Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 4 Liga
Perła Eksport na starcie z LTM Warsaw stawiła się w bardzo skromnym składzie, gdyż bez zmian. W szeregach LTM-u oglądaliśmy natomiast dwie nowe twarze, Mikołaja Baryłę oraz Kamila Knychałę. Mecz jednak układał się zdecydowanie po myśli gospodarzy, którzy już w pierwszej połowie wyszli na bardzo wysokie prowadzenie, bo aż 5:0. Szczególnie dobrze spisywał się Michał Przybyło, którego dwa trafienia otworzyły wynik spotkania, a ostatecznie premierową odsłonę zakończył z hat-trickiem. Oprócz niego do bramki trafiali także Kamil Saif - z rzutu wolnego - oraz Paweł Białas. Ostatni z wymienionych Panów skupił się przede wszystkim na rozgrywaniu, czego efektem były już trzy asysty przed zmianą stron. Druga połowa miała zupełnie inny przebieg, głównie dlatego, że kontuzji doznał Michał Przybyło. Z uwagi na brak zmiennika, "Eksportowi" musieli kończyć mecz z deficytem jednego gracza na placu. Co prawda rywale z LTM-u proponowali, że wyrównają liczbę graczy, jednak gospodarze podeszli do zadania bardzo ambitnie i woleli grać w osłabieniu. Ten fakt wykorzystał przede wszystkim Mikołaj Baryła, który w drugiej odsłonie aż czterokrotnie wpisywał się na listę strzelców. Blokadę strzelecką zdjął również Krzysiek Kulibski, który do dwóch trafień dołożył asystę. Wynik jednak ani przez chwilę nie był zagrożony, chociaż przy stanie 9:5 odnieśliśmy wrażenie, że LTM złapał wiatr w żagle. Jednak na niesamowity poziom wskoczył Kamil Saif, którego bramki wybiły przeciwnikom z głowy marzenia o zdobyciu punktów w tym starciu. Kamil całe spotkanie zakończył z imponującym dorobkiem czterech bramek oraz czterech asyst i został wybrany graczem meczu. Ostatecznie Perła Eksport wygrała potyczkę 12:7, dzięki czemu wskoczyła na pozycję wicelidera 4-tej Ligi Fanów.
Drużyna Compatibl ubiegły sezon przeszła jak burza wygrywając swój poziom rozgrywkowy. W tym sezonie wiedzie im się znacznie słabiej i dopiero w ostatniej kolejce zdobyła swoje pierwsze punkty w tej rundzie. Zespół Fuszerki natomiast przed tym spotkaniem miał na koncie tyle samo zwycięstw jak i porażek. Początek spotkania należał do gości, a konkretnie do Macieja Chrzanowskiego, który dwukrotnie pokonał bramkarza rywali. W kolejnych akcjach tempo podkręcili rywale, czego efektem była strzelona przez nich bramka kontaktowa. Ostatnie słowo w tej części spotkania należało do drużyny gości, którzy strzelając bramkę ustalili wynik pierwszych dwudziestu pięciu minut na 1:3. Tuż po rozpoczęciu drugiej części meczu dołożyli oni kolejne trafienie, ale jak się później okazało to była ich ostatnia zdobyta bramka. W ostatnich dziesięciu minutach niemający nic do stracenia zespół Compatibl rzucił się do odrabiania strat i w ciągu minuty zdobył dwie bramki. W ostatnich fragmentach spotkania żółtą kartką ukarany został zawodnik Fuszerki i do końca meczu drużyna ta musiała grać w osłabieniu. Sytuację tą wykorzystali gospodarze, którzy strzelając bramkę ustalili wynik na 4:4. Zespół Compatibl zasłużył na ogromne brawa za walkę do końca, co zaowocowało cennym jednym punktem. Drużyna Fuszerki w ostatnich minutach wypuściła z rąk zwycięstwo i musi się zadowolić wynikiem remisowym.
