Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 7 Liga
W starciu Iglicy z Lisami Bez Polisy zdecydowanym faworytem byli podopieczni Radka Sówki, którzy wygrali swoje pierwsze spotkanie w Lidze Letniej. Ich rywale natomiast zaliczyli spory falstart, przegrywając w ostatnich minutach z NieDzielnymi.
O dziwo, spotkanie lepiej rozpoczęli właśnie zawodnicy Roberta Prządki – choć głównie za sprawą rywala, który skierował piłkę do własnej bramki. Niezrażeni tym faktem, zawodnicy Iglicy cierpliwie budowali swoje akcje i przez cały mecz kontrolowali wydarzenia na murawie. Najpierw Kacper Kubiszer doprowadził do remisu, następnie na 2:1 trafił Mateusz Sinior, a gdy wynik na 3:1 podwyższył Adam Dźwigała, można było powiedzieć, że dla Iglicy było już „z górki”. Do przerwy prowadzili 4:1 i choć Lisy od czasu do czasu próbowały atakować, nikt nie spodziewał się, że w drugiej połowie dojdzie do takiej deklasacji.
Tymczasem po zmianie stron Iglica całkowicie zdominowała przeciwnika, który miał ogromne problemy z przedostaniem się pod pole karne Dawida Sówki. Ten zresztą w całym meczu miał zaledwie kilka interwencji. Lisom brakowało pomysłu, a chyba też odpowiednich wykonawców w ofensywie. Takiego problemu nie miała Iglica, która w drugiej połowie zaaplikowała rywalom aż dziesięć bramek, nie tracąc przy tym żadnej. Co ciekawe – choć mecz zakończył się wynikiem 14:1 – to wszystkie piętnaście bramek było autorstwa zawodników Iglicy (wliczając samobója). Było to w pełni zasłużone zwycięstwo graczy w czarnych koszulkach. Iglica tym samym staje się jednym z głównych kandydatów do mistrzostwa.
A Lisy? Cóż – muszą jak najszybciej znaleźć receptę na obecną formę, bo w przeciwnym razie to lato może być dla nich drogą przez mękę...
Spotkanie między Heavyweight Heroes a NieDzielnymi zapowiadało się bardzo interesująco, szczególnie ze względu na kontrast nastrojów przed meczem. Herosi niespodziewanie przegrali z Dynamem Wołomin, co było jedną z większych sensacji kolejki. Tym razem jednak zawodnicy w białych koszulkach wyszli na boisko z jasnym celem: udowodnić, że poprzednia porażka była jedynie wypadkiem przy pracy. I trzeba przyznać – zrobili to w świetnym stylu. Niedzielni z kolei przystępowali do spotkania w dobrych humorach po zwycięstwie nad Lisami Bez Polisy.
Od pierwszych minut to podopieczni Daniela Dudzińskiego ruszyli z intensywnym pressingiem, który przyniósł efekt błyskawicznie – Płonowski zablokował podanie bramkarza, a piłka wpadła do siatki. Niedzielni odpowiedzieli trafieniem Godyńskiego, ale już chwilę później Płonowski ponownie dał prowadzenie Heroes. Od tego momentu Herosi nie oddali już inicjatywy. Choć gra była otwarta, przewaga należała do faworytów. NieDzielni starali się nadążyć, zdobywali kolejne bramki, ale nie byli w stanie znaleźć rytmu ani skutecznie zatrzymać rozpędzonych rywali. Do przerwy mieliśmy wynik 6:3, który wciąż dawał nadzieje na emocje w drugiej połowie.
Po zmianie stron tempo nie spadło – sytuacje pod obiema bramkami, dobre interwencje Marcina Aksamitowskiego i Artura Macka, a publiczność mogła cieszyć się widowiskiem. Wszystko jednak zmieniło się w 41. minucie. W ciągu zaledwie czterech minut Heavyweight Heroes zdobyli trzy bramki, definitywnie zamykając spotkanie.
Zespół w świetnym stylu zrehabilitował się za wpadkę sprzed tygodnia, pokazując charakter i ofensywną siłę. Niedzielni natomiast nie zdołali pójść za ciosem po pierwszym zwycięstwie – tym razem to oni musieli przełknąć gorycz porażki.
Świetne spotkanie zaserwowali nam gracze Interu oraz Warsaw Pistons. Odważnie i ofensywnie zaczęli goście, którzy szukali swoich szans pod bramką rywali. Najskuteczniejszy okazał się Piotr Kanclerz – po mocnym uderzeniu z dobitki zaskoczył bramkarza Interu i otworzył wynik meczu.
