Sezon 2017/2018
Relacje meczowe: 4 Liga
W ostatniej jesiennej kolejce 4.ligi FC Shadows podejmowali BJM Developemnt. Pierwsza połowa to tak naprawdę spokojne konstruowanie akcji przez obydwie ekipy i wyczekiwanie na błąd przeciwnika. Obie ekipy starały się realizować swoje założenia taktyczne i musieliśmy czekać aż do 25 minuty, by wreszcie zobaczyć gola. W ostatniej akcji pierwszej połowy ekipa gospodarzy zaatakowała skutecznie i zdobyła bramkę. Ładnym podaniem z klepki Bakyt Nurmatov uruchomił Stewarta Onwaeze i ten drugi bez problemu wykorzystał okazję trafiając na 1-0. Po tej akcji arbiter zagwizdał koniec pierwszej części meczu. Druga odsłona spotkania to od razu huraganowe ataki ekipy BJM. Widać było, że chłopaki byli mocno zmotywowani po tym, co stało się pod koniec poprzedniej części. Goście tak mocno atakowali, że wywalczyli sobie rzut karny. Do piłki podszedł Gracjan Kowalewski i ładnym strzałem w prawy róg bramki pokonał golkipera gospodarzy. Deweloperzy rozpędzili się na tyle, że już do końca meczu tylko oni zdobywali gole. Na 2-1 strzelił Patryk Ciborski po ładnej klepce od Macieja Flisa. Bramka na 3-1 to asysta Filipa Odolińskiego który ładnie klepką obsłużył Macieja Flisa. Gol strzelony na 4-1 to ponownie asysta Filipa Odolińskiego a wykańczającym był Patryk Siczek. Mieliśmy więc na tablicy wyników 4-1 i bardzo widoczną przewagę ekipy BJM. Faktem jest, że FC Shadows nie oddawali ani centymetra boiska i robili co mogli, ale BJM to nie pierwszoroczniacy i nie pozwolili na wiele swoim oponentom. Widoczna dominacja boiskowa BJM dała o sobie znać po raz ostatni w 50 minucie spotkania. Maciej Flis ładnie zagrał do wychodzącego na czystą pozycję Gracjana Kowalewskiego, który mierzonym strzałem trafił na 5-1 dla BJM. Tym samym Gracjan rozpoczął festiwal strzelecki swojej ekipy i go również zakończył. BJM Development wygrywają ten mecz 5-1 i dzięki temu plasują się tuż za strefą awansu mając zaledwie 3 punkty straty do Husarii Mokotów II. FC Shadows kończą rundę jesienną na 6 miejscu w tabeli i jeżeli nie będą na wiosnę zdobywać punktów, to widmo spadku do niższej ligi stanie się coraz bardziej realne.
Jeśli w tak wymagającej lidze, jaką jest w tym sezonie 4.liga, ekipa Dzików plasowała się na drugim miejscu, to nie było innej opcji, by w zamykającym rundę meczu z Compatiblem, zespół Kazika Kopera mógł się „wyłożyć. Tym bardziej, że rywal przyjechał głównie dlatego, by zagrać, bez większych perspektyw na wygraną, bo skład był tego wieczora mocno okrojony. I gdy patrzymy na końcowy wynik, to wydaje się, że tutaj nic nie trzeba pisać. Bez wątpienia Dziki byli drużyną zdecydowanie lepszą i przeważali w każdym aspekcie piłkarskiego rzemiosła. Natomiast Kompatybilni nie odpuszczali. To nie było tak, że grali za karę lub że się nie starali. Prezentowali się na tyle, na ile ich było stać, co w pierwszej połowie złożyło się na dość niski wymiar kary, jakim był wynik 0:3. W drugiej połowie różnica zaczęła się powiększać, bo i sił w obozie Andrija Hryndy było coraz mniej. Ekipa w białych koszulkach robiła jednak wszystko, by uniknąć tutaj dwucyfrówki i żeby zdobyć trafienie honorowe. Ostatecznie pierwszego celu nie udało się zrealizować, bo Dziki zainkasowały aż 12 trafień. Lepiej poszło z drugim zadaniem, bo po bramkach braci Ivanov, konto Compatiblu wzbogaciło się o dwie bramki. Wynik 12:2 mówi wszystko i mimo całej sympatii dla przegranych, było to spotkanie bez większej historii. Zespół z Białorusi kończy jesień na przedostatnim miejscu w tabeli i jasnym jest, że czeka go piekielnie ciężka runda rewanżowa. Mamy jednak nadzieję, że do ich składu powróci wielu ważnych graczy, bo dzięki temu będą dużo bardziej konkurencyjni. Natomiast Dziki zrobiły tutaj swoje. I pomyśleć, że ta ekipa miała wątpliwości co do tego, czy 4.liga to nie będzie dla niej za wysoko. W obliczu pozycji której zajmują i potencjału, jaki mają, wydaje się zabawne, że oceniali siebie na kilka klas rozgrywkowych niżej…
