Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 11 Liga
Z samego rana Borowiki podejmowały lidera rozgrywek FC Torpedo. Gospodarze znajdowali się w strefie spadkowej, ale od pierwszego gwizdka różnica jaka dzieliła te dwie drużyny w tabeli była całkowicie niezauważalna. Przez długi okres żadna ze stron nie była w stanie skierować piłki do siatki, bezbramkowy remis utrzymywał się przez około 15 minut pierwszej połowy. „Grzybki” podejmowały częste próby wrzucenia futbolówki w pole karne, ale większość takich górnych piłek skutecznie piąstkował golkiper Torpedo. Upór w takim działaniu w końcu przyniósł jednak upragniony efekt. Przemysław Jażdżyk zagrał długą piłkę w pole karne, minął się z nią bramkarz gości i Marcin Stachacz strzałem głową otworzył wynik spotkania. Borowiki bardzo dobrze grały w obronie, ale w końcówce pierwszej części przytrafił im się fatalny błąd, gdy bramkarz złapał piłkę po podaniu swojego kolegi z zespołu. Rzut wolny pośredni na gola zamienił Oleksandr Tovchyha i premierowe 25 minut zakończyło się remisem. Po zmianie stron lider zagrał z większym animuszem, można było odnieść wrażenie, że wraca na właściwie tory i kwestią czasu jest, kiedy zacznie punktować rywala. Nic takiego się nie stało - wręcz odwrotnie! To Borowiki okazały się bardziej wyrachowanym zespołem. Kluczowa okazała się bramka na 2:1, po niej goście nie mieli za wiele do stracenia, musieli się mocniej otworzyć, co w pełni wykorzystali rywale. Na sześć minut przed końcem właściwie było już po meczu – dwie bramki w niespełna dwie minuty Aleksandra Anishchenkova niemal przypieczętowały zwycięstwo Borowików. W samej końcówce kropkę nad i postawił Denis Shevchenko i gospodarze odnieśli nieco zaskakujące, ale w pełni zasłużone zwycięstwo 5:1. Torpedo zagrało poniżej oczekiwań, szczególnie w ofensywnie nie wyglądało to tak jak do tej pory. Operujący w środku pola Maksym Marchenko próbował rozgrywać akcje, ale brakowało nieco szczęścia przy wykończeniu, a brak Kyrylo Kuda też miał spory wpływ na taki, a nie inny wynik. Borowiki natomiast zagrały bardzo uważnie, niemal bez większych błędów i zaczynają się piąć w górę ligowej tabeli.
Przed rywalizacją pomiędzy Złączonymi oraz FC Wombaty w lepszych humorach byli gospodarze, którzy do tej pory uzbierali 7 punktów. Rywale natomiast tylko raz z boiska schodzili z kompletem punktów a pozostałe mecze przegrali. Spotkanie lepiej weszli faworyci, którzy już w 7 minucie objęli prowadzenie. Po upływie kolejnych pięciu minut drużyna ta powiększyła stan posiadania. Ich przeciwnicy nie byli w stanie odpowiedzieć niczym konkretnym. Na domiar złego w pierwszej części spotkania ich bramkarz jeszcze raz musiał wyjmować piłkę z siatki i na przerwę drużyny schodziły przy wyniku 3:0. Druga połowa rozpoczęła się ponownie od ataków zespołu Złączonych, którzy szybko zdobywając dwie bramki całkowicie pozbawili złudzeń co do korzystnego wyniku swoich rywali. Do końca meczu pewnie kontrolowali przebieg spotkania, nie pozwalając Wombatom na rozwinięcie skrzydeł. Dodatkowo w ostatnim kwadransie spotkania dołożyli jeszcze dwa trafienia, dzięki czemu ustalili wynik spotkania na 7:0. Drużyna Złączonych przez cały mecz przeważała i ani przez chwilę jej zwycięstwo nie było zagrożone. Wiodącymi postaciami w tej rywalizacji był duet Siara-Gipsiak, którzy razem zdobyli pięć bramek i zanotowali trzy asysty. Reprezentanci Wombatów muszą z kolei szybko zapomnieć o tym spotkaniu, bo zarówno w defensywie jak i ofensywie ich gra pozostawiała wiele do życzenia. Ale wierzymy, że na następną kolejkę zespół ten wyciągnie wnioski i udowodni, że ostatnie problemy to jedynie chwilowa zadyszka.
