Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 11 Liga
"Nic nie może przecież wiecznie trwać!" - słowa tego kapitalnego i jakże ludycznego utworu podsumować mogą postawę Pogromców Poprzeczek w meczu z FC Vikersonn. Gracze gości mimo kapitalnego i niezwykle wyjątkowego startu sezonu, w którym to po dwóch spotkaniach gościli w czubie tabeli z kompletem punktów ulegli znacznie - swoim rywalom z Ukrainy. Zachowawcza postawa w pierwszych 25 minutach gry skutkowała utratą zaledwie dwóch bramek, jednakże druga odsłona tej rywalizacji przerodziła się w absolutną dominację w kontekście zdobywania bramek. Gra obydwu drużyn z powodu wczesnej pory nie porywała, a wszędobylską ciszę przerywały tylko i wyłącznie gwizdki arbitra. Jak widać po wyniku (9:2) to właśnie gospodarze lepiej "dobudzili" się w trakcie spotkania i zdołali podtrzymać inicjatywę – nie oddając jej aż do końca. Jest to dla nich niezwykle przyjemny moment, gdyż po sporych przetasowaniach kadrowych, które jak naczynia połączone zdawały się wpływać na ich słabą formę w pierwszych kolejkach, odwrócili kartę w trzecim meczu sezonu. Goście natomiast – jak sami podkreślają: mimo słabego wyniku cieszą się z możliwości poruszania, oraz aktywnego spędzenia czasu. Jeżeli patrzymy na ich dyspozycję przez pryzmat tych słów to wynik sześciu punktów po trzech meczach pokazuje, iż brak chorej ambicji przeradzającej się we wzajemną antypatię może być receptą na sukces.
#remuntarem - hasło przewodnie katalońskich kibiców Barcelony przed rewanżem z PSG w 2017, oznaczające nadzieję na powrót do gry. Orły Zabraniecka nie miały wprawdzie za sobą dziesiątek tysięcy wierzących kibiców, ale możliwie szeroka kadra (w przeciwieństwie do rywali) pozwoliła im dokonać cudu. Na koniec meczu w rolę Neymara wcielił się Michał Gedra (wrzutka), a w Sergiego Roberto zabawił się Łukasz Rytlewski. Ale po kolei. Zaczęło się od wyraźnej przewagi Dynama. Kapitan drużyny, Maciej Dorsz, dał sygnał reszcie ekipy i pięknym uderzeniem w okienko wyprowadził swój zespół na jednobramkowe prowadzenie. Chwilę później przejął piłkę, wystawił ją Krasnodębskiemu, który przeprowadził efektowny rajd, a swój drybling zakończył uderzeniem, podwyższając wynik na 2:0. Niedługo później Dorsz zaliczył jeszcze jedną asystę, a trzybramkowe prowadzenie miało zapewnić wołomińskim zawodnikom trzy punkty na koniec meczu. Tak się jednak nie stało, choć w pierwszej połowie naprawdę nie zapowiadało się na gole Orłów. Ale cóż, okazje trzeba wykorzystywać, a gdy prowadząca drużyna rozluźniła się na tyle, żeby popełnić błąd to Paweł Gęca nie wahał się przed zdobyciem pierwszej bramki dla swojego zespołu. Chwilę później zaliczył także asystę, dzięki czemu do przerwy wynik był już bardzo obiecujący. W drugiej części meczu przewaga Orłów rosła z minuty na minutę. Zszokowani rywale dali jeszcze swoim przeciwnikom rzut karny, więc nieco później było już 3:3. W tym szalonym meczu musiała paść jeszcze jedna bramka dla Zabranieckiej - i padła! W 3. kolejce obserwowaliśmy typowy mecz dwóch połów, w którym zespół Orłów wykazał się nieprawdopodobną wolą walki i siłą charakteru.
FC Torpedo z przytupem weszło do ligi wygrywając swoje obydwa spotkania, a w trzeciej kolejce naprzeciw nim stanęła ekipa Vistuli będąca w zgoła odmiennej sytuacji pozostając z zerowym dorobkiem punktowym. Spotkanie rozpoczęło się tak, jak należało się tego spodziewać, czyli od zmasowanych ataków gospodarzy na bramkę Franciszka Szemieta. Ofensywne nastawienie Torpedo szybko przyniosło efekt w postaci strzelonych trzech bramek. W tym momencie do odrabiania strat starali się wziąć zawodnicy Vistuli. Po błędzie w defensywie udało się strzelić bramkę dającą nadzieję na korzystny wynik autorstwa Wojtka Podgórskiego. Niestety dla gości okazało się, że to była ich jedyna bramka w tym spotkaniu. Całe show skradł Mikita Hanchuk, który był niewątpliwie najjaśniejszą postacią w swoim zespole, zdobył aż 8 bramek, dodatkowo dwukrotnie kierował w stronę swoich kolegów z linii ofensywnych ostatnie podania. Po tym spotkaniu wiemy już na pewno, że Torpedo na poważnie włączy się do walki o końcowe zwycięstwo w 11 lidze, natomiast ekipa Vistuli Varsovia musi wziąć się w garść i zacząć gromadzić punkty bo widmo walki o utrzymanie powoli zaczyna im zaglądać głęboko w oczy.
