Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 4 Liga
Pojedynek Ognia Bielany z ukraińsko-białoruskim Compatiblem okazał się być niestety starciem bez większej historii, a wszystko to za sprawą bardzo dużej przewagi przez cały mecz gospodarzy. Widocznie możliwość zakończenia rozgrywek na podium, mimo dołączenia do 4-tej Ligi Fanów dopiero na wiosnę, okazało się wystarczającą motywacją, aby nie dać szans rywalom. Co prawda zaczęło się pomyślnie dla gości, którzy po akcji Oleksanra Yaramenko i dograniu do Aleksandra Volina prowadzili 0:1, jednak od tego momentu to młodzi gracze z Bielany panowali nad wydarzeniami na murawie. Dość powiedzieć, że do przerwy prowadzili aż 6:1, a znakomite zawody rozgrywał czołowy gracz Ognia, Kacper Cetlin, który już w tej części spotkania aż czterokrotnie wpisywał się na listę strzelców, a także raz dogrywał do kolegi kończącego akcję. Druga połowa nie przyniosła spektakularnej zmiany w obrazie gry. Należy wspomnieć o dobrej grze Jakuba Kisiela, którego przegląd gry naprawdę imponował, a umiejętność dostrzegania dobrze ustawionych w ataku kolegów pozwoliła mu zapisać na swoim koncie w całym meczu trzy asysty, do których dołożył jedno trafienie. Po dublecie strzeleckim zdobyli Szymon Lisiecki oraz Kajetan Jasiński, a swój udział w zdobyczach bramkowych gospodarzy miał nawet ich bramkarz, Szymon Świercz. Ostatecznie Ogień Bielany wyraźnie lepszy od ekipy Andija Hryndy, gdyż wynik końcowy brzmiał aż 13:3. Ogień po tym zwycięstwie zapewnił sobie walkę o medale w ostatniej kolejce, natomiast gracze Compatibl poczują dreszczyk emocji, gdyż w najbliższa niedziela będzie dla nich walką o utrzymanie !
Gdyby ktoś chciał stawiać pieniądze na mecze LTM Warsaw, gdyby na przykład takie były dostępne w ofercie naszego sponsora, Superbetu, to by najpewniej osiwiał, gdyż ich forma jest potwornie nieregularna. W starciu z Mobilisem liczyliśmy na wyrównany, pełen emocji pojedynek, gdyż obie ekipy walczyły w tym meczu o „życie” w 4-tej Lidze Fanów. Bardziej do serca widmo spadku wzięli sobie goście, którzy od samego początku pokazywali, że do tego spotkania przygotowali się lepiej. Podanie Mariusza Felickiego do Damiana Dobosza i mamy 0:1. Podwyższenie na 0:2 to ładne uderzenie Szymona Januły, który nie zmarnował podania od Łukasza Siemaszko. Zwieńczeniem przewagi Mobilisu było piękne zdarzenie w postaci rodzinnej akcji Janiszewskich, gdzie syn, Alek, otrzymał podanie od swojego Taty, Pawła i mieliśmy 0:3. Wtedy dopiero ekipa LTM nieco się przebudziła i zaczęła strzelać, a autorem trafienia był Krzysiek Mikulski, którego bramka ustaliła wynik pierwszej połowy na 1:3. Liczyliśmy, że gol Krzyśka zmotywuje gospodarzy do pogoni za wynikiem, jednak nieco się rozczarowaliśmy postawą LTM-u w drugiej odsłonie. Świetny okres gry zaliczył na początku drugiej połowy Mariusz Felicki, którego asysta, bramka oraz kluczowe podanie sprawiły, że brał udział przy trzech kolejnych trafieniach swojego zespołu, wyprowadzających Mobilis na prowadzenie 1:6. O swoim talencie przypomnieli Grzesiek Bogdański oraz Krzysiek Kulibski, po akcji których zrobiło się 2:6. Gracze gospodarzy pokusili się nawet o akcję z cyklu „stadiony świata”, gdy w polu karnym piłkę kilkukrotnie podbił sobie Krzysiek Mikulski, a wiszącą w powietrzu futbolówkę ostatecznie wbił do bramki przepięknym strzałem z przewrotki! Dwa ostatnie trafienia to jednak dzieło Mobilisu, a konkretnie Łukasza Siemaszko oraz Bartka Fabisiaka, którego bramka z podania Michała Zdanowskiego ustaliła wynik spotkania na 3:9. Mobilis z cieniem szansy na utrzymanie, LTM niestety żegna się z 4-tą Ligą Fanów.
