Sezon 2016/2017
Relacje meczowe: 9 Liga
Będąca pierwsza w dziewiątej lidze drużyna Bad Boys grała przeciwko FC Vikersonn, które goni strefę podium. Pierwszy mecz pomiędzy oboma zespołami zakończył się zwycięstwem gospodarzy różnicą trzech bramek, a zeszłotygodniowa inauguracyjna kolejka również nie ułożyła się najlepiej dla gości, przez co ugranie w tym meczu choćby punktu mogło okazać się bardzo trudne. Spotkanie od samego początku nie układało się po myśli Złych Chłopców, którzy już od pierwszych minut zmuszeni byli do grania w tempie narzuconym przez gości. FC Vikersonn potrzebował zaledwie siedmiu minut, aby wyjść na prowadzenie. Autorem pierwszego gola był Roman Danchuk, który wykorzystał swoją idealną okazję umieszczając piłkę w siatce z bliskiej odległości, po braku zrozumienia pomiędzy defensywnymi zawodnikami gospodarzy. Zmotywowani prowadzeniem goście jeszcze bardziej zaczęli przeważać na boisku i pięć minut po pierwszej bramce podwyższyli swoje prowadzenie. Bad Boys miało swoje okazje na odrobienie strat, lecz ich strzały nie były zbyt celne lub dobrze interweniował bramkarz. Na domiar złego dla gospodarzy, w 16 minucie gol samobójczy od pleców Damiana Sycha ustalił wynik do przerwy. Zamiana stron dawała szansę na odrobienie strat przez gospodarzy, a bramka w 3 minucie drugiej połowy zdobyta przez Damiana Borowskiego przy asyście wcześniejszego pechowca (Damiana Sycha) tylko na parę chwil przywróciła nadzieję. FC Vikersonn grało wyśmienicie. Szybkie oraz dokładne podania, z dobrze ustawionymi zawodnikami okazały się metodą na coraz bardziej poddenerwowanego rywala. Ostatecznie goście wygrali 5:2 i jako jedyni pokonali lidera. Dzięki temu zwycięstwu awansowali na ostatni stopień podium, lecz tak samo jak Bad Boys muszą uważnie oglądać się za swoje plecy, gdyż przewaga nad pozostałymi wcale nie jest duża.
W samo południe na warszawskim AWFie drużyna Crimson Boys podejmowała Jogę Bonito. Stawka ligowa w środku tabeli jest bardzo wyrównana i każda z drużyn musi walczyć o komplet punktów, by rywale nie odskoczyli zbyt daleko. Faworytem spotkania wydawali się być gospodarze, którzy po dwóch wygranych z rzędu chcieli podtrzymać zwycięską serię. Początek meczu zgodnie z oczekiwaniami dla gospodarzy. To Crimson Boys jako pierwsze poukładało swoją grę i przejęło inicjatywę w tym meczu. Gospodarze starali się wykorzystać szybkość swoich napastników stwarzając przewagę pod bramką rywali. Crimson Boys dopięli swego i Andranik Petrosjan strzelił bramkę na 1:0. Goście jeszcze nie otrząsnęli się z pierwszej bramki a Patryk Wąsowski musiał ponownie wyjmować piłkę z siatki. Świetną akcję kombinacyjną wykończył Piotr Zieliński. Gdy padła trzecia bramka dla gości wydawało się, że Joga Bonito nie będzie w stanie nawiązać walki z rywalami. Całkowitą dominację gospodarzy w tej części spotkania udokumentował Damian Kucharczyk, strzelając bramkę z rzutu wolnego. Kiedy wszyscy myśleli, że takim wynikiem zakończy się pierwsza połowa Joga Boito wykonywała rzut rożny. Po błędzie obrońcy oraz bramkarza goście strzelają pierwszą bramkę, zdobytą bezpośrednio z narożnika boiska. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 4:1. Po zmianie stron ekipa Crimson Boys nadal przeważała. Tym razem za strzelanie bramek wzięli się Sebastian Bartosik oraz Andranik Petrosjan i to pozwoliło osiągnąć wydawałoby się bezpieczną przewagę. Joga Bonito walczyła do końca i w końcówce zmniejszyła rozmiary porażki. Mateusz Hnatio wykorzystał kontrę, a potem z główki przymierzył Sebastian Kluczek. W ostatnich minutach spotkania goście strzelają jeszcze jedną bramkę i ostatecznie mecz kończy się rezultatem 7:4. Crimson Boys wygrywa ważny mecz i robi krok w górę tabeli. Joga Bonito natomiast musi wziąć się w garść, bo strefa spadkowa ligowej tabeli zbliża się wielkimi krokami.
