Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 1 Liga
Rywalizację w 1 lidze rozpoczęło się od spotkania FC Almaz z ekipą Tylko Zwycięstwo. Spodziewaliśmy się wyrównanej i zaciętej rywalizacji, ale ostatecznie mecz od samego początku układał się po myśli gospodarzy, którzy już po 5 minutach prowadzili 2:0 po golach Juriia Rubashnego oraz Romana Chukhacha. Tylko Zwycięstwo zabrało się do odrabiania strat i nastawiło na ofensywę, ale napastnikom brakowało celności i trochę szczęścia. Z drugiej strony Almaz również nie powalał skutecznością, ale praktycznie każdy atak Ukraińców stanowił zagrożenie bramki Bartka Gorczyckiego. W 19 minucie strzelecką niemoc TZu przełamał Marcin Froelich, a gol ten był kamyczkiem, który poruszył lawinę i niemal co minutę padała kolejna bramka, ale to napastnicy Almazu byli bardziej zmotywowani do zdobywania goli. Na przerwę drużyny udały się przy stanie 6:2 i powoli jasne stawało się to, że Almaz wypracowanej przewagi już nie odda. W drugiej połowie Tylko Zwycięstwo rozkręcało się z minuty na minutę, ale ożywienie w grze nie niosło za sobą skuteczności w ataku. Almaz za to nie kwapił się ani do otwierania w obronie, ani do szaleńczych ataków. Ukraińcy mądrze uspokajali grę w środku pola i skutecznie utrzymywali napastników gości z dala od swojej bramki. Tempo gry nieco osłabło, obie drużyny dołożyły zaledwie po jednym golu i ostatecznie FC Almaz pokonał Tylko Zwycięstwo 7:3 i zameldował się na trzeciej pozycji w tabeli 1 ligi.
Nieustabilizowana forma Deportivo La Chickeno dawała nutkę nadziei, że w starciu z FC Otamany zobaczymy wyrównane, pełne walki widowisko. Tak też było w pierwszej połowie spotkania, a wszystko zaczęło się po myśli gospodarzy, którzy objęli prowadzenie po potężnym strzale autorstwa Konrada Szkopińskiego. Ten sam zawodnik kilka minut później wykorzystał celne podanie Kacpra Winiarka, podwyższając na 2:0. Otamany nieco się otrząsnęły po tych dwóch ciosach i w ramach rewanżu, po bardzo ładnej akcji skrzydłem Dmytro Arterchuka, bramkę kontaktową, ustalającą wynik pierwszej odsłony na 2:1, zdobył Yauheni Novik. Zmiana połów początkowo przyniosła grę pod dyktando gości, czego efektem było drugie trafienie Yauheniego Novika na 2:2. Niestety, od tego momentu inicjatywa była zdecydowanie po stronie "Czikenów". Poza jednym trafieniem Yurija Danylevskiego na 5:3, strzelali już tylko gospodarze, a szczególnie dobrze radził sobie wspomniany wcześniej Konrad Szkopiński, który tylko w drugiej połowie aż trzykrotnie wpisywał się na listę strzelców, w całym spotkaniu kompletując pięć bramek. Zawodnikom obu zespołów nieco puszczały nerwy, czego efektem było kilka żółtych kartek, jednak nie wpłynęły one na losy spotkania. Warto jeszcze wyróżnić napastnika gospodarzy, Ernesta Agnyziaka, który skompletował hat-tricka, do którego dołożył asystę, a także ich golkipera, Kacpra Winiarka, który poza dobrą postawą między słupkami, zapisał na swoim koncie dwa podania otwierające drogę do bramek kolegów. Deportivo pewnie pokonało FC Otamany 9:3.
