Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 4 Liga
Mecz sezonu czwartej ligi być może jest już za nami! Od pierwszych minut byliśmy świadkami otwartego spotkania, pełnego licznych akcji podbramkowych. Wynik otworzył reprezentant LTM Warsaw Jakub Lipnicki, wykorzystując podanie Grzegorza Bogdańskiego – 1:0. Gospodarze nie nacieszyli się przewagą, gdyż bramkę na 1:1 szybko zdobył Bartłomiej Zawadzki. Później dosłownie na kilkanaście sekund przewagę objął Mobilis, po świetnej akcji zespołowej i prezentując prawdziwą moc Mobilisu - grę zespołową. Bramka na 1:2 zdobyta przez Aleksandra Janiszewskiego była zwieńczeniem długiej wymiany podań, a szczególne wrażenie budzi asysta Mikołaja Zakrenta, który dostał piłkę na 4 metrze od bramki LTMu. Zawodnik ten, mimo tego że był w świetnej sytuacji, znalazł jeszcze jedno podanie, które uczyniło trafienie formalnością. Jednak szybko goście zostali ściągnięci na ziemię - po kilkunastu sekundach wyrównał Krzysztof Kulibski. Do końca pierwszej odsłony byliśmy świadkami walki cios za cios, a żadna ze stron nie potrafiła odskoczyć – nie dość, że obaj bramkarze byli w świetnej dyspozycji, to niejednokrotnie atakującym brakowało szczęścia - najboleśniej przekonał się o tym Jakub Lipnicki, który pod koniec połowy trafił w poprzeczkę. Druga połowa to jeszcze więcej emocji! Było to istne starcie indywidualnych talentów LTMu z niezwykle zespołowym nastawieniem Mobilisu. Długo też ciężko było znaleźć odpowiedź na pytanie, które z tych podejść jest lepsze - za każdym razem, kiedy LTM wychodził na prowadzenie, Mobilis gonił i był cały czas w tylnym lusterku gospodarzy. Jednak pomimo zawziętości gości, największą gwiazdą meczu był Krzysztof Kulibski, który w drugiej połowie grał jak z nut. Technicznymi uderzeniami i pięknymi lobami zdobywał kolejne bramki - na 4:3, na 5:3, a później na 6:4 i 7:4 - każde z tych trafień budziło uznanie. Na 5 minut przed końcem, kiedy mecz wydawał się być rozstrzygnięty, zawodnicy Mobilisu przypomnieli nam, że słyną z niezwykle wyrównanych wyników - zdobyli dwie szybkie bramki, przez co do ostatnich sekund byli w grze. Niestety, na wyrównanie zabrakło czasu, więc LTM odniósł zwycięstwo 7:6.
Jednym z najciekawszych spotkań 4 ligi było starcie pomiędzy FFK OldBoys a Perłą Eksport. Obie drużyny wygrały swoje dwa pierwsze pojedynki i ten mecz mógł zdecydować kto obejmie prowadzenie w ligowej tabeli. Spotkanie rozpoczęło się dość spokojnie, obie ekipy czekały na błędy rywala i dość nieśmiało atakowały większa liczbą graczy. Pierwsi na prowadzenie w tym meczu wyszli gospodarze, Marcin Kosson mocno i precyzyjnie wstrzelił piłkę w pole karne przeciwników a tam Vitalii Yakovenko dołożył tyko nogę umieszczając piłkę w bramce rywala. Chwilę potem mieliśmy już 2:0, ponownie niezawodny Yakovenko wykończył akcję swojego zespołu. Od tego momentu do pracy wzięli się goście, a wśród nich najbardziej wyróżniała się dwójka Białas-Konik. To oni w kilka minut rozmontowali defensywę Oldboysów najpierw doprowadzając do remisu, a po chwili dali gościom prowadzenie. Co ciekawe Paweł Białas zaliczył trzy bramki, przy których asystował mu Konrad Konik. Do końca pierwszej połowy wynik już się nie zmienił. W drugiej połowie padła szybka bramka do Perły i na tablicy wyników mamy 2:4. Po stracie bramek gospodarze nie załamywali rąk i od samego początku starali się odrobić straty. Po kilku minutach zaczęli dominować rywala i z każdą minutą czuli się pewniej i coraz bardziej zagrażali bramce przeciwników. Drużyna gości z minuty na minutę opadała z sił, nie pomagała przy tym wąska ławka rezerwowych jaką Perła dysponowała na to spotkanie. Po kilku minutach na tablicy wyników mamy już remis. Najpierw błąd obrońców wykorzystuje Yakovenko, a po chwili samobójcze trafienie zanotował Stefan Kopta. Coraz bardziej zmęczona drużyna gości, ograniczała już swoje ataki tylko do indywidualnych akcji Pawła Białasa, który w pojedynkę niewiele mógł zrobić. W końcowych minutach doświadczona ekipa FFK OldBoys wychodzi na prowadzenie, a ostatniego gola w tym meczu zdobywa najlepszy na boisku Vitalii Yakovenko. Dzięki wygranej gospodarze z kompletem zwycięstw prowadzą w tabeli 4 ligi i przynajmniej przez tydzień patrzą z góry na ligowych rywali.