Zespół Husarii Mokotów II po trochę słabszym początku sezonu złapał wiatr w żagle i z ostatnich trzech pojedynków wyszedł zwycięsko. Ich rywal, zespół Pantery zdobył do tej pory tylko siedem punktów i w tabeli znajdował się tuż nad strefą spadkową. Od początku wyraźną przewagę osiągnęli gospodarze i po kilku minutach było już 5:0 dla tej drużyny. Rywale zdołali odpowiedzieć jedną bramką, jednak riposta ich przeciwników była zabójcza. Od 10 minuty do końca pierwszej połowy faworyci nie zwalniali tempa, stwarzając sobie wiele okazji bramkowych. Efektem tych ataków były kolejne zdobyte bramki, które wyraźne załamały zespół gości. Licznik zdobytych goli w pierwszej części spotkania przez zawodników z Mokotowa zatrzymał się na trzynastu! W drugiej części spotkania gospodarze troszkę zwolnili tempo i nie byli już tak skuteczni jak na początku meczu, ale i tak cały czas powiększali swoją przewagę. Najbardziej aktywni w ich drużynie byli Patryk Hermann oraz Patryk Borowski, którzy razem zainkasowali 8 bramek. Ich rywale tylko raz zdołali pokonać golkipera gospodarzy w tej części spotkania i mecz zakończył się wysokim zwycięstwem Husarii Mokotów II 19:2. Zespół ten pokazał olbrzymią jakość zarówno w defensywie jak i ofensywie i pewnie zdobywa kolejne trzy punkty. Drużyna Pantery była tylko tłem dla swoich rywali i ponosi w pełni zasłużoną porażkę.
Dziś możemy już zdradzić, że gdyby była taka możliwość, to starcie Lagi Warszawa z Popalonymi Stykami nie doszłoby do skutku. Przedstawiciele Styków zasugerowali, że mogą mieć kłopoty ze składem i nie bardzo pasowało im rozgrywanie tego spotkania. Nie było jednak opcji przełożenia, więc chcąc-nie chcąc musieli przyjechać na Arenę Grenady i stawić czoła liderowi. Ich skład nie był optymalny, co sugerowało, że nie ma większych nadziei, by mogli pokusić się tutaj o niespodziankę. Tym bardziej, że rywal nie po to skompletował niemal wszystkie możliwe oczka w tej rundzie, by potknąć się na ostatnim płotku. Ekipa Jędrzeja Święcickiego wyglądała na zdeterminowaną i żądną okazałego zwycięstwa. Jak pomyśleli, tak zrobili. Co prawda Styki stawiały opór, ale faworyci byli zdecydowanie lepsi, szybsi i skuteczniejsi. Ich bramkarz Antek Duda nie miał za wiele pracy, z kolei Krzysiek Grabowski owszem. I z wielu sytuacji wychodził obronną ręką, natomiast nie był w stanie obronić wszystkiego. Do przerwy było 3:0 i to był jasny sygnał, że Laga może powoli otwierać bagażnik i robić miejsce na trzy punkty. Obraz gry w drugiej połowie nie zmienił się. Lider tabeli był w natarciu, a przy okazji świetnie pilnował swojej świątyni. Kapitalną partię rozgrywał Szymon Dudzik, absolutny fundament defensywy Lagi. Z przodu szalał z kolei - nomen omen - Hubert Szalski, który najbardziej zapamięta trafienie na 7:0, gdzie przelobował bramkarza rywali i przynajmniej na chwilę spowodował, że poziom decybeli przy Grenady 16 trochę opadł. Styki grały jednak do końca i przy stanie 0:8 zdobyły bramkę honorową za sprawą Antka Zielińskiego. I na tego gola zasłużyły, bo chociaż przeciwnik był nieosiągalny, to Popalone robiły co mogły a los chociaż w drobnym stopniu ich za to wynagrodził. Piąte miejsce na koniec rundy też wydaje się uczciwym. Laga jest z kolei liderem i przy okazji głównym kandydatem do tytułu. Na laurach nie mogą jednak spocząć, bo przewaga nad peletonem nie jest duża i trzeba będzie powalczyć o swoje. Jeśli jednak nic się w ich składzie i nastawieniu nie zmieni, to nie widzimy opcji, by ktoś mógł im w tym sezonie zagrozić.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)