Istny grad bramek zafundowali nam gracz FC Otamanów oraz ekipy ALPAN. Na całe szczęście dla widowiska, regularnie strzelały oba zespoły, a mecz był przez większość czasu bardzo zacięty. Zaczęło się dość kuriozalnie, bowiem piłkę do własnej bramki skierował Rafał Radomski, dając gospodarzom prowadzenie 1:0. Na jego szczęście, dość szybko się zrehabilitował, gdyż po jego podaniu bramkę wyrównującą zdobył Kamil Melcher. To odkupienie najwyraźniej dodało skrzydeł kolegom z zespołu, gdyż kolejne dwa trafienia, autorstwa Kamila Melchera oraz...gracza rywali, wyprowadziły błękitno-białych na prowadzenie 1:3. Słynący z twardego charakteru ukraińscy gracze nie zamierzali jednak oddawać meczu bez walki. Po mobilizacji na tyłach, udało im się skonstruować kilka ciekawych akcji ofensywnych, których efektem były dwa bardzo ważne trafienia, a na listę strzelców wpisywali się Yauheni Novik oraz Oleksandr Gryb, dzięki czemu boisko po pierwszej połowie oba zespoły opuszczały przy stanie 3:3. Po zmianie stron lepiej zaczęli gracze ze wschodniej Europy, a konkretnie ich rosły napastnik, Oleksandr Gryb, który po indywidualnej akcji wyprowadził swoją ekipę na prowadzenie 4:3. Z odsieczą przybył, niemal natychmiast, duet Wiktor Gajewski oraz Kamil Kłopotowski, gdzie pierwszy z Panów dobrze wypatrzył kolegę, a drugi pewnie wykończył akcję i mieliśmy 4:4. Od tego momentu gracze Otamanów pogrążyli się w chaosie, tracąc kolejne trzy bramki do stanu 4:7, jednak wtedy się nieco ocknęli. Za odrabianie strat wziął się niezawodny duet Yauheni Novik oraz Oleksandr Gryb i dzięki ich bramkom znów był kontakt – 6:7. Niestety, dla jakości widowiska, do końca meczu trafiali już tylko gracze ALPAN-u, wygrywając ostatecznie pojedynek 7:10. Na szczególne pochwały zasłużyli Kamil Melcher oraz Rafał Radomski, którzy nie tylko byli bardzo aktywni w ofensywie, ale bardzo często wracali się do obrony, niwelując przewagę rywali w kontrze.
W meczu na szczycie pomiędzy Cleopartnerem, a Niskim Pressem od początku spotkania na boisku trwała walka o każdy centymetr boiska. Już w drugiej minucie na prowadzenie wyszli gospodarze po indywidualnej akcji filigranowego pomocnika Maksima Salauyou. Na odpowiedź gości nie trzeba było długo czekać, bo po chwili niefrasobliwość w obronie wykorzystał Patryk Hull i na tablicy wyników był remis 1:1. Okres dobrej gry Niskiego Pressa dał kolejnego gola autorstwa Kacpra Wójcikowskiego. Ekipa z Ukrainy jednak szybko weszła na wyższe obroty. Grała przede wszystkim agresywnie w odbiorze piłki i szybko przechodziła do ataku. To dało efekty w końcówce pierwszej połowy, gdzie trzy razy pokonała golkipera rywali. Na przerwę zawodnicy schodzili z wynikiem 4:2. W przerwie oba zespoły wzajemnie się mobilizowały i to zwiastowało nie lada emocje w drugiej odsłonie. Goście po zmianie stron starali się zdobyć bramkę kontaktową. Patryk Hull już w 28 minucie po błędzie bramkarza strzelił gola i wydawało się, że Niski Press pójdzie za ciosem. Niestety tego dnia szwankowała ofensywa i mało było sytuacji strzeleckich pod bramką przeciwnika. Cleopartner natomiast wykorzystywał wszystkie błędy i groźnie kontrował. Od stanu 4:3 nie dał sobie strzelić bramki, a sam aż cztery razy znalazł sposób na ogranie defensywy przeciwnika. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 8:3 i to oznacza, że w naszych rozgrywkach Niski Press przegrał po raz pierwszy od momentu rozpoczęcia gry w Lidze Fanów. Cleopartner po kapitalnym meczu nadal jest niepokonany w lidze i widać, że to będzie ekipa, która będzie walczyć o mistrzostwo i awans do elity.