Uwaga uwaga ! Nie regulujcie odbiorników, na boiskach przy Vincenta van Gogha 1 mieliśmy do czynienia z nadnaturalnym zjawiskiem zwanym Kometą, która nie zamierza spadać, a wręcz przeciwnie, z meczu na mecz udowadnia nam iż przegrany 14:5 sparing weryfikacyjny był tylko wypadkiem przy pracy. Gracze gości w meczu z trzecim zespołem Oldboys Derby wygrywają aż 15:1. Jak widać już na tym etapie widać, że drużyna przewyższa swoją ligę o kilka poziomów i spokojnie poradziłaby sobie na wyższych szczeblach rozgrywek. Niezwykle zgrana i przede wszystkim młoda i utalentowana ekipa jest aktualnie pierwszym zespołem w 11 lidze. Bilans bramkowy 34-3 zdecydowanie mówi sam za siebie przez co darujemy już sobie to wzajemne klepanie po ramieniu. Mecz obfitował w sporo ciekawych konceptów gry, oraz kilka brzydkich fauli w drużynie Old Boysów. Oczywiście znając tych zawodników wiemy, że nie miało to nic wspólnego ze złośliwością, ale obraz spóźnionych stoperów żółto-czerwonych zakorzenił się już na dobre w naszych głowach. Mimo wszystko cesarzowi należy oddać co cesarskie, natomiast królowi co królewskie. Z tego powodu pochwalić należy również dwie postacie drużyny Przemysława Białego. Mowa tu konkretnie o doświadczonym bramkarzu Andrzeju Gorzkowskim, który mimo dużej ilości puszczonych strzałów był w tych sytuacjach bez szans. Starał się on zrehabilitować broniąc z niezwykłym zaangażowaniem kilka akcji, które już zdawały się być zakończone bramką. Drugim bohaterem w drużynie gości był natomiast strzelec bramki honorowej - Piotr Jastrzembski.
Piwo Po Meczu FC na pewno znają smak wybornego, bursztynowego trunku, jednak na smak zwycięstwa, lub choćby punktu musieli jeszcze poczekać. Doskonałą okazją było starcie z borykającym się z problemami kadrowymi zespołem Green Team. W ostatniej chwili dokonali oni transferu bramkarza, który stanął między słupkami, uwalniając zawodnika z pola. Zaczęło się po myśli gości, którzy po bramce Łukasza Kuny objęli niespodziewanie prowadzenie. "Piwosze" mieli jednak w składzie świetnego Nikodema Gazi, który na trafienie rywali odpowiedział bardzo szybko, wykorzystując podanie Kamila Kosińskiego. Ku zaskoczeniu wszystkich, z graczami Green Teamu włącznie, bramkę na 1:2 zdobył Dominik Stępniewski, ustalając wynik pierwszej połowy. Green Team, mimo zdecydowanej przewagi gospodarzy, dzielnie się bronił i głównie dobrej organizacji bloku defensywnego mogli cieszyć się z prowadzenia. Niestety to co dobrze wychodziło obrońcom, niezbyt wyszło ich bramkarzowi, który piłkę odbitą od słupka skierował plecami do własnej bramki. Trochę to podcięło skrzydła gościom, gdyż chwilę później bramkę dla gospodarzy na 3:2 zdobył Jakub Królik. "Zieloni" nie zamierzali jednak schodzić z boiska na tarczy, a szczególnie taki scenariusz nie odpowiadał Kacprowi Wielechowskiemu, który był autorem dwóch trafień z dystansu na 3:3 oraz 3:4. Kiedy goście zacierali już ręce na komplet punktów, do piłki dopadł, po raz drugi w tym meczu, Nikodem Gazi, a futbolówka po jego strzale pewnie zatrzepotała w siatce przeciwników. Było to trafienie na 4:4, który doprowadziło do sprawiedliwego podziału punktów.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)