Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 11 Liga
Fatalna forma Szeregu Homogenizowanego w rundzie wiosennej była wielką szansą dla Pogromców Poprzeczek, aby zabezpieczyć swój byt w 11-tej Lidze Fanów. Mecz jednak rozpoczął się po myśli faworytów, gdy po podaniu Janka Mitrowskiego bramkarza rywali pokonał Filip Ptaszek. W odpowiedzi obejrzeliśmy przepiękną bramkę autorstwa weteranów „Poprzeczek”, Mateusza Niewiadomego, który silnym strzałem z dystansu nie dał szans Jankowi Wosińskiemu. Odpowiedzią była składna akcja kombinacyjna Filipa Ptaszka oraz Adriana Zarasia, gdzie to drugi z wymienionych zawodników okazał się egzekutorem, wyprowadzając swój zespół na 2:1. Gospodarzom udało się na chwilę odskoczyć z wynikiem na 3:1, kiedy po podaniu Pawła Rączkowskiego ładnym dryblingiem popisał się Janek Mitrowski, a po jego popisie umiejętności technicznych pusta bramka stała otworem, więc nie pozostało nic innego jak wykończyć akcję. Pogromcy jednak jeszcze w pierwszej połowie zdołali wrócić do meczu, gdy po golach Bartka Rafała z rzutu wolnego oraz Norberta Plaka zrobiło się 3:3. Po zmianie stron nadal świetnie na boisku czuł się Janek Mitrowski, który był autorem gola na 4:3 – w tej akcji ładnym podaniem, przekutym na asystę, zapisał się w protokole meczowym Filip Ptaszek. Pogromcy jednak dostali zastrzyku energii, a prym w ofensywie wiódł Mateusz Niewiadomy. Jego dwie asysty pozwoliły Bartkowi Rafałowi oraz Bartkowi Kusio na uniesienie rąk w górę w geście radości, a goście dość niespodziewanie wyszli na prowadzenie 4:5! Wszystko wskazywało na to, że Pogromcy odniosą upragnione zwycięstwo i rewanż za porażkę z jesieni stanie się faktem, jednak ich plany pokrzyżował niezwykle skuteczny tego dnia duet: Filip Paszek oraz Janek Mitrowski. To właśnie ci gracze byli głównymi bohaterami akcji, w której Filip przejął piłkę, a Janek z zimną krwią wykończył akcję, doprowadzając do stanu 5:5, a taki wynik końcowy oznaczał podział punktów, który z punktu widzenia wydarzeń boiskowych był jak najbardziej sprawiedliwy.
Jak przegrywać, to tylko w takim stylu! Minionej niedzieli mierzyły się ze sobą ekipy cechujące się kompletnie odmiennymi aspiracjami. Lider jedenastej ligi, czyli Red Rebels od samego startu rozgrywek wyrastał nam na murowanego kandydata do zdobycia tytułu mistrzowskiego. Dla ekipy Gentlemanów natomiast los nie zdawał się sprzyjać od pierwszej, aż do aktualnej kolejki. Drużyna gości okupuje bowiem strefę spadkową, co w zestawieniu z tendencją wzrostową (odnoszącą się do formy Pogromców), zwiastować może niestety widmo spadku. Michał Dang i spółka, jednak podjęli rękawicę w tym arcytrudnym pojedynku i naszym zdaniem wrócili z niego z tarczą mimo porażki. Spotkanie rozpoczęło się od relatywnie szybko zdobytych bramek przez drużynę z Turcji. Zasadniczo to zdanie dobitnie podsumowuje pierwszą odsłonę widowiska. Prawdziwe emocje rozpoczęły się natomiast w drugiej połowie, kiedy to do głosu doszli goście. Najpierw po sporym zamieszaniu w polu karnym piłkę do własnej bramki skierował stoper Rebelsów. Chwilę później bramkarz, Merdan Rahmedov, po raz kolejny został zmuszony do wyciągania futbolówki wprost z własnej siatki. Tym razem to gracz gości, Piotr Loze, po dobitce pokonał golkipera rywali, doprowadzając w tym meczu do remisu. Zasadniczo sprawiedliwym byłoby gdyby spotkanie zakończyło się podziałem punktów, ponieważ obydwie ekipy tego dnia prezentowały zbliżony poziom. Niestety dla Gentlemanów, cofnięcie się do obrony nie było dobrym pomysłem, co skrzętnie wykorzystał Azamat Bazarov, kompletując tym samym trzy bramki i ustalając wynik na 3:2.