Mecz Green Lantern kontra FC Freedom. Tym drużynom przyszło się mierzyć w 3 kolejce 1 ligi, dodatkowe emocje przed meczem podsycał fakt, że obydwie drużyny przed tym spotkaniem zgromadziły po 3 punkty w ligowej tabeli, a to oznaczało, że czeka nas ciekawe widowisko i walka o komplet punktów. Już w pierwszych minutach gry otrzymaliśmy potwierdzenie tych wcześniejszych słów odnośnie walki na boisku i mieliśmy niestety dwie stykowe sytuacje, które wymagały interwencji medycznej, na szczęście skutki okazały się niegroźne, a zawodnicy dalej kontynuowali grę. Zdobywanie bramek w tym meczu rozpoczęła drużyna FC Freedom, gdzie po indywidualnej akcji na listę strzelców wpisał się Ivaschenko. Ta bramka ewidentnie podziałała na drużynę gospodarzy i skutecznie zrewanżowali się drużynie przeciwnej zdobywając w krótkim czasie 3 gole, a bramka na 3:1 padła po świetnej akcji Podgórskiego, który w narożniku boiska okiwał zawodnika, a później piętką wyłożył piłkę w pole karne Przygodzie, który pewnym strzałem po ziemi sprawił, że bramkarz gości wyciągał piłkę z siatki. W pierwszej połowie widzieliśmy jeszcze kilka ładnych akcji zarówno ze strony gospodarzy jak i gości, ale brakowało skutecznego wykończenia, dlatego wynik już się w niej nie zmienił. Na drugą połowę zawodnicy FC Freedom obrali taktykę gry z kontrataku i chwilę po jej rozpoczęciu taki pomysł na grę przyniósł gościom bramkę na 3:2. Po przebiegu gry wiedzieliśmy, że ten mecz na pewno skończy się wyższym wynikiem, bo obie drużyny były bardzo aktywne w ofensywie. Green Lantern przejęło w końcu panowanie nad grą i wykonując swoje założenia taktyczne ten mecz ostatecznie wygrali wynikiem 11:5. Piłkarze, jak i kibice tej drużyny mogą być zadowoleni z przebiegu tego spotkania, bo Latarnie udowodniły, że w tym sezonie ich celem również jest awans.
Początek sezonu dla zawodników Drunk Team jest niezbyt udany, ponieważ zanotowali dwie porażki. Lepiej w sezon weszli zawodnicy Alpana, którzy nie stracili nawet punktu w dotychczasowych grach. Smaczku tej rywalizacji dodaje fakt, że dla zespołu gości było to drugie spotkanie jakie musieli rozegrać w niedzielne popołudnie. Już pierwsze minuty pokazały, że mecz dla faworyta nie będzie spacerkiem. Pierwsze 5 minut spotkania i nokaut w postaci czterech bramek zdobytych przez zawodników gospodarzy. Chwilę później na bramkę strzeloną przez gości po raz kolejny odpowiedzieli zawodnicy Drunk Teamu, ponownie wychodząc na czterobramkowe prowadzenie. Drugie 10 minut spotkania to koncert gry drużyny Alpana, którzy zdołali odrobić straty i doprowadzili do remisu. Ostatnie sekundy tej części spotkania dały nam jeszcze dwie bramki - po jednej dla każdej z drużyn i do przerwy mieliśmy wynik remisowy. Druga połowa rozpoczęła się identycznie jak pierwsza część spotkania. Błędy w obronie rywali bardzo dobrze wykorzystali gospodarze i ponownie odskoczyli na cztery bramki. Kiedy na 10 minut przed końcem utrzymywało się wysokie prowadzenie zespołu gospodarzy mało kto wierzył, że zawodnikom gości uda się ponownie odrobić straty. Po raz kolejny drużyna ta pokazała, że końcowe fragmenty spotkania są bardzo dobre w ich wykonaniu. Nie dość, że odrobili straty to na dwie minuty przed końcem meczu wyszli na dwubramkowe prowadzenie, którego nie oddali do końca spotkania. Wszyscy zawodnicy Alpana zasługują na wielkie brawa za dwukrotną skuteczną pogoń za rywalami. Warta odnotowania jest wyborna forma strzelecka Rafała Radomskiego - autora 8 bramek. Wielkie brawa należą się również Drunk Teamowi, którzy pomimo porażki pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie. Niestety nie wystarczyło to dzisiaj na zdobycie choćby jednego punktu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)