Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 13 Liga
O godzinie 13:00 stanęły naprzeciw siebie ósma i dziewiąta drużyna w tabeli. Oba teamy miały na swoim koncie po jednym zwycięstwie, a jako że odniosły je dopiero w poprzednim tygodniu, to apetyty na kolejną wygraną znacznie się zwiększyły. Tym bardziej, że z której strony by nie patrzeć, rywal był do ogrania. Tuż przed meczem wzrosły notowania gospodarzy, bo nie dość, że w obozie przeciwnika zabrakło Norberta Dymińskiego, to w składzie Pogromców pojawił się jego imiennik, Norbert Plak, dla którego, po wyleczeniu kontuzji, był to debiut w tym sezonie. Jako pierwsi prowadzenie objęli zawodnicy ASAP – rzut karny pewnie wykorzystał Sebastian Walczak, ale jak się okazało, były to miłe złego początki. Od tamtej pory bramkarz Pogromców nie miał zbyt wielu okazji do interwencji, a gospodarze coraz mocniej dążyli do wyrównania. Po golach Bartka Rafała i Olka Markowskiego udało im się nawet wyjść na prowadzenie w pierwszej części, lecz nie udało im się go utrzymać. Tuż przed przerwą Adam Maj nie złapał piłki wybijanej z autu przez rywala i po jego rękach wpadła ona do bramki. Do przerwy mieliśmy więc remis 2:2. W drugiej połowie popis gry dał Mateusz Niewiadomy. Najpierw popisał się swoim firmowym zagraniem, gdzie wykorzystał złe podanie obrońcy, przejął piłkę i strzałem z woleja dał ponowne prowadzenie swojemu teamowi. A gdy Norbert Plak pięknym strzałem pokonał… własnego bramkarza, to właśnie postawa Mateusza była kluczowa dla przebiegu meczu. Dwie asysty, oraz gol ustalający wynik meczu na 3:6 dała drugie w tym sezonie zwycięstwo Pogromcom Poprzeczek. Jak się okazało wysoka porażka z Oldboys Derby III była mocnym impulsem do poprawy gry, bo teraz oglądamy zupełnie innych Pogromców niż na początku sezonu. Co więcej - udało im się teraz wyjść ze strefy spadkowej! ASAP Vegas z kolei brakowało w tym meczu lepszego wykończenia, bo pomimo trzech goli na koncie, własnym sumptem zdobyli bramkę jedynie z rzutu karnego.
Mecz Furduncio Brasil F.C. II z Green Teamem można było nieśmiało nazwać potyczką o podium, gdyż takim osiągnięciem w tabeli mógłby się cieszyć potencjalny zwycięzca spotkania. Od początku do ataku ruszyli Brazylijczycy i już po niespełna trzech minutach wyszli na prowadzenie. Świetną akcję dwójkową rozegrali Carlos Moreira i Elio Silva, gdzie pierwszy z graczy popisał się dokładnym, przecinającym podaniem z lewej strony boiska w pole karne, a formalności dopełnił drugi z nich. Popularny "Carlitos" brał także udział przy akcji na 2:0, tym razem w roli egzekutora, a asystą popisał się Gabriel Gliwic. Gdy wydawało się, że "Canarinhos" przejęli inicjatywę w starciu, gracze "Zielonych" w końcu się obudzili. Dokładny i daleki wyrzut z autu Roberta Zawistowskiego stworzył okazję dla atletycznego Wiktora Mikołajaczaka, który piękną główką nie dał szans Bruno Martinsowi. Jeszcze przed przerwą do remisu doprowadził Michał Kaźmierczak, którego indywidualna akcja i dobitka ustaliły wynik tej części meczu na 2:2. Po zmianie stron działo się naprawdę dużo. Nieco więcej sportowej agresji, bardzo dużo dogodnych okazji z obu stron, ale też świetna postawa golkiperów sprawiły, że przez długi czas nie oglądaliśmy bramki. Ten stan zmienił jednak Carlos Moreira, który genialnym strzałem z ostrego kąta w dalsze okienko wyprowadził gospodarzy na prowadzenie 3:2. Przez długi czas obie strony świetnie się broniły, nie zabrakło także poprzeczek, słupków i ofiarnych wybić piłki z linii bramkowej. Kiedy wydawało się, że Furduncio II dowiezie zwycięstwo do końca, w ostatniej akcji meczu, strzałem z dystansu, bezcenny punkt uratował dla swojej drużyny Łukasz Jakubowski. Twarze gospodarzy skryły się w ich dłoniach, a Green Team celebrował "zwycięski remis" 3:3.
