Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 11 Liga
W meczu, który od początku miał jednostronny przebieg, AC Choszczówka zdemolowała FC Mocny Narket aż 10:0, pokazując pełną dominację i awansując na pozycję lidera 11. ligi Ligi Fanów. Gospodarze, którzy po trzech kolejkach mieli na koncie zaledwie jeden punkt i balansowali nad strefą spadkową, nie mieli argumentów, by zatrzymać rozpędzonych rywali.
Już w 4. minucie spotkania goście objęli prowadzenie – po wrzucie z autu w polu karnym najlepiej odnalazł się Bartosz Salata, otwierając wynik. Choszczówka nie zamierzała zwalniać tempa. W 10. minucie ponownie trafił Salata, a chwilę później na 3:0 podwyższył Górecki. Mocny Narket był całkowicie bezradny wobec ofensywnej siły przeciwnika. W 17. minucie Śpiewak dołożył czwartego gola, a zaraz po nim Górecki skompletował dublet, ustalając wynik do przerwy na 0:5.
Druga połowa nie przyniosła żadnych zmian w obrazie gry. Choszczówka nadal atakowała z rozmachem, dokładając kolejne trafienia. W 28. minucie po raz drugi do siatki trafił Śpiewak, w 34. minucie hat-tricka skompletował Górecki, a w 47. minucie swój hat-trick dołożył Śpiewak.
Chwilę później doszło do niecodziennej sytuacji – w 48. minucie bramkarz AC Choszczówki, Szymon Salata, pewnie wykorzystał rzut karny, wpisując się na listę strzelców. Dzieła zniszczenia dopełnił w ostatniej minucie meczu niezawodny Górecki, zdobywając swoją czwartą bramkę i ustalając wynik na 0:10. Takiego rezultatu chyba nikt się tutaj nie spodziewał...
W spotkaniu 4. kolejki 11. ligi drużyna FC Patetikos podejmowała zespół Piwo Po Meczu. Początek sezonu dla obu ekip przebiegał zupełnie inaczej. Gospodarze, z dorobkiem siedmiu punktów, plasowali się w czołówce tabeli, natomiast goście, mając zaledwie jedno „oczko”, znajdowali się w strefie spadkowej.
Pomimo tak dużej różnicy w pozycjach obu zespołów, początek meczu był bardzo wyrównany. Obie drużyny kreowały wiele sytuacji podbramkowych, co sprawiało, że spotkanie było atrakcyjne dla kibiców. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli gospodarze – po trafieniu Łukasza Wileńskiego objęli jednobramkowe prowadzenie. Odpowiedź gości przyszła szybko, gdy Michał Świercz doprowadził do remisu 1:1.
Pierwsza połowa toczyła się w szybkim tempie, co – jak na standardy 11. ligi – nie jest regułą. Warto podkreślić świetną postawę obu bramkarzy. Zarówno Stefan Necula, jak i Jacek Spaliński spisywali się bardzo dobrze między słupkami. Szczególnie Spaliński kilkukrotnie ratował swój zespół przed utratą gola. Jeszcze przed upływem pierwszych 25 minut obie drużyny zdobyły po jednej bramce, a na przerwę schodziliśmy przy wyniku 2:2.
W drugich 25 minutach nie uległ zmianie – oba zespoły kontynuowały ofensywną grę, prezentując widowiskowy futbol. W tej części spotkania pierwsi trafili ponownie zawodnicy FC Patetikos – Jakub Michalik wykorzystał świetne podanie kolegi z drużyny i zdobył bramkę na 3:2. Przez kolejne minuty wynik pozostawał bez zmian, a Piwosze usilnie starali się doprowadzić do wyrównania. Brakowało jednak precyzji w wykończeniu akcji. Swoich szans szukał Michał Świercz, ale jego strzały były skutecznie bronione przez Neculę. W końcu sposób na bramkarza FC Patetikos znalazł Szymon Koziarski, który doprowadził do remisu 3:3. Ten wynik nie utrzymał się długo – kilka minut później Rafał Wiercioch wyprowadził gości na prowadzenie 3:4. Gospodarze rzucili się do odrabiania strat, jednak świetnie dysponowany Jacek Spaliński nie dał się już pokonać. W samej końcówce spotkania wynik ustalił Adam Stankiewicz, strzelając bramkę na 3:5.
FC Patetikos może żałować, bo mieli wiele okazji do zmiany wyniku, ale – jak mówi klasyk – niewykorzystane sytuacje się mszczą. Tak było i tym razem. Dla Piwa Po Meczu to pierwsze zwycięstwo w sezonie, które z pewnością doda drużynie pewności siebie przed kolejnymi spotkaniami.
Spotkanie pomiędzy MWSP a CWKS Ferajną w ramach 4. kolejki 11. Ligi na Arenie AWF miało dramaturgię, której długo się nie zapomina. Do przerwy oba zespoły szły łeb w łeb, a wynik 1:1 był w pełni sprawiedliwy. Obie drużyny pokazały, że nie przyjechały tu tylko się bronić – gra była pełna walki, sytuacji podbramkowych i napięcia.
