Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 11 Liga
Mecz ostatniej drużyny w lidze z wiceliderem, który tej wiosny jeszcze nie przegrał miał jednego faworyta. Akcje FC Melange wzrosły tym bardziej, gdy zobaczyliśmy w jakich składach wystąpili jedni i drudzy. Wombaty do meczu przystąpiły bez zmian, natomiast nominalni goście mogli wystawić do gry niemal dwa składy. Team Łukasza Słowika zaczął wręcz idealnie – już w 1 minucie Łukasz Krysiak otworzył wynik spotkania. Jednak dwie minuty później mieliśmy 1:1 – Łukasz Rogowski wykorzystał fatalny kiks obrońcy Melanżu, stanął oko w oko z Bartoszem Jakubielem i doprowadził do wyrównania. Melange w pierwszej części zdołał pokonać bramkarza przeciwnika jeszcze tylko raz – ponownie na listę strzelców wpisał się Łukasz Krysiak. Mimo prowadzenia można było odnieść wrażenie, że goście grają dość niemrawo. Owszem, przeważali, częściej utrzymywali się przy piłce, mieli więcej okazji od rywala, ale nie przekładało się to na kolejne trafienia, choć trudno było też sądzić, że rywale będą w stanie coś ugrać. Gra bez zmian swoje robiła i jasnym było, że Wombaty z każdą minutą będą coraz mocniej opadali z sił. To się potwierdziło. Drugą część FC Melange rozpoczął od gola Marcina Godlewskiego i właściwie w tym momencie worek z bramkami się rozwiązał. Swoje trafienia dołożył Łukasz Słowik, kompletując hattricka i wyprowadzając swój zespół na prowadzenie 1:6. Do końca spotkania Melanżownicy dołożyli jeszcze trzy trafienia, choć nie ma co ukrywać, że tych goli mogłoby być znacznie więcej, lecz goście też nie forsowali zbytnio tempa. FC Melange zrobił swoje a po ich meczu na boisko wchodzili gracze Złączonych oraz Red Rebels i wynik tej rywalizacji był bardzo istotny dla ekipy z Bielan.
Było to spotkanie otwierające dzień zmagań na arenie AWF i pierwszego gola obejrzeliśmy chwilę po gwizdku rozpoczynającym mecz. Szybką akcję Vladyslava Serheieva wykończył Oleksandr Tovchyha i Torpedo wyszło na prowadzenie, którego nie oddało już do końca meczu. W 8 minucie znów trafił Oleksandr, a trzy minuty później było już 0:3 po golu Vladyslava. Goście byli ekipą, która stawiała warunki gry i dało się to zauważyć szczególnie, kiedy żółtym kartonikiem został ukarany Illia Shemanuiev, a Torpedo nie tylko nie dało się zepchnąć do obrony, to jeszcze prawie zdobyło gola grając w osłabieniu. Ostatecznie pod koniec kary udało się w końcu Lipinkom pokonać golkipera gości, ale Torpedo zaliczyło absolutnie zabójczą końcówkę i schodziło do szatni prowadząc 1:5. Na początku drugiej połowy ekipa Andrzeja Barana podwyższyła prowadzenie, ale gospodarzom również udało się zapunktować i swojego drugiego gola zdobył Kacper Jakubisiak. W 35 minucie golkiper Torpedo został ukarany żółtym kartonikiem, a na bramce stanął Maksym Marchenko, który popisał się kilkoma dobrymi interwencjami i tym razem nie udało się Lipinkom wykorzystać przewagi liczebnej. Gospodarzom niemalże przez cały mecz brakowało pomysłów i błyskotliwych zagrań, tym bardziej zaskakującym było, gdy w samej końcówce ekipa Macieja Mazurka w końcu złapała swój rytm i nagle ze stanu 2:7 zrobiło się 5:7, a goście poczuli, że luźna do tej pory sytuacja zaczyna się robić coraz bardziej napięta. Jednak Lipinki obudziły się zdecydowanie za późno, a w 48 minucie swój zespół uspokoił Oleksandr Tovchyha, który dostał podanie przez całe boisko i nie dał szans Maciejowi Zawadzie. Kropkę nad i postawił w ostatniej akcji meczu Kyrylo Kud i ostatecznie Torpedo wygrało pewnie 5:9.