Działo się, oj działo w spotkaniu FFK Oldboys z Cosmosem United. W obu ekipach nie brakuje bramkostrzelnych zawodników i spodziewaliśmy się sporej ilości goli, ale rzeczywistość przeszła najśmielsze oczekiwania. A zaczęło się dość niewinnie – w 4 minucie goście wyszli na prowadzenie, kiedy dalekie podanie posłał Hubert Cichocki, a Salvador De Fenix tylko dołożył nogę i goście wyszli na prowadzenie. Chwilę później mogło być 0:2, ale w sytuacji jeden na jednego Salvador strasznie przekombinował i próba lobowania bramkarza skończyła się pudłem. Cosmos kreował sporo akcji strzeleckich, ale zawodziła skuteczność. Gospodarze za to czekali na swój moment, a ten przyszedł w 13 minucie. Najpierw istna obrona Częstochowy – atak czterech przeciwników, aż trzy strzały na bramkę, ale wszystkie obronione przez Piotra Domańskiego, a następnie szybka kontra i Przemysław Szabat zdobył swojego pierwszego gola. Nie minęła nawet minuta, kiedy Przemysław pogalopował przed siebie i po indywidualnej akcji zdobył bramkę numer dwa, a już akcję później skompletował hat-tricka! Goście również nie próżnowali i błyskawicznie odpowiedział Chris Kalaba. Po gradzie bramek przyszło uspokojenie w grze, ale jeszcze przed przerwą obie ekipy zapunktowały i pierwsza połowa zakończyła się minimalnym prowadzeniem FFK 4:3. W drugiej części spotkania niemal od razu padła kolejna bramka – Przemysław Nieszporek uderzył z woleja, a Kamil Kurek tylko dołożył głowę i FFK podwyższyło na 5:3. Cosmos błyskawicznie odpowiedział potężnym uderzeniem Chrisa Kalaby, a po chwili gospodarze zripostowali praktycznie identycznym uderzeniem, ale w wykonaniu Przemysława Nieszporka. Obie ekipy postawiły na zdecydowanie ofensywny futbol i do końca meczu gole wciąż sypały się jak z rękawa. Oldboys utrzymywali przy tym lekką przewagę, a na dziesięć minut przed końcem odjechali z wynikiem na 10:6. Cosmos United atakował do samego końca, ale zwyczajnie zabrakło czasu i gospodarze dowieźli zwycięstwo przy wyniku 12:8. Na specjalne wyróżnienie zasługuje tu występ Przemysława Szabata, który harował przez całe spotkanie i ostatecznie miał udział w dziewięciu golach swojego zespołu, a dzięki temu zwycięstwu FFK Oldboys umocnili się na pierwszym miejscu w tabeli 4 ligi. Dla Cosmosu przegrana oznacza spadek o jedno oczko, ale miejsce w strefie spadkowej zupełnie nie odzwierciedla możliwości i zaangażowania tej ekipy.