W 27. minucie to MWSP wyszło na prowadzenie 2:1. Wydawało się, że mają moment, by dowieźć zwycięstwo do końca – tym bardziej, że w tym fragmencie meczu stworzyli kilka dogodnych okazji, które mogły zamknąć spotkanie. Ferajna natomiast konsekwentnie trzymała się swojego stylu – gra środkiem, bez większych rotacji, cierpliwe szukanie przełamania i okazji do kontrataku.
Ale piłka nożna to sport, w którym emocje i nieprzewidywalność idą w parze. Gdy wydawało się, że MWSP kontroluje sytuację, goście z Ferajny przeprowadzili niesamowity finisz. W 47. minucie Jakub Piątek doprowadził do remisu 2:2, a już dwie minuty później, w 49. minucie, Jacek Wojnacki posłał piłkę do siatki, dając swojej drużynie prowadzenie. Ten zwrot akcji był jak trzęsienie ziemi – mecz nagle zmienił kierunek. MWSP próbowali odpowiedzieć, ale determinacja i dynamika Ferajny zrobiły różnicę.
Końcowy wynik 3:2 dla Ferajny to nagroda za cierpliwość, odporność mentalną i wiarę, że losy meczu można odwrócić nawet w samej końcówce. MWSP mieli swoje szanse – byli blisko – ale tego dnia to Ferajna pokazała klasę w decydujących momentach.
W ubiegłą niedzielę mieliśmy okazję obserwować starcie pomiędzy Hiszpańskim Galeonem a FC Warsaw Wilanów, które zakończyło się pewnym zwycięstwem gospodarzy aż 6:1. Był to jednostronny mecz od początku do końca. Zawodnicy gości nie potrafili znaleźć sposobu na pokonanie świetnie zorganizowanych zawodników Galeonu.
Po pierwszej połowie wynik brzmiał 3:0, choć patrząc na liczbę okazji, bramek dla gospodarzy mogło być znacznie więcej. W drugiej części gry zawodnicy z Wilanowa zaczęli się nieco ożywiać i stwarzać sobie sytuacje, jednak było to zdecydowanie za mało, by zagrozić rozpędzonym rywalom.
Na szczególne wyróżnienie zasługują Michał Dąbkowski i Krzysztof Małażewski – Michał zanotował trzy asysty, a Krzysiek zdobył dwa gole. Niemniej jednak same liczby nie oddają w pełni ich wkładu w to zwycięstwo. Obaj byli prawdziwymi ludźmi od zadań specjalnych – w ofensywie i defensywie robili ogromną różnicę, napędzali akcje i utrzymywali świetne tempo gry. Ich zgranie było godne pozazdroszczenia – momentami grali do siebie wręcz „na pamięć”.
Ostatecznie dzięki ich fenomenalnej dyspozycji Hiszpański Galeon wygrał 6:1, zgarniając komplet punktów, natomiast FC Warsaw Wilanów musiał obejść się smakiem i opuścił Arenę AWF bez jakiegokolwiek dorobku.
Mistrzowie Chaosu stoczyli w ramach czwartej kolejki zażarty bój z Legijną Ferajną. Od pierwszych minut oba zespoły nastawione były na walkę i próbę narzucenia swojego stylu gry. Nie brakowało dobrych okazji po obu stronach, jednak długo żadna z drużyn nie potrafiła ich wykorzystać. Niemoc jako pierwsi przełamali gospodarze.
Goście jednak szybko odpowiedzieli – po asyście fenomenalnego w tym spotkaniu Roberta Kwapisza doprowadzili do remisu. Mistrzowie Chaosu ponownie objęli prowadzenie i co więcej, potrafili konsekwentnie stwarzać sobie kolejne dobre sytuacje. Do przerwy prowadzili 4:1 i wydawało się, że w pełni kontrolują wydarzenia na boisku.
Po zmianie stron lepszy moment miała Legijna Ferajna. Najpierw ponownie błysnął Robert Kwapisz, zdobywając gola kontaktowego, a następnie jego zespół coraz śmielej ruszył do ataku. Gdy padła bramka na 4:3, na boisku rozpoczęła się prawdziwa walka o każdy centymetr murawy. Od tego momentu gospodarze, gdy tylko wychodzili na dwubramkową przewagę, natychmiast musieli odpierać ataki rywali, którzy skutecznie niwelowali straty. Goście mieli swoje szanse na remis, ale w kluczowych momentach brakowało im precyzji – świetne okazje kończyły się strzałami w bramkarza lub minimalnie obok słupka.
W końcówce Mistrzowie Chaosu przeprowadzili skuteczną kontrę, po której ustalili wynik meczu na 7:5 i zgarnęli niezwykle cenne trzy punkty.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)