Zarówno Fuszerka, jak i OldBoys Derby w pierwszych dwóch spotkaniach zanotowały zwycięstwo oraz porażkę i bardzo im zależało, aby tym razem zejść z placu gry z kompletem punktów, aby nie tracić kontaktu z czołówką. Premierowe trafienie to świetnie wykonany rzut wolny przez Matiego Musaewa. Ten sam zawodnik asystował przy bramce na 2:0, kiedy to Maciek Chrzanowski nie zmarnował dobrego podania i pewnie wykończył akcję. Inicjatywa była po stronie Fuszerki, a całkiem nieźle konstruowane akcje ofensywne gości świetnie niwelowała defensywa rywali. Nie byli oni jednak w stanie poradzić sobie z akcją dwójkową Wojtka Nowaka i Jacka Pryjomskiego, po której doświadczony napastnik OldBoysów wpisał się na listę strzelców, skracając dystans do stanu 2:1. Niesamowitym instynktem popisał się z kolei Rafał Papiernik, kiedy z ostrego kąta zdecydował się przelobować wysuniętego golkipera rywali. Ta sztuka się udała, a Rafał, wpisując się na listę strzelców, podwyższył na 3:1. Końcówka pierwszej połowy to jednak koncertowa gra gości. Najpierw, po dokładnym zagraniu Marcina Wiktoruka piłkę silnym strzałem po poprzeczkę posłał Wojtek Nowak, a tuż przed przerwą stan meczu na 3:3 wyrównał Jacek Pryjomski, który najpierw sprytnie kiwnął rywala, a potem płaskim strzałem nie dał szans Damianowi Pakule. Po zmianie stron widowisko nabierało rumieńców, przede wszystkim z uwagi na zaciętość pojedynku, ale także na nieco agresywniejszą grę obu stron. Strzelanie w tej odsłonie rozpoczęli „Fuchmistrze”, a konkretnie Maciek Chrzanowski. Popularny „Fox” świetnie odnalazł się w polu karnym, aby dobić strzał kolegi z drużyny, dając gospodarzom ponowne prowadzenie (4:3). Do odrabiania strat zabrali się słynący z zapasowych płuc Marcin Wiktoruk oraz Michał Kurowski. Ci dwaj Panowie byli autorami dwóch trafień, po którym po raz pierwszy w tym spotkaniu gracze OBD wyszli na prowadzenie 4:5. Końcowe minuty to jednak dominacja Fuszerki. Najpierw bramkę na 5:5, po zamieszaniu w polu karnym, zdobył Daniel Stasiński. Gol na 6:5 to dokładny wyrzut z autu Maćka Chrzanowskiego, po którym piłkę głową do bramki skierował Łukasz Prusik. Kropkę nad „i” postawił Daniel Stasiński, który po podaniu Arka Żelazko ustalił wynik meczu na 7:5. Świetne, zacięte zawody i cenne trzy punkty wędrują do Fuszerki.
Spotkanie rozegrane pomiędzy Virtualne Ń (gospodarze) a Compatibl (goście) było niestety meczem do "jednej" bramki. Szymon Kolasa (3 bramki i 1 asysta) i spółka nie pozwolili na dużo ekipie Compatibl. Już w 2 minucie silny a zarazem zwrotny napastnik gospodarzy zaliczył swoje pierwsze trafienie tego dnia. Po tej akcji goście zaczęli mocniej naciskać, ale nie mogli trafić do bramki rywala. Mecz walki trwał, obie ekipy mocno fizycznie, ładnie technicznie i sprytnie taktycznie, próbowały zaskoczyć swojego przeciwnika. Huraganowe ataki jednych i drugich pozwoliły zobaczyć kibicom naprawdę dobry mecz. Nagle gospodarze jakby delikatnie się cofnęli a goście coraz mocniej naciskali. Pressing na połowie przeciwnika dawał nadzieje gościom na trafienie do bramki rywala, ale to gospodarze strzelili drugiego gola. Szymon Kolasa pięknie uruchomił prostopadłym podaniem Bartosza Kacę i mieliśmy 2-0 dla gospodarzy. Takim też wynikiem zakończyła się pierwsza połowa. Na drugą odsłonę meczu obie ekipy wyszły mocno zmotywowane. Wirtualni mieli naprawdę duża ochotę docisnąć przeciwnika a Compatibl musiał się zrewanżować i też chciał zdobywać swoje trafienia. Tak też się stało w 30 minucie meczu. Oleksandr Yaremenko wykorzystał sytuacje sam na sam i strzelił bramkę kontaktową. Mieliśmy wiec 2-1 na tablicy wyników i naprawdę wszystko mogło się jeszcze wydarzyć. Jednak gospodarze tego dnia grali przecież u siebie, więc nie mogli pozwolić