuje nasze rozgrywki i stawiła się w pełnym składzie. Nawet grając bez zmian Drunkersi są niezwykle groźnym i walecznym przeciwnikiem i zawodnicy Almazu musieli solidnie się napracować zanim padła pierwsza bramka. Dopiero w 11 minucie meczu wynik otworzył Roman Chukhach. Chwilę nieuwagi w obronie wykorzystali gospodarze i gola ustrzelił Maciek Michniewicz, ale Drunkersi nie zdążyli się nacieszyć remisem, bo już akcję później było 1:2 po golu Yaroslava Hrynyka. Bramkę do szatni w ostatniej akcji pierwszej połowy strzelił Ruslan Howtar i drużyny udały się na odpoczynek przy wyniku 1:3. Druga część spotkania należała już zupełnie do drużyny z Ukrainy i było to bardzo jednostronne widowisko. W 32 minucie na 1:4 podwyższył Ihar Bakun, a po błyskawicznym przejęciu piłki w kolejnej akcji swoją drugą bramkę zdobył Roman Chukhach. Drunkersi atakowali jak mogli, ale goście ustawili bardzo ciasną obronę i asekuracyjny styl gry defensywnej kompletnie uniemożliwiał gospodarzom dostanie się pod bramkę Leonida Isayenii. Zabrakło ataków oskrzydlających i strzałów z dystansu, za to Almaz w przeciągu kilku minut wyprowadził kilka zabójczych kontr i na 10 minut przed końcem meczu było już 1:9! Wprawdzie ostatniego gola strzelił Maciek Michniewicz, ale ostateczny wynik 2:9 trafnie obrazuje kompletną dominację ze strony FC Almaz.
Zarówno drużyna Alpanu jak i Green Lantern to ekipy, które potrafią stworzyć bardzo dobre widowisko. Gospodarze do tej pory zdobyli komplet punktów, ale szczególnie w zeszłym tygodniu musieli się napracować na ten wynik. Goście natomiast ze zmiennym szczęściem zakończyli poprzednie spotkania i znajdują się w środkowej części tabeli. Początek spotkania to ataki obydwu drużyn, jednak w pierwszej części meczu bardziej konkretni byli goście, którzy wyszli na prowadzenie. Kilka minut później z rzutu karnego bramkę zdobyli gospodarze i doprowadzili do wyrównania. Ozdobą pierwszej połowy była bramka zdobyta przez Kacpra Bełczyńskiego, która wyprowadziła zespół Green Lantern na ponowne prowadzenie. Jeszcze ładniejszym trafieniem mógł się popisać zawodnik Alpana, jednak piłka po jego bombie z połowy boiska trafiła w poprzeczkę. Gospodarze dopięli swego w ostatnich fragmentach pierwszej połowy strzelając bramkę na 2-2 , ale ostanie słowo w tej części spotkania należało ponownie do gości i to oni schodzili na przerwę z jednobramkową przewagą. Druga połowa miała już inne oblicze, ponieważ gospodarze stwarzali sobie więcej sytuacji bramkowych. Pierwsze efekty było widać w początkowych fragmentach tej części spotkania, kiedy to w ciągu kilku minut zawodnicy gospodarzy trzykrotnie pokonali bramkarza rywali. W ostatnich minutach wynik spotkania ustalił Patryk Skrajny, który po rajdzie przez całe boisko znalazł drogę do bramki przeciwnika. Mecz się zakończył wynikiem 6-3 dla Alpana, ale z boiska schodzili oni w kiepskich humorach. W ostatniej akcji meczu w starciu z rywalem mocno ucierpiał golkiper gospodarzy, Michał Wytrykus, który przy pomocy kolegów oraz organizatorów został przez karetkę zabrany do szpitala. Zawodnicy Green Lantern po raz kolejny pokazali, że z przodu mają dużą siłę rażenia, lecz poprzez błędy w obronie kolejny mecz kończą bez zdobyczy punktowej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)