Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 13 Liga
Powiedzieć, że Inferno Team III jest „na fali”, to jak nie powiedzieć nic. Przed 15. kolejką byli jedyną drużyną w 13. lidze bez porażki tej wiosny, z sześcioma zwycięstwami z rzędu na koncie. Starcie z Wombatami miało być dla nich formalnością i kolejnym krokiem w kierunku podium. I rzeczywiście – zaczęło się zgodnie z planem.
Już od pierwszych minut goście zdominowali mecz, zamykając rywali na ich połowie i szukając szybkiego otwarcia wyniku. Pressing Inferno przyniósł skutek – po serii błędów Wombatów do siatki trafił Beniamin Kuligowski. Chwilę później Jakub Ryś uratował gospodarzy przed kolejnym golem po potężnym uderzeniu Huberta Załuski. Szczególnie wyróżniał się nowy nabytek Inferno – Kacper Pawłowski, który raz po raz wygrywał pojedynki na skrzydle. Jego aktywność zaowocowała drugim golem – płaski strzał z dystansu, rykoszet i śliska murawa zrobiły swoje. Jeszcze później tylko poprzeczka uratowała Wombaty przed kolejnym trafieniem Pawłowskiego.
Aż tu nagle – niespodzianka. Inferno oddało inicjatywę, a Wombaty to skrzętnie wykorzystały. W ciągu zaledwie minuty dwa gole – Maciej Stąporek wykorzystał brak pressingu obrońców, a duet Śmigielski–Grabowski wykończył szybką kontrę. Inferno potrzebowało czasu, by odzyskać kontrolę. Dopiero po kilku minutach ponownie wyszli na prowadzenie – po serii odbić piłka spadła pod nogi Załuski, który uderzył nie do obrony. Przed przerwą oba zespoły jeszcze obiły obramowania bramek, ale wynik pozostał bez zmian.
Po zmianie stron Inferno ponownie przeszło do ataku pozycyjnego, choć brakowało im tempa. Dopiero po siedmiu minutach Jakubisiak dobił obroniony strzał kolegi i podwyższył na 4:2. Nadzieję Wombatom dał jednak Śmigielski, zdobywając bramkę bezpośrednio z rzutu rożnego po fatalnym błędzie bramkarza. Końcówka należała jednak bezdyskusyjnie do Inferno. Michał Morycz zanotował aż trzy asysty – dwa razy do Jakubisiaka i raz do Filipa Senskiego. Choć Stąporek skompletował dublet po dobitce rzutu wolnego, nie zmieniło to już losów meczu.
Inferno Team III dopisało kolejne trzy punkty i coraz śmielej zmierza po medal – pytanie tylko, którego koloru. Wombaty z kolei mają coraz mniej czasu, by uciec ze strefy spadkowej – trzy finałowe kolejki zapowiadają się dla nich na walkę o wszystko.
Spotkanie Niedzielnych z CWKS Ferajna Warszawa było starciem dwóch zespołów z odmiennymi celami. Gospodarze wciąż walczą o utrzymanie, natomiast goście chcieli wrócić na podium po ostatnim okresie nierównej formy.
Początek meczu przebiegał zgodnie z przewidywaniami – to CWKS od razu narzucił swój rytm i próbował szybko zdobyć bramkę, by zdjąć z siebie presję. Nie było to jednak łatwe, bo zespół zbyt często próbował „wejść z piłką do bramki”, a gęsto ustawiona defensywa Niedzielnych skutecznie im to uniemożliwiała. Raz świetnie interweniował Jarosz, innym razem obrońcy blokowali uderzenia. Gospodarze natomiast liczyli na kontry, pojedynki jeden na jeden i błędy przeciwników.
I niespodziewanie to właśnie Niedzielni objęli prowadzenie – Wójcik wykorzystał moment dekoncentracji rywali i otworzył wynik meczu. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać – chwilę później do wyrównania doprowadził Aureliusz Szeremeta. W grze Niedzielnych wciąż brakowało jednak spokoju i precyzji w rozegraniu – często inicjatywę w tym zakresie przejmowali obrońcy, co nie zawsze wychodziło na dobre. Do przerwy mieliśmy remis 1:1.
Po zmianie stron CWKS Ferajna wyciągnęła wnioski – była bardziej konkretna i skuteczna. Mimo że gospodarze postawili trudne warunki, goście w końcu się rozegrali, a kluczową rolę odegrał Patryk Szerszeń, który razem z Aureliuszem Szeremetą i Bartoszem Puchalskim zapisał się zarówno na liście strzelców, jak i asystentów.
Niedzielni również mieli swoje okazje, ale zagrali zbyt egoistycznie – przynajmniej trzy akcje mogli zakończyć bramką, gdyby tylko zdecydowali się na prostą „klepkę” do lepiej ustawionego kolegi. Niestety, czasu na odrobienie strat zabrakło, a CWKS Ferajna Warszawa, choć nie bez wysiłku, to jednak pewnie pokonała rywali 1:7, dzięki czemu awansowała na trzecie miejsce w tabeli.
Green Team w tej rundzie radzi sobie bardzo dobrze i w starciu z Pogromcami był uznawany za zdecydowanego faworyta. Ale Pogromcy, którzy tydzień wcześniej stoczyli heroiczny bój zakończony zwycięstwem nad Oldboys Derby III, nie zamierzali im niczego ułatwiać, mając nadzieję na kolejny udany występ.