Bardzo bolesny start sezonu ekipy KS Lipinki Łużyckie już dawno odszedł w zapomnienie, gdyż kolejne trzy spotkania w ich wykonaniu to naprawdę bardzo dobra gra, dwie wygrane i minimalna porażka z faworytem 11-stej ligi, dlatego z w starciu z Broke Boys byli stawiani z roli lekkiego faworyta. Międzynarodowy skład ekipy gości prezentuje bardzo ciekawy futbol, jednak w ich poczynaniach wciąż jest sporo chaosu i to właśnie brak zrozumienia w obronie "Brokersów" doprowadził do straty bramki. Przy akcji przeprowadzonej przez Maćka Mazuraka nominalni goście popełnili błąd w ustawieniu, który została ostatecznie wykorzystany przez Kamila Sawonia i mieliśmy 1:0. Więcej bramek w premierowej odsłonie już nie obejrzeliśmy, a główną przyczyną była zaskakująca nieskuteczność strzałów obu drużyn. Chaos nie zawsze musi być wrogiem i tak było w przypadku gola na 1:1, gdy po sporym zamieszaniu w polu karnym piłka trafiła pod nogi Tarika Muslu, a ten pewnie dobił piłkę po strzale jednego z kolegów z zespołu. Przypadku nie było jednak przy akcji przeprowadzonej przez Dawida Wojciechowskiego, który wypatrzył dobrze ustawionego Jakuba Czerskiego, a ten pewnie wykorzystał stworzoną okazję, wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie 2:1. Ozdobą meczu była bramka zdobyta przez Maćka Mazuraka na 3:1. Maciek zabrał się z piłką po prawej stronie boiska i popędził, mijając pod drodze kilku rywali, aby ostatecznie posłać piłkę obok bezradnego w tej sytuacji Alexa Petrusenko. Goście podjęli jeszcze próbę powrotu do walki o punkty, a gola kontaktowego, strzałem w długi róg bramki, zdobył Zakhar Baradaukin. Było to trafienie ustalające wynik tej potyczki na 3:2 i trzeba przyznać, że mimo niewielkiego wymiaru wygranej, to gracze KS Lipinek Łużyckich odnieśli w pełni zasłużone zwycięstwo.
Potknięcie i porażkę FC Torpedo chcieli wykorzystać gracze FC Melange, którzy w przypadku wygranej mogli wskoczyć na fotel lidera. Ich przeciwnikiem była młoda ekipa KS Centrum, która od samego początku pokazała, że nie ma zamiaru ułatwiać życia przeciwnikowi. Do rywalizacji z dużo bardziej doświadczoną drużyną podeszła bez kompleksów i narzuciła bardzo wysokie tempo gry. Chłopaki dobrze prezentowali się w pojedynkach jeden na jeden, dzięki swojej szybkości i dynamice potrafili przejść rywala, ale nie potrafili finalizować swoich akcji. Po części przez brak skuteczności, po części przez bardzo dobrą dyspozycję Bartosza Jakubiela. Bramkarz FC Melange już na samym początku musiał się wykazać swoimi umiejętnościami, ale dobrze wiemy, że aby pokonać tego bramkarza strzały muszą być wyjątkowo precyzyjne, a tego też brakowało ekipie gospodarzy. Jedyna, jak się okazało, bramka padła w 14 minucie. Niezawodny Łukasz Słowik zagrał swoją firmową akcję – dostał piłkę w polu karnym, obrócił się z rywalem na plecach i strzałem tuż przy słupku umieścił piłkę w siatce. Aż dziwne, że tak rzadko na przestrzeni całego meczu Melanżownicy wykorzystywali ten schemat, w końcu fizycznością napastnik gości znacznie górował nad przeciwnikami. Gospodarze też mieli swoje sytuacje, niektóre z nich stworzyli im sami rywale, jak chociażby złe wybicie piłki przez Bartosza Jakubiela, który jednak szybko naprawił swój błąd świetną interwencją. I właśnie takie momenty mamy na myśli gdy twierdzimy, że czasami KS Centrum brakowało po prostu doświadczenia. Gdyby wykorzystali wszystkie prezenty, które dawał im oponent, mecz mógłby potoczyć się zupełnie inaczej. W drugiej części FC Melange zagrał lepiej i dowiózł do końcowego gwizdka jednobramkowe prowadzenie. Jeszcze w samej końcówce meczu goście musieli grać o jednego zawodnika mniej, ale okres gry w osłabieniu udało im się skutecznie przetrwać. Gospodarze nie zagrali źle, to była wymagająca rywalizacja dla FC Melange, ale niestety znów gracze Centrum pozostali bez punktu. Obie ekipy mają w herbach kufel z piwem, ale tylko jedni z nich mogli świętować po meczu.
Minionej niedzieli na obiektach warszawskiego AWF-U mierzyły się ze sobą ekipy tureckiego Red Rebels oraz Jogi Bonito. Goście po czterech seriach spotkań zajmowali czwarte miejsce, z dorobkiem siedmiu punktów. Gospodarze byli niżej w ligowej hierarchii, a to za sprawą tylko jednej wygranej i dwóch remisów, co dawało im szóstą pozycję. Mecz toczył się w niebywale wyrównany sposób, a boiskowe poczynania zarówno jednych, jak i drugich momentami przypominały bardziej pokaz sztuk walki niż futbol. Mimo tego Red Rebels po składnej akcji objęło prowadzenie, którego nie oddało do przerwy. Mimo zmiany stron, gracze Jogi Bonito nie zdołali odwrócić losów spotkania, przegrywając finalnie 3:0. Wszystko za sprawą wybitnych umiejętności bramkarza, Merdana Rahmedova, który po raz kolejny zachwycił nas obserwatorów, udowadniając, że w swoim fachu nie ma sobie równych. Dodatkowo na pochwałę zasługuję transfer ofensywnego gracza. Mowa tu o Hemrze Hallfyerze, który zdobył dwie z trzech bramek, walnie przyczyniając się do sukcesu swoich kolegów z drużyny. Szansa na rehabilitację w wykonaniu Jogi Bonito już w najbliższą niedzielę. Chłopaki podejmą bowiem wtedy czwarte w tabeli Lipinki Łużyckie. Nie będzie to jednak łatwe zadanie, ponieważ rywal poważnie myśli o awansie, tracąc do czołowych lokat zaledwie trzy oczka. Gospodarze natomiast zagrają z KS Centrum i wydaje się, że będą w tym starciu dość zdecydowanym faworytem.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)