rywalowi na nic więcej w tym meczu. W 32 minucie Wirtualni trafili na 3-1 i wyglądało jakby było już po meczu. Nic bardziej mylnego. Compatibl to paka ambitnych zawodników, więc wzięli się mocno do roboty i przyniosło to oczekiwany efekt. Ponownie zdobyli bramkę kontaktową i mieli bardzo dużą nadzieje na wygranie albo chociaż zremisowanie tego spotkania. Jednak wspomniany wcześniej napastnik Szymon Kolasa i spółka nie chcieli na to pozwolić. Ostatnie 10 minut meczu Wirtualni zastosowali taktykę z wysuniętym i niewracającym napastnikiem i szybko przyniosło to oczekiwany efekt. Gospodarze harowali w obronie i co przejęli piłkę to od razu podawali do Szymona Kolasy. Widać że ten napastnik świetnie czuje się w takiej grze. Wygrał większość pojedynków z obrońcami rywala i zdobył najpierw bramkę po podaniu od kolegi z ekipy, by chwilę później przechwycić futbolówkę na 16 metrze i ukarać golkipera gości. Mecz zakończył się wynikiem 5-2 dla Virtualne Ń i panowie biją się o miejsce premiowane awansem do wyższej ligi. Compatibl musi wziąć się mocno do roboty, ostanie miejsce w tabeli nie wróży zbyt dobrze na przyszłość.
Mecz rozegrany pomiędzy ekipami FC Tarta (gospodarze) a Cosmos United (goście) był bardzo ciekawym spotkaniem dla kibicowskiego oka. Walka na każdym metrze placu, siła fizyczna, finezja i sprytne, taktyczne akcje, tak to proszę państwa wyglądało całe 50 minut. Już w 3 minucie, bardzo aktywny w pierwszej połowie Bartosz Czarnecki zdobył swoje premierowe trafienie tego dnia. Po bardzo mocnym strzale bramkarz gości sparował piłkę przed siebie i napastnik drużyny gospodarzy dobił bez problemu tę piłkę. Kilka minut później ponownie Tartak w natarciu. Tym razem bardzo aktywny Konrad Podpirko zdobył swoją pierwszą bramkę w tym spotkaniu. Ponownie po atomowym strzale kolegi z drużyny i trafieniu w poprzeczkę, bez problemu wpakował piłkę do siatki rywala. Mieliśmy więc szybkie 2-0 dla gospodarzy. Po tych dwóch sytuacjach Tartak jakby delikatnie stanął i szybko wykorzystali to zmotywowani przeciwnicy. Chris Rodil Kalaba trafił dwa razy w ciągu 3 minut i mieliśmy remis 2-2. Takim wynikiem zakończyła się pierwsza polowa. Druga połowa to prawdziwa kanonada obydwu ekip. Najpierw sprytnym strzałem ze środka boiska Bartosza Czarnecki strzela na 3-2 a minutę później Krzysztof Rzewuski wyrównuje i mamy kolejny remis 3-3. Mecz walki, fizyczności ale i techniki dał kibicom obraz naprawdę ładnego i ciekawego spotkania. Tartak ponownie w natarciu, Cosmos delikatnie cofnięci i mieliśmy ponowne trafienie gospodarzy na 4-3. Próba dominacji fizycznej chłopaków z Tartaku dała ekipie Cosmos rzut wolny z którego padła ponownie bramka na remis. Następne minuty to jednak duża przewaga gospodarzy co zaowocowało 3 celnymi trafieniami w przeciągu kilkunastu minut. Przy wyniku 7-4 dla FC Tartak, Cosmos United jednak się nie poddawali i próbowali zdobyć swoje trafienia. Udało im się to dopiero w 44 minucie. Bramkę na 7-5 zdobył Salvador De Fenix, ale niestety dla drużyny gości było to ich ostatnie trafienie w tym meczu. Zabrakło po prostu czasu. Należy nadmienić że w tym meczu mieliśmy okazję oglądać 5 trafionych słupków oraz 3 poprzeczki w wykonaniu FC Tartak. Bartosz Czarnecki całą drugą połowę grał z kontuzją pachwiny, co nadal nie przeszkadzało mu kreować sytuacji strzeleckich dla kolegów z drużyny. Ekipa Cosmos United też nie ziewała i miała dwie ciekawe sytuacje. Po strzałach w słupek piłka leniwie toczyła się po linii bramkowej, ale gospodarze zdołali ją "wyczyścić". Układ tabeli 4 ligi wygląda tak, że 9 na 10 ekip bije się o pudło i jeszcze wszystko może się wydarzyć. Oby więcej takich meczów proszę państwa. Brawa Panowie Piłkarze!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)