reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SOCCA CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga

Relacje meczowe: 7 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
22:00

Obie ekipy przystępowały do tego spotkania już bez większej presji. BRD Young Warriors mieli zapewnione miejsce na podium, a Heavyweight Heroes mogli walczyć jedynie o prestiż i poprawę nastrojów po straconej szansie na grę o medale. Faworytem pozostawali gospodarze – ich regularność i poziom gry w tym sezonie stawiały ich wyraźnie wyżej od rywali.

Pierwsza połowa długo nie dostarczała emocji. Obie drużyny szukały okazji, ale brakowało precyzji w wykończeniu lub dobrze interweniowali bramkarze. Dopiero w końcówce premierowej odsłony padły bramki, które nadały ton dalszej rywalizacji. Najpierw Marcin Miszkurka precyzyjnie uderzył po podaniu Patryka Zawady, a chwilę później Damian Nabit podwyższył rezultat. Do przerwy BRD prowadzili więc 2:0.

Po zmianie stron Heavyweight Heroes szybko złapali kontakt, zdobywając gola na 2:1. Ten impuls zamiast zmobilizować gospodarzy, tylko ich rozdrażnił. BRD wrzucili wyższy bieg i w krótkim czasie strzelili aż pięć bramek z rzędu, praktycznie zamykając mecz. Herosi odpowiedzieli dopiero w końcówce, kiedy dwa gole dołożył Daniel Dudziński, ale było to jedynie zmniejszenie rozmiarów porażki. Ostatecznie gospodarze wygrali pewnie 7:3.

Liderem BRD był Maciej Karczewski, który skompletował hat-tricka i dołożył asystę, potwierdzając świetną formę. Young Warriors udowodnili, że poza ścisłą czołówką 7. Ligi nikt nie był w stanie im realnie zagrozić. Z kolei Heavyweight Heroes potwierdzili, że w tym sezonie byli zespołem zbyt słabym na najlepszych, ale wciąż potrafiącym rywalizować z resztą stawki.

2
22:00

Mecz na szczycie miał swoją oprawę – sporo kibiców i zacięte piłkarskie widowisko, które z przyjemnością oglądało się w niedzielny wieczór na arenie AWF-u. Początek spotkania był niezwykle zacięty, obie ekipy próbowały narzucić swój styl gry. Wiadomo było, że pierwsza bramka może zdeterminować dalszy przebieg meczu – i tak właśnie się stało. Kapitalne uderzenie zawodnika Iglicy dało gospodarzom prowadzenie, a Dynamo musiało gonić wynik. Goście atakowali, lecz niewiele z tego wynikało. Świetnie w bramce spisywał się Kacper Starobrat, dzięki którego interwencjom Iglica utrzymywała korzystny rezultat.

Kluczowy moment meczu miał miejsce około 15. minuty. Zawodnik Iglicy leżał na boisku, ale kopnął piłkę w stronę kolegi, który napędził akcję zakończoną drugim trafieniem dla drużyny Radka Sówki. Dynamo protestowało, jednak sędziowie uznali, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami i zaliczyli gola. Do przerwy było 2:0.

Po zmianie stron, zanim dobrze rozpoczęła się druga połowa, goście stracili dwie kolejne bramki. To na chwilę ostudziło zapędy zespołu Maćka Kosińskiego, ale z czasem Dynamo znów uwierzyło, że może odmienić losy meczu. Niezawodny Michał Matyja zdobył dwa gole i w szeregach Iglicy zrobiło się nerwowo.

Ostatecznie jednak gospodarze w końcówce dorzucili kolejne trafienia, zapewniając sobie zwycięstwo i – patrząc na cały sezon – jak najbardziej zasłużone mistrzostwo. Dynamo, choć czuło niedosyt, po odebraniu srebrnych medali rozpoczęło fetę, która na Arenie AWF-u trwała aż do północy.

3
22:00

Nie dość, że mieliśmy jeden pojedynek – ten główny, czyli Pistonsi kontra Lisy – to równocześnie trwała jeszcze jedna, korespondencyjna rywalizacja. Gwiazda WP, fenomenalny snajper z numerem 99 na plecach, niejaki Romano, ścigał się na gole z nie mniej genialnym Kubiszerem, który w tym samym czasie grał na sąsiednim sektorze.

Cóż, rykoszetem oberwały Lisy, a konkretnie Lisy Bez Polisy. Tym bardziej szkoda tej ekipy, bo kiedy napastnik taki jak Romano ma jasno postawiony cel, to po prostu strzela gole. Cztery trafienia faktycznie dały Romanowskiemu tytuł Króla Strzelców silnej siódmej ligi! To zaszczyt, gdy tacy zawodnicy stanowią o sile tak mocnej dywizji.

Wracając do samego meczu – miał on bardzo przyjazną, luźną atmosferę. Zero złośliwości, sporo zabawy, nawet kilka składnych akcji. Były samobóje, były wykopy na pobliskie boisko rugby, były dwie akcje „niczym Brazylia w swoim prime”. Jednego na pewno nie było – nudy. Za to podziękowania należą się od postronnych widzów.

Brawo zarówno dla Lisów, jak i Pistonsów – bo z luźnej gierki o niewielką stawkę potrafili dostarczyć naprawdę przyjemny spektakl. Wynik 9:2 dobrze oddaje przebieg meczu, bo piłkarsko WP dominowało od początku do końca. To nie Lisy Bez Polisy trafiły do złej ligi – po prostu Pistonsi powinni grać wyżej. Choć nie wyżej niż szósta liga – bez przesady ;)

4
22:00

Inter w ostatniej kolejce 7. ligi podejmował Niedzielnych. Spotkanie może nie należało do tych z kategorii "najwyższych lotów", bo obie ekipy nie grały już o nic wielkiefgo, ale trzeba docenić ich podejście – przyszli, by dokończyć ligę na boisku, a nie oddać mecz walkowerem, co nie każdemu w tym sezonie się udało.

Pierwsza połowa to raczej ostrożne badanie rywala i czekanie na błędy. Z tej odsłony lepiej wyszli zawodnicy Interu, choć na przerwę schodzili tylko z jednobramkowym prowadzeniem, które pozostawiało niedosyt.

Na początku drugiej połowy gospodarze szybko podwyższyli wynik – po fenomenalnym podaniu od swojego bramkarza długą piłkę strzałem głową wykończył Ufimtsev. Wydawało się, że losy meczu są już przesądzone, ale wtedy do głosu doszli goście. Niedzielni zdobyli trzy bramki, w tym jedną po kapitalnym uderzeniu z rzutu wolnego z połowy boiska autorstwa Przemka Sosnowskiego. Już witali się z drugim zwycięstwem w lidze, jednak Inter w porę się otrząsnął i w końcówce wyrównał.

Więcej goli już nie padło i obie drużyny musiały zadowolić się remisem 3:3. Na pewno pozostał niedosyt po obu stronach, bo każdy z zespołów miał realną szansę zakończyć sezon zwycięstwem.

Reklama