Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 11 Liga
Dla obu ekip był to mecz szalenie ważny w kontekście sytuacji w tabeli, choć z zupełnie odmiennych powodów. Gospodarze walczyli o wydostanie się ze strefy spadkowej, a goście o fotel lidera i początkowo to ekipa Daniela Władka była bardziej zdeterminowana, aby dopiąć swego. Borowiki wyprowadzały atak za atakiem i bramka wisiała w powietrzu, bo udało się obić słupek i poprzeczkę, aż w końcu w 10 minucie podanie Piotra Jankowskiego wykorzystał Łukasz Wrona i gospodarze wyszli na prowadzenie. Wynik nie utrzymał się zbyt długo, bo Złączeni przeszli do ataku i po golu Dominika Kostrzewy to oni byli praktycznie non-stop stroną przeważającą. W 15 minucie nieupilnowany Piotr Gipsiak wyłożył piłkę Łukaszowi Wasiakowi i goście wyszli na jednobramkowe prowadzenie, które dowieźli do końca pierwszej połowy. Druga część meczu zaczęła się od zabójczego ciosu ze strony Złączonych – w 27 minucie z rzutu rożnego dośrodkował Adrian Siara, a Piotr Gipsiak zapakował piłkę do siatki. Dwie minuty później ten sam zawodnik znów wpisał się na listę strzelców i nagle zrobiło się 1:4 dla gości. Z każdą minutą sytuacja Borowików robiła się coraz bardziej nieciekawa i choć goście regularnie atakowali bramkę Krzysztofa Milczarka, to zawodziło wykończenie. Dopiero w 36 minucie niemoc swojego zespołu przełamał Daniel Kaczmarek, a trzy minuty później Złączeni prowadzili już tylko jednym oczkiem, bo gola ustrzelił Denis Shevchenko. Uskrzydlone Borowiki rzuciły się do ataku, ale chwilowy brak koncentracji wykorzystał Piotr Gipsiak, który podał do niekrytego Mariusza Niedźwiadka, a ten tylko dołożył nogę i na dziesięć minut przed końcem Złączeni prowadzili 3:5. Czasu pozostało dużo, jednak gospodarzom zabrakło pomysłów na przełamanie defensywy gości, jak i zwyczajnego szczęścia i ostatecznie to Złączeni cieszyli się ze zdobycia kompletu punktów.
ME-CZY-CHO, przez duże "M"! Takiego dreszczowca z odwróceniem losów spotkania włącznie nie oglądaliśmy już dawno w 11-stej Lidze Fanów. Biorąc pod uwagę dotychczasową formę obu zespołów, spodziewaliśmy się pewnego zwycięstwa Red Rebels, gdyż ich rywale, Broke Boys, nie zdobyli do tej pory choćby punktu. Najwyraźniej zamierzali zmienić ten stan rzeczy, gdyż już od pierwszych minut bardzo dobrze wykorzystywali okazję na kontrataki. Pierwszy efekt dała akcja skonstruowana przez Ilyę Melnika, który podał do dobrze ustawionego Antona Liashuka, a ten otworzył wynik strzałem obok interweniującego golkipera "Rebeliantów". Co prawda gospodarze wyrównali po bardzo ładnym crossie Rahima Kulliyeva i golu Hemry Gurbanova, jednak do końca pierwszej odsłony to goście spisywali się lepiej. Udokumentowali to golami Tarika Muslu oraz Antona Liashuka, dzięki czemu premierową odsłonę zakończyli prowadzeniem 1:3. W oczach Red Rebels tlił się jednak żar nadziei na lepszą drugą połowę, potrzebowali jednak porywu wiatru do rozpalenia. Trochę potrwało, zanim forma strzelecka wróciła w ich szeregi, gdyż w międzyczasie, na początku drugiej połowy, gola na 1:4 zdobył Tarik Muslu. Od tego momentu to jednak "Rebelianci" spisywali się o wiele lepiej, aczkolwiek trzeba przyznać, że Broke Boys mieli ogromnego pecha, gdyż co najmniej pięciokrotnie obijali poprzeczki i słupki bramki rywali. Początek powrotu do walki o punkty gospodarzy to podanie Hemry Gurbanova do Azamata Bazarova, który piłkę do bramki skierował głową. Ten sam duet, w tej samej konfiguracji doprowadził do trafienia kontaktowego, a miało to miejsce po składnie przeprowadzonej kontrze. Gdy po podaniu Hemry Gubranova gola na 4:4 zdobył Rahim Kuliyev, zrobiło się naprawdę ciekawie. Goście poczuli, że mogą stracić szansę nawet na jeden punkt, więc nieco się zmobilizowali. Na piękny strzał z daleka zdecydował się Anton Liashuk, a w obliczu celności i mocy strzału, bezradny był Medan Rahmedov. Tego dnia jednak gospodarze mieli w swoich szeregach człowieka od zadań specjalnych, czyli Azamata Bazarova. Świetny moment gry turkmeńskiego gracza i dwie zapisane na jego koncie bramki pozwoliły gospodarzom wyjść po raz pierwszy w tym starciu na prowadzenie! Broke Boys zacisnęli jednak mocno zęby i dali z siebie naprawdę wszystko w ostatnich minutach, dzięki czemu udało im się jeszcze przed końcem zdobyć gola wyrównującego, gdy po podaniu Tarika Muslu, po raz czwarty na listę strzelców wpisał się Anton Liashuk. Bardzo emocjonujący mecz, powrót Red Rebels ze stanu 1:4, i podział punktów po ostatecznym remisie 6:6. Świetnie się to oglądało!
Zdecydowanym faworytem starcia pomiędzy FC Torpedo a FC Wombaty była drużyna gospodarzy. Po bardzo dobrym początku podopieczni Andrzeja Barana złapali chwilę zadyszki, ale tym meczem chcieli udowodnić, że wracają na odpowiednie tory. Początek spotkania to zmasowane ataki faworytów, którzy starali się jak najszybciej zdobyć bramkę dającą prowadzenie. Piłka niestety długo nie chciała wpaść do siatki, co z każdą minutą powodowała większą frustrację wśród gospodarzy. Goście natomiast długo dość mądrze się bronili, a gdy zawodziła ich linia obronna na posterunku stał bramkarz. Na pierwszego gola przyszło nam czekać aż do 17 minuty, kiedy to do odbitej przez bramkarza piłki dopadł Oleh Ilnytskyi i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Do końca pierwszej połowy wynik już się nie zmienił. Druga odsłona łudząco przypominała pierwszą połowę, z tą mała różnicą, że gospodarze byli zdecydowanie bardziej skuteczni, a dowodem na to była dość szybko zdobyta bramka Siarheia Zdanovicha. Co prawda w 32 minucie goście po ładnej akcji odpowiadają trafieniem Macieja Stąporka, jednak jak się później okazało była to jedynie bramka honorowa. Torpedo z każdą kolejną minutą nabierało większej pewności i widać było, że bramki są kwestią czasu. Na 3-1 wynik podwyższa ponownie Oleh Ilnytskyi, chwilę później dwa kolejne gole zdobywa najlepszy tego dnia zawodnik na boisku Oleksandr Tovchyha i na tablicy wyników mieliśmy 5-1. W samej końcówce wynik ustalił Siarhei Zdanovich i mecz ostatecznie kończy się rezultatem 6:1. Gospodarze zasłużenie odnoszą kolejne zwycięstw w tej rundzie i dzięki wygranej przezimują sezon na drugim miejscu, co z pewnością można uznać za duży sukces ekipy Andrzeja Barana.
