Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 1 Liga
Spotkanie Cleopartnera z Gladiatorami od początku mogło się podobać. Mimo, że gospodarze mieli tylko meczową szóstkę to od początku mądrze się ustawili w obronie i czekali na swoje okazje do strzelenia bramki. Goście próbowali ataku pozycyjnego i stwarzali sobie sytuacje. Jednak raziła nieskuteczność i seryjnie marnowane okazje. To musiało się zemścić i po jednej z kontr Vadim Chuchva dał prowadzenie ekipie z Ukrainy. Gladiatorzy po straconej bramce jeszcze bardziej nacierali na bramkę rywali i w końcu dopięli swego. Adam Sobczak przejął piłkę w środku pola i soczystym strzałem pokonał golkipera przeciwników. Remis 1:1 utrzymywał się, aż do końcówki pierwszej połowy. Wówczas w niegroźnej akcji Anton Shevchenko niespodzianie oddał strzał, a piłka ku zaskoczeniu defensywy Rafała Osińskiego wpadła do siatki i mieliśmy wynik 2:1. Takim rezultatem zakończyła się pierwsza połowa. Po zmianie stron goście ruszyli do odrabiania strat. Mając w składzie kilku kreatywnych zawodników starali się grą na jeden kontakt rozmontować obronę Cleopartnera. W jednej z akcji wyręczył ich obrońca Volodymyr Humeniuk pakując piłkę do własnej siatki. Od stanu 2:2 dominowali Gladiatorzy ale gdy wyszli na prowadzenie 3:2 szybko stracili bramkę i ponownie w meczu mieliśmy remis. Największa kontrowersja która rozgrzała gości zdarzyła się przy wyniku 3:3. Paweł Pająk huknął mocno zza pola karnego i piłka odbiła się od poprzeczki na ziemię. Pytanie czy całym obwodem przekroczyła linię? Sędzia nie mógł tego ocenić czy był gol dlatego puścił grę i to Cleopartner po kontrze wyszedł na prowadzenie 4:3. To trochę wybiło z rytmu gospodarzy, ale końcówka należała do nich. W zasadzie ciężar gry na swoje barki wziął Michał Dryński, który dodatkowo stanął między słupkami zastępując kontuzjowanego Dominika Pajdę. Dryna zaliczył dwie asysty i dwie bramki w ostatnich dziesięciu minutach spotkania. Dało to Gladiatorom zwycięstwo 4:7 co z perspektywy całego spotkania wydaje się jak najbardziej zasłużoną wygraną.
Patrząc tylko na ligową tabelę i różnicę punktów między obiema drużynami mogłoby się wydawać, że Niski Press będzie zdecydowanym faworytem tego meczu. Wiemy jednak, że drużyna ta zmaga się z bardzo dużym kryzysem. Przed rundą rewanżową była jednym z kandydatów do awansu, jednak po 4 porażkach z rzędu bliżej im do strefy spadkowej niż do miejsca w czołowej trójce. FC Freedom z kolei to ekipa, która punktów potrzebuje jak tlenu, cały czas jest „czerwoną latarnią” ligi i aby myśleć o utrzymaniu na zapleczu ekstraklasy musi po prostu zdobywać punkty. Z takim też zamiarem przystąpili do tego spotkania i na efekty długo nie trzeba było czekać, bo po 10 minutach i dwóch bramkach Yakouluka oraz jednej Mantyckiego prowadzili 3:0. W pierwszej połowie widzieliśmy dużo szybkiej gry i wiele sytuacji podbramkowych z jednej jak i drugiej strony. W 23 minucie czwartą bramkę dla swojego zespołu zdobył Oliinyk. Tuż przed przerwą gola na 4:1 strzelił Flaga i to mógł być pozytywny impuls dla gości. Tuż po zmianie stron ponownie jednak szybko do głosu doszli zawodnicy z Ukrainy i w 30 minucie Yakouluk skompletował hat-tricka. Kilka minut później odpowiedział Wichowski i mieliśmy 5:2. Po 30 sekundach rywale znowu prowadzili 4 bramkami, bo Michała Sobieralskiego pokonał Żenia Baiew. Niski Press starał się prowadzić grę, ale to ich przeciwnicy mieli więcej konkretów w swoich poczynaniach. Do końca meczu takich „konkretów” dorzucili jeszcze dokładnie 3, ich rywale odpowiedzieli tylko 2 razy co w konsekwencji doprowadziło do końcowego wyniku 9:4 i dało 3 punkty ekipie FC Freedom.