Mecz pomiędzy zespołami FC Torpedo, a drugą drużyną Awantury Warszawa rozpoczął się od szybkich prób wyjścia na prowadzenie po obu stronach. Jako pierwsi w 4 minucie gola zdobyli zawodnicy gości. Gospodarze potrzebowali trzech minut, aby wyrównać wynik spotkania. Ofensywna postawa obydwu zespołów przyniosła nie lada ucztę dla naszych oczu. Szybka gra piłką oraz wysoki pressing po obu stronach boiska pozwolił na oglądanie ciekawego meczu, w którym widać było zaangażowanie graczy. W pierwszej połowie zobaczyliśmy jeszcze po dwa trafienia każdej drużyny i nie mogliśmy się doczekać na ciąg dalszy. Druga część rozpoczęła się od szybko zdobytego gola przez FC Torpedo i od tej chwili przeważali gospodarze, którzy z każdą upływającą minutą powiększali swoje prowadzenie. Goście starali się jak mogli i zostawili dużo potu i serca na boisku, lecz byli bezradni. Zdołali tylko raz pokonać bramkarza gospodarzy a w całym spotkaniu ulegli różnicą pięciu goli. FC Torpedo dzięki wygranej zbliżyło się do opuszczenia strefy spadkowej, tracąc aktualnie zaledwie punkt do siódmej drużyny. Awantura mimo ładnej gry niestety kontynuuje serię porażek i z zaledwie sześcioma punktami zamyka tabelę dziewiątej ligi. Dziękujemy obu zespołom za ten efektowny mecz i życzymy powodzenia w następnych spotkaniach.
Biorąc pod uwagę kilka czynników, takich jak miejsce w tabeli oraz bycie niepokonanym od czterech spotkań, zdecydowanym faworytem starcia Hiszpańskiego Galeonu z Dynamem Wołomin byli gospodarze. Spotkanie zaczęło się po strzale z bardzo ostrego kąta i rykoszecie od bramkarza, na listę strzelców wpisał się Mikołaj Zakrent. Ten sam zawodnik, tym razem po celnym podaniu od Mateusza Górskiego, był autorem bramki podwyższającej prowadzenie "Hiszpanów" na 2:0. Kiedy wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z przewidywaniami, nagle inicjatywę przejęli gracze z Wołomina. Worek z bramkami dla gości otworzył braterski duet, w którym Czarek Koziar obsłużył celnym podaniem Grześka Koziara. Wyrównanie na 2:2 nastąpiło po indywidualnej akcji Michała Matyji, a jeszcze przed przerwą, ku uciesze gości, na prowadzenie swoją ekipę wyprowadził Marcin Kubik i to właśnie wynikiem 2:3 zakończyła się pierwsza odsłona. Po zmianie stron warunki gry nadal dyktował młody zespół Dynama, a świetnie w ich szeregach spisywali się Czarek Koziar, dla którego bramka na 2:4 była jego drugim trafieniem w tym meczu, oraz Kacper Urban, którego strzał odnalazł drogę do bramki rywali dając - wydawało by się bezpieczne - prowadzenie 2:5. Piłka nożna jest jednak sportem przewrotnym i pełnym niespodzianek, co udowodniło ostatnich dziesięć minut tej potyczki. O swoim talencie strzeleckim przypomniał sobie Mikołaj Zakrent, który po podaniu Adama Tyrakowskiego skrócił dystans do dwóch bramek. Kolegom z Galeonu dodało to najwyraźniej skrzydeł, gdyż po kolejnych czterech minutach gola kontaktowego, po podaniu Mateusza Górskiego, zdobył Grzesiek Grzelak. Do końca spotkania pozostało około dwóch minut, kiedy sprawy to sprawy w swoje ręce postanowił wziąć nie kto inny, jak Mikołaj Zakrent. Najlepszy strzelec gospodarzy po raz czwarty tego wieczoru wpisał się na listę strzelców, a przy jego trafieniu na 5:5 asystował Mateusz Górski. Punkt uratowany, Mikołaj i Mateusz na pewno zasłużyli na zimne piwko od kolegów, natomiast gracze Dynama Wołomin mogą żałować dwóch straconych punktów punktów, gdyż byli naprawdę blisko wygranej.
Zarówno zespół TRCH jak i Warsaw Gunners FC bardzo dobrze rozpoczęli rundę rewanżową, inkasując pierwsze trzy punkty w rundzie wiosennej. Większe szanse na zwycięstwo mieli gospodarze, którzy cały czas liczą się w walce o medale. Ich rywal posiadając na koncie kilka punktów mniej też ma jeszcze realne szanse na miejsce na podium, więc rywalizacja między tymi zespołami zapowiadała się bardzo ciekawie. Niespodziewanie początek meczu był jednostronny i po 10 minutach zespół gości szybko objął trzybramkowe prowadzenie. Odpowiedź gospodarzy była piorunująca. W ciągu 7 minut aż czterokrotnie pokonali bramkarza rywali! To były bardzo dobre minuty Kamila Pasika, który aż trzy razy wpisał się na listę strzelców. Pod koniec pierwszej części spotkania do wyrównania doprowadzili goście, ale w ostatniej akcji przed przerwą ponownie stracili bramkę i druga część meczu rozpoczęła się od minimalnego prowadzenia drużyny TRCH. Krótko po wznowieniu gry ponownie mieliśmy remis i mecz rozpoczął się od nowa. Chwilę po straconej bramce zawodnicy gospodarzy otrzymali żółtą kartkę, ale gry w przewadze nie wykorzystali przeciwnicy. Grając już w pełnych składach zawodnicy kibicujący na co dzień Arsenalowi ponownie wyszli na prowadzenie. Ostatnie słowo w meczu należało jednak do gospodarzy, którzy wykorzystali grę w przewadze jednego zawodnika i zmienili wynik na remis. Mecz pomiędzy zespołami TRCH i Warsaw Gunners FC ostatecznie zakończył się rezultatem 6:6, który do końca nie zadowala tutaj nikogo. Ale trzeba przyznać, że pomimo trudnych warunków do gry obydwa zespoły stanęły na wysokości zadania i byliśmy świadkami bardzo ciekawego widowiska.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)