Walczący o utrzymanie Tartak podejmował Virtualnych, którzy też jeszcze matematycznie mogli w przypadku zwycięstwa myśleć o pozostaniu w lidze. Od początku widać jak duży ciężar gatunkowy miało to spotkanie, bo zawodnicy starali się przede wszystkim nie stracić bramki. Po okresie gdzie więcej było fauli niż czystej gry praktycznie kilka minut spowodowało, iż mecz ułożył się dobrze dla teamu Lucu Kończala. Bramki dla gości padały w odstępie kilku minut i szybkie 0:4 kompletnie rozbiło pomysł na grę gospodarzy. Team Marka Giełczewskiego musiał sobie radzić bez bramkarza, ale zastępujący go Filip Giełczewski radził sobie przyzwoicie a przy golach nie miał za wiele do powiedzenia. Po 25 minutach rywalizacji było 0:4 i ciężko było przypuszczać, że naładowani Drwale wypuszczą korzystny dla siebie wynik. W drugiej połowie goście na zatrzymywali się i strzelali kolejne bramki. Szczególnie aktywny był Maciek Piasecki który strzelał podawał i był praktycznie wszędzie na boisku. Przy wysokim rezultacie Tartak mógł trochę wyhamować a chwilę dekoncentracji w obronie, która grała znakomicie, wykorzystał Wojciech Kalinowski strzelając bramkę honorową. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 1:9 a mogło być 10, gdyby Lucu Kończal wykorzystał rzut karny w samej końcówce spotkania...
Mecz o medale - tak w skrócie można opisać pojedynek pomiędzy drużynami Cosmos United z FFK Oldboys. Wygrany tego spotkania mocno by się zbliżył do końcowego triumfu na tym poziomie rozgrywkowym. Starcie lepiej rozpoczęli goście, którzy już w 1 minucie wyszli na prowadzenie. Kolejne dwie składne akcje i po pięciu minutach spotkania było już 3:0. Kolejne minuty to przewaga zawodników FFK, czego efektem była następna bramka. Losy spotkania wydawały się być już przesądzone, ale drużyna gospodarzy pokazała, że nie składa jeszcze broni. W końcowych fragmentach pierwszej części meczu przejęli inicjatywę i dwa razy pokonali bramkarza rywali. Na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 4:2 dla gości. Początek drugiej części to ataki goniącej drużyny, które przyniosły efekt w postaci bramki kontaktowej. W kolejnych minutach obydwie drużyny poszły na wymianę ciosów i na kwadrans przed końcem spotkania zawodnicy Cosmosu doprowadzili do wyrównania. Ostatnie pięć minut to koncertowa gra gości, którzy za sprawą duetu Yakowenko - Szabat ponownie odskoczyli na kilkubramkową przewagę, którą utrzymali już do końcowego gwizdka sędziego. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 9:6 dla zespołu FFK Oldboys i wygrana ta zapewniła im tytuł mistrzowski. Zawodnicy Cosmosu United pomimo dużej determinacji zeszli z boiska bez zdobyczy punktowej, ale pomimo porażki cały czas liczą się w walce o medale.
Nie zrozumcie nas źle, jednak pojedynek Fuszerki z Oldboys Derby zapowiadał się na istną wojnę o „sześć punktów”! Obie ekipy przed tym starciem miały realne szanse na srebrne medale więc było jasne, że będzie to mecz przez duże „M” i …troszkę się rozczarowaliśmy. Nie chodzi wprawdzie o poziom piłkarski, bo ten stał wysoko jak na ten szczebel rozgrywek, jednak gospodarze zaskakująco łatwo i szybko zaczęli dyktować warunki tego spotkania. Zaczęło się od błędu w rozegraniu piłki przez gości, a dobrą czujnością wykazał się Mati Musaew, który przechwycił piłkę i otworzył worek z bramkami. Ten sam zawodnik był kreatorem akcji na 2:0, gdy sprytnym podaniem obsłużył Kamila Werda, a ten z zimną krwią wykończył akcję. Bramka ustalająca rezultat pierwszej odsłony na 3:0 to piękne uderzenie z rzutu wolnego autorstwa Łukasza Prusika, a jak powszechnie wiadomo, powroty do gry z trzybramkowego deficytu do łatwych nie należą. Co gorsza, początek drugiej połowy również nie zapowiadał remontady w wykonaniu „Oldbojów”, gdyż do nadal gospodarze strzelali gole. Po kontrze przeprowadzonej przez Kamila Werda piłkę do bramki rywali skierował Adrian Giska i było już 4:0. Ten sam gracz popisał się świetnie ułożoną nogą, gdy bezpośrednio z rzutu wolnego podwyższył na 5:0! Ta bramka wyraźnie rozluźniła atmosferę w szeregach gospodarzy, a utratę koncentracji wykorzystywać zaczęli goście, a szczególnie Marcin Wiktoruk. Weteran ekipy gości najpierw w akcji indywidualnej zdobył gola na 5:1, a następnie asystował przy bramkach Jacka Pryjomskiego na 2:5 oraz 3:5. W piłce 6-osobowej dwie bramki deficytu to absolutnie strata do odrobienia w kilka minut, jednak gospodarze oraz tykający zegar już na to nie pozwolili. Co więcej, gola ustalającego wynik spotkania na 6:3 zdobył Adrian Giska, dla którego oznaczało to skompletowanie hat-tricka. Po zwycięstwie Fuszerki obie ekipy zrównały się punktami, więc ostatnia kolejka przyniesie na pewno lawinę emocji w walce o medale !







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)