Jak zawsze solidny zespół Tylko Zwycięstwo minionej niedzieli stawił czoła rozpędzonemu do granic możliwości Alpanowi. Szymon Jałkowski ze spółką chcieli pokusić się o zwycięstwo i nie lada niespodziankę. Początek meczu to właśnie pełna kontrola TZ, udało się nawet wyjść na dwubramkowe prowadzenie po uderzeniach wspomnianego wyżej Szymona Jałkowskiego. Przy wyniku 0:2 patrząc z perspektywy Alpanu, ten zespół wziął się w garść i niemalże stłamsił swoich oponentów. Huraganowe ataki, szybkość błyskawicy i siła uderzenie Mariusza Pudzianowskiego tak można w skrócie ocenić to co wyprawiał zespół Kamila Melchera. Prym wiódł Mateusz Marcinkiewicz, który w całym meczu nastrzelał bramek, że spokojnie można by było obsadzić kilka spotkań tymi zdobyczami. Osiem bramek w jednym meczu, nie ważne jaki zawodnik strzeliłby tyle, zawsze taki wynik robi wrażenie. Bramki zdobywał nie tylko Marcinkiewicz, Przemek Wycech i Patryk Skrajny również robili ogromne zamieszanie pod bramką przeciwnika i tak naprawdę to była egzekucja. Widzieliśmy Tylko Zwycięstwo w Ekstraklasie, gdzie grali z topowymi drużynami i ciężko nam sobie przypomnieć tak rozbity zespół gospodarzy. Nic nie wychodziło w grze, ale to zasługa Alpanu który zdominował ten mecz. Wynik końcowy to 16:3, a to i tak nie jest najwyższy wymiar kary jaki mógł spotkać Tylko Zwycięstwo.
Patrząc na tabelę przed spotkaniem Green Lantern z FC Almaz łatwo było wskazać faworyta. Drużyna gości bardzo dobrze spisuje się w rundzie rewanżowej, dzięki czemu zajmuje miejsce na najniższym stopniu podium. Gospodarze natomiast mają spore kłopoty kadrowe, które znacznie wpływają na wyniki osiągnięte przez tę drużynę. Od początku mogło zaimponować wysokie tempo spotkania , które mimo dużej ilości walki prowadzone było w duchu fair play. Po upływie pierwszych minut spotkania byliśmy świadkami dwóch bramek w krótkim odstępie czasowym autorstwa braci Wysokich, dzięki którym gospodarze wyszli na prowadzenie. Kilka minut później kolejną składną akcję przeprowadził zespół gospodarzy, która zakończyło się trzecią bramką. Zespół gości mimo szczerych chęci i włożonego trudu nie był w stanie poważniej zagrozić bramce rywali. Jedyne trafienie w pierwszej połowie spotkania dla zespołu Almazu to samobój bramkarza przeciwników. W tej części nie odnotowaliśmy już żadnych zmian w wyniku i drużyny na przerwę schodziły przy prowadzeniu gospodarzy 3-1. W drugiej połowie meczu długimi fragmentami spotkanie toczyło się w środkowej części boiska. Zespól gospodarzy zadowolony z prowadzenia więcej uwagi przywiązywał defensywie. Dodatkowo pewnym punktem zespołu był w tym dniu ich bramkarz Aleks Janicki, który tylko raz wyjmował w tym meczu piłkę ze swojej branki. Dodatkowo w ostatnich fragmentach meczu dwukrotnie na listę strzelców wpisali się zawodnicy Green Lantern i po bardzo fajnym meczu pokonali swoich rywali 5-1. Drużyna FC Almaz zanotowała niespodziewaną porażkę, która sprawia, że różnica pomiędzy drużynami będącymi na podium, a resztą stawki trochę się zmniejszyła.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)