Sezon 2016/2017
Relacje meczowe: 5 Liga
W 5. lidze doszło do bardzo interesującego starcia pomiędzy Na2Nóżkę a Tylko Zwycięstwo, a ponieważ obie drużyny miały przed tym meczem tyle samo punktów, pojedynek zapowiadał się jako kluczowy w kontekście walki o czołowe lokaty.
Już w 4. minucie wynik meczu otworzyli goście. Pierwszy strzał został co prawda wybroniony przez bramkarza gospodarzy, ale dobitka Andrzeja Morawskiego okazała się skuteczna i Tylko Zwycięstwo objęło prowadzenie. Chwilę później Na2Nóżkę miało szansę na wyrównanie, jednak po uderzeniu z rzutu wolnego piłka trafiła w słupek. Gospodarze próbowali swoich sił głównie w strzałach z dystansu, które były jednak skutecznie blokowane przez dobrze ustawionych defensorów rywali. W 15. minucie podanie od własnego bramkarza wykorzystał Łukasz Walo, pewnym strzałem podwyższając prowadzenie Tylko Zwycięstwo na 0:2. Pomimo większej dynamiki, Na2Nóżkę brakowało pomysłu na skuteczny atak.
Po zmianie stron tempo meczu nie uległo zmniejszeniu. W środku pola piłkę przejął Bogusz Sordyl, który po indywidualnej akcji podwyższył prowadzenie gości do trzech bramek. Gospodarze starali się kontrolować piłkę i przeważali w ataku, ale skuteczna i konsekwentna defensywa Tylko Zwycięstwo pozwalała na utrzymanie bezpiecznej przewagi. Kolejne trafienie goście zdobyli po rzucie rożnym, wychodząc na 0:4.
Na2Nóżkę w końcu zdobyli pierwszą bramkę – Alexandru Budihalax znalazł drogę do siatki rywali, dając sygnał do walki. Niedługo potem kolejny gol dla gospodarzy padł po akcji Macieja Samoraja, który po pierwszym, wybronionym przez bramkarza strzale ponownie dobił piłkę do siatki i zmniejszył stratę do 2:4. Obie drużyny zdobyły jeszcze po jednej bramce, ale to Tylko Zwycięstwo wyszło z pojedynku triumfalnie dzięki konsekwentnej i zdyscyplinowanej grze w defensywie.
Zapowiedzi nie kłamały – mecz Laga Warszawa z FC Fenix dostarczył emocji od pierwszej do ostatniej minuty. Gospodarze, znani z twardej gry i licznych remisów, ponownie udowodnili, że potrafią postawić się każdemu, choć do podziału punktów doprowadzili trochę na własne życzenie.
Laga grała ofensywnie od samego początku. Już w pierwszych minutach Wzorek otworzył wynik, a chwilę później Dmitruk pokonał bramkarza strzałem między nogami. Gospodarze byli pewni siebie, a po trafieniu Bajka z bliskiej odległości prowadzili już trzema golami. Dopiero wtedy Fenix – aktywny w ofensywie od początku meczu – zdołał odpowiedzieć, choć miało to miejsce po niefortunnym samobóju zawodnika Laga Warszawa. Tuż przed przerwą gospodarze przeprowadzili kontrę zakończoną drugim trafieniem Bajka i do szatni schodzili przy prowadzeniu 4:1.
Po zmianie stron goście odrodzili się niczym… feniks z popiołów. Tuż po wznowieniu gry Vietrienko dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, a po kolejnym – jeszcze bardziej przypadkowym – samobóju gospodarzy na tablicy wyników pojawił się remis. W kilka minut mecz obrócił się o 180 stopni, bo chwilę później Palamarchuk dał Fenix prowadzenie 4:5. Laga nie zamierzała jednak oddawać meczu bez walki. Wzorek, dzięki dwóm kolejnym trafieniom, ponownie wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Wydawało się, że tym razem uda się dowieźć zwycięstwo, lecz w końcówce spotkania rzut karny pewnie wykorzystał Palamarchuk, ustalając wynik na 6:6.
To był mecz, który idealnie oddaje charakter obu drużyn. Laga znów remisuje, choć prowadziła już 3:0, a Fenix pokazuje, że nawet po katastrofalnym początku potrafi się odbudować. Widowisko pełne emocji i walki – dokładnie tak, jak zapowiadano.
Po serii porażek Ajaks Warszawa wreszcie wrócił na właściwe tory. Po efektownym zwycięstwie nad Warsaw Eagle gospodarze przystępowali do starcia z Dzikami z Lasu II w dobrych nastrojach. Goście z kolei wciąż okupowali dolne rejony tabeli, ale ich gra dawała nadzieję na lepsze wyniki i ciekawe widowisko tego wieczoru.
Spotkanie rozpoczęło się od przejęcia i indywidualnej akcji Oleszczuka, zwieńczonej trafieniem dla gości. Ajaks odpowiedział szybkim rozegraniem rzutu wolnego i golem Kopacza. Chwilę później kolejny błąd gospodarzy przy wyprowadzeniu piłki wykorzystał Ossowski, dając Dzikom prowadzenie. W dalszej części pierwszej połowy obie drużyny próbowały swoich sił w ataku, ale żadna nie potrafiła znaleźć drogi do bramki i wynik nie zmienił się do przerwy.
