Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 7 Liga
Byliśmy bardzo ciekawi starcia ekipy Więcej Sprzętu Niż Talentu z ukraińskim FC Alliance. W zeszłym sezonie zespoły te grały na innych szczeblach rozgrywkowych, a goście mają obecnie status beniaminka 7-mej Ligi Fanów. Zdecydowanie lepiej w mecz weszli gospodarze, u których było widać przygotowanie kilku zagrywek zarówno ataku pozycyjnego, jak i szybkiego rozegrania ofensywy. Pierwsze efekty zobaczyliśmy po rozegraniu tzw. „klepki” między Łukaszem Krysiakiem i Piotrkiem Stasiakiem. Łukasz świetnie dostrzegł kolegę z ataku, a ten bez większych problemów pewnie umieścił piłkę w bramce, dając WSNT prowadzenie 1:0. Chwilę później doszło do sytuacji, którą ciężko wytłumaczyć. Bramkarz gospodarzy, Paweł Pryciński, który słynie z bardzo dobrej gry nogami i doświadczenia, tak pewnie poczuł się z piłką przy nodze, że… skierował ją do własnej bramki. Bardzo wziął do siebie tę sytuację i od tego momentu nie byliśmy pewni, czy w bramce stoi Paweł, czy też może Allison Becker z Liverpoolu! Do końca pierwszej połowy Paweł wybronił przynajmniej pięć bardzo groźnych strzałów, z uderzeniami z najbliższej odległości włącznie. Po zmianie stron oglądaliśmy festiwal zmarnowanych 100% okazji. Najpierw na pustą bramkę nie trafił napastnik FC Alliance, a chwilę później w podobnej sytuacji znalazł się Jan Wojtyczek, jednak również przestrzelił. Goście najwyraźniej przez chwilę zapomnieli o zakazie wślizgu na zawodniku, co było szczególnie nierozsądne w polu karnym. Sędzia pokazał na „wapno”, które pewnym strzałem na bramkę zamienił Łukasz Krysiak. Chwilę później doskonałą okazję na podwyższenie prowadzenia gospodarzy miał Krystian Zawadzki, jednak piłka po jego uderzeniu minęła ostatecznie słupek i opuściła boisko. Kiedy zapytany o czas arbiter odpowiedział, że do końca meczu zostało kilkanaście sekund, ostatnią akcję meczu przeprowadzili gracze z Ukrainy. Pierwszy strzał jednego z ich zawodników został odbity przez bramkarza rywali, jednak dobitka Oleksandra Saltowskyiego była już skuteczna! Szał radości w szeregach FC Alliance, gdyż to trafienie ustaliło wynik meczu na 2:2, a więc obie ekipy podzieliły się punktami.
Ostre strzelanie zafundowały nam zespoły Georgia Team i Kubanów. Gospodarze po dobrym turnieju BOS Cup wydawali się murowanym faworytem, ale Kubany wzmocnione zawodnikami występującymi kiedyś w Dental Doctor nie zamierzały łatwo oddawać punktów. Właściwie na początku wszystko szło zgodnie z przewidywaniami. Gruzini mieli przewagę udokumentowaną dwoma bramkami już w pierwszych minutach spotkania. Goście dość szybko się otrząsnęli i doprowadzili do wyrównania. Właściwie od tego momentu byliśmy świadkami wymiany ciosów i bramkami raz z jednej, raz z drugiej strony. Gdy gospodarze wyszli na prowadzenie 3:2 został podyktowany rzut karny dla Kubanów. Do piłki podszedł Marek Sanecki i uderzył całkiem nieźle, choć za lekko, dzięki czemu bramkarz Georgia Team świetnie wyczuwając intencje strzelca i obronił „jedenastkę”. Na szczęście niefortunny strzelec w dalszej części meczu nieco się zrehabilitował. Po tym jak obie ekipy zaliczyły po kolejnym trafieniu, to właśnie Marek Sanecki strzałem głową ustalił wynik do przerwy na 4:4 wykorzystując dośrodkowanie z rzutu rożnego. W drugiej części praktycznie ponownie oglądaliśmy ten sam scenariusz co w premierowych 25 minutach. Georgia Team wychodził na jedno-dwu bramkowe prowadzenie, a za chwilę Kubany znów doganiali rywala i doprowadzali do remisu. Dopiero od stanu 7:7 Gruzini nie dali już szans oponentom i skutecznie odskoczyli z wynikiem. Możliwe też, że Kubany opadli już z sił w końcówce, stąd nie było już mocy, by gonić rezultat. Ostatecznie skończyło się wynikiem 11:7, a znaczący wkład w ten sukces mieli bracia Gabrichidze, którzy łącznie zdobyli 7 goli. Kubany zagrały całkiem niezłe zawody i jak tylko jeszcze się ze sobą zgrają, to z meczu na mecz powinno to wyglądać coraz lepiej. Na pewno na plus wyszły im stałe fragmenty gry, bo to po nich padło sporo goli w tym spotkaniu.
