Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Alpan po wygraniu Nocnej Ligi Halowej dawał sygnał, że może na wiosnę postawić się najmocniejszym ekipom w lidze i powalczyć być może nawet o medale. Jednak brak takiej kadry, na jaką stać ekipę Kamila Melchera nie dał nadziei na jakiekolwiek emocje w meczu z liderem ekstraklasy. EXC Mobile Ochota mimo że nie w najsilniejszym składzie, to wręcz zdemolowała swoich rywali. Początek meczu gospodarze próbowali przetrwać, czekając na spóźnialskich, ale nawet gdy ci już dojechali, to i tak niewiele pomogli, by obraz meczu był inny. Goście dominowali na boisku i szybko strzelone bramki skutecznie odebrały chęć do gry przeciwnikom. Szczególnie we znaki Alpanowi dał się Mikołaj Prybiński strzelając pięć goli i zaliczając dwie asysty oraz Karol Bienias który czasami był nie do zatrzymania i swoją szybkością stwarzał sporo problemów defensywie rywali. Do przerwy mieliśmy wynik 0:4. Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. EXC Mobile Ochota nie zatrzymywał się i powiększał przewagę. Alpan zaczął strzelać jak wynik był rozstrzygnięty a team Kamila Jurgi był już myślami przy świątecznym stole. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 3:11 i nie ukrywamy, że czujemy trochę zawód, iż ta potyczka miała taki a nie inny przebieg. Tym bardziej, że jak już podkreślaliśmy Alpan ma skład, by walczyć z najlepszymi, ale jeżeli brakuje zawodników pokroju Bartka Bajkowskiego czy Rafała Radomskiego, to nie da się walczyć na równym poziomie z czołowymi drużynami Ligi Fanów. EXC Mobile planowo zdobywa komplet punktów i spokojnie może się przygotowywać do najważniejszych spotkań sezonu.
Zespół FC Kebavita spisuje się znacznie poniżej oczekiwań, plasując się w dolnej części tabeli i mając na koncie tylko dziewięć punktów. Dodatkowo do meczu przystąpili bez nominalnego bramkarza, co mocno komplikowało ich sytuację w starciu z Gladiatorami. Goście do tego spotkania przystąpili bardzo skoncentrowani, ponieważ cały czas liczą się w walce w końcowy triumf w najwyższej klasie rozgrywkowej. I to właśnie oni już w 5 minucie wyszli na prowadzenie, z którego cieszyli się tylko chwilę. Niezastąpiony w drużynie gospodarzy Christian Nnamani zdobył bramkę wyrównującą. Kolejne minuty zdecydowanie należały do zespołu gości, którzy najpierw za sprawą pięknego uderzenia Michała Dryńskiego wyszli ponownie na prowadzenie a chwilę później dwukrotnie pokonali bramkarza rywali. W ostatnich fragmentach pierwszej części meczu każda z drużyn zdobywała po jednej bramce i do przerwy mieliśmy prowadzenie zespołu Gladiatorów 5:2. Początek drugiej części to bardzo dobra gra zawodników Kebavity, którzy strzelając dwa gole złapali kontakt ze swoimi oponentami. Jednak resztę spotkania zdominowali rywale, którzy z biegiem czasu powiększali swoją przewagę. Głównym motorem napędowym ich akcji był Michał Kwiatkowski, który za sprawą czterech bramek i czterech asyst był głównym aktorem tego widowiska. Zespół Gladiatorów Eternis odniósł kolejne zwycięstwo i na półmetku rozgrywek jest mocnym kandydatem do mistrzostwa. Zespół FC Kebavita długimi fragmentami stawiał opór rywalom, ale w ostatnim fragmencie spotkania dał sobie w krótkim czasie wbić kilka bramek, co przesądziło o jego porażce.
Trzeba przyznać, że było to dość specyficzne starcie, gdyż obie ekipy spisywały się odwrotnie niż spodziewaliśmy się tego przed rozpoczęciem sezonu. O ile o formie FC Otamany możemy się wypowiadać tylko w samych superlatywach, o tyle postawa In Plus Pojemna Halina to już spore zaskoczenie. Niestety i tym razem jedna z najpopularniejszych ekip turniejowych w Polsce potwierdziła, że ma problemy z formą, gdyż od samego początku pozwoliła się zdominować drużynie gospodarzy. Strzelanie rozpoczęło się od przepięknego gola, kiedy to z rzutu rożnego dośrodkowywał Yegor Boiko, a piłkę fantastycznym płaskim wolejem skierował do bramki Borys Ostapenko. Otamany grały bardzo spokojnie i było widać niesamowite zgranie i kolektyw w ich szeregach. Kolejne gole padały po akcjach, w których na listę strzelców wpisywali się Vitalii Hajduchyk oraz Vitalii Yakovenko, a każdy z wymienionych graczy pokonywał Mateusza Cichawę dwukrotnie, a pod koniec pierwszej połowy było aż 5:0. Honorowe trafienie w ostatniej minucie tej części gry to akcja duetu braci Skotnickich, w której Jan podawał, a Kuba wykańczał. Po zmianie stron było widać, że gospodarze nie zamierzają - mimo bardzo dobrego rezultatu - odpuszczać i cały czas napierali na bramkę przeciwników. Efektem były kolejne trafienia Vitalija Yakovenko, Borysa Ostapenko oraz Vadyma Butenko. Najskuteczniejszy w tym starciu był Vitalii Yakovenko, który na koniec meczu mógł się pochwalić hat-trickiem. Ostatecznie FC Otamany zwyciężyły w tym nierównym pojedynku aż 8:1, dzięki czemu ukraińska ekipa utrzymała trzecie miejsce w tabeli. Halina po tej porażce niebezpiecznie zbliżyła się do strefy spadkowej, także liczymy, że w kolejnych meczach już się zmobilizuje.