Druga połowa zaczęła się od efektownej akcji Ajaksu. Bramkarz zagrał długą piłkę przez całe boisko prosto do Kossowskiego, który tylko dołożył nogę i doprowadził do remisu. Chwilę później to rywale popełnili błąd w rozegraniu, a kolejne trafienie ponownie należało do Kopacza. Dziki błyskawicznie wyrównały po strzale Oleszczuka zza pola karnego, ale to końcówka meczu przesądziła o wszystkim. W ostatnich minutach padły aż cztery bramki – trzy dla gospodarzy, autorstwa Taradowskiego, Czyżewskiego oraz Kopacza, który wykorzystał rzut karny i skompletował hat-tricka. Goście zdołali odpowiedzieć jedynie trafieniem Brodowskiego, ustalając wynik na 6:4.
Ajaks Warszawa potwierdził bardzo dobrą formę. Dzięki świetnej końcówce, skuteczności Kopacza i pewnej grze bramkarza Zabornego podopieczni Kevina Trana dopisują kolejne cenne trzy punkty. Dziki z Lasu II, mimo ambitnej postawy, musiały uznać wyższość lepiej dysponowanego rywala.
W 7. kolejce 5. Ligi Fanów doszło do emocjonującego starcia pomiędzy Warsaw Eagle a Mareckimi Wygami – zespołami, które od początku sezonu prezentują zupełnie odmienne style gry. Mecz od pierwszych minut obfitował w dynamiczne akcje, a gospodarze szybko pokazali swoje ambicje, starając się narzucić własne tempo i zdominować środkową strefę boiska. Ich pressing i szybkie wymiany podań przynosiły kolejne okazje pod bramką rywala, jednak z czasem coraz wyraźniej zarysowywała się przewaga bardziej zorganizowanych Mareckich Wyg.
Do przerwy goście prowadzili 3:2, prezentując spokojną, przemyślaną grę, świadczącą o dużej dojrzałości taktycznej całego zespołu.
W drugiej połowie doświadczenie i zgranie faworytów okazały się decydujące. Warsaw Eagle nieustannie dążyli do wyrównania, jednak brakowało im precyzji w kluczowych momentach, a Mareckie Wygi skutecznie neutralizowały ich ofensywne zapędy. Końcowy wynik 7:4 w pełni oddaje przebieg spotkania – goście zasłużenie sięgnęli po komplet punktów, pokazując siłę ofensywy oraz skuteczność w wykańczaniu akcji.
Na wyróżnienie zasłużył Szymon Pietrucha – niski, zwinny i nieustępliwy napastnik, który popisał się dwiema asystami i ogromnym zaangażowaniem na całej długości boiska. Jego brat, Wiktor Pietrucha, również miał ogromny wkład w sukces drużyny, zdobywając bramkę i notując asystę. Wspólnie stworzyli niemal perfekcyjny duet ofensywny, doskonale rozumiejący się bez słów i nadający rytm grze Mareckich Wyg. To właśnie ich współpraca okazała się kluczowa w odniesieniu tego cennego zwycięstwa.
W piątej lidze doszło do spotkania, które już samym zestawieniem zapowiadało dobrą zabawę. Bo gdy na boisku pojawiają się tak rozrywkowe drużyny jak After Wola i FC Kryształ Targówek, wiadomo, że emocji i uśmiechu nie zabraknie. Oba zespoły mają opinię ekip, które do piłki podchodzą z luzem, humorem i sporą dawką dystansu – dlatego ten mecz idealnie wpisał się w ich styl. Było głośno, było zabawnie, a przede wszystkim – działo się naprawdę sporo.
Od pierwszych minut inicjatywę przejął Kryształ, który tego dnia przyjechał w mocnym składzie i od razu narzucił swoje tempo. Strzelanie rozpoczął Nikodem Łęczycki, a później poszło już z górki. Wieczorek, Roguski i reszta ekipy z Targówka z łatwością rozmontowywali defensywę rywali, której momentami zwyczajnie brakowało organizacji. Wynik szybko odzwierciedlił różnicę w sile i skuteczności, ale mimo to atmosfera była bardziej przyjacielska niż nerwowa.
Na uwagę zasłużył Jakub Czajka w bramce After Woli – paradoksalnie, mimo że puścił dwanaście goli, był jednym z bohaterów swojego zespołu. Gdyby nie jego interwencje, wynik mógłby być dwukrotnie wyższy. Widać było, że nawet w trudnych momentach nie tracił koncentracji ani… dobrego humoru.
Nie sposób nie wspomnieć też o Jakubie Cyganie – nominalnym bramkarzu, który w tym meczu wystąpił w roli napastnika i zrobił prawdziwe show. Jego hat-trick był mieszanką techniki, fantazji i improwizacji – niektóre akcje wyglądały jak z futsalowego show, inne bardziej jak z kabaretu, zwłaszcza ta, gdy z bliskiej odległości nie trafił do niemal pustej bramki. Można powiedzieć, że Cygan po prostu postanowił oszczędzić rywali, żeby nie przesadzić z dorobkiem.
Po pierwszej połowie Kryształ prowadził już 7:2 i praktycznie zamknął mecz. W drugiej części zawodnicy z Targówka dołożyli kolejne trafienia, a gra nabrała luźnego, towarzyskiego charakteru. Co ciekawe – każdy zawodnik Kryształu, z wyjątkiem bramkarza, wpisał się na listę strzelców.
Ostatecznie skończyło się wynikiem 12:5. Dla Kryształu to bardzo ważne zwycięstwo, które może być początkiem ich marszu w górę tabeli. After Wola z kolei jak zwykle dostarczyła emocji i uśmiechu – nawet jeśli nie punktów. Bo jedno w ich przypadku jest pewne: na ich meczach nikt się nie nudzi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)