reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
09:00

Mecz podwyższonego ryzyka, chociaż, jak to stwierdzili sami gracze Niedzielnych oraz Pogromców Poprzeczek - podwyższonego śmiechu. Obie ekipy bardzo dobrze się znają i szanują, więc oczywiście nie było mowy o niepotrzebnej agresji, lub nieuprzejmościach. No chyba, że za brak uprzejmości można wziąć lanie, jakie gospodarze zafundowali rywalom w pierwszej połowie. Zaczęło się od indywidualnej akcji Janka Wójcika, który po przechwycie umieścił piłkę w bramce strzeżonej przez Rafała Klimiuka. Gol na 2:0 to akcja, w której strzał napastnika Niedzielnych został obroniony, jednak w polu karnym czujny był Łukasz Ostrowski i pewnie dobił bezpańską piłkę. Wielka radość, jaka towarzyszyła Maćkowi Piątkowi po asyście do Janka Wójcika na 3:0 była niezmiernie miła dla oka. Przypomnijmy, że Maciek powrócił do gry w piłkę po bardzo poważnej kontuzji kostki, a więc zapisanie się w statystykach kluczowym podaniem było dla niego naprawdę miłym aspektem tego meczu. Jeszcze większa radość pojawiła się na twarzy Marcina Aksamitowskiego, który nie zmarnował podania od Bartka Kujawińskiego. Tutaj warto wspomnieć, że Marcin również miał bardzo długi rozbrat z piłką przez poważne urazy dłoni, które na kilka lat uniemożliwiły mu grę na jego nominalnej pozycji, jaką jest bramkarz. 4:0 do przerwy i nic nie zapowiadało rychłej odmiany losów. Po zmianie stron widzieliśmy jednak zdecydowane rozluźnienie w szeregach Niedzielnych, co z czasem wykorzystali Pogromcy Poprzeczek. Jako pierwszy w szeregach gości na listę strzelców wpisał się ich etatowy snajper, Mateusz Niewiadomy. Popularny "MN09" zachował się jak rasowy napastnik, gdy przed polem karnym zdecydował się na potężne uderzenie z półwoleja, które nie dało szans Kamilowi Jaroszowi. Pogromcy poczuli, że jeszcze coś w tym meczu można strzelić, a na bramkę rywali pognał Adam Maj, który mógł być powstrzymany tylko faulem. Pech chciał, że miało to miejsce w polu karnym, a "wapno" na bramkę zamienił samo poszkodowany, ustalając wynik spotkania na 4:2. Pogromcy pozostają na ostatnim miejscu w tabeli, a Niedzielni, dzięki wygranej, uciekli na chwilę obecną ze strefy spadkowej.

2
13:00

W niedzielne popołudnie na arenie AWF Red Rebels podejmowało Gentelman Warsaw. Gospodarze po zwycięstwie w ostatniej kolejce zdecydowanie chcieli kontynuować tę serię. Natomiast goście po dobrym początku sezonu złapali lekki dołek. Red Rebels od pierwszych minut spotkania rozpoczęli forsowanie szeregów obronnych rywala. W ten sposób już w 6 minucie spotkania wyszli na prowadzenie. Gospodarze narzucali swoje tempo i zostawiali mało miejsca przeciwnikom doskakując od razu po stracie piłki. Bramkarz gości dwoił się i troił, ale wobec skuteczności rywali był bezsilny. Ogromną przewagę Red Rebels stwarzał Cem Ocak, który jak na rasową „9” przystało, dzięki swojej budowie mógł spokojnie zastawić się z piłką i zgrywać ją do kolegów z drużyny. Na przerwę zawodnicy Red Rebels schodzili z trzy bramkową przewagą. Druga część spotkania ponownie układała się po myśli gospodarzy, którzy podwyższyli wynik na 4:0. W tym momencie w ich szeregi wkradła się chwila rozluźnienia, którą wykorzystał rywal i po raz pierwszy w tym spotkaniu bramkarz Rebelsów musiał wyciągać piłkę z siatki. Po kilku minutach faworyci podwyższyli jednak na 5:1, trzymając bezpieczny bufor od rywala. Od tego momentu zaczęli zostawiać coraz więcej przestrzeni między swoimi formacjami, co skrzętnie zaczęli wykorzystywać zawodnicy Gentelman. Ich nieustępliwość w dążeniu do odwrócenia wyniku meczu dała im siłę do zdobycia dwóch bramek, które zbliżyły ich do rywala łapiącego oddech. Jednak końcówka spotkania nie była już dla nich tak łaskawa. Do tego momentu Gospodarze zdołali odpocząć fizycznie i ponownie złapali koncentrację nie odpuszczając przy żadnej z sytuacji. Szczególnie Ocak, który zdobył dwie bramki pieczętując zwycięstwo swojej drużyny.