W spotkaniu 17 kolejki jedenastej ligi mierzyły się ze sobą ekipy zajmujące odpowiednio drugie oraz ostatnie miejsce w tabeli. Taki przedmeczowy układ zapowiadał dość jednostronny rezultat i grad bramek w wykonaniu gospodarzy. Nasza przedmeczowa predykcja sprawdziła się w stu procentach, przez co na obiektach warszawskiego AWF-u oglądaliśmy pokaz siły połączony z deklasacją w wykonaniu ekipy w czarnych strojach. Borowiki - bo o nich mowa, przygotowali na to spotkanie zdecydowanie szerszą ławkę rezerwowych, co walnie wpłynęło na przebieg rywalizacji. Już od samego początku rywalizacji, zarysowywała się przewaga drużyny, która ciągle liczy się w walce o tytuł mistrzowski. Szybko zdobywane bramki, z minuty na minutę zaznaczały i powiększały przewagę Borowików, dzięki czemu, do przerwy było już 9:0. Oldboys Derby III, mimo okrojonego składu próbowało jednak podjąć równorzędną walkę. Niestety dla nich, lepiej dysponowany rywal nie pozwolił im na rozwinięcie skrzydeł, rozbijając każdą ofensywną akcję w zarodku. Tym samym druga odsłona pojedynku była równie jednostronna, co zaowocowało kolejnymi szansami dla Borowików. Jedną z barwniejszych postaci była bezapelacyjnie persona Aleksandra Anischenkov'a, który zdobył tego dnia aż cztery gole, dokładając do tego trzy asysty. Na jego dwójkowe akcję z Marcinem Stachaczem, zdecydowanie mógł narzekać Andrzej Gorzkowski, który po ich zagraniach musiał wyciągać piłkę z siatki około sześciokrotnie. Oldboysi tym samym przegrali kolejny mecz w ligowej kampanii i raczej muszą poczekać na kolejny sezon, aby wyciągnąć wnioski i zdecydowanie lepiej przygotować się do nadchodzących rozgrywek. Przed Borowikami natomiast ostatnia kolejka, która zadecyduje o finalnym układzie tabeli.
Dla Niedzielnych potyczka z Green Teamem była ich debiutem na odnowionej Arenie Grenady. Zieloni już na tym obiekcie grali, ale wspomnień nie mają najlepszych, bo przegrali wówczas z KTA Wszedło. Mimo wszystko to oni byli lekkimi faworytami tej potyczki, a stali się większymi, gdy okazało się że nowy w ich szeregach czyli Wiktor Mikołajczak, to gość który na poziomie 11.ligi może zrobić różnicę. Zanim jednak zapisał do swoich statystyk kilka punktów, to na prowadzenie wyszli Niedzielni, gdy bramkę – niemal od razu po wejściu na plac – zanotował Artur Jaszczak. To były jednak miłe złego początki. Im dłużej mecz trwał, tym Green Team wyglądał lepiej. Kwestią czasu było więc otwarcie dorobku strzeleckiego przez ten zespół, a gdy już to nastąpiło, to nie zabrakło też drugiego trafienia, które ustaliło nam wynik pierwszej połowy na 2:1 dla Zielonych. Druga odsłona wyglądała podobnie. Budowanie swoich ataków sprawniej wychodziło prowadzącym, którzy jednak zdawali sobie sprawę, że jeśli nie podreperują swojego dorobku, to może się zrobić nerwowo. W momencie gdy zapisywaliśmy te słowa na kartce, zdobyli gola na 3:1, co powodowało, że NieDzielni byli o włos od porażki. Wtedy znów przypomniał o sobie Artur Jaszczak. Trafienie na 3:2 dało nadzieję, że tutaj nie wszystko jest jeszcze stracone. Drużyna Marcina Aksamitowskiego próbowała doprowadzić do remisu i niektóre sytuacje jakie wykreowała podchodziły pod naprawdę dogodne, lecz czasami brakowało szczęścia, a jeszcze częściej dokładności. Tych dwóch elementów nie zabrakło za to Marcinowi Walczakowi. Zawodnik Green Teamu w samej końcówce spotkania przepięknym uderzeniem z dystansu zamknął wynik spotkania na 4:2, który uczciwie oddaje przebieg boiskowych wydarzeń. Triumfatorzy byli lepsi, mieli więcej zawodników potrafiących zrobić coś z niczego i wygrali zasłużenie. Brawa jednak dla NieDzielnych, którzy walczyli do końca i mimo przegranej zapewnili sobie utrzymanie na 11.poziomie rozgrywkowym. Nie jest to może jakiś wielki sukces, ale po jesieni wcale się na to nie zapowiadało, tymczasem cel udało im się osiągnąć z tygodniowym wyprzedzeniem.







)
)
)
)
)
)
)
)