W jedenastej lidze od pięciu spotkań tylko dwie drużyny mogą pochwalić się nieskazitelnym bilansem. Wśród nich wyróżnić można ekipę Złączonych, która zdaje się pewnie kroczyć po triumf w lidze. Niedzielnym rywalem zawodników w pomarańczowych strojach byli reprezentanci Red Rebels, którzy ciągle dryfują nad strefą spadkową, przegrywając trzy ostatnie mecze. Dzięki takiemu scenariuszowi mogliśmy się spodziewać nie lada emocji. Gospodarze pragnęli bowiem potwierdzić boiskową dominację oraz aspirację do zdobycia tytułu. Goście natomiast chcieli udowodnić, że ciągle są w stanie punktować, nawet z najlepszymi. Potwierdzenie powyższych słów znaleźliśmy już w 12 minucie, kiedy to wąska kadra tureckich graczy objęła prowadzenie. Po dwójkowej akcji Bazarova z Gurbanovem, gracze Red Rebels objęli prowadzenie. Radość nie trwała jednak zbyt długo, ponieważ brak nominalnego bramkarza został wykorzystany przez rywala już osiem minut później. Dzięki tej bramce Złączeni mogli zejść na przerwę ze zdecydowanie lepszym nastrojem. Mimo pozytywnego nastawienia, chwilowe rozprężenie w ich szykach defensywnych, kolejny raz zostało wykorzystane przez rywala. Wyżej wymieniony duet kolejny raz dał się we znaki obronie Złączonych, czego efektem była bramka na 1:2. Od tego momentu zauważalną przemianę przeszli gracze lidera tabeli. Najpierw w 35 minucie wyrównał Niedźwiadek, którego kapitalnym podanie obsłużył Gipsiak. Później, na minutę przed finalnym gwizdkiem arbitra głównego tego spotkania, do bramki strzeżonej przez nominalnego gracza z pola Vepy Durdy trafił fenomenalnym uderzeniem z rzutu wolnego Piotr Gipsiak. Tym samym Złączeni wygrali 3:2, chociaż ten mecz kosztował ich na pewno mnóstwo sił.
W niedzielne południe na Arenie AWF zmierzyły się zespoły będące w strefie spadkowej. O ile Joga Bonito jeszcze może powalczyć o utrzymanie, to Broke Boys ma już bardzo trudną sytuacje w ligowej hierarchii. Ku zdziwieniu wszystkich obserwujących to gospodarze tego meczu po 10 minutach prowadzili już 3-0. Joga Bonito za sprawą Doriana Kwiecińskiego zmniejszyli rezultat meczu, ale nie podłamało to skrzydeł Broke Boys i Nazar Yavoriv wykorzystał dokładne podanie Tarika Muslu i podwyższył stan meczu na 4-1. Gospodarze w pierwszej połowie strzelili jeszcze jedną bramkę i schodząc na przerwę mieli bezpieczną, czterobramkową przewagę nad faworyzowanymi zawodnikami Joga Bonito. Druga połowa była już bardziej wyrównana, goście zaczęli lepiej operować piłką i stwarzać większe zagrożenie pod bramką Broke Boys. Niestety dla gości sam Dorian Kwieciński w ataku to było za mało, zdecydowanie zauważalny był brak Alana Małeckiego, który pewnie mógłby strzelić kilka bramek. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 9:4 dla gospodarzy, którzy po takim meczu na pewno będą chcieli wygrywać kolejne i minimalizować dystans do druzyn, które wcześniej odskoczyły w tabeli na kilka punktów. Joga Bonito nie zagrała na takim poziomie, jak wszyscy od nich oczekiwali i jeżeli chcą dalej walczyć o utrzymanie w 11 lidze, muszą szybko poprawić swoją dyspozycję.
Minionej niedzieli mieliśmy okazję przyglądać się zmaganiom w ramach trzynastej kolejki 11 ligi. Na Arenie warszawskiego AWF-u stanęły naprzeciwko siebie ekipy Borowików oraz KS Centrum. Przed meczem niezwykle ciężko było stwierdzić, kto okażę się lepszy w tym starciu. Drużyny w tabeli dzieliły zaledwie trzy punkty, które w wypadku gości dawały ciągły kontakt w walce o medale. Gospodarze natomiast w przypadku wygranej mogli minimalnie odrobić straty do czołówki. Spotkanie rozpoczęło się od nieśmiałych prób w akcjach ofensywnych. Prawdziwy przełom nastąpił już w 11 minucie, kiedy to po składnej dwójkowej akcji w wykonaniu Huberta Marczyka i Kamila Tomali, KS Centrum objęło prowadzenie. Radość nie trwała jednak zbyt długo, ponieważ gospodarze wyrównali zaledwie pięć minut później, dzięki trafieniu kapitalnego tego dnia Adama Kolanowskiego. Mimo ogromu zaangażowania oraz chęci, reszta pierwszej połowy nie uraczyła nas kolejnymi bramkami, przez co arbiter główny tego spotkania Rafał Szczytniewski zasygnalizował przerwę, na którą gracze zeszli przy remisie 1:1. Druga odsłona tego starcia była już o wiele bardziej interesująca i przede wszystkim otwarta, przez co mieliśmy przyjemność oglądać sporą liczbę bramek. W ten okres gry zdecydowanie lepiej weszły Borowiki, które przez około dziesięć minut kontrolowały przebieg meczu. Efektem tego była zdobyta bramka, która zdaje się uśpiła ich czujność. Skrzętnie wykorzystali to gracze Centrum, którzy doprowadzili do remisu. W dalszej części spotkania zdecydowanie bardziej uwypukliła się nam dysproporcja między drużynami. Chodzi tu przede wszystkim o warunki fizyczne, które z minuty na minutę przemawiały za gospodarzami. Efektem tego były trzy bramki zdobyte w odstępie niespełna pięciu minut. Wyraźnie podrażnieni gracze Centrum próbowali podjąć rękawicę, jednakże w wyniku ogromu emocji, jedyne co można było dopisać po ich stronie to żółta kartka, którą otrzymał Paweł Maciejski. Finalnie lepsi okazali się zawodnicy w granatowych strojach, którzy pewnie zapunktowali, wygrywając 5:2.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)