Mimo, że zespół Gentleman Warsaw Team prawdopodobnie nie zajmuje takiej lokaty, jaką by sobie życzył, to pozycja w tabeli jest zdecydowanie gorsza niż sama gra. Ekipa Michała Danga dzielnie rywalizuje z najlepszymi, potrafiła zremisować z Brazylijczykami, więc nic chyba nie stało na przeszkodzie, żeby z Wystrzelonymi też powalczyć o dobry rezultat. Nominalni gospodarze notowali co prawda serię czterech wygranych z rzędu, natomiast trudno ich nazwać hegemonami. Bez wątpienia to drużyna solidna, ale będąca w zasięgu Gentlemanów. I potwierdziły to boiskowe realia. Po pierwszej połowie wynik brzmiał 2:2, jakkolwiek Dżentelmeni prowadzili już 2:0, po tym jak zaskoczyli oponentów i zdobyli dwa gole w krótkim odstępie. Nie tylko nie udało im się jednak dowieźć tego rezultatu, ale w końcówce zgubili swój rytm, co przypłacili stratą dwóch goli. A gdy na starcie drugiej odsłonie Wystrzeleni wyszli pierwszy raz na prowadzenie, uznaliśmy że to jest ten moment, w którym faworyci lada chwila dopiszą do swojego dorobku kolejne trafienia. Nic z tych rzeczy. Rywale mimo iż byli w odwrocie, to potrafili wyczuć odpowiedni moment do ataku i najpierw wyrównali, a potem Michał Dang ładnie rozprowadził kontrę swojej ekipy, dograł do Piotrka Loze a ten płaskim uderzeniem pokonał Daniela Wasilewskiego. Radość nie trwała jednak zbyt długo, bo po zagraniu Witka Kalinowskiego, ładnym uderzeniem z główki popisał się Karol Rodak i mieliśmy kolejny remis. Wystrzelonych takie rozstrzygnięcie nie satysfakcjonowało i w końcówce byli dosłownie o włos od tego, by wyszarpać komplet punktów. Świetną okazją miał Witek Kalinowski, lecz Jakub Augustyniak nie pozwolił, by Gentlemani wrócili do domów z niczym. Skończyło się więc 4:4, chociaż w obozie drużyny Michała Danga doszło do lekkiej konsternacji. Okazało się bowiem, że chłopaki myśleli iż… wygrali. Zupełnie zgubili gdzieś jednego gola rywali, sądząc że mecz zakończył się 4:3. Mimo to ten remis i tak powinni potraktować w kategoriach sukcesu, bo to pierwszy raz gdy ich rywal stracił punkty w sezonie. I gdyby ktoś powiedział, że tej sztuki dokonają właśnie Gentlemani, to chyba nikt nie potraktowałby tego poważnie. Widzimy jednak, że jeśli ta ekipa przyjeżdża pełnym składem, to wcale nie jest taka grzeczna piłkarsko, jak wskazywałaby na to jej nazwa. Wystrzeleni dość dobitnie się o tym przekonali, ale chyba nawet oni stwierdzą, że zrobili w tym starciu trochę za mało. Dlatego remis jest jak najbardziej sprawiedliwy.
