Sezon 2017/2018
Relacje meczowe: 10 Liga
Gospodarze podeszli do tego meczu niezwykle zmotywowani i pełni sportowej złości. Była to broń obosieczna - z jednej strony odbiór Mateusza Mućki pozwolił Łukaszowi Kobusowi zdobyć bramkę na 1:0, jednak goście zdobyli łącznie trzy bramki ze stałych fragmentów gry w pierwszej połowie. Już w 8. minucie Wiktor Sląz wyrównał mocnym strzałem z rzutu wolnego, by niewiele później dać prowadzenie drużynie gości, wykorzystując rzut karny – 1:2. Na2Nóżkę dostawszy wiatr w żagle nie spuszczało nogi z gazu i w pod koniec pierwszej połowy było już 1:4, jednak w ostatniej akcji pierwszej tej odsłony, humor gospodarzom poprawił Łukasz Kobus - 2:4. Druga połowa to dużo emocji, nie zawsze tych pozytywnych. FC MokryWilly Cartel nacierał na bramkę gości, jednak wynik nie ulegał zmianie. Nie dość, że gospodarzom brakowało szczęścia, to większość strzałów dobrze bronił Aleksander Sordyl. Gra goniących wynik gospodarzy zaczęła kleić się dopiero w okolicach 35 minuty, kiedy w okresie gry 4 na 4 pod ich ataki podłączył się bramkarz Igor Cichorski. Potężnym uderzeniem w poprzeczkę bramki nie zdobył, ale z pewnością dał jasny sygnał, że przeciwnik jest w zasięgu. Po zakończeniu kar inicjatywa pozostała po stronie gospodarzy - podeszli wyżej, usiedli na przeciwniku i rozpoczęli polowanie na przechwyty. Najpierw Łukasz Kobus samodzielnie przechwycił niefrasobliwe podanie, a po chwili Piotr Karczewski wyłuskał piłkę i podał do niezawodnego tego dnia napastnika FC MokryWilly Cartel. W ten sposób w ostatnie 10 minut spotkania wchodziliśmy z wynikiem 4:4. W końcówce jednak widoczne było jak wiele siły włożyli gospodarze w pościg za przeciwnikami. Niezwykle mocny w tym sezonie Kacper Bera potrzebował zaledwie minuty, aby wyprowadzić swoją ekipę na prowadzenie 4:6, którego goście nie oddali już do samego końca. Ostatecznie goście wygrali 5:7 pomimo heroizmów Łukasza Kobusa, który zdobył wszystkie bramki dla swojej drużyny.
Meczem bez większej historii okazał się pojedynek Piwa po Meczu z drugą drużyną Skorpionów. Gospodarze dość szybko objęli prowadzenie po golu Michała Kukulskiego, a następnie podwyższyli po rzucie rożnym wykonywanym przez Jakuba Królika, który sfinalizował Piotr Zakrzewski. W kolejnej fazie meczu dość długo nie widzieliśmy kolejnych bramek. Przeważała ekipa gospodarzy, ale parę dobrych interwencji zaliczył Konrad Dudek. Skorpiony raczej bez pomysłu, rzadko widywaliśmy ich pod polem karnym rywala. Do przerwy mieliśmy wynik 3:0. Gracze Piwa po Meczu przystąpili do spotkania bez zmian i wydawało się, że to jest szansa dla Skorpionów, że w drugiej części zmęczenie u gospodarzy może dać o sobie znać. Tymczasem nic na to nie wskazywało. Gracze w zielonych strojach w drugiej połowie szybko podwyższyli na 4:0, co spotkało się w końcu z ripostą gości, w postaci gola Olka Markowskiego. Nie zmieniło to jednak obrazu gry, jakby życzył tego sobie menager Scorpionów, natomiast kolejne dwie bramki padły łupem rywali. Goście mieli jedynie przebłyski - jak wtedy, gdy składną akcję przeprowadził Olek Markowski i Luc Kończal, gdzie ten drugi trafił na 6:2. Im dalej w mecz, tym większe mieliśmy wrażenie, że to Scorpiony grają bez zmian, bo po graczach Piwa po Meczu nie było aż tak widać zmęczenia. Jedynie przy stanie 7:2 gospodarze dokonali zmiany na bramce, co okazało się gwoździem do trumny rywala. Michał Izydorczyk do tej pory stojący między słupkami miał świetne wejście w pole, bo niemal od razu zaliczył dwa trafienia, a w późniejszej fazie meczu dołożył jeszcze asystę i kolejnego gola. Mecz zakończył się ostatecznie wynikiem 11:3. Piwo po Meczu właściwie bez większych problemów ograł rywala, a tak jak pisaliśmy wcześniej, zawodnicy A.D.S. mieli tylko dobre momenty i zasłużenie przegrali. Scorpiony musza szybko poprawić swoją grę, bo inaczej na dłużej pozostaną czerwoną latarnią 10 ligi.