Początek spotkania był nieco nerwowy w wykonaniu gospodarzy. Ekipa Mateusza Niewiadomego stworzyła sobie kilka dogodnych sytuacji, ale brakowało precyzji w ich wykończeniu. Niemoc przełamał w końcu Marcin Kowalski – przejął podanie od kolegi i mocnym strzałem nie dał szans bramkarzowi rywali. Od tego momentu to jednak Green Team zaczął lepiej funkcjonować na boisku i szybko wrócił do gry. Najpierw, po składnej akcji, doprowadził do wyrównania, a chwilę później – po błędzie defensywy Pogromców – objął prowadzenie 2:1. Przegrywający byli wyraźne pogubieni, nie mogli złapać odpowiedniego rytmu, a na domiar złego jeszcze przed przerwą stracili trzecią bramkę. Po pierwszych 25 minutach było 3:1, a faworyci mieli mecz pod kontrolą.
Po zmianie stron Green Team starał się utrzymać korzystny wynik, jednak zespół Mateusza Niewiadomego nie zamierzał składać broni. Po rzucie wolnym udało się zdobyć bramkę kontaktową i końcówka meczu zapowiadała się niezwykle emocjonująco. Pogromcy złapali wiatr w żagle i przeprowadzili dwie niemal identyczne akcje, po których wyszli na prowadzenie. Michał Kowalski posyłał długie podania do swojego brata, a ten odgrywał piłkę do Mateusza Niewiadomego. Napastnik Pogromców dwukrotnie uderzył perfekcyjnie zza pola karnego i bramkarz gospodarzy nie miał nic do powiedzenia.
Mimo heroicznej walki o choćby punkt, Green Team nie zdołał odwrócić losów meczu. Tym samym to gospodarze mogli cieszyć się z kolejnych punktów zdobytych w tej rundzie.
Szereg Homogenizowany wydaje się bezpieczny na szóstej pozycji w tabeli, natomiast Old Boys Derby III podchodził do tego spotkania z jasną świadomością – wygrana Pogromców Poprzeczek sprawiła, że ich przewaga nad strefą spadkową została całkowicie zniwelowana.
Goście, zmotywowani widmem degradacji, rozpoczęli spotkanie z dużym animuszem. Już w drugiej minucie po dośrodkowaniu Rafała Bujalskiego z rzutu rożnego bramkarz gospodarzy nie zdołał złapać piłki, co wykorzystał Piotr Grudzień, otwierając wynik meczu.
W kolejnych minutach obie drużyny prowadziły otwartą grę, ale pod względem intensywności w ofensywie prym wiódł Aleksander Ryszawa. Najpierw popisał się precyzyjnym strzałem w okienko, a chwilę później zaliczył asystę przy trafieniu Jakuba Pietrzaka. Mecz wydawał się wyrównany, jednak w 15. minucie szczęście uśmiechnęło się do Old Boysów – po uderzeniu Grudnia bramkarz niefortunnie odbił piłkę wprost w głowę upadającego napastnika, co dało gościom wyrównanie.
Ryszawa nadal próbował poderwać swój zespół do walki, między innymi zdobywając ładnego gola na 3:5, ale to Old Boys Derby III wykazywało się lepszą skutecznością. Prawdziwą ozdobą spotkania była akcja z 42. minuty – dalekie podanie Piotra Arendta trafiło do Jarka Wołoszyna, który mimo że był ustawiony tyłem do bramki, zdołał przelobować golkipera rywali.
Co ciekawe, zawodnik, który do tej pory zdobywał średnio 0,2 bramki na mecz, tym razem popisał się dubletem i z pewnością może być zadowolony z podreperowania swoich statystyk. Najważniejsze jednak było zwycięstwo całego zespołu – a to gracze z osiedla Derby zapewnili sobie w dobrym stylu, wygrywając 9:3.
Gentelmani wciąż walczą o medale w tym sezonie. Do spotkania z liderem przystępowali z nadziejami na korzystny rezultat. Od początku mecz mógł się podobać – było sporo walki, znakomite akcje po obu stronach i świetne interwencje bramkarzy. Wszystko, co najlepsze pod względem sportowym – poziomem gra przewyższała nawet niektóre spotkania wyższych lig.
Pierwsza połowa przyniosła tylko jedno trafienie – Krzysztof Rostankowski, po składnej akcji zespołowej, pokonał Jakuba Augustyniaka. Gentelmani starali się doprowadzić do wyrównania, ale często ich ataki kończyły się tuż przed polem karnym rywali. Dobrze funkcjonująca defensywa Sandacza skutecznie ograniczała liczbę klarownych okazji gospodarzy. Z kolei goście, choć stworzyli więcej sytuacji, razili nieskutecznością. Do przerwy było 0:1, co zapowiadało bardzo ciekawą drugą połowę.
Po zmianie stron przegrywający ruszyli do odrabiania strat. Najlepszą okazję miał chyba Paweł Domański, ale piłka po jego uderzeniu trafiła w poprzeczkę – ku uldze Sandacza, który utrzymał prowadzenie w tym zaciętym boju. Goście również mieli swoje sytuacje, ale przez długi czas świetnie między słupkami spisywał się Jakub Augustyniak, który ratował swój zespół w wielu trudnych momentach.
W końcówce meczu goście wykorzystali jednak błędy w defensywie i proste straty Gentelmenów, dzięki czemu podwyższyli prowadzenie i ostatecznie wygrali 3:0. Klub Sportowy Sandacz pozostaje liderem rozgrywek i z każdym kolejnym meczem przybliża się do mistrzostwa. Gentelmani mimo porażki nadal są w grze o medale i będą szukać punktów w kolejnych spotkaniach.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)