reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00

W przedmeczowych zapowiedziach przewidywaliśmy, że może to być pojedynek niezwykle zacięty, w którym staną naprzeciw siebie dwie ekipy o podobnym potencjale. Nie wykluczaliśmy nawet sytuacji, w której oba teamy podzielą się punktami, ale jak wiadomo na szóstkach, taki wynik zdarza się niezwykle rzadko. Początek rzeczywiście był dość wyrównany, tak jakby zespoły badały się nawzajem i czekały na to, co pokaże przeciwnik. Pewnym handicapem dla Force Fusion było to, że Legion pojawił się tego dnia bez nominalnego bramkarza. Paradoksalnie jednak występujący między słupkami Bohdan Batiuk radził sobie nienajgorzej. Wynik otworzył się około 6 minuty, a strzelcem bramki był niezawodny w tym sezonie Ruslan Yakubiv. Gospodarze nie cieszyli się długo z prowadzenia, bo chwilę później wyrównał Dima Vysotskyi. Taki wynik utrzymywał się przed dość długi czas i Force Fusion dopiero pod koniec pierwszej części jeszcze dwukrotnie umieściło piłkę w siatce. Do przerwy 3:1 dla gospodarzy i z przebiegu meczu ten wynik był jak najbardziej zasłużony. W drugiej połowie Legion UA próbował zdobyć bramkę kontaktową, ale szczelna defensywa, dowodzona przez Dawida Paradowskiego skutecznie to uniemożliwiała. Parę słów należy się również temu konkretnemu zawodnikowi, bo oprócz bardzo dobrej grze w defensywie, był też graczem, od którego rozpoczynały się ataki Force Fusion. To właśnie on, po raz drugi w tym meczu, asystował przy bramce na 4:1 i de facto w tym momencie Legionowi trudno już było dogonić oponenta. Kropkę nad i postawił Aleksandr Marzan, ustalając wynik spotkania na 5:1. To w założeniu miał być wyrównany pojedynek, ale wygrana Force Fusion była niepodważalna.

2
09:00

Tuż po meczu Force Fusion z Legionem UA na boisko wyszli zawodnicy Boiskowego Folkloru i Dżentelmenów  Futbolu. Obie ekipy okupowały przed tym meczem strefę spadkową, ale w nieco lepszej sytuacji byli goście, którzy już mieli na swoim koncie jedno zwycięstwo. Jednak porażka z Shitable musiała mocno podrażnić ambicje Dżentelmenów, a rywalowi dawała nadzieję na to, że oponent jest jak najbardziej w ich zasięgu i mogą się pokusić o jakże długo wyczekiwane przełamanie. Gdy jednak zauważyliśmy, że w składzie Boiskowego Folkloru brakuje Ariela Kucharskiego, od razu zdaliśmy sobie sprawę, że gospodarzom będzie o zwycięstwo znacznie trudniej. W końcu to głównie na tym zawodniku spoczywała odpowiedzialność za zdobywanie goli. Mecz zaczął się po myśli gości – to oni błyskawicznie objęli prowadzenie, lecz nie otworzyło to worka z bramkami. Wręcz przeciwne - wynik 0:1 utrzymywał się przez kolejne 10 minut, aż w końcu do głosu doszli gracze Folkloru. W dwie minuty strzelili dwie bramki, ale nie byli w stanie utrzymać prowadzenia i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 2:2. Druga połowa to już przewaga Dżentelmenów, okraszona kolejnymi bramkami. Goście wyrobili sobie cztery gole zapasu, ale trzeba oddać, że nie byłoby tak kolorowo, gdyby nie bramkarz Maciej Mazur i odrobina szczęścia, bo Boiskowy Folklor też miał kilka okazji. Skończyło się na wyniku 3:6 i niestety gospodarze po raz kolejny schodzili z boiska pokonani. Goście natomiast zaliczyli drugą wygraną w sezonie i choć znajdują się tuż nad strefą spadkową, sttata do lidera wynosi zaledwie 3 punkty.