Wielki pojedynek rodu Łukasiewiczów, czyli starcie FC Tartaka, w szeregach którego występował tego wieczoru Łukasz Łukasiewicz oraz ekipy Oldboys Derby, gdzie mogliśmy oglądać seniora rodu, Jacka Łukasiewicza. Przed spotkaniem żartowaliśmy, że już pewnie od tygodnia ze sobą nie rozmawiają, aby skumulowaną energię wyładować na boisku. Pierwszy upust piłkarskiej złości dał młodszy z rodu, Łukasz, który po podaniu Piotrka Kusaja otworzył wynik spotkania. Miało to miejsce jednak dopiero po kwadransie bardzo wyrównanej gry, gdyż obie ekipy bardzo dobrze radziły sobie w defensywie, a słowa pochwały można też skierować w stronę bramkarzy - Maćka Nuszkiewicza oraz Michała Piątkowskiego, gdyż w zerowych dorobkach bramkowych była ich spora zasługa. Takim właśnie wynikiem zakończyła się pierwsza odsłona, która niestety, okazała się bardzo pechowa dla golkipera „Drwali”. Maciek w jednej z interwencji został bardzo pechowo uderzony w palec wskazujący i po zdjęciu rękawicy okazało się, że jest on bardzo nienaturalne ułożony, co poskutkowało szybką podróżą do pobliskiego Szpitala Bielańskiego. W obliczu wstąpienia między słupki Dominika Łuczaka, gracze „Oldbojów” zdecydowanie częściej decydowali się na strzały w drugiej połowie i trzeba przyznać, że szybko to przyniosło efekty. W ciągu trzech pierwszych minut drugiej odsłony na listę strzelców dwukrotnie wpisywał się Jacek Pryjomski, który wykorzystywał podania Tomka Ciesielskiego oraz Krzyśka Mamińskiego. Dzięki tym trafieniom goście wyszli na prowadzenie 1:2 i taki stan meczu utrzymywał się bardzo długo. Z uwagi na stratę nominalnego bramkarza gracze Tartaka musieli zmienić formację i skupić się na destrukcji ograniczającej okazje strzeleckie gości. Na nic się to jednak nie zdało, gdy po podaniu Jacka Pryjomskiego do piłki dopadł Jacek Łukasiewicz. Jego strzał zakończył „wojnę” rodzinną, gdyż piłka uderzona przez Jacka wpadła do bramki, a to oznaczało ustalenie wyniku spotkania na 1:3. Derby Łukasiewiczów tym razem dla seniora rodu, ale jesteśmy pewni, że na wiosnę batalia będzie równie ciekawa!
Różnice w 4. lidze są praktycznie niezauważalne. Drużyny w tabeli różnią pojedyncze punkty, a umiejętności są na zbliżonym poziomie. Jeden punkt dzieli chociażby czwartą pozycję (tuż za podium) i ósme miejsce (już w strefie spadkowej). Nie dziwi nas zatem, że różnice pomiędzy Mobilisem i Virtualnym Ń, mimo odległych miejsc w tabeli, były znikome. Zaskoczyło nas natomiast to, jak szybko padła pierwsza bramka. Gospodarze wyszli na prowadzenie tuż po pierwszym gwizdku sędziego, więc rodzi się pytanie, czy obrońcy gości zorientowali się, że mecz już się rozpoczął. Bez wątpienia byli już rozgrzani, gdy Mobilis strzelał drugiego gola. Cudownego dogrania Aleksandra Janiszewskiego na głowę Ireneusza Kowala nie mieli jednak szans zablokować. Pomyśleli zatem, że najlepszą obroną jest atak i sami zaczęli napierać na bramkę gospodarzy. Bezskutecznie, bo Mobilis wyprowadził kontrę, którą zamienił na trzecie trafienie. Przy wyniku 3:0 piłkarze udali się do “szatni”. To był impuls do odrabiania strat przez piłkarzy Virtualnego Ń. Najpierw z półobrotu uderzył Burakowski, umieszczając piłkę przy słupku, a potem do siatki trafił Płotnicki. Następnie Mobilis uciekł na 4:2, ale za sekundę napastnik VŃ znów dał swojej drużynie kontakt. Wyrównanie zagwarantował natomiast Kolasa, uderzając z dystansu. Podwójnie zmotywowani gospodarze wrócili na podwójne prowadzenie za sprawą Dudy (przełożył bramkarza) i Janiszewskiego (przejął piłkę i podbił nad golkiperem). Później hat-tricka skompletował Płotnicki, który wciąż wierzył w możliwość uzyskania dobrego wyniku. Jego marzenia rozwiał jednak Kowal, który złożył się do półprzewrotki w stylu Luisa Suareza i poprawił wynik na 7:5. O ostatecznym rezultacie zadecydował duet Paweł Janiszewski i Aleksander Janiszewski, podwyższając prowadzenie Mobilisu do trzech goli.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)