Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 7 Liga
Mecz pomiędzy zespołami, które są na dwóch przeciwległych biegunach. FC Alliance na przedostatnim miejscu w tabeli będzie musiało do samego końca rozgrywek walczyć o utrzymanie. Ich rywale mają 1 punkt straty do miejsca premiowanego awansem i również ostatniej kolejki będą walczyć o to, aby się na nim znaleźć. Gospodarze mają przede wszystkim bardzo duży problem ze skompletowaniem kadry. Już dwukrotnie na wiosnę ukarani byli walkowerem, a w meczu przeciwko Więcej Sprzętu Niż Talentu stawili się w 6 osób. Bardzo szybko zarysowała się przewaga gości. Swoich sił próbowali Piwowarski, Izotov czy Krysiak, ale albo strzelali niecelnie albo bronił bramkarz przeciwników. Worek z bramkami otworzył się w 10 minucie. Wtedy gola zdobył wspomniany wcześniej Izotov. Za jego przykładem poszli koledzy, którzy raz za razem pokonywali Oleha Babiaka, co poskutkowało wynikiem 12:0 do przerwy. Godna pochwały jest postawa drużyny gości, która jeszcze w pierwszej części gry po tym jak jeden z rywali opuścił boisko z urazem, również zdjęła zawodnika i zespoły grały po 5. Druga odsłona wyglądała identycznie jak pierwsza. Faworyt zdecydowanie dominował, stwarzał sobie mnóstwo okazji, które zamieniał na bramki. Najwiecej z nich, bo aż 7 zdobył Łukasz Krysiak, niewiele mniej bo 5 Staroszczyk. Rywale nie zdobyli żadnego gola, ale należą im się wielkie słowa uznania, bo pomimo tego, że byli zespołem zdecydowanie słabszym to ambitnie walczyli o bramkę honorową. Ostatecznie Więcej Sprzętu Niż Talentu rozgromiło FC Alliance 21:0.
Elitarni i KS Iglica mają na ten sezon zupełnie odmienne cele. Drużyna z Gocławia walczy o medale, z kolei ich niedzielni oponenci robią wszystko, byle tylko nie znaleźć się po ostatniej kolejce w strefie spadkowej. Jedni i drudzy do swoich założeń potrzebują zwycięstw, ale w niedzielę ta sztuka mogła się udać tylko jednej drużynie. I jak już doskonale wszyscy wiedzą, zespołem który zrobił tutaj swoje byli Elitarni. Początkowo nie było to jednak takie oczywiste, bo Iglica kolokwialnie rzecz ujmując nie chciała się „odczepić” od przeciwnika i gdy ten zdobywał gole, to odpowiedź była natychmiastowa. Ostatnie słowo w pierwszej połowie należało jednak do Elitarnych, którzy z minimalnym prowadzeniem udali się na kilkuminutowy odpoczynek. I chociaż słychać było, że nie są do końca zadowoleni ze swojej postawy, to według nas byli dla siebie zbyt surowi. Bo jak na dość spory upał, to był to naprawdę niezły mecz. W drugiej połowie faworyci zaczęli powiększać swój dorobek bramkowy. Iglica tym razem nie potrafiła znaleźć błyskawicznej riposty i trzeba przyznać, że chociaż ta drużyna miała dość długo piłkę przy swojej nodze, to długimi fragmentami po prostu waliła głową w mur. To nie mogło się inaczej skończyć jak porażką, bo doświadczeni rywale zaczęli ich niemiłosiernie punktować i po 50 minutach gry wynik brzmiał 6:2. Elitarni zagrali więc jak na faworyta przystało i zachowali dystans do ścisłej czołówki tabeli. Z kolei Iglicę czeka jeszcze wiele spotkań o podobnym poziomie gatunkowym i jeżeli marzy im się utrzymanie, to oprócz ambicji trzeba dołożyć coś więcej. Bo same chęci po prostu nie wystarczą…
Starcie zespołów z czołówki 7 ligi zapowiadało się niezwykle interesująco. Liderujące FC MiToTito mierzyło się z zajmującym 3 miejsce Tornado Warszawa, które musiało wygrać ten mecz, żeby pozostać w walce o mistrzostwo. Widać było w gościach olbrzymie zaangażowanie, zespół od samego startu ruszył do ataków, ale najczęściej na przeszkodzie stał bramkarz gospodarzy Karol Nowicki. Po kilku minutach FC MiToTito ocknęło się i gospodarze zaczęli się odgryzać rywalom, ale sytuacja wyglądała niemal identycznie jak w przypadku Tornado, czyli dobrze w bramce spisywał się Tomek Gonciarz. Dopiero w 13 minucie meczu Kamil Kutyła wyprowadził swój zespół na prowadzenie, z którego jednak goście cieszyli się niespełna minutę, bo bramkę wyrównującą zaliczył Dariusz Pliszka. W końcówce pierwszej połowy mocniej zaatakowało FC MiToTito, które najpierw strzeliło w słupek, żeby po chwili wyjść na prowadzenie. Tak szybko jak gospodarze dogonili wynik, tak szybko stracili prowadzenie za sprawą Kamila Jana, który dał remis drużynie Tornado Warszawa. W drugiej połowie strzelali już tylko zawodnicy FC MiToTito, którzy wyszli na dwubramkowe prowadzenie i nie oddali go do końca spotkania wygrywając z Tornado 4-2. Dla ekipy Michała Czarnowskiego są to bezcenne 3 punkty, ponieważ ramię w ramię idzie z nimi Georgian Team i walka o mistrzostwo może rozstrzygnąć się w bezpośrednim pojedynku. Dla Tornado Warszawa została już walka o 3 miejsce, która też będzie trwać do ostatniego gwizdka w sezonie, bo poziom wszystkich ekip zamieszanych w walkę o brązowe medale jest bardzo zbliżony.