W zapowiedziach stawialiśmy na minimalne zwycięstwo gospodarzy, ale w starciu Elitarnych Gocław z FC Mitotito gra toczyła się zdecydowanie pod dyktando gości. Już w 2 minucie na prowadzenie swój zespół wyprowadził Tomek Wysogląd, który przytomnie wykorzystał zamieszanie pod bramką Marcina Głębockiego. Już w kolejnej akcji mogło być 0:2, ale podanie okazało się zbyt silne i napastnik gości nie sięgnął piłki. Co się odwlecze to nie uciecze – 6 minuta i dwójkowa akcja Michała Lechowicza i Marcina Banasiaka zakończyła się drugim golem dla Mitotito, a po dziesięciu minutach gry było już 0:3, kiedy gola samobójczego wbił Wojciech Sekulak. Inicjatywa powoli przechodziła na stronę gospodarzy, ale zdecydowanie nie był to dzień Elitarnych. Brakowało tak skuteczności, jak i zwyczajnego szczęścia. Wprawdzie w 21 minucie Wojciech Sekulak zrehabilitował się i zdobył gola kontaktowego, jednak do przerwy Mitotito zapunktowało jeszcze dwukrotnie i po golach Anasa El Ansari i Michała Lechowicza schodziło na przerwę z bardzo bezpiecznym prowadzeniem 1:5. Druga połowa rozpoczęła się od pięknego gola Elitarnych – Marcin Brzozowski z rogu miękko wrzucił piłkę w pole karne, a Wojciech Sekulak strzelił głową nie do obrony. Wydawało się, że losy meczu mogą się jeszcze odwrócić, ale w 30 minucie Anas El Ansari wykorzystał rzut karny, a kolejne ataki Elitarnych rozbijały się o mądrą i ofiarną defensywę Mitotito. W 34 minucie żółty kartonik obejrzał bramkarz gości Karol Nowicki, ale gospodarze nie byli w stanie wykorzystać przewagi liczebnej. O ile w pierwszej połowie skuteczność drużyny z Gocławia pozostawiała sporo do życzenia, to w drugiej połowie było już po prostu fatalnie. Mimo ciągłego naporu zawodnicy w błękitnych trykotach rzadko byli w stanie strzelić w światło bramki. W 46 minucie kropkę nad i postawił Anas i Elitarni Gocław wyraźnie ulegli FC Mitotito 2:7
Spotkanie które mogliśmy oglądać o godzinie 19:00 przy Arenie AWF na sektorze D obfitowało w dużą liczbę bramek, dwie żółte i jedną czerwoną kartkę oraz dwa strzelone karne. W roli gospodarza Tornado Warszawa podejmowało KS Iglica Warszawa. Już w piątej minucie meczu gospodarze wyszli na prowadzenie 1-0 po sprytnym strzale Kamila Kutyły. Mecz trwał, obie drużyny starały się konstruować swoje akcje i w 15 minucie przyniosło to wymierny efekt dla drużyny gości. Michał Wszeborowski na spokojnie wykończył kontrę 2na1 i mieliśmy remis. Spotkanie rozkręcało się i nic nie zapowiadało, że sytuacja może zmienić się do przerwy. Goście delikatnie uśpieni stracili czujność a gospodarze skrupulatnie to wykorzystali i do końca pierwszej polowy trafili jeszcze 3 razy. Na przerwę drużyna Tornada schodziła do szatni z wynikiem 4-1. Po zdobytej czwartej bramce jeden z zawodników gospodarzy chciał mocniej nacisnąć przeciwnika, nie cofnął nogi i otrzymał żółtą kartkę. Gospodarze kończyli więc pierwszą połowę o jednego zawodnika mniej na placu gry, ale nie zmieniło to już wyniku do przerwy. Druga połowa to nadal mocne ataki drużyny Tornada które to dały efekt w postaci szybko zdobytych dwóch bramek. Mieliśmy więc wynik 6-1 dla drużyny gospodarzy. Goście starali się odgryzać i zdobyli bramkę na 2-6, lecz gospodarze nie pozostawali w tyle i też trafili do siatki. 