Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 6 Liga
Po zatrważającej serii pięciu spotkań zakończonych porażką ekipa Crimson Boys, minionej niedzieli podejmowała Więcej Sprzętu niż Talentu. Tym samym mieliśmy przyjemność obserwować starcie dwóch sąsiadujących ze sobą w tabeli ekip. Emocję malowały się nam w jaskrawych barwach od samego początku. Strzelanie rozpoczęli goście, którzy po kapitalnej asyście Damiana Węgierka do Dariusza Piwowarskiego objęli prowadzenie. Radość nie trwała jednak długo, ponieważ rywale zdołali wyrównać. Od wyniku 1:1 rozpoczął się okres dominacji Więcej Sprzętu niż Talentu. Najpierw gracze gości ponownie odzyskali prowadzenie, by później powiększyć je do dwóch bramek. Niestety dla nich, ogromny optymizm okazał się zdradziecki w skutkach. Zawodnicy Crimson Boys kontynuowali swoją grę z kontry, czego efektem były relatywnie szybko zdobyte dwie bramki, które doprowadziły do wyrównania. Następnie zawodnicy, którzy mogą poszczycić się tak niechlubną serią porażek ponownie zaskoczyli nas – obserwatorów – aplikując rywalom kolejną bramkę. W odpowiedzi WSnT zdołało po raz kolejny znaleźć drogę do bramki, strzeżonej przez niezawodnego Wiktora Stankowskiego, dzięki czemu do przerwy był remis (4:4). W drugiej odsłonie tego zaciętego pojedynku pierwsi do głosu doszli goście, którzy przejęli znacząco inicjatywę. Na drodze stawał im jednak bramkarz, który swoją kapitalną dyspozycją utrzymywał Crimsonów w grze. Niestety dla gospodarzy, rywal znalazł na niego metodę, co przełożyło się na wynik 5:7. Gdy wszystko zdawało się stracone, grę na siebie wziął niezawodny Damian Kucharczyk, który niemalże w pojedynkę (ze sporą zasługą Zielińskiego) rządził i dzielił na boisku. Jego indywidualny błysk okazał się zbawienny w skutkach, ponieważ jego drużynie udało się doprowadzić do remisu 7:7, który dał im jakże cenny punkt oraz nadzieję na „lepsze jutro”.
W 16 kolejce Ligi Fanów KS Iglica Warszawa podejmowała FC Vikersonn. Iglica w tym sezonie gra zdecydowanie poniżej oczekiwań i zajmuje miejsce w strefie spadkowej 6 ligi. Zdecydowanie na odmiennym biegunie są goście, którzy walczą o awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Początek spotkania był bardzo intensywny i szybki, bo obydwu ekipom bardzo zależało, by zdobyć premierową bramkę. Nie upłynęło kilka minut spotkania, a już nasze przedmeczowe przewidywania zaczęły się sprawdzać. Vikersonn szybko objął prowadzenie po golu Ivana Vovka. Choć wydawało się, że faworyci pójdą za ciosem, to na kolejne trafienia musieliśmy trochę poczekać. Niemniej jednak po 15 minutach mieliśmy pewne prowadzenie 0-4. Gospodarze grali dobrze, ale strasznie chaotycznie. Jeszcze przed przerwą ekipa Ihora Makhlai strzeliła kolejne 3 bramki i wynik na tablicy pokazywał 0-7. Zwycięstwo gości nie było w żaden sposób zagrożone a niewiadomą pozostawała tylko przewaga, z jaką zakończą spotkanie. W przerwie w drużynie Iglicy padło kilka mocniejszych słów i w drugiej połowie przyniosło to wymierne korzyści. Po rozpoczęciu Iglica strzela bramkę, której zdobywcą był Patryk Cyranowski. Niestety podziałała ona na gości, jak płachta na byka, którzy ponownie ruszyli z całym animuszem inkasując kolejne trafienia. W końcówce spotkania obie ekipy postawiły już tylko na ofensywę i bramki padały po obu stronach boiska. Wynik 3-11 nie pozostawia złudzeń, kto był lepszy w tym spotkaniu. Jesteśmy spokojni, że z taką formą Vikersonn wywalczy awans do 5 ligi. Jeśli chodzi o Iglicę, to ma coraz mniej szans na utrzymanie i każdy kolejny punkt może być na wagę złota.
Mecz na szczycie tabeli, w którym to wicelider czyli After Wola podejmowało lidera czyli Miksturę. Dla gości to spotkanie miało dodatkowe znaczenie. 1 punkt wywalczony na boisku powodował, że goście na dwie kolejki przed końcem sezonu zapewniliby sobie mistrzostwo ligi. Gospodarze do tego spotkania przystąpili wzmocnieni Piotrem Goljaszem, dla którego był to debiut w rozgrywkach Ligi Fanów. Mikstura natomiast musiała radzić sobie bez jednego ze swoich najlepszych graczy, czyli Szymona Kolasy. Wspomniany wczesniej Goljasz od samego początku meczu pokazywał, że ma dużą chęć do gry i drzemie w nim spory potencjał. I to właśnie ten zawodnik po świetnej indywidualnej akcji rozpoczął strzelanie w tym spotkaniu. Radość gospodarzy nie trwała długo, bo równie piękną akcją jak wcześniej jego przeciwnik popisał się Patryk Zych doprowadzając do wyrównania. Na kolejne bramki przyszło nam czekać do drugiej odsłony. W 30 minucie świetne podanie za plecy obrońców wykorzystał Graczyk a moment po tym znowu świetną indywidualną akcją popisał się Goljasz. Ten sam gracz podwyższył również wynik spotkania na 4:1 i asystował przy golu Fronczaka na 5:1. W końcowych fragmentach trafienie zanotowali również zawodnicy Mikstury. Na nic się to jednak zdało, bo gospodarze odpowiedzieli dwoma bramkami a laurką tego pojedynku był ostatni gol autorstwa nie kogo innego a Piotra Goljasza.
