reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
14:00

Prawdę mówiąc, potyczka Hiszpańskiego Galeonu z FC Warsaw Wilanów na papierze jawiłaby się jako starcie dwóch pretendentów do podium 11. ligi – rzeczywistość zweryfikowała jednak te przypuszczenia w momencie, gdy obie ekipy pojawiły się bez ani jednego zmiennika oraz bez nominalnych bramkarzy.

O wyrównanych szansach nie było jednak mowy, bo gospodarze dość szybko postawili warunki dzięki hat-trickowi Krzysztofa Małażewskiego, zdobytemu w przeciągu trzech minut. Dla Warsaw Wilanów odpowiedział niezawodny Karol Kowalski po podaniu Kuby Świtalskiego, lecz gospodarze bardzo szybko sprowadzili rywali na ziemię, zdobywając kolejne dwa trafienia. Do przerwy padły jeszcze cztery gole – dublet dla drużyny z Wilanowa ustrzelił ich nowy nabytek Axel Rene, natomiast dla czerwono-czarnych dość niespodziewanie do siatki z dystansu trafiali grający na bramce Magnus Michalski oraz prawy obrońca Jakub Szczypiorski.

Początek drugiej połowy wciąż przebiegał pod dyktando Galeonu, lecz przeciwnicy nie spuścili głowy ani przez chwilę, w pewnym momencie doskakując do rywali na odległość dwóch trafień. Tak jak po stronie graczy z Wilanowa najbardziej wyróżniali się Kowalski, Świtalski i Rene, tak w szeregach oponentów ofensywna gra opierała się głównie na Małażewskim, Zwolaku i Piątkiewiczu. To właśnie wyżej wymieniona trójka pozwoliła Galeonowi ponownie zbudować bezpieczną przewagę. Absolutną ozdobą meczu była bramka z okolic 45. minuty na 12:8, kiedy to Małażewski wykonał rajd z własnej połowy, mijając kilku rywali i prezentując po drodze parę fenomenalnych sztuczek, po czym oddał piłkę Frankowi Zakrzewskiemu i po otrzymaniu podania zwrotnego wpakował futbolówkę do pustej bramki. Liczby, jakie wykręcali młodzi piłkarze Galeonu, sprawiły, że Wilanów nie zdobył się już na żadne bardziej realne zagrożenie pod bramką strzeżoną przez Michalskiego. Ustalając wynik na 16:8 i odprawiając tym samym bez zdobyczy punktowej faworyta spotkania, Galeon pokazał, że wciąż liczy się w walce o medale i ze swoimi największymi gwiazdami na pokładzie jest w stanie zagrozić każdemu.

FC Warsaw Wilanów musi natomiast mieć się na baczność i zadbać o zdecydowanie lepszą frekwencję w nadchodzących kolejkach, by utrzymać miejsce premiowane awansem.

2
14:00

Spotkanie MWSP z CWKS Warszawską Ferajną było niezwykle wyrównane i od pierwszych minut przypominało piłkarskie szachy. Gra toczyła się głównie w środku pola, gdzie obie drużyny zaciekle walczyły o każdy metr boiska. Nie brakowało fizycznych starć, pressingu i prób przejęcia kontroli nad tempem meczu, jednak długo żadna ze stron nie potrafiła uzyskać wyraźnej przewagi.

W pierwszej połowie kibice zobaczyli aż cztery bramki. Szymon Winkler był najjaśniejszą postacią MWSP, dwukrotnie wpisując się na listę strzelców i napędzając ofensywę swojej drużyny. CWKS Warszawska Ferajna nie pozostawała dłużna – odpowiadała skutecznie i również zdobyła dwa gole. Do przerwy mieliśmy więc remis 2:2, który doskonale oddawał przebieg tej części gry.

Po zmianie stron spotkanie nadal było bardzo zacięte, choć tempo nieco spadło. Wciąż dominowała walka w środku pola i ostrożność w działaniach ofensywnych. Kluczowy moment nastąpił w drugiej połowie, kiedy CWKS zdobył trzecią bramkę, wychodząc na prowadzenie 3:2. MWSP próbowało odrobić straty, jednak defensywa gości funkcjonowała bardzo solidnie.

Na szczególne wyróżnienie zasłużył Stanisław Dąbrowski, który popisał się kilkoma świetnymi interwencjami, a dodatkowo zaliczył asystę przy jednej z bramek. Ostatecznie CWKS Warszawska Ferajna wygrała 3:2, sięgając po niezwykle ważne punkty.

3
15:00

Ależ to było meczycho! Wysoka porażka z poprzedniej rundy była dla gospodarzy wyjątkowo bolesnym wspomnieniem, a żądza rewanżu wyraźnie wpłynęła na mobilizację w obozie Mocnego Narketu. Ekipa Rubena Nieścieruka solidnie przygotowała się do tego starcia i miała w zanadrzu nie tylko ciekawą taktykę, ale i tajną broń, która ujawniła się już w pierwszej połowie.

Początek meczu wskazywał jednak, że Choszczówka znów gładko rozjedzie rywala. Już w 2. minucie wynik otworzył Piotr Pulkowski, a w 4. minucie było już 0:2, kiedy wybicie bramkarza zrykoszetowało od nóg Michała Kochanowskiego i piłka wpadła do bramki. Już w kolejnej akcji ten sam zawodnik ponownie pokonał golkipera Narketu i wydawało się, że sytuacja gospodarzy jest beznadziejna.

