Sezon 2016/2017
Relacje meczowe: 15 Liga
W 5. kolejce 12. Ligi Fanów Elitarni Gocław potwierdzili swoją wysoką formę, gromiąc FC Babice 9:2. Gospodarze, zajmujący 3. miejsce w tabeli z dorobkiem 9 punktów, mierzyli się z ostatnią drużyną ligi. Mecz rozpoczął się błyskawicznie – już w 1. minucie Rupiński odebrał piłkę obrońcy i dał Elitarnym Gocław prowadzenie. Chwilę później Zagrajczuk wykorzystał błąd obrony rywali, zamieniając niecelne podanie na bramkę, co szybko zwiększyło przewagę na 2:0. Na 3:0 podwyższył Bielski, który dobił strzał, wykorzystując zamieszanie w polu karnym. FC Babice próbowały odpowiedzieć, co udało się Stankiewiczowi, który po odbiorze piłki zdobył gola na 3:1. Druga połowa zaczęła się równie mocno dla gospodarzy. Sekulak strzelił głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, a asystował mu Bielski, dając Elitarnym przewagę 4:1. Chwilę później Elitarni dołożyli jeszcze bramkę na 5:1. Niedługo potem Kacper Brodowski zmniejszył straty dla FC Babice, strzelając na 5:2, jednak gospodarze nie pozwolili już na więcej. Bielski ponownie trafił, tym razem z rzutu wolnego, a Elitarni dodali jeszcze trzy kolejne bramki, dominując na boisku do samego końca. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 9:2 na korzyść faworytów, którzy dzięki temu zwycięstwu umocnili swoją pozycję w czołówce tabeli. FC Babice, mimo kilku przebłysków, nie zdołały nawiązać równorzędnej walki i nadal pozostają na ostatnim miejscu w tabeli.
Ekipa Partyzanta Włochy była pozytywnym zaskoczeniem ostatnich tygodni. Remisu z Warsaw Pistons może i nie należało zbytnio przeceniać, ale już wygrana nad niepokonanym wtedy Mocnym Narketem to było coś. W związku z tym liczyliśmy, że Olek Markowski i spółka równie dobrze zaprezentują się z Karabakhem. Szybko jednak okazało się, że gracze Partyzanta będą tylko tłem dla oponentów, a pierwsze symptomy takiego scenariusza dało się zauważyć jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, gdy okazało się, że gracze z Włoch będą grali bez zmian (dopiero potem dojechał do nich kolejny zawodnik). Po stronie Karabakhu widzieliśmy za to dużą determinację, szeroką ławkę rezerwowych, no i ten mecz skończył się tak naprawdę po kilkunastu minutach. Azerowie błyskawicznie zbudowali sobie olbrzymią przewagę, którą regularnie powiększali. Po pierwszej połowie prowadzili 8:0, a gdyby nie Piotrek Arendt, to mogło być dwa razy tyle. Druga odsłona wyglądała podobnie, chociaż Partyzant od czasu do czasu potrafił się odgryźć, aczkolwiek bez bramkowego efektu. Ostatecznie w meczu, który nie miał jakiejkolwiek historii, faworyci triumfowali aż 15:0. Ciężko się takie spotkania zarówno ogląda, jak i opisuje, więc domyślamy się, co musieli czuć zawodnicy zespołu przegranego, którzy szybko zyskali świadomość, jak to się wszystko skończy. Jedyne do czego możemy się przyczepić, to że z poszczególnych graczy zbyt szybko uleciała wiara. I chociaż w kontekście wyniku niewielu by to zmieniło, to walka do samego końca mogła zostawić choć odrobinę lepszego wrażenia. Pozostawiamy im tę konkluzję pod rozwagę.
To spotkanie zapowiadało się jako starcie dwóch wyrównanych drużyn na szczycie tabeli i dostarczyło widzom mnóstwo emocji. Od pierwszych minut tempo było wysokie, a po sześciu minutach to Mocny Narket otworzył wynik meczu za sprawą Bartosza Sitka, który odegrał bardzo ważną rolę dla swojego zespołu w tym spotkaniu. Santiago Remberteu nie pozostało dłużne, a Michał Syrnyk szybko wyrównał stan rywalizacji, pokazując, że gospodarze nie zamierzają oddać tego meczu bez walki. W pierwszej połowie obie drużyny grały ostrożnie, starając się unikać błędów, co skutkowało chaotycznymi akcjami i niewielką liczbą klarownych sytuacji bramkowych. Jednak na minutę przed przerwą Bartosz Sitek ponownie dał prowadzenie Mocnemu Narketowi, co potwierdziło ich lekką przewagę w tej części. Po przerwie Mocny Narket wyszedł na boisko z jeszcze większą determinacją, a Bartosz Sitek po raz trzeci wpisał się na listę strzelców już w pierwszej minucie drugiej połowy, podwyższając prowadzenie swojej drużyny. Santiago Remberteu jednak nie straciło ducha walki, a Łukasz Wiśniewski i Mariusz Młynarczyk w krótkim odstępie czasu zdołali doprowadzić do wyrównania, co wyraźnie ożywiło mecz. W drugiej połowie obie drużyny zmieniły podejście. Santiago Remberteu starało się grać spokojnie i czekało na swoją szansę, podczas gdy Mocny Narket stawiał na agresywne, indywidualne akcje i szybkie dryblingi. Ostatecznie, to drużyna z Rembertowa zdobyła decydującą bramkę po kwadransie drugiej połowy i, mimo licznych prób ze strony Mocnego Narketu, zdołała utrzymać prowadzenie do końca. Zwycięzcy wykazali się opanowaniem i dojrzałością, wyciągając wnioski z poprzednich spotkań, co pozwoliło im zdobyć cenne trzy punkty w tym wyrównanym starciu.
Było to spotkanie sąsiadów z dolnej połówki tabeli. Warsaw Pistons mieli przed tym meczem zaledwie punkt więcej od swoich rywali, czyli FC Nieśmiertelnych Wojowników, dlatego oba zespoły na poważnie podeszły do tej rywalizacji i z szerokimi kadrami stawiły się na obiekcie przy ulicy Grenady. Nieśmiertelni Wojownicy po szybkim rozegraniu piłki z rzutu rożnego wyszli na prowadzenie po bramce, której autorem był Dawid Rępalski. Nie minęły dwie minuty od tej bramki, a goście zdążyli podwyższyć stan posiadania, gdy po błędzie w defensywie gospodarzy piłkę z najbliższej odległości do bramki skierował Dominik Zajkowski. Warsaw Pistons ruszyli do odrabiania strat i zrobili to skutecznie, bo po zamieszaniu w polu karnym Olaf Opałczyk wykazał się największym sprytem i zdobył bramkę kontaktową. Trzeba przyznać, że początek meczu był piorunujący, padała bramka za bramką, ale po trafieniu na 1-2 tempo spadło i sytuacji strzeleckich było zdecydowanie mniej niż na samym starcie. Dopiero w końcówce pierwszej części gry goście wyprowadzili dwa kolejne ciosy i z wynikiem 1-4 obie ekipy schodziły na przerwę. W drugiej odsłonie jedni i drudzy dość regularnie wykorzystywali kiepskie zachowania obrony swoich rywali i worek z bramkami rozwiązał się na dobre. Skuteczniejsi byli zawodnicy Nieśmiertelnych Wojowników, którzy wygrali mecz 9-4 i po tym zwycięstwie udało im się wydostać ze strefy spadkowej, spychając w to miejsce właśnie Warsaw Pistons.







)
)
)
)
)
)
)
)