W niedzielne popołudnie na arenie AWFu stanęły przed sobą drużyny Bad Boys oraz Czasoumilacze. Faworytem byli gospodarze, ale niczego nie chcieliśmy przesądzać. Spotkanie rozpoczęło się od bardzo intensywnej gry z obu stron, jakkolwiek na pierwszego gola musieliśmy czekać aż do 10 minuty, kiedy to Damian Borowski wypatrzył Macieja Pyrkę a ten pewnie skierował piłkę do bramki gości. Nadzieję w serca Czasoumilaczy wlał Piotr Cieślak, który po indywidualnej akcji pokonał bramkarza gospodarzy. W końcówce pierwszej połowy doszło do kulminacyjnego momentu, który ustawił cały przebieg spotkania. Jeden z obrońców gospodarzy sfaulował wychodzącego na czystą pozycję napastnika Bad Boysów i wyrok mógł być tylko jeden - czerwona kartka dla Czasoumilaczy. To oznaczało 10 minut gry w osłabieniu, a co gorsza brak możliwości powrotu na boisko po upływie kary. Niestety goście tego dnia pojawili się w sześcioosobowym składzie co powodowało grę w osłabieniu przez całą drugą połowę. Gospodarze wykorzystali przewagę jeszcze w pierwszej połowie i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 2-1. W drugiej odsłonie Bad Boysi zdecydowali się zdjąć bramkarza i w pełni kontrolowali sytuacje boiskową. Szybko udokumentowali swoją przewagę zdobywając najpierw bramkę po samobójczym trafieniu obrońcy Czasoumilaczy, a następnie podwyższyli wynik na 4-1 po sprytnym centrostrzale Dawida Lewandowskiego. Po upływie 10 minutowej kary, Bad Boysi zdecydowali się na gest fair play i pozwolili aby zawodnik ukarany czerwoną kartką mógł wrócić na boisko. Po tej decyzji spotkanie ponownie się wyrównało, gościom nawet udało się strzelić dwie bramki doprowadzając do wyniku 4:3, jednak 10 minutowa utrata jednego zawodnika spowodowała sporą stratę sił. Końcówka spotkania należała już do faworyzowanych Bad Boysów i to oni wpierw strzelają na 5-3, a następnie ustalają wynik na 6:3. Dzięki wygranej gospodarze mogą jeszcze myśleć awansie do 5 ligi, przed nimi jeszcze ważne mecze, które ostatecznie zdecydują o końcowej klasyfikacji.
Obie ekipy na szóstym poziomie rozgrywkowym walczą o utrzymanie i bezpośrednie starcie miało duży wpływ na sytuację przed ostatnimi dwoma meczami w sezonie. Dodatkowo Wiecznie Drudzy mają do rozegrania mecz zaległy, więc jakby podliczyć punkty, które są do zdobycia to szansa na utrzymanie jest nadal w zasięgu tej drużyny. Początek meczu niezwykle wyrównany i obie ekipy miały swoje okazje do strzelenia bramki. W drużynie gości na boisku widzieliśmy pierwszy raz w tym sezonie Czarka Petasza i Janka Skotnickiego, którzy mieli być gwarancją punktów w tym spotkaniu. Czarek zaczął jednak mecz od kartki po faulu przed polem karnym, ale Wiecznie Drudzy nie potrafili wykorzystać przewagi. Kanonierzy potrafili przetrwać osłabienie, a zaraz po tym jak na boisku mieli komplet zawodników Mateusz Nejman otworzył wynik spotkania. Wiecznie Drudzy nie ustępowali w atakach i zdołali wyrównać. Jednak to goście na przerwę schodzili z prowadzeniem. Do przerwy mieliśmy wynik 1:2 i to zapowiadało nie lada emocje w drugich 25 minutach. Po zmianie stron z większym animuszem ruszyli goście. Jak zawsze naładowany na walkę na maksimum swoich możliwości był Piotr Kawka, który kapitalnymi bramkami dawał nadzieje na punkty swojej ekipie. Przy stanie 4:3 uaktywnił się Janek Skotnicki, strzelając trzy gole dla swojego teamu. Wynik 4:6 nie zraził Wiecznie Drugich, którzy dążyli do wyrównania i ten cel osiągnęli. Remis powoduje, że nadal nie wiemy kto spadnie z ligi i najbliższe mecze będą w tej kwestii dominujące.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)