3
09:00

Mecz między Lisami bez Polisy a FC Astaną zapowiadał się jako wyrównane starcie i dokładnie tak było. Żadna z drużyn nie wykazywała wyraźnej przewagi, a gra toczyła się głównie na zasadzie wymiany długich piłek i prób zaskoczenia rywala. W końcu prowadzenie objęła Astana, lecz w 10. minucie Lisy wyrównują po pięknym strzale z dystansu, który zaskoczył bramkarza przeciwników. Niestety dla gospodarzy chwilę później FC Astana ponownie trafiła do siatki, co postawiło Lisy w trudnej sytuacji. Mimo starań, nie udało im się szybko odpowiedzieć, choć mieli kilka dogodnych okazji. Pod koniec pierwszej połowy napięcie rosło, czego efektem były ostre faule po obu stronach. Druga połowa rozpoczęła się jednak od gestu fair play, gdy zawodnicy oddali piłkę rywalom. W 38. minucie Robert Prządka, kapitan Lisów, w końcu dał swojej drużynie nadzieję, trafiając do siatki po doskonałej asyście swojego brata, Konrada. Mecz pozostawał bardzo wyrównany, ale brakowało płynności w rozegraniu, a Lisy nie potrafiły skutecznie wykończyć swoich akcji. Końcówka była pełna emocji – bramkarz FC Astany popisał się kilkoma kluczowymi interwencjami, które utrzymały wynik na korzyść jego drużyny. W ostatnich minutach doszło do nerwowych scen, a sędzia musiał ukarać zawodników żółtymi kartkami. Ostatecznie Astana wygrała 4:3, a Lisy bez Polisy nie zdążyły wyrównać. Zdecydowanie ten mecz pokazał, jak wyrównana i zacięta jest rywalizacja w 11. lidze.

4
10:00

Borowiki kontra Shitable, czyli starcie czołowej dwójki 11.ligi gwarantowało nam grę na wysokim poziomie. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli goście, rozpędzeni kompletem punktów w tym sezonie. Fenomenalnym strzałem zza pola popisał się Michał Rzeczkowski. Radość z prowadzenia nie trwała długo, ponieważ chwilę później strzałem na dalszy słupek, do wyrównania doprowadził Fedir Ivanchenko, a chwilę po nim, identycznym uderzeniem, jednobramkową przewagę zdobył Alex Kohonen. Do przerwy padły jeszcze trzy bramki, a wynik w tej odsłonie zatrzymał się na 4:2 dla gospodarzy. Drugą połowa była już znacznie spokojniejsza. Obie ekipy szanowały piłkę, a gdy robiło się niebezpiecznie pod którąś z bramek, świetnie prezentowali się obaj golkiperzy, których ciężko było pokonać. Powoli mecz dobiegał końca, a wynik nadal był ten sam. Zmienił się on jednak, gdy do rzutu wolnego podszedł Ivanchenko i mocnym strzałem pokonał bramkarza Borowików, tym samym ustalając końcowy wynik na 5:2. Dzięki temu jego drużyna zrównała się z przeciwnikiem punktami, a sytuacja w 11.lidze zrobiła się o tyle ciekawa, że aktualnie cztery najlepsze drużyny mają po tyle samo punktów, co jest gwarancją ogromnych emocji w kolejnych spotkaniach.

5
13:30

Szukające swoich pierwszych punktów Furduncio Brasil FC II podejmowało na arenie Grenady Jogę Bonito. Brazylijczycy mieli swój plan na mecz i jak zawsze walczyli o każdą piłkę. Aż wreszcie po jednym z odbiorów Carlitos Moreira wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Odpowiedź Jogi Bonito była natychmiastowa, bo już chwilę po wznowieniu gry Grzegorz Szostak doprowadził do wyrównania. Przed upływem 10 minuty meczu Brazylijczycy znów byli o gola z przodu po bramce Rafaela Biro. Goście jednak wyglądali na dobrze nastawionych do gry i ich kolejne akcje wyglądały bardzo obiecująco, co przyniosło w końcu zamierzony efekt, gdy po bramkach dobrze dysponowanego tego dnia Filipa Szymońskiego oraz Doriana Kwiecińskiego wyszli na prowadzenie, z którym schodzili na zasłużony odpoczynek. Początek drugiej połowy należał do Jogi, a kolejne ataki sprawiały, że Juan Agudelo miał ręce pełne roboty. Deszczowa aura sprawiała, że w meczu oglądaliśmy sporo uderzeń z dystansu, które jednak nie stwarzały zbyt dużego zagrożenia. Po chwili przewagi Joga zaliczyła kolejne trafienia i w pewnym momencie prowadziła już 5:2. W tym momencie z boiska musiał zejść pierwszy bramkarz Brazylijczyków, a jego miejsce zajął Bruno Martins, co znacznie odmieniło grę nominalnych gospodarzy. Bruno jako lotny golkiper zdobył w końcówce dwa gole, przez co mieliśmy sporo emocji, niestety dla zawodników z Ameryki Południowej, zryw w końcówce nie wystarczył, by pokonać Jogę Bonito. Skończyło się na wyniku 4:5.

Reklama