reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
3
19:00

Starcie rezerw Dzików z Lasu z zespołem Tylko Zwycięstwo było klasycznym pojedynkiem młodości z doświadczeniem. Od pierwszych minut widać było różnicę w stylu gry. Gospodarze stawiali na dynamikę, technikę i szybkie operowanie piłką, natomiast goście próbowali odpowiadać spokojem, fizycznością i wykorzystywaniem boiskowego cwaniactwa. Spotkanie było wyrównane, ale optycznie to młodsza drużyna częściej nadawała ton wydarzeniom.

Pierwsza połowa to naprzemienne ataki i sporo walki w środku pola. Dziki z Lasu II częściej utrzymywały się przy piłce i budowały akcje zespołowo, jednak brakowało im skuteczności. Gospodarze kilkukrotnie byli blisko zdobycia bramki, lecz brakowało precyzji w wykończeniu. Goście potrafili przetrwać trudniejsze momenty i odpowiedzieć własnymi akcjami, co sprawiło, że do przerwy było 1:1.

Po zmianie stron przewaga gospodarzy była jeszcze bardziej widoczna. Młodszy zespół imponował szybkością i techniką, a ich gra wyglądała bardzo kolektywnie. Tworzyli liczne sytuacje, jednak goście mieli sporo szczęścia – piłka kilkukrotnie trafiała w słupek, brakowało centymetrów po uderzeniach, a niektóre akcje kończyły się minimalnie niecelnie. Tylko Zwycięstwo utrzymywało się w grze w dużej mierze dzięki nieskuteczności rywali.

Na szczególne wyróżnienie zasługują Alek Janiszewski oraz Artur Mendela. Janiszewski był prawdziwym mózgiem środka pola – świetnie rozdzielał piłki, uspokajał grę i dyktował tempo. Mendela natomiast imponował szybkością, często wygrywał pojedynki biegowe i napędzał ofensywę gospodarzy. To właśnie ich aktywność pozwalała tworzyć kolejne sytuacje.

Ostatecznie FC Dziki z Lasu II wygrały 4:3, choć wynik mógł być wyższy. Goście dzięki doświadczeniu i odrobinie szczęścia pozostali w meczu do końca, jednak zespołowa gra, dynamika i przewaga techniczna rywali przesądziły o ich zwycięstwie.

4
19:00

W meczu Fenixa z Warsaw Eagle padło dość mało goli jak na szóstkowe standardy, lecz ku niezadowoleniu tych drugich, ekipa zza wschodniej granicy kontrolowała przebieg spotkania praktycznie przez pełne pięćdziesiąt minut.

Wynik otworzył Dmytro Artyugin, otrzymując piłkę z narożnika boiska od Dmytro Balabaseva. Niedługo potem bliscy wyrównania byli goście, ale po ominięciu bramkarza turkusowych Ali Abdullah zwyczajnie nie utrzymał równowagi i przewrócił się. W okolicach 11 minuty dla gospodarzy podyktowano rzut wolny pośredni w polu karnym, a tę znakomitą okazję wykorzystał Maksim Surko po asyście Artioma Masakowskiego. Piłkarze Warsaw Eagle próbowali całej masy ciekawie zapowiadających się akcji, ale rzadko kiedy udawało im się przedostać pod bramkę rywala. FC Fenix dorobiło się w końcu i trzeciej bramki, przeprowadzając w przewadze kontratak zakończony golem Artyugina.

W drugiej połowie biało-czerwoni dokładali wszelkich starań, by sforsować obronne zasieki przeciwnika, lecz najczęściej ich próby kończyły się zablokowane przez defensorów lub obronione przez Siarheia Shchohaleu. W tym samym czasie Fenix wciąż prezentował konkrety i po ładnej zespołowej akcji z gola mógł cieszyć się Masakowski. Upragniony gol honorowy dla Orłów wziął się z najmniej spodziewanej sytuacji – do wybitej przez obrońców przed pole karne piłki dopadł golkiper gości, Karol Dębowski, i ku zaskoczeniu wszystkich oddał doskonały strzał zza zasłony. To było jednak na tyle ze strony Warsaw Eagle, bo dzieła zniszczenia dopełnił – po podaniu Mykoli Vietrienki – nie kto inny jak Artyugin, kompletując tym samym hat-tricka.

Rezultat 5:1 sprawił, że FC Fenix zbliżył się do podium 5. ligi na odległość zaledwie dwóch oczek, z kolei Warsaw Eagle zaprzepaścili szansę na wyjście z czerwonej strefy i na następną przyjdzie im czekać po Świętach.

Reklama