W tym meczu wyraźnie faworyzowaną ekipą był TUR, ale ku zaskoczeniu wszystkich zebranych już od pierwszego gwizdka to Bandziors byli drużyną dominującą. Ekipa Szymona Kołosowskiego grała zdecydowanie żywszy i bardziej kreatywny futbol i zasadniczo to goście stawiali warunki gry. Bandziors wyprowadzali zdecydowanie więcej groźnych ataków i świetnie grali w obronie, co spowodowało, że gospodarze mieli wyraźne problemy z dotarciem pod bramkę Kajetana Podgórskiego. Impas strzelecki w 22 minucie przełamał kapitan drużyny przyjezdnej – Szymon pogalopował prawym skrzydłem, urwał się obrońcy, wyłożył piłkę z ostrego kąta, a Jan Piotrowski nie dał szans bezradnemu Pawłowi Sobolewskiemu i Bandziors wyszli na prowadzenie. Jeszcze przed przerwą goście podwyższyli, a Maciej Cichocki popisał się kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego. Strzelając obok muru zmieścił piłkę przy samym słupku i drużyna Szymona Kołosowskiego miała dwa gole zapasu. Już taki wynik był dla obserwatorów sporym zaskoczeniem, a stał się jeszcze większym, gdy w 31 minucie Bandziors prowadzili 0:3 po drugim trafieniu Jana Piotrowskiego. Do tego czasu TUR grał zupełnie bez polotu, ale ekipa z Ochoty nie raz znajdowała się w gorszej sytuacji. Chłopaki podjęli decyzję o grze z lotnym bramkarzem i choć goście długo bronili się przed stratą bramki, zostali praktycznie zamknięci na swojej połowie i strata gola była tylko kwestią czasu. Gospodarze cierpliwie konstruowali ofensywę i szukali wyrwy w obronie, aż w końcu w 39 minucie Piotr Branicki zdobył gola kontaktowego. Losy meczu powoli zaczęły się odwracać. Już dwie minuty później było 2:3 po drugim trafieniu Piotra. Bandziors wciąż byli bardzo groźni i praktycznie jedna skuteczna kontra mogłaby pogrzebać szanse TURa na comeback. Co więcej – do jednej z takich sytuacji doszło i choć piłka wtoczyła się do siatki, sędzia dopatrzył się faulu w ofensywie i kwestia wyniku wciąż pozostawała otwarta. Drugiej takiej okazji Bandziors już nie dostali, a TUR coraz śmielej zapuszczał się pod bramkę Kajetana Podgórskiego. Ostatecznie rzutem na taśmę Piotr Leśniewicz zdobył gola wyrównującego i spotkanie skończyło się wynikiem 3:3. Dla Bandziors wynik ten pozostawia spory niedosyt, jednak widać, że po zimowych transferach potencjał tej drużyny wzrósł.
Mecz ekip które walczą o utrzymanie w lidze, okazał się jednym z najlepszych i najbardziej emocjonujących w ten weekend w ekstraklasie. Explo Team po tym jak dobrze zaprezentował się na turnieju przed ligą, liczył na punkty w meczu z Esportivo. Goście jednak wzmocnili się w zimę kilkoma zawodnikami, co ma dać nie tylko pozostanie w ekstraklasie, ale walkę o udział w Pucharze Ligi Fanów. Od początku spotkania mecz toczony był w wysokim tempie i obie ekipy chciały narzucić swój styl gry. Gospodarze po trafieniu Marka Pawłowskiego wyszli na prowadzenie, lecz goście grali z minuty na minutę coraz lepiej i bramka dla teamu Eryka Zielińskiego wisiała w powietrzu. W końcu niemoc strzelecką przerwał Miłosz Nowakowski, który wraz z kolegami stwarzał coraz większe zagrożenie pod bramką Michała Łuczyka. Przy wyniku 1:1 to Esportivo przejęło inicjatywę a Explo mimo że próbowało atakować, to zapominało o defensywie i to poskutkowało dwoma trafieniami gości jeszcze przed przerwą. Po 25 minutach rywalizacji było 1:3. Po zmianie stron gospodarze nie dawali za wygraną i próbowali odrabiać straty. Szans na dobry wynik można było upatrywać w tym, że zespół Eryka Zielińskiego dopiero się zgrywa i czasami było widać, że nowi zawodnicy potrzebują czasu, by wszystko zaczęło lepiej funkcjonować. Gospodarze strzelili w końcu gola kontaktowego i zaczęło się trochę nerwowo w obozie gości. Jednak końcówka spotkania należała do Esportivo i to oni po dobrych zawodach ostatecznie zwyciężyli 3:6 i zgarnęli niezwykle cenne trzy punkty.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)