Warto było czekać na pierwszy gwizdek sędziego. Gdy tylko rozpoczął się mecz pomiędzy WKS Bęgal a FC Warsaw Wilanów rozpoczęły się prawdziwe emocje w 10. lidze. I choć pierwsza połowa była dość jednostronna, to warto było oglądać mecz do samego końca. Ale po kolei: strzelanie rozpoczęli reprezentanci WKS Bęgal. Pierwszy na listę wpisał się Michał Czapnik. Zawodnik z numerem siódmym sprytnie dokręcił piłkę, umieszczając ją tuż przy bliższym słupku. Drugie trafienie należało do Krzysztofa Szałankiewicza, który przez cały mecz imponował nam swoją zdolnością dryblingu i pokonywania kolejnych rywali. Zaprezentował to w pierwszej połowie, gdy przeprowadził indywidualną akcję, mijając obrońców jak tyczki i finalizując akcję celnym strzałem. Podobnie wyglądała jego kolejna sytuacja, ale wtedy postanowił podzielić się piłką z jednym z kolegów drużyny, wystawiając partnerowi futbolówkę tuż przed bramką. Drugą część meczu rozpoczęliśmy zatem przy wyniku 3:0, ale nie oznaczało to rozstrzygnięcia. Pierwszą oznaką tego, że FC Warsaw Wilanów nie złożyli broni, było uderzenie w słupek. Drugim, ale znacznie wyraźniejszym sygnałem, był gol Michała Supłata, któremu piłkę dostarczył Karol Kowalski. Trzecim, znów nieco mniej wyraźnym, ale potwierdzającym rosnącą przewagę gości, było kolejne trafienie w obramowanie bramki. Presja wywierana przez FCWW procentowała, bo niedługo później zmusili bramkarza do błędu, a Kowalski wykonał “przewrotkę na stojąco”, czyli uderzenie tyłem do bramki z powietrza, przerzucając piłkę nad golkiperem rywala. Rozpędzony Kowalski rozpędził się też wtedy, gdy przejął piłkę na połowie i pobiegł w kierunku bramki rywala, wyrównując wynik na 3:3. Wówczas brat Krzysztofa Szałankiewicza, Konrad, postanowił wziąć sprawy w swoje nogi i ponownie wyprowadził WKS Bęgal na prowadzenie. Posłał piłkę w kierunku bramki, a ta odbiła się od poprzeczki, od boiska i wróciła w pole gry. Poszkodowani żałowali, że na boiskach Ligi Fanów nie doświadczymy weryfikacji systemu VAR, ale wszystko wskazuje na to, że gol został poprawnie uznany, a gospodarze zasłużenie wygrywali 4:3. To natomiast zirytowało Kowalskiego, który ponownie doprowadził do remisu. Gdy z ust sędziego usłyszeliśmy “ostatnia minuta” szalony atak przeprowadzili gospodarze. Długie dośrodkowanie na dalszy słupek i gol Czapnika potwierdził zwycięstwo WKS-u. Nie dziwimy się radości autora pierwszej i ostatniej bramki tego szalonego spotkania, w którym nie zabrakło absolutnie niczego!
Deluxe Barbershop po zeszłotygodniowej wygranej chciał pokazać wszystkim, że to nie był przypadek i przystąpił bardzo szeroką kadrą do meczu, w którym rywalem była drużyna Kozice Warszawa. Z wysokiego C rozpoczęli goście, którzy już w jednej z pierwszych akcji wyszli na prowadzenie, z którego nie cieszyli się zbyt długo, bo po chwili Barbershop odpowiedział bramką wyrównującą. Kozice Warszawa znów wyszło na prowadzenie, ale znów po zdobyciu bramki brakło koncentracji w obronie i gospodarze za sprawą fantastycznego uderzenia z dystansu w samo okienko bramki drugi raz doprowadzili do wyrównania. Od tego momentu pierwsza połowa była zdominowana przez Deluxe Barbeshop. Kolejne bramki zdobywali chociażby Emil Hasanzada czy Tarlan Kazimov którzy łącznie w meczu ustrzelili po hat tricku. Gospodarze do przerwy prowadzili 7:3 i tak naprawdę kontrolowali spotkanie już do samego końca. Druga połowa to dalsze szybkie ataki zawodników z Azerbejdżanu, z którymi kompletnie nie radzili sobie obrońcy Kozice Warszawa. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 12-4 i Deluxe Barbershop tym spotkaniem chyba ostatecznie nas przekonał, że awans do wyższej ligi to plan minimum na ten sezon, a najpewniej włączą się do walki o mistrzostwo. Natomiast Kozice Warszawa z jednym zwycięstwem z inauguracyjnej kolejki muszą wziąć się w garść, bo wyniki nie do końca odwzorowują ich faktyczny potencjał.







)
)
)
)
)
)
)
)