Nic bardziej mylnego. Najpierw Bartosz Sitek wyłuskał piłkę obrońcom i zdobył gola kontaktowego, a po 10 minutach gry Mocny Narket wymienił wszystkich zawodników z pola i momentalnie mecz nabrał kolorów. Przede wszystkim na placu pojawił się Jan Sieczka, który dosłownie odwrócił bieg meczu i w cztery minuty doprowadził do tego, że z wyniku 1:3 zrobiło się 4:3. Co więcej – już w kolejnej akcji miał szansę na podwyższenie, ale zgubiła go nonszalancja i w sytuacji sam na sam z bramkarzem przerzucił piłkę nad poprzeczką. Sytuacja ta szybko się zemściła, bo Piotr Pulkowski popisał się pięknym, chirurgicznie precyzyjnym uderzeniem z dystansu i piłka wpadła do bramki, odbijając się przy tym od słupka, a pierwsza połowa zakończyła się remisem 4:4.

Po zmianie stron Piotr Pulkowski po raz trzeci zapisał się w protokole, ale tym razem w roli asystenta, a jego podanie na gola zamienił Piotr Górecki. Choszczówka długo nie nacieszyła się tym prowadzeniem – w kolejnej akcji golkiper Narketu, Ruben Nieścieruk, popisał się refleksem i wyjął przysłowiową setkę, a chwilę później posłał precyzyjne podanie przez całe boisko do Jana Sieczki, który skorzystał z tego prezentu i nie dał szans Szymonowi Sałacie. Remis 5:5 utrzymał się do samej końcówki meczu, ale walki w środku pola czy akcji pod obiema bramkami nie brakowało. Doszło również do spięcia między zawodnikami i sędzia pokazał obu drużynom po żółtym kartoniku. Inicjatywa była po stronie Narketu, ale gospodarze nie mogli wyraźnie przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę.

Utrzymanie remisu nie było dla gospodarzy opcją – Narket podjął ryzyko i parł na bramkę przeciwnika, ale fortuna była tego dnia po stronie Choszczówki. W 45. minucie rzut wolny dla Narketu błyskawicznie zamienił się w kontrę, którą wykorzystał Olek Śpiewak, i goście wyszli na prowadzenie.

Choszczówka mądrze, a przede wszystkim skutecznie, zamurowała bramkę i dowiozła korzystny wynik do końca. W ten sposób goście pokazali, że nawet w obliczu tak ciężkiego meczu są w stanie zachować zimną krew do końca. Postawa godna przyszłego mistrza.

4
16:00

Mecz pomiędzy FC Patetikos a Piwo Po Meczu FC był widowiskiem, które trzymało w napięciu dosłownie do ostatniego gwizdka. Od samego początku obie drużyny ruszyły na siebie z dużą intensywnością i żadna nie zamierzała odpuszczać nawet na moment. Spotkanie było niezwykle zacięte i miało taki przebieg, że każda zdobyta bramka momentalnie spotykała się z odpowiedzią rywali. Przez większość czasu wynik oscylował wokół remisu i trudno było wskazać faworyta do końcowego zwycięstwa.

Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 3:3, co doskonale oddaje wyrównany charakter tego pojedynku. Po przerwie obraz gry wcale się nie zmienił - dalej oglądaliśmy wymianę ciosów i dużą intensywność po obu stronach boiska. W drużynie FC Patetikos bardzo dobrze prezentowali się Jakub Michalik i Tomasz Tomczyk, którzy łącznie zdobyli aż sześć bramek. Z kolei w ekipie Piwo Po Meczu świetne zawody rozegrał Michał Świercz, autor hat-tricka i lider ofensywy swojego zespołu.

Kiedy wydawało się, że spotkanie zakończy się remisem, nastąpił kluczowy moment. FC Patetikos zachowało więcej sił na końcówkę i na około 10 minut przed końcem zdołało zdobyć dwie decydujące bramki. Piwo Po Meczu próbowało jeszcze wrócić do gry i gonić wynik, jednak zabrakło już czasu na skuteczną odpowiedź. Ostatecznie FC Patetikos wygrało 7:5, pieczętując zwycięstwo po bardzo emocjonującym i wyrównanym meczu.

5
19:00

W 13. kolejce 11. ligi na boisku AWF Legijna Ferajna wyraźnie pokonała Mistrzów Chaosu 7:3, rewanżując się za jesienną porażkę.

Spotkanie od początku układało się pod dyktando Ferajny. Już w pierwszych minutach szybko objęła prowadzenie, a chwilę później podwyższył Jenner. Mistrzowie odpowiedzieli efektownym lobem Spławskiego z własnej połowy, jednak nie poszli za ciosem. Jeszcze przed przerwą Kijkowski wykorzystał zamieszanie pod bramką i ustalił wynik pierwszej połowy na 3:1. Choć tempo nie było wysokie, to Ferajna częściej utrzymywała się przy piłce i kontrolowała przebieg gry.

Po zmianie stron przewaga zaczęła być coraz bardziej widoczna. Jenner ponownie wpisał się na listę strzelców, a chwilę później dołożył asystę przy trafieniu Onopiuka, będąc jednym z motorów napędowych zespołu. Mistrzowie próbowali odpowiadać i zdołali dwukrotnie trafić do siatki, jednak brakowało im skuteczności w kluczowych momentach – nawet przy groźnych sytuacjach, jak uderzenie w poprzeczkę. W końcówce Ferajna nie zwalniała tempa i przypieczętowała zwycięstwo kolejnymi trafieniami.

Dla Legijnej Ferajny to kolejny solidny występ w rundzie wiosennej – zespół wciąż pozostaje niepokonany. Mistrzowie Chaosu, mimo momentów dobrej gry, nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki.

Reklama