Zdecydowanie lepiej w starcie Piwa Po Meczu z OldBoys Derby III weszli gospodarze. Zaczęło się od dość szczęśliwego trafienia Maćka Szcześniaka, który płaskim strzałem z połowy zaskoczył Andrzej Gorzkowskiego. Podwyższenie na 2:0 to już składna akcja duetu Michał Świercz & Rafał Wiercioch, gdzie to pierwszy z graczy wpisał się na listę strzelców. Gdy po asyście Michał Świercza gola na 3:0 zdobył Marek Konopko, wydawało się, że już nie będzie powrotu do walki o punkty ze strony gości. Nic bardzie mylnego. Najpierw lisem pola karnego okazał się Daniel Miszewski, który dopadł do bezpańskiej piłki i dobił ją, notując premierowe trafienie dla swojej ekipy. W podobnej sytuacji znalazł się Adam Włodarczyk i również jej nie zmarnował, doprowadzając do kontaktu. Do końca pierwszej połowy na wyższe obroty wskoczył Michał Świercz, którego dwa trafienia pozwoliły zakończyć tę część starcia wynikiem 5:3. Zmiana stron przyniosła nieco inny, mniej zacięty obraz gry, gdzie "Piwosze" zdecydowanie przejęli inicjatywę w tej odsłonie. Szczególnie dobrze zaprezentowali się Marek Konopko oraz Adam Stankiewicz. Pierwszy z nich ustrzelił dublet, co w całym meczu pozwoliło mu skompletować hat-tricka, natomiast Adam na listę strzelców wpisywał się raz, ale dołożył do tego dwie asysty przy golach Rafała Wierciocha. Druga z tych bramek ustaliła wynik meczu na 11:6, co mówiąc szczerze, dość dobitnie oddało przebieg wydarzeń na murawie. Grad bramek, wesoły futbol w pełnej krasie i zdecydowane, zasłużone zwycięstwo ekipy Piwo Po Meczu.
Po tym jak NieDzielni II przegrali siedem dni wcześniej (i to do zera) z Pogromcami Poprzeczek, to (niczego nie ujmując Poprzeczkom), trudno było sobie zwizualizować, że ekipa Marcina Aksamitowskiego podejmuje rękawicę i opiera się Szeregowi Homogenizowanemu. Co prawda rywal też ma swoje problemy, nie punktuje tak jakby chciał, ale tutaj liczył na komplet punktów. Od samego początku szło mu jednak jak po gruzie. Nie dość, że długo nie potrafił znaleźć sposobu na dobrze dysponowanego Kamila Jarosza, to w 15 minucie stracił gola, gdy ładne podanie Łukasza Ostrowskiego na gola zamienił Krzysztof Kaska. Jak się później okazało – była to jedyna bramka w tej części gry, co już było swojego rodzaju niespodzianką. Ciąg dalszy sensacyjnych zdarzeń miał miejsce w drugiej połowie. NieDzielni II wyrobili sobie bowiem dwubramkowe prowadzenie, ale to pozytywnie wpłynęło na oponentów, a konkretnie na Bogdana Bańkowskiego, który otworzył dorobek strzelecki Szeregu. Artur Moczulski i spółka chcieli pójść za ciosem i za chwilę gola z dystansu strzelił Janek Mitrowski. „No to mamy ich” – pewnie tak pomyśleli sobie gracze Szeregu, tyle że błyskawicznie otrzeźwił ich Marcin Aksamitowski, który zdobył bramkę na 3:2 dla NieDzielnych. To trafienie otworzyło nam rozdział pt. „cios za cios”. Zespoły zaczęły się bowiem wzajemnie okładać i za chwilę wynik brzmiał 4:4. Kluczowe było chyba to, że ilekroć Szereg był na równi z oponentem, to ten potrzebował dosłownie chwili, by znowu być o gola z przodu. Cały schemat zmienił się od stanu 4:5. Wówczas NieDzielni II włączyli wyższy bieg i po naprawdę świetnie rozegranej końcówce, zaczęli punktować wyżej notowanego konkurenta. Zatrzymali się dopiero przy stanie 4:9, co pokazuje, że w końcowych minutach mieli serię 5:0! Potwierdziły się tym samym problemy z defensywą Szeregu, który przecież na ten moment ma najgorszą obronę w 13.lidze. NieDzielni doskonale to wykorzystali, natomiast warto też docenić sposób, w jaki tego dokonali. Wiele ich akcji ofensywnych mogło się bardzo podobać i w pewnym momencie chłopaki złapali taki luz, że wychodziło im niemal wszystko. Tym bardziej cieszy to zwycięstwo, które było przecież pierwszym w tej rundzie. Ale z taką grą kolejne powinny przyjść znacznie szybciej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)