7-2 to dosyć wysoki wynik, szczególnie na 15 minut przed końcem spotkania. W szeregach gospodarzy wdarło się niepotrzebne rozluźnienie, które skrzętnie chciała wykorzystać drużyna Iglicy. Goście zdobyli dwie następne bramki i mieliśmy 7-4 na tablicy wyników. Podrażnione Tornado zaczęło mocno naciskać i niestety ponownie otrzymali żółta kartkę. Grająca w przewadze ekipa gości zdobyła bramkę z rzutu karnego i przy wyniku 7-5 brakowało im tylko dwóch trafień do remisu. Jednak Kamil Kutyła i spółka nie dali sobie wydrzeć w tym meczu zwycięstwa i po mocnej walce oraz kilku ciekawych akcjach przypieczętowali swoje zwycięstwo dwoma bramkami. Nawet otrzymane w 45 minucie "czerwo" i gra o jednego mniej zawodnika nie dały już wymiernych efektów w postaci bramek dla drużyny gości. Mecz zakończył się wynikiem 9-5 dla Tornado Warszawa. Zawody zawodami, ciśnienie ciśnieniem a emocje emocjami, ale pamiętajmy że oprócz wyników Liga Fanów ma być dla nas odskocznią od trudów codzienności i relaksem a nie polowaniem na nogi przeciwników. Zdrowie jest najważniejsze!
Mecz rozegrany pomiędzy ekipami Na Wariackich Papierach i FC Polska Górom naprawdę był spotkaniem na wariackich papierach. Sytuacja co kilka minut zmieniała się jak w kalejdoskopie i nikt nie był w stanie przewidzieć tutaj wyniku. Już w 5 minucie bramkę na 1-0 zdobywa drużyna gospodarzy. Bardzo dobrze dysponowany tego dnia Maciej Karczewski (6 bramek) potężnym strzałem rozpoczął strzelecki festiwal. Dwie minuty później równie dobrze dysponowany zawodnik FC Polska Górom Cezary Dudek (3 bramki i asysta) zdobył bramkę wyrównującą i mieliśmy 1-1. Już w 10 minucie ponownie Maciej Karczewski strzelił na 2-1, na co chwilę później Cezary Dudek odpowiedział celnym trafieniem i mieliśmy już 2-2. Akcja za akcje, kontra za kontra, zero kalkulacji - tak wyglądała pierwsza połowa, w której to obie ekipy zdobyły jeszcze po jednej bramce i która skończyła się wynikiem 3-3. To były naprawdę ciekawe akcje, którym towarzyszyły duże emocje a przed obiema ekipami jeszcze druga odsłona. Ponownie festiwal strzelecki rozpoczęła ekipa gospodarzy, szybko zdobyli dwie bramki i kontrolowali wynik spotkania. Jednak drużyna gości to nie nowicjusz, ale ligowiec z dużym doświadczeniem, więc szybko zabrali się do roboty. Zaowocowało to strzeleniem dwóch bramek i szybkim wyrównaniem na 5-5. Jednak to gospodarze okazali się w tym meczu drużyną bardziej zorganizowaną i skuteczną i do końca spotkania zdołali zdobyć jeszcze pięć bramek a goście niestety tylko jedna. Ten bardzo emocjonujący mecz zakończył się wynikiem 10-6 dla Na Wariackich Papierach i myślę, że dalej tak grając chłopaki są w stanie walczyć o awans do wyższej ligi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)