3
16:00

Szlagier 11 ligi czyli spotkanie Szeregu Homogenizowanego z KTA Wszedło dostarczyło emocji, których spodziewaliśmy się po tym meczu. Dało się zauważyć, że był to mecz o wysoką stawkę, bo obie drużyny grały twardy, męski futbol, ale mimo częstych fauli i dość napiętej atmosfery w drugiej połowie, sędzia nie musiał sięgać po żółty kartonik. W zapowiedziach wspominaliśmy, że gospodarze dysponują potężną siłą ofensywną i siła ta ujawniła się już w 2 minucie meczu, kiedy gola otwierającego zdobył niezawodny Bartłomiej Leszczyński. Po chwili mogło być już 2:0, ale trójkowy atak Szeregu zakończył się fatalnym wykończeniem. Goście za to odgryźli się niespodziewanym strzałem Marka Pacholczaka, a piłka po rękach golkipera wpadła do siatki. Gospodarze odzyskali prowadzenie po drugim trafieniu Bartłomieja Leszczyńskiego, a minutę później podwyższył Paweł Ślązak. Strzelanie trochę się uspokoiło, ale inicjatywa była zdecydowanie po stronie Szeregu i po kilka minutach prowadził on już 5:1. Gola do szatni zapakował Oskar Głuszniewski i zawodnicy Artura Moczulskiego schodzili na przerwę prowadząc 5:2. Drugą cześć spotkania otworzył gol Michała Daniluka, który wykorzystał niezdecydowanie w obronie Wszedło i po przejęciu niedokładnego podania, pewnym strzałem zapakował piłkę do siatki. Kto pomyślał, że przewaga w golach była już nie do dogonienia musiał się srogo zmitygować, bo w 30 minucie trafił Filip Pacholczak, a dwie minuty później było już 6:4 po golu Pawła Kaniowskiego i mecz nabrał kolorów. Gospodarze poczuli, że wynik zaczyna im uciekać i w ich grze pojawiła się lekka niepewność. Sytuację opanował w końcu Bartłomiej Leszczyński, który w 38 minucie zdobył bramkę, która odwróciła losy tego meczu. Przy stanie 7:4 Wszedło rzuciło się do ataku, ale długo nie mogło zdobyć gola, a stracone siły spowodowały, że w końcówce Szereg totalnie rozmontował defensywę gości. Kiedy Paweł Ślązak trafił na 8:4 było już praktycznie po meczu, ale ofensywa gospodarzy ani myślała zdejmować nogę z gazu i kolejne gole Bartłomieja Leszczyńskiego oraz Adriana Zarasia kompletnie dobił ekipę Rafała Jagóry, a mecz skończył się bardzo wyraźnym zwycięstwem Szeregu Homogenizowanego aż 12:4.

4
19:00
( 2 : 2 )
8 : 8
Raport

W niedzielny wieczór na przeciwko siebie stanęły ekipy Old Boys Derby III oraz Green Team. Faworytem wydawali się być goście, którzy w tym sezonie prezentują się znacznie lepiej od swoich rywali. Spotkanie dość niespodziewanie lepiej rozpoczęło się dla gospodarzy, którzy dość szybko objęli prowadzenie. Piłkę do pustej bramki dobijał Jarosław Wołoszyn i na tablicy wyników mieliśmy 1-0. Goście w miarę szybko wyrównali, po perfekcyjnie rozegranym rzucie wolnym, a autorem gola był Łukasz Kuna. Spotkanie z minuty na minutę było coraz bardziej otwarte, obie ekipy miały sporo okazji do strzelenia bramki, jednak często brakowało wykończenia akcji. Jako pierwsi nerwy opanowali gospodarze i to oni ponownie wyszli na prowadzenie - szybką akcję Adama Włodarczyka wykończył Artur Gacoń. Po stracie bramki do pracy wzięli się goście, którzy wyrównali tuż przed końcem pierwszej połowy i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 2-2. Druga odsłona była zdecydowanie bardziej widowiskowa, obie ekipy postawiły w niej na zdecydowanie bardziej ofensywny futbol. Od początku tej części lepiej prezentowała się drużyna Old Boys Derby. Gra ekipy z Białołęki mogła się podobać, częste zmiany, walka o każdą piłkę oraz składne akcje doprowadziły do zdobycia czterech kolejnych bramek, gościom natomiast udało się odpowiedzieć tylko raz. Przy wyniku 6-3 spotkanie ponownie się wyrównało, a bramki padały raz z jednej raz z drugiej strony. Taki stan rzeczy mieliśmy do wyniku 8-5, później gospodarze nieco opadli z sił i w ich grze wkradła się nerwowość oraz niedokładność nawet przy najprostszych zagraniach. Swoją szansę dostrzegli goście, którzy zaczęli naciskać coraz mocniej. W końcowych minutach meczu Green Team najpierw strzela bramkę na 8-6, by po chwili dzięki Danielowi Kurowskiemu złapać kontakt z rywalem. Kiedy wszyscy już myśleli, że sędzia zakończy mecz na rozpaczliwą akcje zdecydował się Szymon Andrusiuk i dzięki jego trafieniu goście wyrównują. Spotkanie ostatecznie kończy się remisem 8-8 i obie ekipy dzielą się punktami. Warto również wspomnieć, że goście nie wykorzystali rzutu karnego. Świetnie w bramce Old Boysów interweniował wracający po kontuzji Przemysław Biały i to on został cichym bohaterem tego spotkania.

Reklama