Zwycięstwo Kuban przykuło uwagę nie tylko wynikiem, ale przede wszystkim niesamowitym, pełnym zwrotów akcji widowiskiem, które zapewniły nam obydwa zespoły. W pierwszych minutach meczu to goście chcieli narzucić swój styl gry. Ich wysoki pressing pozwolił popełnić błąd rywalowi, który skutecznie wykorzystali umieszczając piłkę w siatce. Po stracie bramki gospodarze zaczęli narzucać swoje tempo i zostawiali mało miejsca przeciwnikom doskakując od razu po stracie piłki. Bramkarz gości dwoił się i troił, ale wobec skuteczności Marka Saneckiego był bezsilny. Wymieniony zawodnik nie tylko wyrównał stan spotkania, ale wyprowadził drużynę na prowadzenie. Radość z korzystnego rezultatu nie trwała długo. FC Polska Górom zdążyła przed przerwą strzelić jeszcze dwie bramki i ponownie objąć prowadzenie. Druga część spotkania znów rozpoczęła się szczęśliwie dla graczy FC Polska Górom, którzy podwyższyli wynik na 2:4. Gospodarze chcieli za wszelką cenę gonić rywala, ale brakowało skuteczności. Po kilku minutach oponenci podwyższyli jednak na 2:5, trzymając bezpieczny bufor od przeciwnika. Od tego momentu zaczęli zostawiać coraz więcej przestrzeni między swoimi formacjami, co skrzętnie zaczęli wykorzystywać zawodnicy Gospodarzy. Ich nieustępliwość w dążeniu do odwrócenia wyniku meczu dała im siłę do zdobycia trzech bramek, które zbliżyły ich do rywala łapiącego oddech. Doprowadzenie do remisu dało wiarę zawodnikom Kuban, że ten mecz mogą jeszcze wygrać. Od tego momentu Goście nie zdołali podnieść się po stracie bramek i utrzymać remisu. Natomiast Kubany szły po swoje i robiły wszystko, aby zainkasować komplet punktów. Szczególnie Dymitr Kuczyński, który zdobył dwie bramki pieczętując zwycięstwo swojej drużyny. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 7:5.
Wieczorna potyczka Na Wariackich Papierach z Georgian Team zapowiadała się na jednostronne widowisko. W końcu grał vicelider z 8 miejscem. Jeżeli chodzi o pierwszą połowę, to nic bardziej mylnego. Premierowe minuty spotkania nie zwiastowały niczego dobrego dla ekipy z Gruzji, bo ledwie zdążyliśmy spojrzeć na murawę, a Na Wariackich Papierach już prowadzili trzema bramkami! Nieporadność w wyprowadzaniu piłki i nonszalancja nie mogły inaczej się skończyć. Gospodarze starali się ustawić sobie to spotkanie i stwarzali kolejne sytuacje, a goście jakby nie wiedzieli co mają robić i szukali swojego pomysłu na grę. W końcówce pierwszej odsłony Gruzini zdobyli jednak dwie bramki i to dawało nadzieję na lepszą grę w drugiej połowie. Po zmianie stron gospodarze starali się o kolejne trafienia, jednak to gracze Georgian Team zdobywali następne gole. Goście dosyć łatwo uzyskiwali przewagę w środku pola, starali się grać nieszablonowo i być skoncentrowanym w obronie. Można powiedzieć, że udało im się to w stu procentach. Byli rozpędzeni jak TGV. Co chwilę widzieliśmy strzał na bramkę rywala. Niezawodny tego dnia Saba Lomia i reszta gruzińskiej ekipy robili co chcieli. Mecz zakończył się pewnym zwycięstwem Georgian Team i widać, że bardzo zależy im na awansie do 6 ligi. Natomiast Na Wariackich Papierach są na 8 miejscu w tabeli i jeżeli chcą się z miejsca spadkowego wyrwać, to muszą takie mecze wygrywać…







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)