Jednak Pistons szybko stracili inicjatywę. Dwa szybkie ciosy zainicjował Serhii Shevelev – najpierw, po znakomitym dryblingu, uderzył z ostrego kąta po dalszym słupku, a chwilę później asystował przy trafieniu swojego imiennika – Serhii Melkozorova. Ten drugi jeszcze przed przerwą podwyższył wynik na 3:1, pewnie kończąc podanie Pawlo Danko.
Po przerwie żadna z drużyn nie zamierzała składać broni. Swój znakomity występ rozpoczął Kacper Romanowski, trafiając przy słupku po podaniu Kanclerza. Chwilę później do wyrównania doprowadził Paweł Nowak, strzelając zza pleców obrońców. W zespole Interu wyróżniał się tego dnia Melkozorov, który pokazał niesamowicie ułożoną nogę – wykończył aż cztery sytuacje i był kluczową postacią w ofensywie swojej drużyny.
Przełomowy moment nastąpił w 38. minucie, kiedy to Paweł Nowak nie przebierał w słowach w kierunku sędziego i został wyrzucony z boiska. Wydawało się, że mecz został rozstrzygnięty – Inter miał przewagę jednego zawodnika aż do końca spotkania. Tymczasem to Kacper Romanowski wziął sprawy w swoje ręce – trzykrotnie trafił do siatki i raz asystował Rogulskiemu, wyprowadzając Pistons na prowadzenie 7:5. W międzyczasie odpowiedział jeszcze Shevelev, a końcówka spotkania zapowiadała się niezwykle emocjonująco.
I rzeczywiście – Inter się nie poddał. Zespół wrócił z dalekiej podróży, a na minutę przed końcem spotkania wyrównał wynik Oleksandr Kochanowskyi. Wszedł z impetem przed pole karne i perfekcyjnie uderzył w długi róg bramki. Wynik końcowy: 7:7. To było wspaniałe widowisko – dwie drużyny atakujące, grające z pasją i idące łeb w łeb przez całe spotkanie.
Remis sprawił, że po dwóch kolejkach obie ekipy plasują się w strefie spadkowej – mają po jednym punkcie. Ale z taką determinacją, jaką pokazali w tym meczu, widać wyraźnie, że będą walczyć w każdym spotkaniu do samego końca!
Co za emocje i co za niesamowite spotkanie oglądaliśmy od 22:00 w minioną niedzielę! Mecz pomiędzy BRD Young Warriors a Dynamo Wołomin może i nie zawsze stał na najwyższym piłkarskim poziomie, ale ile było w nim zwrotów akcji – to była prawdziwa gratka dla kibiców!
Spotkanie rozpoczęło się od piekielnie mocnego uderzenia zespołu gości. Natchnieni okrzykami kibiców i kolegów z drużyny, zawodnicy w białych koszulkach grali jak natchnieni, co szybko przełożyło się na wynik – prowadzili aż 3:0! Autorem wszystkich trafień był Mikołaj Matera – niezwykle zwinny i dynamiczny zawodnik, który przez cały mecz był najbardziej wyróżniającą się postacią ofensywy Dynama. To właśnie on dał pierwszy sygnał, że jego drużyna przyszła po zwycięstwo. Ale zawodnicy gospodarzy nie zamierzali się poddać. Walczyli dzielnie o powrót do meczu – i co najlepsze, udało im się to. Najpierw w pierwszej połowie trafienia zanotowali Zawada i Nowicki, a chwilę później Zawada dołożył kolejnego gola. Mieliśmy remis!
Radość gospodarzy nie trwała jednak długo – za sprawą odważnego rajdu Michała Matyi, Dynamo ponownie objęło prowadzenie. Ale i ten rezultat nie utrzymał się długo – gospodarze, dyrygowani przez aktywnego Pawła Naszkiewicza, znów doprowadzili do remisu. Wydawało się, że ta heroiczna pogoń BRD Young Warriors przyniesie im choćby jeden punkt, a Dynamo – mimo świetnego początku – straci mecz, który mieli już niemal w garści. Ale wtedy do akcji znów wkroczył Matyja. Przyjął piłkę, zastawił się jak profesor i perfekcyjnie wykończył decydującą akcję. Sędzia od razu po tym trafieniu zakończył spotkanie. Ostatnia akcja meczu dała gościom trzy punkty w niesamowitych okolicznościach – za co należą im się ogromne gratulacje!
Na duże słowa uznania zasługują też zawodnicy gospodarzy. Nie poddali się ani na moment, odrobili trzybramkową stratę i walczyli do samego końca. Byli bardzo blisko, ale – niestety – taka jest piłka. Tym razem czegoś ostatecznie zabrakło, by cieszyć się choćby z remisu.







)
)
)
)
)
)
)
)