Nie takiego obrotu spraw w starciu z Joga Bonito spodziewali się gracze FC Melange. Gospodarze ledwo zdołali skompletować skład na ten pojedynek i trzeba podkreślić, że dwóch zawodników dotarło dosłownie w ostatniej chwili. Od samego początku goście wyjątkowo leniwie konstruowali akcje ofensywne a każde podejście pod bramkę strzeżoną przez Patryka Wąsowskiego sprawiało im bardzo duży trud. Jako pierwsi gola zdobyli gospodarze, którzy po podaniu Mateusza Hnatio i strzale Piotrka Skiby wyszli na prowadzenie. Jednak Melanżownicy mimo dość przeciętnej gry zdołali doprowadzić do wyrównania, gdy po podaniu Kamila Pietrzykowskiego bramkę zdobył weteran gości, Łukasz Słowik. Pierwsza połowa stała pod znakiem optycznej przewagi Jogi oraz nieporadności w obronie FC Melange. Wściekał się niemiłosiernie Bartek Jakubiel, który przez słabą postawę kolegów z defensywy, musiał wielokrotnie ratować zespół przed utratą gola. W pierwszej połowie musiał jeszcze dwukrotnie wyciągać piłkę z bramki, a miało to miejsce po golach Grześka Szostaka i Mateusza Hnatio. Gola kontaktowego zdobył jednak tuż przed przerwą Kamil Marciniak i premierowa odsłona zakończyła się przy stanie 3:2. Po zmianie stron gospodarzom udało się odskoczyć na dwie bramki, konkretnie rzecz ujmując do stanu 5:3, jednak po raz kolejny, tym razem po podaniu Grześka Maca, na listę strzelców wpisał się Kamil Marciniak. W tym momencie FC Melange zdecydował się na dość niezrozumiałą zmianę, gdyż dobrze grającego golkipera, Bartka Jakubiela, między słupkami, w roli “lotnego golkipera” zmienił Grzesiek Mac. Efektem były dwie bardzo szybko i dość kuriozalnie stracone bramki, które miały miejsce po stratach i niemalże “egzekucjach” w ataku w wykonaniu Grześka Szostaka oraz Doriana Kwiecińskiego. Joga Bonito wyszła na prowadzenie 7:4 i już do końca spotkania kontrolowała wynik. Ostatecznie gospodarze pokonali FC Melange 9:5, a wyróżniającymi się graczami byli Grzegorz Szostak, zdobywca hat-tricka oraz Mateusza Hnatio, który zanotował na swoim koncie trzy kluczowe podania i asystę. Na osłodę goryczy porażki, po raz pierwszy od dość dawna hat-tricka na swoim koncie zanotował weteran FC Melange, Kamil Marciniak, ale marne to pocieszenie, gdyż jego ekipa spadła na trzecie miejsce.
Dla graczy KS Centrum rywalizacja z Lipinkami była o to, by zbliżyć się do strefy medalowej, co jeszcze parę kolejek temu wydawało się w tej rundzie poza zasięgiem tej młodej ekipy. Mecz jednak nie zaczął się zbyt dobrze dla gospodarzy – już w 1 minucie został podyktowany przeciwko nim rzut karny, ale w pojedynku Jakuba Czerskiego z Piotrem Bąkowskim górą okazał się bramkarz Centrum. I jak się potem okazało, to nie była ostatnia tak świetna interwencja golkipera gospodarzy. Goście mogli objąć prowadzenie, tymczasem parę minut później to oni musieli gonić wynik – świetną akcję Maćka Ciołka wykończył Kamil Tomala, a chwilę później ten pierwszy sam wpisał się na listę strzelców. Lipinki odpowiedziały golem Kacpra Grotka, ale jeszcze w pierwszej części goście nadziali się na kontrę, po której Centrum ustaliło wynik do przerwy na 3:1. W drugiej części Lipinki rzuciły się do odrabiania strat. Już w 33 minucie było 3:3 i mecz niejako zaczął się na nowo. Pozostała część tej rywalizacji miała dwóch bohaterów. Pierwszy z nich to Gustaw Kowalski, który najpierw świetnie dośrodkował z rzutu rożnego, po którym Kacper Morus trafił na 4:3, a następnie sam dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, ustalając wynik na 6:3. Nie byłoby jednak tego zwycięstwa KS Centrum, gdyby nie postawa Piotra Bąkowskiego – niejednokrotnie kapitalnie bronił on dostępu do swojej bramki, a rywale nie mogli uwierzyć, że znów nie udało im się skierować piłki do siatki, jednogłośnie wybierając go zawodnikiem meczu. Kapitalny występ znacznie przyczynił się do wygranej, dzięki której Centrum kończy rundę tuż za podium – do drugiego miejsca gospodarze tracą zaledwie dwa punkty i wiosna może być niezwykle ciekawa. Lipinki mogą czuć niedosyt po tym meczu, bo nie byli drużyną gorszą i w rundzie rewanżowej na pewno będą chcieli to udowodnić.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)